Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Luty 2018
P W Ś C P S N
« Sty    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  
Reklama

Trudne początki (cz.4.)

 

– Richi, stój! – Diabolique dała znać, żeby przytrzymał windę. – Caro pokazała mi wczorajsze zdjęcia. Genialne! Dzięki, że nas nie wydałeś.

– Nie ma sprawy. Muszę przyznać, że powinienem wcześniej na ciebie zwrócić uwagę.

– Dziękuję – uśmiechnęła się.

– Ale mam jeden warunek. – Spojrzała na niego zainteresowana.

– Naprawdę mam się z tobą przespać?

– Nie, wręcz przeciwnie. Masz się przyznać, że do niczego nie doszło. Zakładam, że wiesz, jak zakombinować, żebym odzyskał reputację. – Uśmiechnęła się na potwierdzenie. – A dla dobra Blade’a trzymaj się wersji, że tamta blondyna prawdopodobnie ma problemy ze wzrokiem i nie zauważyła ostatniej karteczki.

– Masz jak w banku!

– Jak się wywiążesz… to może z tych zdjęć będą większe profity.

Diabolique wstrzymała oddech. Pierwszy raz zabrakło jej słów. Winda stanęła na jej piętrze. Kiedy już miała wysiadać, odwróciła się i w końcu powiedziała:

– Caro poprosiła o zmianę opiekuna, albo samodzielną pracę.

– Tego się obawiałem, gdy ledwo powiedziała „cześć” przy śniadaniu.

– Z kim dziś pracujesz?

– Zobaczymy po losowaniu.

– Uparciuch.

Uśmiechnął się, gdy patrzyła, jak zamykają się drzwi miedzy nimi.

Natychmiast wyjął komórkę i wybrał numer Blade’a.

– Ani mi się waż odbierać Caro!

– Co wam odbiło? Najpierw na miesiąc przed wyjazdem ustalacie, że macie pracować razem, teraz ona mnie błaga, żebym znalazł kogoś innego. Omija cię szerokim łukiem w restauracji. Po co się odzywałeś na tym cholernym panelu?

– Bo wiedziałem, że ktoś inny to zrobi? Wtedy byłoby jeszcze gorzej. Mniejsza o to. Nie odbieraj mi jej, z nikim innym nie będę pracował.

– Dobra… ochrzanię świeżaka, że się za bardzo rządzi – zaśmiał się.

– Tylko nie za mocno. I tak już mnie unika.

***

 

Caroline bez słowa szła za Richim po ścieżce. Miała wyrzuty sumienia, że przez jej wygłup mu zaszkodziła. Postanowiła się wycofać i unikać go na grupowych spotkaniach, żeby zasiać choć odrobinę wątpliwości w innych, co do ich rzekomej wspólnej nocy. I przyczynić się do śmierci plotki. W pewnym momencie nawet przepuściła modelkę z wizażystką i sama szła na końcu. Nie zauważyła, gdy Richi zatrzymał się nad strumieniem i wpadła na dziewczynę, idącą przed nią. Kiedy ta już miała powiedzieć coś przykrego, Richi zarządził postój i zawołał Caroline. Kazał jej przejść się wzdłuż brzegów i wybrać dobre miejsce. Przeskoczyła na drugą stronę, rozejrzała się i patrząc na Richiego, przyłożyła aparat do oka. Stał koło niewielkiego wodospadu, na kawałku skały, przez co zdawał się jeszcze wyższy i potężniejszy. Jak zwykle w czarnym t-shircie, dopasowanych dżinsach i traperach idealnie nadających się do chodzenia po lesie, skojarzył się jej z żołnierzem sił specjalnych, szukającym dobrego miejsca na zasadzkę. Mimowolnie nacisnęła spust.

Richi usłyszał charakterystyczny dźwięk i spojrzał w jej stronę.

– Gdzie?

– Tu gdzie stoisz.

– Zrobiłaś mi zdjęcie?

Kiedy kiwnęła głową, od razu ruszył na dół. Natychmiast nacisnęła spust jeszcze raz. Złapała go w powietrzu, gdy zeskakiwał ze skały. Chwilę później stał już koło niej.

– Pokaż. – Podała mu aparat. – Super! Mam nadzieję, że dziś masz już lepszy nastrój.

– Pokażę to na panelu pożegnalnym. – Wyświetliła ujęcie Richiego w locie.

– Zobaczysz, kiedyś się doigrasz.

– Czyli nie zabraniasz?

Nie odpowiedział, tylko przeskoczył przez strumień i zabrał sprzęt. Zostawił instrukcje dziewczynom i wrócił do Caroline.

Tym razem ona prawie się nie odzywała i nawet nie próbowała zaczynać rozmowy. Wykonywała tylko posłusznie jego polecenia.

Chociaż Richi był zadowolony z efektów jej pracy, to martwił się ich relacją. Nie przypuszczał, że jeden głupi błąd tyle namiesza. Bardzo chciał z nią rozmawiać na luzie, jak na sieci przed wyjazdem. Wiedział, że spotkania na żywo zawsze coś zmieniają, ale nie sądził, że w ich przypadku na gorsze. Spodziewał się, że ich znajomość się zacieśni i będą widywali się na każdych następnych warsztatach. Tymczasem rozmawiali tylko „służbowo”. Kiedy sesja się skończyła, podszedł do modelki i wizażystki i powiedział, żeby na niego nie czekały, bo chce jeszcze zrobić kilka zdjęć krajobrazu. Dziewczyny tylko się dwuznacznie uśmiechnęły i wróciły do hotelu.

– Mamy do pogadania. – Stanął tak blisko Caroline, że poczuła zapach jego skóry.

– Mówiłam już, nie dołączę do wianuszka twoich fanek. Zresztą, zlinczowałyby mnie na miejscu, gdybym próbowała.

– Cholera jasna, wcale nie chcę, żebyś się do mnie wdzięczyła. Wolę znów porozmawiać z tą fajną Caro, którą poznałem na sieci. Całe tygodnie nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie będziemy mieli na to okazję na żywo. Gdzie się podziała ta inteligentna i wrażliwa dziewczyna? Chyba, że udawałaś przez Internet kogoś innego… Grałaś przede mną?

– Co?!!! – Nie wierzyła w to, co usłyszała. – A gdzie się podział ten inteligentny i wyrozumiały facet, którego ja poznałam?

– Cały czas stoi przed tobą. Niczego nie udawałem.

– Widzę tylko boskiego Richiego, któremu wydaje się, że wszystko może. Nawet mi nie powiedziałeś, że tak ciebie nazywają.

– Bo nienawidzę tego przydomka. A jakbym z nim walczył, to słyszałbym go znacznie częściej.

– Wiedziałeś, że się bałam przyjechać, nikogo nie znałam, ciebie też tylko przez sieć… i już pierwszego wieczoru zrobiłeś ze mnie pośmiewisko. – Czuła łzy napływające jej do oczu. – Nie masz pojęcia, jak to jest, kiedy taka brzydka dziewczyna jak ja jest nagle w centrum uwagi, a dookoła same super laski! I tak zawsze śmieją się z mojego wyglądu, to teraz nie mam gdzie się schować, bo nagle stałam się celebrytką warsztatową. Ty przynajmniej nie masz się czego wstydzić, jak ci wyjadą z boskim. A ja…? Kiedy słyszę te wszystkie szepty „gwiazda”, to wcale nie jest miłe… – urwała monolog, bo prawie zadławiła się łzami.

Walnęła go w ramię i usiadła na najbliższym kamieniu.

– Wygłupiłem się, wiem. Ale bałem się, że ktoś inny ci wypomni ten ogródek, a wierz mi nie skończyłoby się wtedy na dwóch pytaniach. Więc postanowiłem zadziałać pierwszy.

– Nie spodziewałam się tego po tobie… obiecałeś mnie wprowadzić   p o m a ł u, a nie drwić ze mnie na dzień dobry.

– Cholera… Ile razy mam cię przepraszać, żebyś mi wybaczyła? Ciągle uczę się hamować z niektórymi rzeczami. – Opanowała płacz i próbowała się uśmiechnąć. – Ja po tobie też się nie spodziewałem krwawej zemsty. – Usiał na kamieniu obok niej.

– Dałam się namówić po pijaku… – Otarła twarz wierzchem dłoni. Kiedy zobaczyła czarny ślad, odwróciła się. – Nie patrz, rozmazałam makijaż.

– Nie zachowuj się jak inne dziewczyny, które przejmują się tylko wyglądem.

– Sorry, czasami chcę być zwykłą dziewczyną. Nie zamienię się w boskiego macho bez serca. – Wygrzebała chusteczkę i usiłowała wytrzeć plamy z tuszu pod oczami. – Gdzie ta cholerna wizażystka z lusterkiem? – Opuściła ręce i głowę, czując, że znów zacznie płakać.

– Pomogę ci. – Wyjął chusteczkę z jej dłoni i uniósł podbródek. – Spójrz w niebo.

Poddała się, a on najdelikatniej jak potrafił, wycierał jej dolne powieki.

– Chyba masz niezłą praktykę… Skąd?

– Kiedyś już robiłem takie rzeczy i jestem dobrym obserwatorem.

– Przecież mówiłeś, że nie sypiasz z modelkami.

– Poprawiałem makijaż żonie.

– Rany, zupełnie o tym zapomniałam. – Pociągnęła nosem.

– Tak dawno jestem po rozwodzie, że ja też prawie zapomniałem.

– Co to był za dziwny dzień… ona wystrojona w białą suknię i cały czas zastanawiałeś się, czemu to inni robią zdjęcia a nie ty?

– Nie rozśmieszaj mnie, bo ci wsadzę palec w oko. – Zamilkła i pozwoliła mu dokończyć. – Była w różowej sukni. Plus 50 do lansu. – Schował wilgotną chusteczkę do swojej kieszeni. – I masz rację, wolałbym być jednym z fotoreporterów niż dodatkiem do tej sukni.

– Fotoreporterów? – Caroline nie spodziewała się takiego wyznania i wspomnienia. – Była kimś znanym? Nigdy o tym nie opowiadałeś…

– Była pierwszą i ostatnią modelką, z którą sypiałem. Oboje się wykorzystaliśmy do zrobienia kariery. I na sesjach często byliśmy zdani tylko na siebie. Sama musiała robić fryzurę i makijaż, a ja musiałem poprawiać. – Przytrzymał w dłoniach twarz Caroline i spojrzał jej w oczy. – Teraz już jest dobrze. Znów możesz się pokazać ludziom – powiedział po chwili weselszym tonem.

– Dziękuję. Nikomu nie powiem, że wielki macho zna się na makijażu.

– Dlaczego mnie tak nazywasz?

– A co, nieprawda? Przeglądałeś się ostatnio w lustrze? Gdy cię zobaczyłam, myślałam, że jesteś modelem.

– Rany, a ty znów o wyglądzie…

– Nie da się tego przeoczyć…

– A miałem nadzieję, że chociaż jedna kobieta doceni mnie za intelekt.

– To po co tak pakujesz?

– Dla zdrowia. Jako gówniarz byłem wiecznie chorowity, aż w końcu jeden lekarz kazał mi ćwiczyć. I wszystkie cholerstwa poszły precz.

– Aha…

– A ty, po co ćwiczysz?

– Bo jestem gruba i chcę schudnąć… czyli też dla zdrowia.

– Nie masz z czego chudnąć.

Caroline nagle poczuła się skrępowana. Dopiero zauważyła, jak blisko znajdował się Richi, ich twarze dzieliło kilka milimetrów. Kiedy odchyliła głowę do tyłu, uspakajając oddech, jeszcze mocniej poczuł zapach jej perfum na aksamitnym dekolcie. Zacisnął zęby, żeby się pohamować, ale wtedy położyła dłonie na jego barkach. Kiedy chciała go odsunąć, żeby wstać, złapał ją w pasie. Przyciągnął do siebie i wpił się w jej usta. Szarpnęła się. Gdy odchylił się, uderzyła go dłonią w policzek.

– Nie jestem jedną z twoich fanek! – Wyrwała się i pobiegła do hotelu.

Oparł się o skałę i patrzył, jak Caroline znikała między drzewami.

– I masz za swoje, debilu. Jedyna dziewczyna, z którą miałbyś o czym porozmawiać, właśnie od ciebie uciekła.

Opierając się o kamień, na którym przed paroma minutami siedzieli, zapalił papierosa. Jakiś czas patrzył na dym rozpływający się w czubkach drzew, aż usłyszał głosy wracających uczestników.

– Stary, co tak sam siedzisz? – spytał Martin, widząc przyjaciela na ziemi.

– Bo dziś wszystkie kobiety ode mnie uciekają.

– Nędzny żart.

– No… Pomożesz mi zanieść sprzęt Caro? – Otrzepał się z piasku.

– Jasne. A ją gdzie wywiało?

– Pewnie już do pokoju.

– Znów nie panowałeś nad sobą? – Richi potaknął bez słowa. – Stary, a durny.

– Dobrze gadasz, klecho. – Klepnął Martina po ramieniu.

 

Ewa Dudziec, 8-9.X.2017
P.S. Ciąg dalszy nastąpi w książce.

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 1.)

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 2.)

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 3.)

ŚWIĄTECZNY BANKIET (cz. 1.)

ŚWIĄTECZNY BANKIET (cz. 2.)

DAJ MI SPOKÓJ

 

4 odpowiedzi na „Trudne początki (cz.4.)”

  • Dlaczego go leje i nie chce mi go oddać? 🙂 Ja go chętnie wezmę jak ona gardzi ciasteczkiem :). A tak szczerze powiedziawszy to opowiadanie jak zwykle fajne. Podoba mi się sposób w jaki piszesz i prowadzisz historię. Swoich bohaterów nie oszczędzasz :). Jestem ciekawa jak ta historia się zakończy, więc czekam na książeczkę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.