Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Styczeń 2018
P W Ś C P S N
« Gru    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
Reklama

Świąteczny bankiet (cz. 1.)

 

Caroline piła już trzeciego drinka i pomimo szumiącego w głowie alkoholu wciąż czuła się nieswojo na świątecznej imprezie. Chociaż od majowych warsztatów spotkała się już kilka razy z użytkownikami forum w White Hills, to zwykle były to kameralne „posiadówki” na pięć – sześć osób góra. Tym razem jednak Blade zorganizował świąteczny bankiet, na który przyjechało kilkudziesięciu użytkowników z połowy kraju.

Po parunastu zdawkowych rozmowach, zaczęła rozglądać się za wolnym stolikiem. Zatęskniła za Richim, z nim na pewno by się nie nudziła, o ile nie flirtowałby ze swoimi fankami. Przez ostatnie miesiące znów świetnie im się rozmawiało na sieci, ale na razie jednak wolała go nie oglądać na żywo i ostatecznie cieszyła się, że nie przyjechał.

– Caro! Siadaj z nami! – Donośny głos Blade’a przebił się przez rozbawiony tłumek. – Pamiętasz mojego brata, Erica? – spytał, gdy straciła równowagę i wylądowała prawie na kolanach chłopaka.

Zawstydzona, chciała od razu odejść, ale Eric zapewnił, że nic się nie stało i zrobił jej miejsce.

– Co tam słychać u naszej gwiazdy? – Caroline przez chwilę nie wiedziała, do kogo Blade skierował pytanie. – Niedługo przerośniesz swego mistrza! Zdrowie!

– Jaka gwiazda?

– A nie zbierałaś gratulacji za zdjęcia Diabolique przez cały wieczór?

– Nie… no, może od dwóch osób…

– Za kilka tygodni się zacznie, jak będzie wielka feta w Barge City…

– Coś przegapiłem? – wtrącił się Eric, widząc, że Caroline też nie za bardzo rozumie, o co chodzi.

– No tak, to świeża wiadomość, mogłeś jeszcze nie słyszeć – Blade pospieszył z wyjaśnieniem. – Mówiłem ci, jak Caro i Diabolique zorganizowały sobie sesję z Richim. Niedawno w końcu opublikowali te zdjęcia, pod wspólnym szyldem „Black-Fox” i wczoraj Diabolique pochwaliła się podpisanym kontaktem. Została twarzą jakichś nowych perfum.

– Wow, sama nie wiedziałam! – Napoczęła nową szklankę z kolorowym alkoholem. – Ale dziś w ogóle nie włączałam kompa i nie sprawdzałam poczty.

– A ja byłem pewien, że Richi do ciebie dzwonił.

– Pięknie! Koniecznie trzeba to opić! – Eric sięgnął po nowego drinka dla Caroline.

– Jej już chyba wystarczy – Blade zaprotestował. – Boski mnie zatłucze, jak cię nie przypilnuję.

– Nie przesadzaj, brachu, takie wiadomości trzeba uczcić! Najwyżej później zwolnimy tempo.

– Nie dzwonił. A powinien? – Kiedy Caroline miała dość słuchania o Richim, nagle dotarły do niej wcześniejsze słowa Blade’a. – Tak w ogóle, to czemu masz mnie pilnować?

– Chodzicie ze sobą? – Eric wyczuł rosnące napięcie.

– Nie! – krzyknęła trochę za głośno, pod wpływem alkoholu. – I nie sprawdzam, co on robi między warsztatami.

– Zatańczymy? – Eric nagle wstał i wyciągnął do niej dłoń.

– Chętnie. – Rzuciła Balde’owi wściekłe spojrzenie.

Wsparła się na ramieniu Erica i poddała jego krokom.

– O co chodzi z tym pilnowaniem? – spytał po kilku taktach z dala od brata.

– Nie wiem… Przyjaźnię się z Richim, ale do podrywania ma wianuszek zapatrzonych w niego modelek.

– Tak… Jeszcze żeby wykorzystywał sytuację, to może ja miałbym łatwiej z tymi dziewczynami.

– A nie masz, przecież prawie wszystkie laski lecą na fotografów.

– Problem w tym, że nim nie jestem. I wszystkie lecą na Boskiego albo mego brata.

– To co ty robisz na warsztatach?

– Organizuję je. Tak samo jak tę imprezkę, dobre hotele, sponsorów i tym podobne.

– Czyli tańczę właśnie z szefem wszystkich szefów.

Eric się roześmiał.

– Chyba każę tak do siebie mówić. – Przytulił Caroline mocniej do siebie. – Za to ja tańczę z prawdziwą gwiazdą.

– Daruj sobie… Nie jestem żadną gwiazdą.

– Jeszcze. – Dłoń Erica zsunęła się wzdłuż jej pleców.

Zasłuchana w muzykę i całkiem nieźle pijana nie zwróciła uwagi na pieszczoty chłopaka. Cieszyła się, że może chwilę odetchnąć, a on nie załamuje się pod jej ciężarem. Zakładała, że i tak gdy skończy się utwór, znów będzie zdana na siebie, a on pójdzie podrywać modelki, skoro nie było Richiego w pobliżu.

– Masz ochotę się przewietrzyć? – spytał, gdy ucichła muzyka.

Kiwnęła głową, a on wyprowadził ją na taras. Pierwszy podmuch grudniowego powietrza był bardzo orzeźwiający. Podbiegła do balustrady i mocno się wychyliła.

– Tu jest pięknie! – Rzadko miała okazję oglądać własne miasto z trzynastego piętra. W zasadzie to nigdy. – Nie wiedziałam, że można tu wejść. Matko, gdzie mój aparat? Te widoki aż się same proszą o sesję.

– Tak szybko masz zboczenie zawodowe? – Stanął za nią.

– Wcale nie szybko. Tylko fotografowania ciągle nie traktuję zawodowo.

– Od dawna robisz zdjęcia?

– Odkąd pamiętam – uśmiechnęła się do siebie, podziwiając rozświetlone świątecznie miasto.

Kiedy chciała wrócić do środka, bo w końcu poczuła chłód zimowej nocy, nie mogła oderwać rąk od balustrady. Z przerażeniem spojrzała na Erica.

– Rany… dłonie mi przymarzły…

– Może rzeczywiście już ci wystarczy.

– Zdecydowanie. – Spojrzała w roześmiane błękitne oczy. – Nawet jako gówniara nigdy nie zrobiłam takiej głupoty…

– Coś na to poradzimy. Wystarczy ci ogrzać dłonie. – Eric znów stanął za jej placami i mocno do niej przywarł. – Tak nie zmarzniesz. – Ułożył swoje ręce na jej i zaczął rozcierać wierzchy dłoni. – Już lepiej? – spytał, gdy przestała drżeć.

– Tak, dziękuję.

Przesunął się w bok i pochylił tuż nad barierką. Ciepły oddech w końcu pozwolił oderwać jej dłonie od zimnego metalu. Natychmiast ujął je w swoje i energicznie masował. Po chwili objął ją, przyciągając mocno do siebie.

– Wsuń mi ręce pod pachy. Jak odzyskasz czucie, będziesz mogła zanurzyć w ciepłej wodzie.

– Przyznaj się. Wykorzystujesz sytuację?

– Trochę. Dawno nie miałam okazji obejmować pięknej dziewczyny. Zwyczajnie nie mam czasu.

– A modelki?

– Coś ci zdradzę… – Zainteresowana uniosła głowę, żeby znów spojrzeć w jego ciepłe oczy. Teraz wydawały się być ciemniejsze. – Nie tylko Blade ma słabość do dziewczyn z aparatami.

– Serio?

– Od razu zwróciłem na ciebie uwagę, gdy dawałem ci indeta. Ale potem między tobą i Richim szalała taka burza, że wolałem nie podchodzić.

Caroline roześmiała się.

– Rzeczywiście to był istna „komedia omyłek”.

– I na pewno z nim nie chodzisz?

– Na pewno.

– A masz teraz kogoś?

– Czemu pytasz?

– Chciałabym wiedzieć, czy mam szansę zdobyć gwiazdę na święta.

– Mówiłam, że nie jestem żadną gwiazdą. – Wysunęła się z jego ramion i pobiegła do szatni.

W ułamku sekundy znów stał koło niej.

– Pozwól, że postawię ci coś ciepłego, tylko proszę, nie uciekaj jeszcze.

– A będziesz mnie tak dalej nazywał?

– Nie. Słowo harcerza.

Zmierzyła go od stóp do głów. Elegancki garnitur, wypielęgnowane dłonie i buty, modna fryzura, szczupła sylwetka – zdecydowanie nie wyglądał na harcerza.

– Wiesz, co to znaczy w ogóle?

– Spytaj Blade’a. Pewnie chętnie mnie obsmaruje. – Uśmiechnął się. – Chodź do środka. Zamówię grzane wino.

– Czemu ci na to pozwalam? – spytała samą siebie wchodząc z powrotem na salę pełną ludzi.

– Bo tak naprawdę nie chcesz siedzieć w pustym pokoju?

Nie dopowiedziała, tylko przyspieszyła w kierunku baru.

 

Ewa Dudziec, 21.XII.2017

 

4 odpowiedzi na „Świąteczny bankiet (cz. 1.)”

  • to niech ten tydzień szybko minie 😉

  • Rzucę ci luźna propozycje. Czy możesz, jak robisz opowiadania w częściach, na samym dole zostawiać link do kolejnej części? Teraz na telefonie muszę szukać dalej, a tak ułatwiłoby to sprawę. Co myślisz? Ps. Opowiadanie jak zwykle świetne. Idę czytać dalej ^.^

    • Widzisz, skleroza nie boli 🙂 bo myślałam o takim podlinkowaniu do pozostałych części 🙂
      Dzięki za przypomnienie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.