Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Reklama

Trudne początki  (cz. 1.)

 

Szarpnęła za rączkę walizki, która niechętnie podskoczyła na progu hotelowych drzwi. Poczuła się zagubiona w tłumie ludzi, znajdujących się w holu.

Wzdłuż recepcji stała kolejka kilkunastu osób, na bagażach siedziało następnych kilkadziesiąt, a między nimi stało drugie tyle. Kilka osób miało przewieszone torby z aparatami fotograficznymi. Zauważyła też kilku mężczyzn z kolorowymi smyczami na szyi i identyfikatorami. Kiedy ruszyła w ich kierunku, jeden spojrzał na zegarek i donośnym głosem poprosił o ciszę.

– Dzień dobry. Kto jeszcze mnie nie zna, to nazywam się Mark Blake, na forum występuję jako Blade i tak możecie się do mnie zawracać. Jak zwykle posługujemy się raczej ksywami. Tych, którzy przyjechali pierwszy raz, zapraszam do siebie po odbiór identyfikatorów, a potem do recepcji po klucze do pokoi. Wszystkie są dwuosobowe. Jeśli nie macie współlokatorów, to zostaną wam przydzieleni, nieco przypadkowo. – Zaśmiał się krótko. – Za godzinę spotykamy się na obiedzie, a za kolejną, czyli o 16.00, tradycyjny panel zapoznawczy z pokazem zdjęć nowych uczestników. Szczegółową rozpiskę zajęć w grupach dostaniecie razem z „identami”. Kto już był na warsztatach, wie co robić. To na razie tyle. Miłej zabawy.

Chwilę później w holu znów się zrobiło gwarno, niektórzy rozchodzili się po pokojach, inni się witali z dawno niewidzianymi znajomymi i rozmawiali. Większość się już znała i Caroline znów poczuła się zagubiona. Skoro jednak zapłaciła za warsztaty i jechała tu kilka godzin, nie mogła się już wycofać. Podeszła do Marka.

– Jaki masz nick[1]? – spytał, gdy tylko się zbliżyła.

– Caro. Nazwisko: Caroline Fox – powiedziała nieśmiało.

– Super! Miło cię wreszcie poznać na żywo! – Uściskał ją, jak starą znajomą.

– Ciebie też… – Blade wypuścił ją z ramion i wyszukał identyfikator.

Zanim dopełnili formalności, znów rozglądała się po holu. Jej uwagę przykuła grupka wysokich szczupłych dziewczyn, oblegających jeszcze od nich wyższego bruneta koło trzydziestki. Chwilę obserwowała, jak dziewczyny robią maślane oczy do mężczyzny. Miała nadzieję, że atmosfera będzie luźna, jak na forum, i nie będzie tutaj kółek wzajemnej adoracji. Odwróciła się zniesmaczona do Marka.

– Pracowałaś już z modelkami? – Zaprzeczyła ruchem głowy. – Masz opiekuna na warsztaty, czy kogoś ci wyznaczyć?

– Umówiłam się z Richim przed wyjazdem.

– O, Richi, świetny wybór. – Usłyszała za plecami ciepły, damski głos. – Chciałabym mieć u niego sesję. – Dodała rudowłosa dziewczyna. – Cześć, Blade. Mark z nią też przywitał się jak ze starą przyjaciółką. – Jestem Diabolicque – przedstawiła się dla Caro. – Pierwszy raz?

– Tak.

– Masz już kogoś do pokoju?

– Nie.

– To możemy być razem. – Mrugnęła do Caroline. – Może dzięki tobie w końcu uda mi się umówić z Richim – uśmiechnęła się zadziornie.

– Ale ja fotografuję – sprostowała Caroline.

– Tym lepiej, może popracujemy we trójkę.

– Nie wiem, nie znam się…

– Spoko, pomogę ci się odnaleźć – Diabolique wzięła ją pod rękę i poprowadziła do recepcji.

W holu było już coraz mniej ludzi i zniknął też brunet z wianuszkiem dziewczyn.

Gdy odebrały klucze, Diabolique zauważyła kogoś znajomego i zostawiła ją samą. Caroline zebrała bagaże i poszła do windy. Po drodze minęła bruneta, który rozmawiał z kolejną dziewczyną. Spojrzała na nich spode łba i przyspieszała kroku. Z ulgą schowała się sama w windzie. Nie dość, że już zauważyła permanentne flirtowanie, to jeszcze jej współlokatorka była napalona na fotografa, z którego chciała w końcu poznać na żywo i porozmawiać. Zaczęła się obawiać, że nie będzie miała okazji. Dobrze, że przez sieć się umówili na wspólną pracę, to może wtedy uda się im wymienić kilka inteligentnych zdań.

Kiedy winda zamknęła się z Caroline wewnątrz, mężczyzna zorientował się, że nie miała tylko zwykłych walizek, a również torby ze sprzętem fotograficznym.

– Muszę coś sprawdzić u Blade’a. – Czym prędzej pożegnał się ze swoją rozmówczynią i poszedł do recepcji.

Usłyszał ciche westchnięcie za plecami, ale nie zwrócił na nie uwagi. Jego myśli pochłonięte były już kimś innym.

– Dużo mamy fotografek na tych warsztatach? – spytał Blade’a.

– Chyba tylko trzy.

– Sprawdź, czy moja podopieczna już się zameldowała. Nick: Caro.

– Tak. Fajna dziewczyna, wydaje się być nieśmiała, ale nie wiem na jak długo… – Brunet spojrzał na niego zdziwiony. – Diabolique zgarnęła ją do pokoju.

– To rzeczywiście będzie ciekawie. – Roześmiali się.

 

***

 

Caroline weszła na salę konferencyjną, chciała usiąść z tyłu i schować się w cieniu, ale Blade poinstruował, że wszyscy nowi, mają zająć pierwszy rząd, żeby mieli bliżej podczas prezentacji. Z trudem znalazła krzesełko z brzegu i skuliła się koło rudowłosego mężczyzny.

– Pierwszy raz? – Kiwnęła głową. – Jestem Martin. – Wysunął szczupłą dłoń.

– Caro. Jaki masz nick? – szepnęła.

– Red Priest[2]. – Podniósł identyfikator przypiekły do kieszonki czarnej koszuli.

Wow. Miło cię poznać. – Spojrzał wzdłuż pierwszego rzędu, który się prawie zapełnił. – Ale ty chyba już jeździłeś na warsztaty… Czemu tu siedzisz?

– Mam kiepski wzrok. – Kiwnęła ze zrozumieniem. – O, Blade już jest.

Rozpoczęła się prezentacja. Każdy nowy uczestnik, niezależnie od branży, którą reprezentował, miał przygotować zdjęcie swojej pracy. W przypadkach modeli, czy stylistów, jedno zdjęcie prezentowało kilka osób. Przy każdej fotografii wywiązywała się krótka dyskusja. Caroline w końcu poczuła się trochę jak na forum. Rzeczowe komentarze, luźne uwagi, trochę żartów.

– To teraz pora na zdjęcie Caro. – Rozległo się w głośnikach.

– Jezu…

Martin położył jej dłoń na ramieniu.

– On jest z tobą, będzie dobrze.

Spojrzała na niego zaskoczona i podeszła do mównicy.

– To jest ogródek jednego z klubów na rynku w White Hills – powiedziała, najkrócej jak się dało.

– A to nie powinno być nowe zdjęcie? – spytał ktoś z sali. Światło rzutnika skutecznie ją oślepiało i nie była w stanie nikogo zidentyfikować.

– Jest nowe. – Kliknęła na właściwości zdjęcia, żeby pokazać datę sprzed kilku dni.

– Widziałem już podobne na forum… chyba zimą wrzucałaś – powiedział ten sam męski głos.

– Tak wiem. – Speszyła się.

– To jest sens pokazywać drugi raz to samo?

– Lubię ten ogródek – powiedziała po chwili. – W zeszłym roku postawili się pierwszy raz i od razu mnie zachwycił, w tym roku zrobiłam zdjęcia dla porównania.

– Cudowne kolory i światło. Brawa dla Caro! – Blade pogratulował, zanim ktoś zdążył się odezwać. Usłyszała salwę oklasków, gdy wracała na swoje miejsce. – Przejdźmy do następnej fotografii…

– Co za dupek! – szepnęła Martinowi na ucho, który natychmiast się roześmiał.

– To równy gość, ale czasami ma dziwne zagrywki. Mogę ci go potem przedstawić.

– Dzięki, chyba wolę nie.

– I tak się pewnie poznacie.

– Bo grupy się mieszają?

– Też – uśmiechnął się, mrużąc oczy.

– Jezu…

– Nie wyzywaj…

– Przepraszam – jęknęła z bólem i odwróciła się do ekranu z kolejną fotografią.

 

***

 

Po kolacji wróciła do pokoju. Po prezentacji nie chciała nikogo oglądać. Może rzeczywiście, powinna była pokazać coś innego, a nie prawie identyczne zdjęcie. Miała nadzieję, że o tamtym już zapomnieli i znów, ktoś powie coś miłego, jak zimą na forum. Ale nie, znalazł się jakiś facet, który pamiętał i jej to wypomniał w bardzo niemiły sposób. Zasmucona wysłała wiadomość do Richiego. Mieli się w końcu poznać na warsztatach, a tymczasem pod koniec pierwszego dnia wciąż nie próbował się z nią skontaktować. Zastanawiała się, czy był na panelu. Na pewno był. To może jak już wiedział, jak wyglądała, w końcu się spotkają i będzie mogła się wyżalić. Chciała z nim porozmawiać jak przez ostatnich kilka miesięcy na sieci.

Richi:   Czemu nie jesteś na dole?

Caro:    Nie mam nastroju po prezentacji.

Richi:   Nie marudź, tylko chodź na ognisko.

Caro:    Nie chcę znów trafić na tego dupka. Widziałeś, jak mnie potraktował?

Richi:   Tak…

Caro:    To chyba rozumiesz…

Richi:   Przykro mi. Blade zaraz będzie przedstawiał opiekunów. Nie jesteś ciekawa? Ja już wiem, jak wyglądasz 🙂

Caro:    Jestem… ale nie chcę, żeby ktoś mnie obgadywał za placami.

Richi:   Nikt nie będzie, obiecuję. Będę się tobą opiekował, jak obiecałem.

Caro: OK.

Wyłączyła czat w komórce i poszła na podwórko.

Przed hotelem płonęło wielkie ognisko, niektórzy już piekli kiełbaski i chleb. Ktoś grał na gitarze. Rozkręcała się niezła impreza. Po drodze spotkała Martina z papierosem.

– Hej. Bałem się, że nie przyjdziesz. Szkoda by było. – Wystawił prawe ramię w jej stronę. – Pozwoli pani się zaprowadzić i poczęstować dobrym trunkiem?

– Oczywiście. – Wzięła go pod rękę.

– Nadal mogę ci przedstawić tego dupka.

– Wolę go unikać.

– Oj…

– Poza tym Blade ma zaraz przedstawiać opiekunów. W końcu zobaczę Richiego.

– Oj…

– Co się dzieje? – Zdziwiła się reakcją Martina.

– No cóż… Zaraz się wszystkiego dowiesz… Wybacz mi. – Spojrzał na Caroline, potem w niebo i podszedł do nowych uczestników. – Ale będzie dobrze, to naprawdę równy gość. – Poklepał czule jej dłoń.

– To ten… – Martin już zniknął w tłumie – …ten dupek z panelu? – skończyła pytanie do siebie.

Czekała jak na szpilkach. Miała nadzieję, że jednak jej inteligencja dziś jest zawodna i Richi nie okaże się być wrednym facetem z publiczności. Nie zrobiłby jej tego, po tylu długich rozmowach na forum. Miał jej pomagać, a nie dogryzać. Prywatnie się przekomarzali na czatach, ale nie sądziła, że mógłby się tak wyrażać publicznie. Prosiła w myślach, żeby się myliła i żeby Martin nie miał racji.

– Caro! – Zatopiona w rozważaniach nie usłyszała swego imienia. – Caro! Jest, czy trzeba do niej dzwonić?! – Blade wyjął telefon.

– Nie trzeba. – Przecisnęła się bliżej ogniska. Patrzyła lekko schylona w płomienie.

– Super! Ciebie już dziś poznaliśmy. Teraz pora na twego opiekuna. Panie i panowie, jak ktoś jeszcze nie zna, to pozna, nasz boski Richi!

Caroline nie patrzyła, nie chciała się przekonać, kto miał rację. Za to usłyszała falę westchnięć damskiej części warsztatów.

Do tego jeszcze jest przystojny?-  pomyślała. Z boku usłyszała chrzęst piasku pod czarnymi traperami. Powoli zerknęła na buty, czarne proste dżinsy opinające umięśnione uda. – Boże, dlaczego? Zaraz się rzucę w te ognisko.

Kiedy jej wzrok dojechał do czarnego podkoszulka, jego ramiona wyciągnęły się w jej stronę. Złapał ją w pasie i okręcił dookoła.

– Cześć Caro! – Pocałował ją w policzek.

Rozpoznała głos z widowni. Martin miał rację.

– Cześć – mruknęła, gdy postawił ją na ziemię, wciąż widząc tylko jego umięśnioną klatkę.

– Następni! – krzyknął Blade i wyczytał kolejne osoby.

Richi nadal obejmując ją w pasie, odszedł od ogniska.

– Przepraszam za bycie dupkiem. – Caroline kopała kępkę trawy, uparcie patrząc w ziemię. – Nie jesteś ciekawa? – Nie mógł się doczekać, kiedy spojrzy jej w oczy.

– Już nie wiem… Boję się.

– Czego? Obiecałem, że się tobą zaopiekuję.

– To kiepsko zacząłeś.

– Naprawdę przepraszam. Czasami nie potrafię się pohamować. Chyba zresztą zauważyłaś na czacie.

– Ale czat był tylko dla nas, a nie publiczny…

– Spójrz na mnie! – podniósł nagle głos, aż drgnęła, ale w końcu podniosła głowę i zobaczyła jego twarz.

– No nie… – jęknęła, ścisnęła się za brzuch i usiadła na trawie. – Jakby mi mało było…

Natychmiast kucnął naprzeciw niej.

– Co się stało? Źle się czujesz?

Położył dłonie na jej kolanach. Nie mogła uniknąć jego wzroku.

– No to teraz mam przechlapane u wszystkich modelek…

– Co? Dlaczego?

– Widziałam cię w holu, zanim odebrałam identa… Sorry, fajnie się z tobą rozmawiało, ale nie dołączę do fanclubu.

– A… o to chodzi… Wcale nie chcę, żebyś do nich dołączała. I bardzo liczyłem, że będziemy mogli na żywo porozmawiać, jak na sieci.

– Ja też… – wstała gwałtownie. Richi wciąż opierając się na jej kolanach, przewrócił się do tyłu. – Wracam do pokoju.

– Nigdzie nie wracasz! – Diabolique zastąpiła jej drogę. – Ktoś musi mnie później zanieść – roześmiała się. – Cześć Richi. Co tak siedzisz? – Podała mu rękę, żeby się podniósł. – Liczę, że tym razem w końcu zrobisz mi zdjęcia. – Mrugnęła do Caroline.

– Zobaczymy, kogo Blade nam wylosuje na jutro. Wiesz, że obowiązują zasady.

– Aleś ty uparty – westchnęła Diabolique. – Caro, chodź oblać twoje wejście. Dawno nie było takiego zamieszania. – Pociągnęła ją za rękę do ogniska i skrzynki z piwem.

CDN…

_______

[1] Pseudonim, ksywka

[2] Rudy ksiądz

 

Ewa Dudziec, 8-9.X.2017

 

2 odpowiedzi na „Trudne początki (cz. 1.)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.