Świąteczny bankiet (cz. 1.)
Caroline piła już trzeciego drinka i pomimo szumiącego w głowie alkoholu wciąż czuła się nieswojo na świątecznej imprezie. Chociaż od majowych warsztatów spotkała się już kilka razy z użytkownikami forum w White Hills, to zwykle były to kameralne „posiadówki” na pięć – sześć osób góra. Tym razem jednak Blade zorganizował świąteczny bankiet, na który przyjechało kilkudziesięciu użytkowników z połowy kraju.
Po parunastu zdawkowych rozmowach, zaczęła rozglądać się za wolnym stolikiem. Zatęskniła za Richim, z nim na pewno by się nie nudziła, o ile nie flirtowałby ze swoimi fankami. Przez ostatnie miesiące znów świetnie im się rozmawiało na sieci, ale na razie jednak wolała go nie oglądać na żywo i ostatecznie cieszyła się, że nie przyjechał.
– Caro! Siadaj z nami! – Donośny głos Blade’a przebił się przez rozbawiony tłumek. – Pamiętasz mojego brata, Erica? – spytał, gdy straciła równowagę i wylądowała prawie na kolanach chłopaka.
Zawstydzona, chciała od razu odejść, ale Eric zapewnił, że nic się nie stało i zrobił jej miejsce.
– Co tam słychać u naszej gwiazdy? – Caroline przez chwilę nie wiedziała, do kogo Blade skierował pytanie. – Niedługo przerośniesz swego mistrza! Zdrowie!
– Jaka gwiazda?
– A nie zbierałaś gratulacji za zdjęcia Diabolique przez cały wieczór?
– Nie… no, może od dwóch osób…
– Za kilka tygodni się zacznie, jak będzie wielka feta w Barge City…
– Coś przegapiłem? – wtrącił się Eric, widząc, że Caroline też nie za bardzo rozumie, o co chodzi.
– No tak, to świeża wiadomość, mogłeś jeszcze nie słyszeć – Blade pospieszył z wyjaśnieniem. – Mówiłem ci, jak Caro i Diabolique zorganizowały sobie sesję z Richim. Niedawno w końcu opublikowali te zdjęcia, pod wspólnym szyldem „Black-Fox” i wczoraj Diabolique pochwaliła się podpisanym kontaktem. Została twarzą jakichś nowych perfum.
– Wow, sama nie wiedziałam! – Napoczęła nową szklankę z kolorowym alkoholem. – Ale dziś w ogóle nie włączałam kompa i nie sprawdzałam poczty.
– A ja byłem pewien, że Richi do ciebie dzwonił.
– Pięknie! Koniecznie trzeba to opić! – Eric sięgnął po nowego drinka dla Caroline.
– Jej już chyba wystarczy – Blade zaprotestował. – Boski mnie zatłucze, jak cię nie przypilnuję.
– Nie przesadzaj, brachu, takie wiadomości trzeba uczcić! Najwyżej później zwolnimy tempo.
– Nie dzwonił. A powinien? – Kiedy Caroline miała dość słuchania o Richim, nagle dotarły do niej wcześniejsze słowa Blade’a. – Tak w ogóle, to czemu masz mnie pilnować?
– Chodzicie ze sobą? – Eric wyczuł rosnące napięcie.
– Nie! – krzyknęła trochę za głośno, pod wpływem alkoholu. – I nie sprawdzam, co on robi między warsztatami.
– Zatańczymy? – Eric nagle wstał i wyciągnął do niej dłoń.
– Chętnie. – Rzuciła Balde’owi wściekłe spojrzenie.
Wsparła się na ramieniu Erica i poddała jego krokom.
– O co chodzi z tym pilnowaniem? – spytał po kilku taktach z dala od brata.
– Nie wiem… Przyjaźnię się z Richim, ale do podrywania ma wianuszek zapatrzonych w niego modelek.
– Tak… Jeszcze żeby wykorzystywał sytuację, to może ja miałbym łatwiej z tymi dziewczynami.
– A nie masz, przecież prawie wszystkie laski lecą na fotografów.
– Problem w tym, że nim nie jestem. I wszystkie lecą na Boskiego albo mego brata.
– To co ty robisz na warsztatach?
– Organizuję je. Tak samo jak tę imprezkę, dobre hotele, sponsorów i tym podobne.
– Czyli tańczę właśnie z szefem wszystkich szefów.
Eric się roześmiał.
– Chyba każę tak do siebie mówić. – Przytulił Caroline mocniej do siebie. – Za to ja tańczę z prawdziwą gwiazdą.
– Daruj sobie… Nie jestem żadną gwiazdą.
– Jeszcze. – Dłoń Erica zsunęła się wzdłuż jej pleców.
Zasłuchana w muzykę i całkiem nieźle pijana nie zwróciła uwagi na pieszczoty chłopaka. Cieszyła się, że może chwilę odetchnąć, a on nie załamuje się pod jej ciężarem. Zakładała, że i tak gdy skończy się utwór, znów będzie zdana na siebie, a on pójdzie podrywać modelki, skoro nie było Richiego w pobliżu.
– Masz ochotę się przewietrzyć? – spytał, gdy ucichła muzyka.
Kiwnęła głową, a on wyprowadził ją na taras. Pierwszy podmuch grudniowego powietrza był bardzo orzeźwiający. Podbiegła do balustrady i mocno się wychyliła.
– Tu jest pięknie! – Rzadko miała okazję oglądać własne miasto z trzynastego piętra. W zasadzie to nigdy. – Nie wiedziałam, że można tu wejść. Matko, gdzie mój aparat? Te widoki aż się same proszą o sesję.
– Tak szybko masz zboczenie zawodowe? – Stanął za nią.
– Wcale nie szybko. Tylko fotografowania ciągle nie traktuję zawodowo.
– Od dawna robisz zdjęcia?
– Odkąd pamiętam – uśmiechnęła się do siebie, podziwiając rozświetlone świątecznie miasto.
Kiedy chciała wrócić do środka, bo w końcu poczuła chłód zimowej nocy, nie mogła oderwać rąk od balustrady. Z przerażeniem spojrzała na Erica.
– Rany… dłonie mi przymarzły…
– Może rzeczywiście już ci wystarczy.
– Zdecydowanie. – Spojrzała w roześmiane błękitne oczy. – Nawet jako gówniara nigdy nie zrobiłam takiej głupoty…
– Coś na to poradzimy. Wystarczy ci ogrzać dłonie. – Eric znów stanął za jej placami i mocno do niej przywarł. – Tak nie zmarzniesz. – Ułożył swoje ręce na jej i zaczął rozcierać wierzchy dłoni. – Już lepiej? – spytał, gdy przestała drżeć.
– Tak, dziękuję.
Przesunął się w bok i pochylił tuż nad barierką. Ciepły oddech w końcu pozwolił oderwać jej dłonie od zimnego metalu. Natychmiast ujął je w swoje i energicznie masował. Po chwili objął ją, przyciągając mocno do siebie.
– Wsuń mi ręce pod pachy. Jak odzyskasz czucie, będziesz mogła zanurzyć w ciepłej wodzie.
– Przyznaj się. Wykorzystujesz sytuację?
– Trochę. Dawno nie miałam okazji obejmować pięknej dziewczyny. Zwyczajnie nie mam czasu.
– A modelki?
– Coś ci zdradzę… – Zainteresowana uniosła głowę, żeby znów spojrzeć w jego ciepłe oczy. Teraz wydawały się być ciemniejsze. – Nie tylko Blade ma słabość do dziewczyn z aparatami.
– Serio?
– Od razu zwróciłem na ciebie uwagę, gdy dawałem ci indeta. Ale potem między tobą i Richim szalała taka burza, że wolałem nie podchodzić.
Caroline roześmiała się.
– Rzeczywiście to był istna „komedia omyłek”.
– I na pewno z nim nie chodzisz?
– Na pewno.
– A masz teraz kogoś?
– Czemu pytasz?
– Chciałabym wiedzieć, czy mam szansę zdobyć gwiazdę na święta.
– Mówiłam, że nie jestem żadną gwiazdą. – Wysunęła się z jego ramion i pobiegła do szatni.
W ułamku sekundy znów stał koło niej.
– Pozwól, że postawię ci coś ciepłego, tylko proszę, nie uciekaj jeszcze.
– A będziesz mnie tak dalej nazywał?
– Nie. Słowo harcerza.
Zmierzyła go od stóp do głów. Elegancki garnitur, wypielęgnowane dłonie i buty, modna fryzura, szczupła sylwetka – zdecydowanie nie wyglądał na harcerza.
– Wiesz, co to znaczy w ogóle?
– Spytaj Blade’a. Pewnie chętnie mnie obsmaruje. – Uśmiechnął się. – Chodź do środka. Zamówię grzane wino.
– Czemu ci na to pozwalam? – spytała samą siebie wchodząc z powrotem na salę pełną ludzi.
– Bo tak naprawdę nie chcesz siedzieć w pustym pokoju?
Nie dopowiedziała, tylko przyspieszyła w kierunku baru.
Ewa Dudziec, 21.XII.2017


to niech ten tydzień szybko minie 😉
Dzięki 🙂 nie zauważysz kiedy minie 🙂
Rzucę ci luźna propozycje. Czy możesz, jak robisz opowiadania w częściach, na samym dole zostawiać link do kolejnej części? Teraz na telefonie muszę szukać dalej, a tak ułatwiłoby to sprawę. Co myślisz? Ps. Opowiadanie jak zwykle świetne. Idę czytać dalej ^.^
Widzisz, skleroza nie boli 🙂 bo myślałam o takim podlinkowaniu do pozostałych części 🙂
Dzięki za przypomnienie 🙂