Nowe komentarze
Archiwum
Styczeń 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Świąteczny bankiet (cz. 1.)

Caroline piła już trzeciego drinka i pomimo szumiącego w głowie alkoholu wciąż czuła się nieswojo na świątecznej imprezie. Chociaż od majowych warsztatów spotkała się już kilka razy z użytkownikami forum w White Hills, to zwykle były to kameralne „posiadówki” na pięć – sześć osób góra. Tym razem jednak Blade zorganizował świąteczny bankiet, na który przyjechało kilkudziesięciu użytkowników z połowy kraju.

Po parunastu zdawkowych rozmowach, zaczęła rozglądać się za wolnym stolikiem. Zatęskniła za Richim, z nim na pewno by się nie nudziła, o ile nie flirtowałby ze swoimi fankami. Przez ostatnie miesiące znów świetnie im się rozmawiało na sieci, ale na razie jednak wolała go nie oglądać na żywo i ostatecznie cieszyła się, że nie przyjechał.

– Caro! Siadaj z nami! – Donośny głos Blade’a przebił się przez rozbawiony tłumek. – Pamiętasz mojego brata, Erica? – spytał, gdy straciła równowagę i wylądowała prawie na kolanach chłopaka.

Zawstydzona, chciała od razu odejść, ale Eric zapewnił, że nic się nie stało i zrobił jej miejsce.

– Co tam słychać u naszej gwiazdy? – Caroline przez chwilę nie wiedziała, do kogo Blade skierował pytanie. – Niedługo przerośniesz swego mistrza! Zdrowie!

– Jaka gwiazda?

– A nie zbierałaś gratulacji za zdjęcia Diabolique przez cały wieczór?

– Nie… no, może od dwóch osób…

– Za kilka tygodni się zacznie, jak będzie wielka feta w Barge City…

– Coś przegapiłem? – wtrącił się Eric, widząc, że Caroline też nie za bardzo rozumie, o co chodzi.

– No tak, to świeża wiadomość, mogłeś jeszcze nie słyszeć – Blade pospieszył z wyjaśnieniem. – Mówiłem ci, jak Caro i Diabolique zorganizowały sobie sesję z Richim. Niedawno w końcu opublikowali te zdjęcia, pod wspólnym szyldem „Black-Fox” i wczoraj Diabolique pochwaliła się podpisanym kontaktem. Została twarzą jakichś nowych perfum.

– Wow, sama nie wiedziałam! – Napoczęła nową szklankę z kolorowym alkoholem. – Ale dziś w ogóle nie włączałam kompa i nie sprawdzałam poczty.

– A ja byłem pewien, że Richi do ciebie dzwonił.

– Pięknie! Koniecznie trzeba to opić! – Eric sięgnął po nowego drinka dla Caroline.

– Jej już chyba wystarczy – Blade zaprotestował. – Boski mnie zatłucze, jak cię nie przypilnuję.

– Nie przesadzaj, brachu, takie wiadomości trzeba uczcić! Najwyżej później zwolnimy tempo.

– Nie dzwonił. A powinien? – Kiedy Caroline miała dość słuchania o Richim, nagle dotarły do niej wcześniejsze słowa Blade’a. – Tak w ogóle, to czemu masz mnie pilnować?

– Chodzicie ze sobą? – Eric wyczuł rosnące napięcie.

– Nie! – krzyknęła trochę za głośno, pod wpływem alkoholu. – I nie sprawdzam, co on robi między warsztatami.

– Zatańczymy? – Eric nagle wstał i wyciągnął do niej dłoń.

– Chętnie. – Rzuciła Balde’owi wściekłe spojrzenie.

Wsparła się na ramieniu Erica i poddała jego krokom.

– O co chodzi z tym pilnowaniem? – spytał po kilku taktach z dala od brata.

– Nie wiem… Przyjaźnię się z Richim, ale do podrywania ma wianuszek zapatrzonych w niego modelek.

– Tak… Jeszcze żeby wykorzystywał sytuację, to może ja miałbym łatwiej z tymi dziewczynami.

– A nie masz, przecież prawie wszystkie laski lecą na fotografów.

– Problem w tym, że nim nie jestem. I wszystkie lecą na Boskiego albo mego brata.

– To co ty robisz na warsztatach?

– Organizuję je. Tak samo jak tę imprezkę, dobre hotele, sponsorów i tym podobne.

– Czyli tańczę właśnie z szefem wszystkich szefów.

Eric się roześmiał.

– Chyba każę tak do siebie mówić. – Przytulił Caroline mocniej do siebie. – Za to ja tańczę z prawdziwą gwiazdą.

– Daruj sobie… Nie jestem żadną gwiazdą.

– Jeszcze. – Dłoń Erica zsunęła się wzdłuż jej pleców.

Zasłuchana w muzykę i całkiem nieźle pijana nie zwróciła uwagi na pieszczoty chłopaka. Cieszyła się, że może chwilę odetchnąć, a on nie załamuje się pod jej ciężarem. Zakładała, że i tak gdy skończy się utwór, znów będzie zdana na siebie, a on pójdzie podrywać modelki, skoro nie było Richiego w pobliżu.

– Masz ochotę się przewietrzyć? – spytał, gdy ucichła muzyka.

Kiwnęła głową, a on wyprowadził ją na taras. Pierwszy podmuch grudniowego powietrza był bardzo orzeźwiający. Podbiegła do balustrady i mocno się wychyliła.

– Tu jest pięknie! – Rzadko miała okazję oglądać własne miasto z trzynastego piętra. W zasadzie to nigdy. – Nie wiedziałam, że można tu wejść. Matko, gdzie mój aparat? Te widoki aż się same proszą o sesję.

– Tak szybko masz zboczenie zawodowe? – Stanął za nią.

– Wcale nie szybko. Tylko fotografowania ciągle nie traktuję zawodowo.

– Od dawna robisz zdjęcia?

– Odkąd pamiętam – uśmiechnęła się do siebie, podziwiając rozświetlone świątecznie miasto.

Kiedy chciała wrócić do środka, bo w końcu poczuła chłód zimowej nocy, nie mogła oderwać rąk od balustrady. Z przerażeniem spojrzała na Erica.

– Rany… dłonie mi przymarzły…

– Może rzeczywiście już ci wystarczy.

– Zdecydowanie. – Spojrzała w roześmiane błękitne oczy. – Nawet jako gówniara nigdy nie zrobiłam takiej głupoty…

– Coś na to poradzimy. Wystarczy ci ogrzać dłonie. – Eric znów stanął za jej placami i mocno do niej przywarł. – Tak nie zmarzniesz. – Ułożył swoje ręce na jej i zaczął rozcierać wierzchy dłoni. – Już lepiej? – spytał, gdy przestała drżeć.

– Tak, dziękuję.

Przesunął się w bok i pochylił tuż nad barierką. Ciepły oddech w końcu pozwolił oderwać jej dłonie od zimnego metalu. Natychmiast ujął je w swoje i energicznie masował. Po chwili objął ją, przyciągając mocno do siebie.

– Wsuń mi ręce pod pachy. Jak odzyskasz czucie, będziesz mogła zanurzyć w ciepłej wodzie.

– Przyznaj się. Wykorzystujesz sytuację?

– Trochę. Dawno nie miałam okazji obejmować pięknej dziewczyny. Zwyczajnie nie mam czasu.

– A modelki?

– Coś ci zdradzę… – Zainteresowana uniosła głowę, żeby znów spojrzeć w jego ciepłe oczy. Teraz wydawały się być ciemniejsze. – Nie tylko Blade ma słabość do dziewczyn z aparatami.

– Serio?

– Od razu zwróciłem na ciebie uwagę, gdy dawałem ci indeta. Ale potem między tobą i Richim szalała taka burza, że wolałem nie podchodzić.

Caroline roześmiała się.

– Rzeczywiście to był istna „komedia omyłek”.

– I na pewno z nim nie chodzisz?

– Na pewno.

– A masz teraz kogoś?

– Czemu pytasz?

– Chciałabym wiedzieć, czy mam szansę zdobyć gwiazdę na święta.

– Mówiłam, że nie jestem żadną gwiazdą. – Wysunęła się z jego ramion i pobiegła do szatni.

W ułamku sekundy znów stał koło niej.

– Pozwól, że postawię ci coś ciepłego, tylko proszę, nie uciekaj jeszcze.

– A będziesz mnie tak dalej nazywał?

– Nie. Słowo harcerza.

Zmierzyła go od stóp do głów. Elegancki garnitur, wypielęgnowane dłonie i buty, modna fryzura, szczupła sylwetka – zdecydowanie nie wyglądał na harcerza.

– Wiesz, co to znaczy w ogóle?

– Spytaj Blade’a. Pewnie chętnie mnie obsmaruje. – Uśmiechnął się. – Chodź do środka. Zamówię grzane wino.

– Czemu ci na to pozwalam? – spytała samą siebie wchodząc z powrotem na salę pełną ludzi.

– Bo tak naprawdę nie chcesz siedzieć w pustym pokoju?

Nie dopowiedziała, tylko przyspieszyła w kierunku baru.

Ewa Dudziec, 21.XII.2017

INICJACJA

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 1.)

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 2.)

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 3.)

TRUDNE POCZĄTKI (cz. 4.)

ŚWIĄTECZNY BANKIET (cz. 2.)

DAJ MI SPOKÓJ

SIEDEMDZIESIĄT PROCENT

 

4 odpowiedzi na „Świąteczny bankiet (cz. 1.)”

  • to niech ten tydzień szybko minie 😉

  • Rzucę ci luźna propozycje. Czy możesz, jak robisz opowiadania w częściach, na samym dole zostawiać link do kolejnej części? Teraz na telefonie muszę szukać dalej, a tak ułatwiłoby to sprawę. Co myślisz? Ps. Opowiadanie jak zwykle świetne. Idę czytać dalej ^.^

    • Widzisz, skleroza nie boli 🙂 bo myślałam o takim podlinkowaniu do pozostałych części 🙂
      Dzięki za przypomnienie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.