Siedemdziesiąt procent
– Co robisz czternastego? – Richi ledwo panował nad głosem.
– To co zwykle… – Miała nadzieję, że jakimś cudem uniknie tego tematu z Richim, skoro jasno dała do zrozumienia, że nie dołączy do jego groupies.
– Aha… czyli idziesz na randkę z jakimś przystojniakiem.
– Jaaasne – rzuciła cynicznie. – Zabiorę kota od rodziców, to będę miała się do kogo przytulić.
– A myślałem, że tylko ja będę pić do lustra.
– Nie mówiłam ci w zeszłym roku, że nie znoszę tego święta?
W końcu zdecydował się powiedzieć, o co mu chodziło.
– Chętnie zastąpię kota.
– Co?
– Przyjadę do ciebie z flaszką.
– Wolałabym tego uniknąć.
– Upicia się, czy mego towarzystwa?
– Na pewno upicia się, a co do ciebie… muszę się jeszcze zastanowić. – Nie dała rady powstrzymać się od śmiechu.
Odetchnął z ulgą, a po zakończeniu rozmowy zarezerwował hotel w White Hills na wszelki wypadek, gdyby Caroline rzeczywiście nie chciała jego towarzystwa.
Wciąż nie mógł zapomnieć o nocy z Kelly i późniejszych przemyśleniach. Bał się reakcji Caroline na prawdę, ale obiecał jej szczerość i wolał, żeby dowiedziała się od niego niż przypadkiem od kogoś z forum. No i przede wszystkim musiał się przekonać, co tak naprawdę czuł. Musiał ją znów zobaczyć, choćby to miał być ostatni raz.
***
Ledwo rzucił plecak na podłogę, złapał Caroline w pasie i okręcił dookoła. Kiedy postawił ją na ziemię, nie wypuszczał jej z objęć znacznie dłużej, niż się spodziewała po zwykłym przywitaniu. Richi rozkoszował się jej ciepłem i wdychał zapach, starając się go zapamiętać. Kiedy Caroline próbowała się odsunąć, pocałował ją w policzek i szepnął:
– Cześć, piękna.
– Wow, ty naprawdę przyjechałeś! I jeszcze ten uścisk… – rozpromieniła się.
– Chciałbym cię witać tak za każdym razem. – Rozluźnił ramiona. – Nie wierzyłaś, że przyjadę?
– Po tym, jak zrezygnowałam z warsztatów, nie wierzyłam, że w ogóle cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę.
– Dlaczego?
– Co dlaczego?
– Hm… – uśmiechnął się nerwowo – nie wiem, od którego pytania zacząć. – Nagle wyjął kluczyki z kieszeni kurtki i położył przy lustrze w korytarzu. – Zgłoszę się po nie jutro po południu.
– Jak to się zgłosisz? Już nie chcesz ze mną wypić i ponarzekać?
– Niczego bardziej nie pragnę… Butelka i cukier są w torbie.
Caroline nie rozumiała, o co mu chodzi. Jeszcze nigdy nie wyrażał się tak chaotycznie.
– Cukier? Kluczyki? Richi, co się dzieje? I dlaczego ciągle stoisz w kurtce?
Spojrzał w jej cudownie zielone oczy, teraz nagle zagubione.
– Raz kozie śmierć. – Rozebrał się i wyjął trunek. – Chociaż spodziewam się, że i tak mnie zaraz wyrzucisz…
– Dlaczego miałabym to zrobić?
– Bo przeze mnie jeszcze bardziej znienawidzisz Walentynki. Gdzie masz małe szklanki?
Podała mu szkło i obserwowała, jak położył kostkę cukru na łyżce i powoli z wielką wprawą przelewał zielony alkohol, po czym podpalił cukier. Ze zdziwieniem patrzyła, jak zmienia się barwa napoju w szklankach z przezroczystej na mleczną zieleń.
– Co to jest?
– Absynt. Siedemdziesiąt procent mocy. Po jednym takim będziesz mieć problem z chodzeniem, dlatego lepiej od razu usiąść.
– I ty mówisz, że mam znienawidzić Walentynki jeszcze bardziej? – Roześmiała się, bo spodobała się jej perspektywa spróbowania czegoś całkowicie nieznanego. Nagle dotarło do niej, ile ten drink ma procent i spochmurniała. – Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie upić i wykorzystać?
– Nie. Obiecałem przecież.
– To dobrze, bo po świętach mam dosyć pijackich przygód… – Natychmiast pożałowała, że to powiedziała. – Jak to się pije? – Umościła się na kanapie w salonie, mając nadzieję, że odwróciła jego uwagę.
– Zdmuchnij i pij szybko. – Usadowił się tak, aby móc cały czas na nią patrzeć. Zetknęli się kolanami, ale się nie odsunęła. – To ta przygoda cię tak gryzie od świąt?
Nadzieja legła w gruzach. Schyliła głowę, chowając się za włosami.
– Wolałabym o tym nie mówić…
– Myślałem, że możemy sobie mówić o wszystkim.
– Nie chcę, żebyś ty przeze mnie znienawidził Walentynki.
– No dobrze… – Podał jej szklankę. – To dla mnie na odwagę, przed serią pytań „dlaczego”. – Jednym łykiem wypił połowę alkoholu. Strząsnął się. – Cholera, zapomniałem jakie to mocne. – Odstawił drinka na stolik przed kanapą i poczekał, aż Caroline wypiła swój. Zareagowała podobnie. – To pytanie pierwsze. Dlaczego nie chcesz jechać na warsztaty?
Spojrzała na niego spode łba, przed chwilą powiedziała, że nie chce wspominać swoich „przygód”, ale od razu uświadomiła sobie, że on nie znał kontekstu. Znów się ukryła za włosami.
– Bo nie chcę tam spotkać pewnej osoby.
– Kogo?
– Czy to ważne?
– Właściwie tak, bo szkoda, żebyś przez jednego debila marnowała wyjazd. Tam zawsze jest dużo ludzi, pomogę ci go… – Richi już się domyślał o kim mowa. Kilka dni temu spotkał go na gali, a tamten nie mógł się powstrzymać od kąśliwych uwag – albo ją, omijać.
– Niestety nie da się zbytnio jego omijać.
Richi zacisnął palce na oparciu sofy.
– To on był z tobą na imprezie świątecznej?
Caroline nagle podniosła głowę. Nie wierzyła, że usłyszała to pytanie. Jakim cudem? Tyle czasu udawało się jej to zachować tylko dla siebie. Nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Nie chciała mu odpowiedzieć.
– Erica nie chcesz spotkać? – Zacisnęła powieki, ale i tak jedna łza przecisnęła się na zewnątrz. Caroline wstydziła się spojrzeć Richiemu w oczy. – Skrzywdził cię? Zatłukę gnoja. – Nie czekał na jej odpowiedź.
– Nie! Daj spokój! – Takiej reakcji się nie spodziewał. – Sama się skrzywdziłam. Wiedziałam, co robię. Tylko…
– Nie tłumacz go!
– Tylko nie spodziewałam się rano jednego zdania, które zepsuło mi wspomnienie całego wieczoru. Prosiłam… nie chce o tym mówić…
– Przepraszam, musiałem się upewnić, po jego przechwałkach na gali.
– Co???
– Spotkałem go na imprezie Diabolique. Najwyraźniej nie mógł znieść, że wyciągnęła mnie na scenę. Potem się przysiadł i robił różne aluzje.
– To tym bardziej się cieszę, że mnie tam nie było. Czy wy macie jakiś nieformalny konkurs o dziewczyny?
– Może jemu się tak wydaje, ale ja go nie uważam za konkurencję. Czemu pytasz?
– Właśnie to mi zepsuło poranek. – Richi czekał na wyjaśnienie. – Na początku nie załapałam, potem… wstydziłam się jeszcze bardziej i nie zamierzałam w ogóle ci o tym mówić.
– O czym? Że będzie się gnój chwalił przede mną? Już za późno.
– Obiecał nikomu nie mówić…
– I w sumie to nie powiedział, ale wiedział, że się domyślę.
– Ucieszył się na myśl, że na warsztatach znów moglibyśmy… i że ty prawdopodobnie byłbyś zazdrosny jak diabli.
– Bo pewnie byłbym … – Sięgnął po szklankę i wypił do końca.
– To już chyba wszystko jasne… – Poszła w ślady Richiego i znów się skrzywiła. – Dawaj następne pytanie „dlaczego”.
– Już nie muszę… Już wiem, dlaczego mielibyśmy się więcej nie spotkać. I to nie ty masz powód do wstydu, tylko ja… Jestem kompletnym idiotą.
Spojrzała zdziwiona i już oszołomiona mocnym alkoholem.
– Co ty bredzisz? To ja się dałam zbajerować w akcie desperacji. Mówiłam, że znienawidzisz ten dzień przeze mnie…
– A ty przeze mnie… Po rozmowie z Eric-iem byłem na ciebie zły… i zazdrosny, że wybrałaś jego…
– Nadarzyła się okazja. Nie mam ich zbyt wiele.
– No właśnie o to mi chodzi… Wystarczyło do mnie zadzwonić i byś miała okazję. I na pewno milsze wspomnienia.
– I rozwaloną przyjaźń…
– Dlaczego tak zakładasz?
– Jak widać, seks zawsze wszystko psuje… Chyba że, uprawiasz go ze swoją miłością. Czyli w moim przypadku, pewnie nigdy… – Pozwoliła sobie na kilka kolejnych łez…
Richi zacisnął zęby ze złości… na siebie. Wziął głęboki oddech i dokończył:
– Proponowałem seks Diabolique. – Caroline rozszerzyła oczy zaskoczona. – Dała mi kosza. Stwierdziła, że już dostała ode mnie to, czego najbardziej chciała.
– Sesję… – Caroline otarła twarz rękawem.
– Tak. Jej słowa wkurzyły mnie jeszcze bardziej. Bo dodała, że i tak nie mogłaby tego tobie zrobić…
– Mnie? Nie rozumiem…
– Naprawdę? – Caroline potwierdziła ruchem głowy. – Przypuszczam, że ona też sądzi, że łączy nas coś więcej… Potem poderwałem barmankę. Nawet nie musiałem się zbytnio wysilać.
– Boski Richi…
– Już nie cholerny macho?
– Jeden grzyb. Co z tą barmanką?
– Podobnie jak ty z Eric-iem. Tylko nie powiedziałem jej, o kim tak naprawdę myślałem przez całą imprezę. – Wyjął z kieszeni papierosy.
– Won na balkon! – Wskazała na drzwi, zanim otworzył paczkę.
– A nie z mieszkania?
Podeszła do okna i otworzyła wyjście na balkon.
– O kim myślałeś? – spytała, gdy wychodził na zewnątrz. – O Diabolique?
– Nie. – Zaciągnął się głęboko. – Naprawdę się nie domyślasz? – Czekała, aż sam to powie. – Leżałem i oglądałem grę świateł na suficie. Chciałem zrobić zdjęcie i od razu pomyślałem, że spodobałoby ci się. W tamtej chwili nic innego się nie liczyło. Czułem się, jakbym był sam w pokoju… – Znów się zaciągnął. – Fajki to dobry pretekst, żeby dziewczyna wyrzuciła cię z mieszkania bez większego żalu.
Przyglądała się, jak para z jej ust miesza się z dymem i razem rozpływają się w powietrzu.
– Teraz też chciałeś tak uciec? Miałam się na ciebie wściec, że robisz, co chcesz?
– Nie chciałem uciec… Ale… chciałem, żebyś się na mnie wściekła… – Zgasił papierosa na metalowej barierce. Czekał, aż wywietrzeje zapach dymu i na reakcję Caroline. Milczała.
W końcu wchodząc do salonu, rzuciła:
– Pod zlewem jest kosz. – Obserwowała jego już chwiejne ruchy, gdy przechodził do kuchni i z powrotem. – Jesteś wolny, możesz sypiać z kim chcesz, a ja nadal nie zamierzam dołączać do twoich fanek.
– Czyli nie przeklęłaś mnie jeszcze? – Nalał kolejne szklanki i podpalił cukier.
Uniosła drinka i stukając się szkłem, wypili po połowie.
– O w mordę!
– Dobrze powiedziane – uśmiechnął się.
– No cóż… jak widać, nawet tacy starzy faceci jak ty robią głupoty, jak takie małolaty jak ja.
– I za to cię kocham. – Objął ją ramieniem, a ona chętnie położyła głowę na jego piersi, z nadzieją, że pokój przestanie wirować.
***
Zdrętwiała obudziła się wciśnięta między Richiego i oparcie kanapy. Nie pamiętała, kiedy zasnęła ani nakryła się kocem. Bojąc się otworzyć oczy, przez chwilę wsłuchiwała się w spokojny oddech przyjaciela. W końcu jednak ból szyi zmusił ją do wstania. Nie dała rady zachować równowagi i zsunęła się na podłogę przez jego nogi. Richi gwałtownie się podnosząc, kopnął ją w ramię.
– Auuu! – Złapała się za skronie. – Moja głowa… – Ściągnęła brwi.
Richi najpierw rozejrzała się po pokoju i przypomniał sobie, gdzie jest.
– Uderzyłem cię w głowę? Przepraszam…
– W ramię…
– To czemu trzymasz się za głowę? – Sam rozmasował czoło i skronie.
– Bo… bardziej boli… myślenie boli…
Z wysiłkiem podciągnął ją na kanapę i posadził koło siebie. Oparła się o niego. Obejrzała swoje ubranie, potem jego. Wszystko wyglądało na nienaruszone, ale dla pewności spytała:
– Czy… my…?
– Nie.
– Jesteś pewny?
– Tak.
– Skąd?
Richi lekko uniósł rękę, wskazując na pustą butelkę przed nimi.
– Po tym nikt nie dałby rady. Może tylko jakiś robot.
– Uff… a już się bałam… – Caroline znów złapała się za głowę. – A kto nas przykrył?
– Robot – zaśmiał się.
Szturchnęła go łokciem w bok.
– Ej, poważnie się pytam.
– A ja poważnie odpowiadam. – Objął ją. – Nic nie zrobiliśmy.
Bezwładnie opadła na jego pierś.
– Proponuję chłodny prysznic na kaca – powiedział, bawiąc się jej włosami. – A ja zrobię śniadanie i rozliczę się za hotel.
– Jaki hotel?
– Ten, do którego wczoraj nie dojechałem.
– Wariat, przecież i tak byś u mnie nocował.
– Zakładałem, że nie będziesz chciała mnie oglądać.
– Naprawdę zwariowałeś.
– To dziś też mogę przenocować? Wolałbym jeszcze nie wsiadać za kółko.
Caroline podniosła się i popatrzyła na niego z wyrzutem.
– Tobie też się przyda zimny prysznic.
Kiedy kończył smażyć jajecznicę, wyszła z łazienki z mokrymi włosami, owinięta w ręcznik. Poczuł nagły skurcz w żołądku, aż przerwał mieszanie. Wziął głęboki oddech i oparł czoło o szafkę.
Boże, dlaczego mi to robisz? – Policzył w myślach od dziesięciu i zdjął patelnię z kuchenki, gdy Caroline zniknęła w sypialni.
– Dlaczego nic nie zrobiłeś? – spytała po dłuższej chwili milczenia nad talerzem. Richi spojrzał na nią zdziwiony, z trudem przełykając ostatni kęs bez zadławienia się. – Dlaczego nie próbowałeś wykorzystać wczorajszej sytuacji?
– A chciałaś?
– Nie.
– To dlatego.
– Myślałam, że wszystkim facetom zależy tylko na jednym.
– Nie wszystkim.
– Jakoś ciężko mi w to uwierzyć.
Richi zatrzymał dłoń z widelcem nad stołem, przenikliwie spojrzał jej prosto w oczy i poczekał, aż całkowicie skupiła na nim uwagę.
– Gdybym chciał cię uwieść, zrobiłbym to bez użycia alkoholu jeszcze przed moim przyjazdem, a ty – zawiesił głos – czekałabyś na mnie w świeżo kupionym komplecie seksownej bielizny. – Uśmiechnął się, wyobrażając sobie Caroline w takiej sytuacji.
– Teraz przesadziłeś.
– Nie – rzucił twardo i wypił łyk zimnej coli. – Ale i tak wolę, aż sama się na mnie rzucisz, trzeźwa i w pełni świadoma.
– Niedoczekanie twoje! – Nie zareagował. Caroline nagle zbita z tropu, jeszcze moment wpatrywała się w niego badawczo, aż w końcu spytała: – To dlaczego tak naprawdę przyjechałeś? Na pewno udałoby ci się znaleźć kogoś na randkę.
– Nie miałem ochoty na randki. Nie chciałem spędzać tego wieczoru z kimś obcym. Wolałem być sam, albo z kimś bliskim.
– Jestem ci bliska?
– Właśnie o tym musiałem się przekonać… Czy nasza zażyłość to nie tylko internetowe złudzenie… – Widział, że chciała coś złośliwego powiedzieć, ale jej nie pozwolił. – Musiałem sprawdzić, czy to co osiągnęliśmy przez ostatnie miesiące, przetrwa kolejne spotkanie na żywo. Poprzednio nie wyszło nam najlepiej. – Oboje odetchnęli z ulgą. – I tak, jesteś mi bliska. Nawet bardzo bliska. – W końcu się uśmiechnął.
Caroline siedziała oszołomiona. Wszelkie uszczypliwości wyleciały jej z głowy i długo nie widziała, jak się zachować.
– To najmilsza rzecz, jaką usłyszałam od faceta – odezwała się w końcu. – Właściwie, jaką kiedykolwiek usłyszałam.
Znów nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął i włożył sporą porcją jajecznicy do ust. Kiedy uznał, że Caroline była już wystarczająco zakłopotana nową dla niej sytuacją i nie widziała, co robić, w końcu dodał:
– Chcę, żebyś lubiła prawdziwego mnie. Nie tylko kolesia z forum, czy cholernego macho z warsztatów, ale m n i e.
– A ty prawdziwą mnie… – ledwo wyszeptała, czując cisnące się łzy do oczu. – Już żałuję, że się nie spotkamy na warsztatach.
– Zawsze możesz zmienić zdanie.
– Już za późno. Termin zgłoszeń minął dwa tygodnie temu, a wyjazd za dwa dni…
– Dla ciebie zawsze znajdzie się wolne miejsce.
– A co z Eric-iem?
– Mam już pomysł, jak go zgasić, tylko… musisz mi całkowicie zaufać. – Kiwnęła głową, gdy Richi położył telefon na stole. Wybrał numer i włączył głośnik. – Cześć, wytrzeźwiałeś już?
– Nie obrażaj mnie! – Blade udał oburzenie.
– Jest jeszcze jedna chętna na warsztaty. Wciśniesz ją dla mnie?
– Namówiłeś Caro?!
– Mam pewien warunek, szczegóły wyślę ci później. OK?
– OK!
– Black-Fox wraca do akcji.
– Zajebiście!!! – wykrzyknął Blade, aż komórka wpadła w wibracje.
Ewa Dudziec, grudzień 2017 r.

