Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklama

(NIE)REALNY GOŚĆ (cz. 3.)

 

nierealnyW niewielkiej sypialni, niemal na środku pokoju stało proste łóżko z drewnianym zagłówkiem. Naprzeciw niego, koło 4-drzwiowej szafy, znajdowało się szerokie biurko z otwartym laptopem na blacie. Na ekranie świeciła się biała strona, która stopniowo pokrywała się czarnymi literami.

Iwona siedziała nieco przygarbiona przed komputerem, kończąc raport dla swego dowódcy. Skupienie na szczegółach zadania przychodziło jej z wielkim trudem. Jednak nie mogła już dłużej zwlekać z opisaniem wykonanej akcji. Musiała w końcu zamknąć sprawę, chociaż wolałaby o niej całkowicie zapomnieć i zając się czymś innym. Właściwie – kimś innym.

 

***

 

Z potwornym wysiłkiem spróbował otworzyć oczy, gdy wózek podskoczył na prawie płaskim progu. Miał wrażenie, że głowa mu zaraz wybuchnie. Jaskrawe światło, które przedostało się wąską szparę w powiekach, boleśnie przeszyło źrenice.

– Trzymaj się, brachu – ledwo rozpoznał głos Grzegorza.

Dariusz nie miał siły, żeby zastanowić się, co jego przyjaciel ma na myśli. Dotarło do niego, że czuł silny uścisk dłoni oraz coś ciężkiego na brzuchu zgniatającego jego wnętrzności.

– Cholera, ma pękniętą czaszkę – usłyszał jak z zaświatów. – Będziemy musieli zgolić mu włosy.

– Nieee, no kurwa – zaklął Grzegorz. – Coś ty sobie myślał idioto, że jesteś niezniszczalny?

Dariusz nie był pewny, czy te pytanie było do kogoś innego, czy do niego. I tak nie był w stanie odpowiedzieć.

W końcu zaczynał rozumieć, co się dzieje. Przypominał sobie…

Jeszcze raz zmusił się do otwarcia oczu. Lampy na suficie zaczęły mieć bardziej określony kształt. Widział sylwetki kilkorga osób, stojących nad nim i coś robiących. Na chwilę ucisk brzucha zelżał, ale wtedy poczuł przeraźliwe kłucie w środku, aż jęknął z bólu. Chwilę potem zakręciło mu się w głowie i zwymiotował.

Grzegorz, tuż przy jego głowie, trzymał właśnie co zapełnioną nerkę, którą ktoś szybko zabrał i czystą podał z powrotem.

– Pić… – Dariusz powiedział z wysiłkiem.

Jakaś dłoń otarła mu twarz i przyłożyła nawilżony gazik. Łapczywie wciągnął powietrze razem z odrobiną wody, po czym się zakaszlał.

– Na szczęście nie ma krwi – powiedziała kobieta za nim.

Dariusz jeszcze raz zassał, tym razem bez powietrza.

– Zawiadom Iwonę – poprosił przyjaciela.

– Iwonę? Jaką?

– Zawiadom Iwonę – powtórzył z wysiłkiem.

– Brachu, przecież ty nie znasz żadnej Iwony – Grzegorz nie miał pojęcia, co mu odpowiedzieć.

– Zawiadom Iwonę… – ledwo wyszeptał.

– Proszę się odsunąć, jedziemy na salę – Dariusz jeszcze usłyszał kobiecy głos, zanim odpłynął w ciemność.

 

***

 

Gdy Iwona wymęczyła ostatnie zdanie raportu i wysłała go e-mailem, rozparła się wygodnie w fotelu z zamkniętymi oczyma. Czuła, jak odpływa całe napięcie ostatnich tygodni. Wreszcie miała to za sobą.

Teraz będzie mogła poświęcić całą swoją uwagę Dariuszowi. Wtuliła twarz w jego koszulkę, którą nakładała będąc w domu. Po dwóch tygodniach wciąż było czuć jego zapach.

Nie zrobiła sobie przerwy, jak zwykle po zamknięciu zadania, tylko od razu zaczęła się zastanawiać nad sprowadzeniem Dariusza ponownie. Albo przeniesienia się do niego.

Prawdę mówiąc, nie miała najmniejszego pojęcia, od czego zacząć. Z obawą stwierdzała, że intensywne myślenie o chłopaku nie wystarczało, bo robiła to bez przerwy. Po ich ostatnim spotkaniu, już ani razu nie czuła się osamotniona.

Lekko odepchnęła fotel i na chwilę otworzyła oczy, żeby nie kopnąć laptopa, zakładając nogi na biurko. Przez chwilę wydawało się jej, że coś się poruszyło. Szybko opuściła stopy i spojrzała na zegarek na komputerze – nie zasnęła nawet na minutę. A jednak coś widziała.

Nie odwracając się do biurka, sprawdziła odbicie w lustrze na drzwiach szafy. Koło okna stała jakaś postać. Była zbyt niewyraźna, a w pokoju zbyt ciemno, żeby mogła od razu ocenić sytuację. Na pierwszy rzut oka wyglądało, jakby ktoś znajdował się na zewnątrz, za szybą. Tylko że nie mieszkała w amerykańskim budynku, gdzie można było podejść pod okno schodami przeciwpożarowymi.

Kiedy odruchowo ręką sięgała za pasek na plecach, postać w lustrze się rozjaśniła i na ułamek sekundy przybrała dobrze znany Iwonie kształt. Dziewczyna momentalnie zapomniała o wszelkich środkach ostrożności, gwałtownie odwracając się do szyby. Gdy już miała wstać cień przygasł i się rozmazał.

– Dariusz…? – ledwo wyszeptała przez ściśnięte gardło.

Postać znów się rozjaśniła.

Iwona dostrzegła, że stała w kącie między oknem i łóżkiem. I miała zakrwawione ubranie. Dziewczynie skręcił się żołądek.

Wiele razy widziała rannych, a nawet zabitych podczas akcji, ale widok krwawiącego Dariusza, przez którego prześwitywał obraz wiszący na ścianie w jej sypialni, przyprawił Iwonę o mdłości.

Przywołała się do porządku, biorąc kilka głębokich wdechów i podeszła do migoczącej postaci. Zaczęła dostrzegać pewien rytm w zmieniającym się obrazie. A im podchodziła bliżej, tym większą miała pewność, że to Dariusz. Jednak nie mogła zrozumieć, dlaczego tak dziwnie pojawia się i znika.

Pojawia i znika, pojawia i znika… Iwona nie mogąc oderwać wzroku od krwi na jego koszulce, znów zwróciła uwagę na rytm.

„Reanimacja!!!” – myśl przetoczyła się przez jej głowę niczym czołg.

– Nie!!! – wykrzyknęła, wyciągając rękę do Dariusza.

Koniuszki palców przeleciały przez cień chłopaka. Nie wiedziała, co robić. W normalnych okolicznościach sama by mu robiła masaż serca i tamowała krwawienie. Mimowolnie próbowała go złapać i podtrzymać, ale jej ręce przeleciały przez migoczącą postać. Usiadła obok na brzegu łóżka i otarła łzy. Z całych sił pragnęła mu pomóc, ale nie wiedziała jak.

Myśl, że coś mu się stało, że może nie przeżyć, sprawiała fizyczny ból. Miała uczucie, że zniknie razem z nim. Oby tylko oboje trafili potem w to samo miejsce…

Wytarła palcami policzek, po czym bardzo powoli zbliżyła dłoń do Dariusza. Gdy tylko dotarła do granicy światła, zatrzymała się, a potem podsunęła o milimetr. Słona ciecz na opuszkach zaiskrzyła. Postać pojaśniała jeszcze bardziej. Otarła łzy spod drugiego oka i przyłożyła drugą rękę do światła. Prąd przeszył ciało dziewczyny, a kształt Dariusza stał się wyraźniejszy. I bardziej stabilny.

Teraz dokładniej widziała poważne obrażenia brzucha oraz ranę na głowie, pod zlepionymi krwią włosami.

– Nie umieraj… – błagała.

Łzy spływały jej po policzkach, już nawet nie zwracała na nie uwagi.

– Nie umieraj… Nie zostawiaj mnie… – powtarzała w kółko jak modlitwę.

Nie zauważyła, kiedy ręce zaczęły omdlewać. Gdy opadły jej dłonie i odrywały się od świetlistego obrazu Dariusza, na chwilę pojaśniał, a potem zniknął zupełnie.

– Nieee!!! – zawyła i zsunęła się bezwładnie na podłogę.

Nic już nie miało znaczenia. Jej świat rozpadł się na drobne kawałeczki. Już nie obchodziło jej, czy jest prawdziwy, czy wymyślony. Nieważne w którym z nich, bez Dariusza nie miała po co żyć.

Koszulka chłopaka robiła się mokra od łez i coraz zimniejsza. Iwona siedziała dygocząc na podłodze. Cały czas płakała, nie mogła przestać. Nawet nie próbowała…

 

***

 

Kiedy Iwona już nie miała siły, by dalej płakać, za oknem robiło się jasno. Zaczęła zasypiać ze zmęczenia. Nie wiedziała, ile to trwało, ani czy się jeszcze obudzi.

Nic już nie miało znaczenia…

Przez sen przedarła się świadomość, że jest jej ciepło. Nie czuła już na piersiach mokrej koszulki. Poczuła czyjąś rękę na swoim biodrze, obejmującą mocno jej talię. Leżała na kocu, oszołomiona zapachem polnych kwiatów, idealnie zmieszanym z męską wodą kolońską.

– Chciałabym, żeby tak było zawsze – wyszeptała tysiące kilometrów stąd.

– Co takiego? – spytał Dariusz tuż za jej plecami.

– No, ty, ja, ta łąka… – wyjaśniła.

Bojąc się otworzyć oczy, złapała chłopaka za rękę i podciągnęła jeszcze bliżej do siebie.

– Jaka łąka?

Iwona zerwała się na łóżku, głośno łapiąc oddech, jakby właśnie wynurzyła się z wody.

Okno i ściana przy łóżku wirowały w rytm pulsowania skroni. Gdy tylko pokój stanął w miejscu, zaczął się rozmywać pod kolejnym potokiem łez. Dziewczyna opadła bezsilnie na materac.

– Czemu płaczesz? –  dotarł do niej znajomy męski głos. – Przepraszam, nie chciałem cię budzić. Wyglądałaś koszmarnie, tak zwinięta na podłodze.

Przez głowę Iwony przeleciały tysiące myśli, analizujących sytuację. Żadna nie pasowała do opisania tego, co teraz czuła. Znów bała się otworzyć oczy, żeby nie ujrzeć pustego pokoju.

– Przebrałem cię, mój t-shirt był strasznie mokry. – Dariusz czule głaskał jej ramię.

Iwona nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje. Powoli otworzyła powieki. Ściany stały spokojnie w miejscu, a za oknem było zupełnie jasno.

– Ale… prze…cież… ty… – mówiła, dławiąc się łzami.

Zamiast dokończyć zdanie, w końcu odwróciła się na wznak.

Był dokładnie taki, jak go ostatnio zapamiętała. Kilka kosmyków czarnych włosów przecinało nieco śniady, umięśniony tors. Nie było żadnej krwi. Ani na głowie, ani na brzuchu. Żadnych blizn. Idealnie gładka skóra, którą delikatnie dotykała, chcąc się upewnić, że to nie sen.

Jeśli teraz był przy niej, to czym, kim, była świetlista postać. Nie potrafiła jeszcze tego zrozumieć.

– Widziałam cię… – zaczęła w końcu mówić, ale Dariusz jej przerwał.

– Też mi się śniłaś. Raziłaś mnie prądem – wesoło szturchnął ją w bok.

Iwona chciała o coś spytać, ale nie dość, że słowa nie składały się w sensowne zdania, to i tak więzły jej w gardle.

– Jak…? – zdołała wymamrotać.

– Jak się tu dostałem? – chłopak dokończył za nią pytanie. – Na uczelni usłyszałem zlepek słów. Wiesz, jak to jest, kilka przypadkowych osób coś powie głośniej, prawie w tym samym czasie. Złożyła mi się z tego pewna całość i pędziłem szybko do domu, żeby sprawdzić swoją teorię. Żeby znów się z tobą spotkać.

Iwona patrzyła i słuchała z niedowierzaniem. Pędził do domu… te zdanie uderzyło jak młotem.

– Jak wracałeś? Co to za teoria? – spytała, ciężko przełykając ślinę.

– Samochodem, jak zwykle – odarł spokojnie Dariusz, a Iwonie zaczęły znów płynąc łzy. – Co się dzieje?

– Opowiedz, jak dojechałeś – nie dała rady dodać nic więcej.

– Zwyczajnie, pod uczelnią wsiadłem do samochodu, wyjechałem na główną ulicę – zaczął wyjaśniać Dariusz – potem skręciłem… – zawiesił głos. – Po skręcie powinienem dojechać do mego osiedla… ale nie pamiętam… żebym dotarł… – Dariusz wpatrywał się w zapłakane oczy Iwony.

Powoli docierało do niego, co się stało. Gdy skręcał już na pomarańczowym świetle, w prawy bok auta wjechał drugi samochód. Ocknął się w szpitalu, w drodze na salę operacyjną. A teraz był razem z Iwoną, czyli pewnie spał po narkozie.

Po tych rozważaniach oboje się nieco uspokoili. Sytuacja nabrała nieco sensu i postanowili się cieszyć z danych im wspólnych chwil.

 

***

 

Iwona spała spokojnie na ramieniu Dariusza, kiedy nagle się zbudził. Mimowolnie zrzucił ją na brzeg łóżka, a sam usiadł ciężko łapiąc powietrze.

– Co się dzieje? – zapytała zaspana Iwona.

– Widziałem Grzegorza – odparł natychmiast – i siebie… To było takie nierealne i rzeczywiste jednocześnie…

Dziewczyna złapała Dariusza za rękę, wpatrując się w jego oczy w ciemności.

– Co ci się śniło?

– Leżałem na sali podłączony do monitorów. Obok mego łóżka siedział Grzegorz i coś do mnie mówił, gdy nagle na podłączonym ekranie pojawiła się prosta kreska i przeraźliwy, piszczący dźwięk. Chwilę później Grzegorz stał z boku, pod ścianą i obserwował, jak mnie reanimują.

Iwona słuchała uważnie, obejmując Dariusza z całych sił. Znów wolała pozwolić sobie na płacz, niż głośno powiedzieć, czego się obawia.

– Może musisz wrócić do swego świata… – wyszeptała.

– Wolę spędzić resztę życia tutaj z tobą – zakomunikował.

Dziewczyna przytuliła się jeszcze mocniej i czule pocałowała chłopaka.

Gdy Dariusz chciał ją lekko obrócić, jego ręka przeszła przez ciało Iwony. Jej ramiona opadły bezładnie zanurzone w przejrzystej postaci Dariusza.

– Nie umieraj! – krzyknęła, po czym szybko zwilżyła palce łzami i delikatnie dotknęła granicy jego sylwetki. Znów poczuła jak przeszedł przez nią prąd, a Dariusz stał się wyraźniejszy.

– Nie zamierzam, chcę zostać z tobą – głos chłopaka stawał się coraz bardziej odległy.

– Musisz przeżyć! – rozkazała Dariuszowi, jakby był jej podwładnym. – Musisz wrócić do siebie! Ale już!!!

Jeszcze raz otarła łzy i przyłożyła mokre dłonie do coraz słabiej widocznej postaci. Kiedy znów przeszył ją impuls, Dariusz pojaśniał na ułamek sekundy i zniknął zupełnie.

Iwona siedziała samotnie na łóżku. Nie chciała się z nim rozstawać, ale zrozumiała, że tylko tak będzie mogła się z nim znów zobaczyć. Chociaż nie miała żadnych podstaw, wiedziała, że Dariusz musi przeżyć w swoim świecie – inaczej już nigdy więcej go nie zobaczy.

 

***

 

Dariusz gwałtownie zaczerpnął powietrza, lekko podnosząc się na szpitalnym łóżku.

– Jest! Mamy go! – usłyszał nad sobą czyjś głos. – Normalny rytm zatokowy.

– Ciśnienie 100 na 60 – powiedział ktoś inny.

– Będzie dobrze? – zapytał Grzegorz, podchodząc bliżej do lekarzy.

– Miejmy nadzieję. Powinien się ustabilizować. Może pan przy nim posiedzieć. Niech odpoczywa.

Może Iwona miała rację i najpierw musiał wrócić tutaj, żeby później się przenieść tam.

– Dziękuję… – Dariusz jeszcze usłyszał głos przyjaciela, zanim zasnął, marząc o ponownym spotkaniu z ukochaną.

 

 

Ewa Dudziec, 16-18.V.2015

(Opowiadanie pochodzi z mojej autorskiej strony.)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.