Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklama

(NIE)OCZEKIWANY GOŚĆ  (cz. 2.)

 

bedIwona pisała raport ze skończonej misji. W cichym gabinecie leżało parę teczek z dokumentami i zdjęciami, do których co jakiś czas zaglądała. Choć już minęło kilka dni, bez trudu przypominała sobie kolejne etapy akcji i ponownie analizowała każdy szczegół. Zwykle pracowała sama, ale czasem przydawało się wsparcie. Tak było tym razem. Żeby nie ekipa, mogłaby teraz nie siedzieć spokojnie przy biurku. Była naprawdę wdzięczna i zamierzała to dobitnie podkreślić w sprawozdaniu.

Spojrzała na swoje zdjęcie zrobione z ukrycia. Czarne wąskie dżinsy i skórzana kurtka. Przypomniała sobie Dariusza. Przez chwilę zastanawiała się, jak by się spisał jako członek zespołu, albo nawet jej partner.

Gdy wspominała niezwykłe spotkanie z chłopakiem, uświadomiła sobie, że czegoś jej brakuje. Początkowo nie potrafiła określić czego, ale w końcu zrozumiała.

Minęło kilka dni i nie odczuwała tego dziwnego napięcia po akcji. Kiedy wszyscy inni już mogli odetchnąć z ulgą, ona cały czas miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nawet po zlikwidowaniu wszystkich zagrożeń. Zwykle ją to bardzo drażniło, że nie mogła normalnie i spokojnie odpocząć po zakończonym zadaniu, lecz gdy poznała Dariusza, doszła do wniosku, że ci tajemniczy obserwatorzy to prawdopodobnie czytelnicy, o których wspominał chłopak i przestało ją już tak to drażnić. Ale wrażenie ciągłej inwigilacji jej nie opuszczało, a chwilami nawet czuła silną wieź z Dariuszem, jakby nad nią czuwał.

Teraz było inaczej.

Nie czuła się obserwowana, ani wspierana przez chłopaka.

Czy tak wyglądał spokój? Cisza, pustka… chyba powinna być szczęśliwa z tego powodu. Członkowie ekipy, po akcji zakończonej sukcesem, zwykle wyglądali na zadowolonych. Ona nic nie czuła.

I to zaniepokoiło ją jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Wróciła do pisania raportu. Przeglądała zebrane materiały, przypominała sobie szczegóły misji, ale już nie dała rady się skupić. Gdzieś z tyłu głowy zastanawiała się, czemu nic nie czuła. Co stało się z tajemniczymi czytelnikami? I z Dariuszem? Od ich spotkania często towarzyszyła jej świadomość, że chłopak trzyma za nią kciuki, kibicuje. Analizując ostatnie wydarzenia podczas opisywania ich, uświadomiła sobie, że tego dopingu nie było. Wcześniej, podczas akcji, nie miała czasu się na tym zastanawiać, ale teraz…

Nagle poczuła dziwny smutek. Spojrzała na dokumenty – dziś już tego nie skończy. Schowała papiery do teczek i włożyła do szuflady biurka zamykanej na klucz.

Wracając przez miasto poczuła się strasznie samotna. Niby była przyzwyczajona do samotności, zawsze wolała działać w pojedynkę, mieszkała sama, ale teraz czuła się po prostu opuszczona. Porzucona.

Zanim dotarła do mieszkania, była przerażona. Chciała czym prędzej znaleźć się we własnym łóżku, w mieszkaniu zamkniętym na cztery spusty i z włączonym alarmem. Tyle lat szkolenia, setki akcji w terenie, nie raz stała na granicy śmierci, ale jeszcze nigdy nie była tak roztrzęsiona. Była kompletnie rozbita, nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje. To nie była typowa sytuacja, którą można było na chłodno przeanalizować, ocenić i wyznaczyć dalsze działania. Bo jak można było zrozumieć coś, co w jej normalnym świecie nie powinno istnieć?

W gorącej kąpieli Iwonę powoli opuszczały zimne dreszcze. Przestała już myśleć o swoich obserwatorach, czy raczej fanach, jak ich określił Dariusz. W końcu zrozumiała, iż tak naprawdę pragnęła tylko jednego – jednego obserwatora, fana… Jednego towarzysza, z którym miała okazję spędzić tylko jeden dzień.

Położyła się spać, zastanawiając się, co teraz robi Dariusz, co się z nim dzieje, dlaczego przestała czuć z nim tę osobliwą więź. Tak bardzo chciała wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku. Tak bardzo chciałaby znów z nim porozmawiać…

 

***

 

Iwona szła przez las, trzymając „gogusia” pod rękę. Drugą miała wciśniętą w kieszeń, gdzie palcami pieściła chłodny metal niewielkiego pistoletu. Księżyc prawie w pełni doskonale oświetlał ścieżkę prowadzącą na polankę. Poprosiła, żeby pokazał jej kilka gwiazdozbiorów, których zwykle nie widać w mieście. Nie słuchała, co miał do powiedzenia. Uważnie obserwowała otoczenie i sprawdzała, czy odeszli wystarczająco daleko od drogi, żeby nikt ich nie usłyszał.

Gdy była pewna, że są na odludziu, zaczęła słuchać swego towarzysza. Podążyła wzrokiem za jego wyciągniętą ręką, którą rzekomo wskazywał gwiazdozbiór Łabędzia. Tak jak się spodziewała, kompletnie nie znał się na gwiazdach – właściwy układ znajdował się za ich plecami.

Kiedy sięgała lewą ręką pod połę kurki, w ostatniej chwili kątem oka zobaczyła, jak w jej kierunku zbliża się gałąź. Iwona zrobiła szybki unik. Drąg przeleciał kilka milimetrów nad głową. Mocno zacisnęła dłoń na pistolecie. W chwili gdy mężczyzna złapał ją za rękaw, zwinnie wywinęła się z kurtki i wymierzyła w niego broń.

Za późno się zorientowała, że może być aż tak niebezpieczny, ale najwyraźniej on też jej nie docenił. Zwykła gałąź to za mało.

Puste, błękitne oczy wpatrywały się z niedowierzaniem. Był od niej wyższy o głowę i bardziej muskularny, ale teraz to ona miała go na muszce. Iwona była skupiona tylko na celowniku i biciu swego serca. Jak z zaświatów doleciał do niej męski głos, chyba proszący o wybaczenie. Zaskoczony wyraz twarzy mężczyzny szybko zmienił się w minę zbitego pieska.

„Co za tupet?!” – uniosła kącik ust w ironicznym uśmiechu.

Pociągnęła za spust.

 

***

 

Huk wystrzału odbił się echem w jej głowie.

Po chwili usłyszała kolejny stukot.

I jeszcze jeden.

Iwona gwałtownie podniosła się na łóżku. Świadomość boleśnie szybko wróciła. Pokój był taki sam jak zwykle. Nie było innych wystrzałów. Nie mogło być. Gdy opadła z powrotem na poduszkę, znów usłyszała ten sam dźwięk, co przed chwilą we śnie.

Zerwała się na równe nogi, odruchowo sięgając po broń.

To było pukanie. I wcale nie takie natarczywe, jak się jej wydawało przed paroma sekundami.

Cicho podchodząc do drzwi, odbicie w lustrze przypomniało jej, że jest ubrana tylko w luźną koszulkę i spodenki. W przedpokoju wsunęła stopy w najbliżej stojące buty. Były nie tylko ochroną, ale także potęgowały siłę uderzenia w razie walki wręcz.

Zamknęła oczy, wsłuchując się w dźwięki po drugiej stronie.

Miarowy, lecz nieco przyspieszony oddech zdradzał lekkie zdenerwowanie. Ktoś zrobił krok w tył i w przód. Gdy spodziewała się następnego pukania, usłyszała coś podobnego do klapnięcia. Czyjaś otwarta dłoń oparła się o drzwi.

Iwona niemal przyklejona do ściany, powoli wyjrzała przez wizjer. To, co zobaczyła przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Była przygotowana na nieznane niebezpieczeństwo, wroga szukającego zemsty, w najgorszym wypadku kilku zbirów z karabinami, ale nie na to.

Niezapowiedziany gość, odepchnął się od drzwi i już miał odejść w głąb klatki schodowej, gdy usłyszał szczęk zamka. Z oddechem ulgi kolejno otwierała wszystkie zabezpieczenia. Ledwo zdążyła uchylić skrzydło, Dariusz wepchnął się do środka mieszkania i rzucił się jej na szyję, troskliwie obejmując.

– Tak się cieszę, że cię widzę – wyszeptał z przejęciem.

Zdezorientowana odgarnęła jego włosy ze swojej twarzy.

– Ja też się cieszę – powiedziała hamując emocje.

Pozwoliła mu chwilę się obejmować, po czym go odsunęła na długość ramion, zaglądając w oczy. Wydawał się być zaniepokojony. Może jednak tajemnicza więź między nimi nie została zerwana? W końcu ona też wczoraj była przestraszona. Jak nigdy wcześniej.

– Coś się stało? – spytała w końcu.

– Straciłem połączenie.

Iwona, jakby dostała obuchem w tył głowy, mało nie osunęła się na podłogę. Zrobiło się jej ciemno w oczach i zemdliło. Nie musiała pytać, o jakie połączenie chodziło. Dariusz podtrzymał ją i ponownie objął, by nie upadła. Wziął na ręce i zaniósł do sypialni.

– Przez ostatnich kilka miesięcy, po skończeniu twojej serii, czułem się jakiś niepełny – chłopak zaczął się zwierzać, otulając Iwonę kołdrą. – Kilka tygodni po premierze ostatniej książki, na forum były różne dyskusje i inne takie, ale z czasem się uspokoiło. – Iwona słuchała nie do końca rozumiejąc, co Dariusz ma na myśli. – I kiedy już ustały wszelkie debaty, zacząłem odczuwać jakiś dziwny niepokój. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że mi czegoś brakuje. Nie wiem jak to określić – zawahał się. – Po naszym spotkaniu właściwie nie było dnia, żebym o tobie nie myślał. I nie wiem jak, ale wiedziałem, że ty też o mnie myślisz – Dariusz szukał słów, bojąc się spojrzeć dziewczynie w oczy.

Iwona poczuła, że się lekko rumieni, zadowolona, że chłopak tego nie widzi.

– Ale po jakimś czasie zaczęłaś mi umykać, znikać… – kontynuował. – Może docierała do mnie świadomość, że już więcej nic nowego o tobie nie przeczytam, że cię więcej nie zobaczę – zaśmiał się cicho. – A tu proszę, niespodzianka – odwrócił się do dziewczyny z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Jak się znów tu przeniosłeś? – spytała, chcąc lepiej zbadać sprawę, zanim sama się podzieli swoimi odczuciami.

– Nie wiem. Może tylko mi się śnisz…

– Może to ty mi się śnisz – powiedziała smutno.

Chwilę milczała, aż w końcu odważyła się rozwinąć temat.

– Jak to nigdy więcej o mnie nie przeczytasz?

– Kilka miesięcy po naszym spotkaniu, autor poinformował, że w przygotowaniu jest następna powieść, zamykająca cykl. I jakieś pół roku później była premiera. – wyjaśnił krótko chłopak.

– Czekaj – Iwona nagle się ożywiła. – Jakie kilka miesięcy i jeszcze pół roku i jeszcze z miesiąc czy dwa na dyskusje forowe? Coś mi się nie zgadza. – Dariusz spojrzał na nią zaskoczony. – Przecież od naszego spotkania minęło siedem tygodni i pięć dni.

Jego oczy zrobiły się nienaturalnie wielkie.

– Chyba musisz mi co nieco wyjaśnić – poprosiła, po czym opowiedziała Dariuszowi o swoim przerażeniu poprzedniego dnia.

Chłopak, słuchając opowieści Iwony, obszedł łóżko dookoła i usiadł z drugiej strony, obejmując ją ramieniem. Nie wzbraniała się, a wręcz wygodniej usadowiła.

– Teraz zaczynam rozumieć – powiedział po przeanalizowaniu jej słów. – Dla mnie czas biegnie inaczej – szybciej. Lecz gdy jestem tutaj, to się zatrzymuje.

– Wtedy u mnie, różnica jakby się co nieco wyrównywała. Ale musiałabyś spędzić ze mną przynajmniej parę tygodni – podsumowała. – Trochę to pokręcone.

– Trochę? – zaśmiał się. – Hm… może odczuwasz więź, kiedy czyta o tobie więcej osób w krótkim okresie, albo gdy pisarz wymyśla ci nowe zadania? – Iwona spojrzała na niego z wyrzutem. – Ale musisz wiedzieć jedno. Ja zawsze o tobie pamiętam. Zawsze! – Dariusz delikatnie musnął ustami jej włosy.

– To by sporo wyjaśniało – przytuliła się mocniej do jego boku. – Tylko co teraz? Będę cały czas się tak bać?

– Hej! Co ci przed chwilą powiedziałem? – udał, że się żachnął.

– To co, zostanę bezrobotna? – Iwona próbowała sobie wszystko poukładać.

– Nie wiem. Może będziesz mieć więcej wolnego dla mnie – pocałował ją w czubek głowy.

– Chciałbyś.

– A jeśli tak, to co?

Iwona nie wiedziała, co odpowiedzieć. Objęła Dariusza i ukradkiem otarła napływające łzy w jego koszulkę.

 

***

 

Znów przesiedzieli ze sobą cały dzień oraz część nocy rozmawiając i śmiejąc się. Mieli sporo do nadrobienia. Znów Iwona czuła się szczęśliwa, jak rzadko kiedy. W końcu postanowili zniwelować różnicę czasu, chociaż przez kilka dni. Miała nienormowane godziny pracy, raport mógł poczekać.

Kiedy już powoli dopadało ich zmęczenie, Dariusz sięgnął po koc na kanapie i zaczął układać poduszki. Chwilę przyglądała się, jak szykuje posłanie w salonie. Nagle poczuła strach, aż skurczył się jej żołądek. A co jeśli zniknie? Jeśli się obudzi i już go nie będzie? Miała nadzieję, że nie, że zostanie tak jak poprzednio, ale… teraz seria była skończona i mogły też się zmienić zasady ich niewyjaśnionych spotkań.

Obserwowała jak spływają jego długie, czarne włosy, gdy nachylał się nad sofą. Już wiedziała, że nie może zmarnować ani sekundy.

Iwona podeszła do Dariusza. Mocno złapała go za rękę, obracając w swoją stroną, aż stracił równowagę i osunął się na kanapę. Szybko usiadła przodem na jego kolanach i spojrzała głęboko w oczy.

– Nie chcę znów czekać kilku tygodni, a może i miesięcy – wyszeptała i pocałowała go.

Rozpacz i przerażenie mieszały się z namiętnością. Dariusz cicho jęknął, gdy przylgnęła do jego ciała.

– Ja też nie… znajdziemy… jakiś sposób – powiedział między kolejnymi pocałunkami.

Wsunęła dłonie pod jego t-shirt. Szybkim ruchem zdjęła i rzuciła za siebie na podłogę. Kiedy Dariusz chciał zrobić to samo, wstała i mocno trzymając go za rękę, poprowadziła do sypialni.

 

***

 

Iwonę obudził odgłos lejącej się wody. Z przerażeniem zobaczyła, że jest sama. Wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki, skąd dochodził szum. Zakręciła kran nad umywalką i pobiegła do salonu, zajrzała do kuchni i przedpokoju. Łzy cisnęły się jej do oczy. Chciałaby wierzyć, że poszedł do sklepu po śniadanie…

Przytrzymując się ściany, powoli szła do sypialni, gdzie liczyła, by choć jeszcze przez chwilę poczuć ciepło jego ciała. Gdy obróciła się, patrząc z resztką nadziei na drzwi, zauważyła coś czarnego na podłodze koło kanapy.

Iwona wtuliła twarz w koszulkę Dariusza, wciąż pachnącą jego wodą po goleniu. To jednak nie był sen…?

Otarła łzy i nałożyła t-shirt na swoje nagie ciało.

 

 

Ewa Dudziec , 15-20.IV.2015

(Opowiadanie pochodzi z mojej autorskiej strony.)

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.