Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Kwiecień 2017
P W Ś C P S N
« Mar    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Reklama

NIEPROSZONY GOŚĆ (cz. 1.)

 

klatka_1Iwona stanęła jak wryta w progu swego mieszkania. Patrzyła na nieznajomego, młodego mężczyznę, który zamiast „dzień dobry” wywalił na nią wiadro pretensji.

– Co ty wyprawiasz? Naprawdę nie dało się już gorzej wybrać? Tylu inteligentnych facetów chciałby mieć taką dziewczynę, a ty wybierasz jakiegoś wymuskanego lalusia z drogim samochodem? Co to w ogóle ma być? Zawsze podejmowałaś mądre decyzje… – chłopak nagle ściszył głos i opuścił ręce w geście bezradności. – Ale co ja mówię, przecież to tak naprawdę nie TY podejmujesz te decyzje.

Iwona zszokowana patrzyła tępo na przybysza. Nie rozumiała, o co mu właściwie chodzi, ani dlaczego mówi do niej per „ty”. Widziała go pierwszy raz na oczy.

Po chwili złapała się na myśli, że człowiek stojący w drzwiach, był bardziej w jej typie niż chłopak, z którym zaczęła się spotykać. W zasadzie przez moment nawet zaczęła się zastanawiać, dlaczego się z nim umawia.

Nieproszony gość westchnął z rezygnacją, wtedy Iwona ocknęła się z zamyślania. Właśnie, co to w ogóle ma być?

– Właśnie, co to w ogóle ma być? – krzyknęła i szybko rozejrzała się po klatce schodowej, czy któryś z sąsiadów nie usłyszał. – Za kogo ty się uważasz, żeby przychodzić do nieznajomej osoby i wygadywać jakieś bzdury? Nie przypominam sobie, żebyśmy się znali, więc nie masz żadnego prawa mówić o moim życiu!

Iwona wyciągnęła rękę do drzwi, żeby zatrzasnąć je przed nosem chłopaka, gdy nagle uderzyła ją pewna myśl.

Jak to ona nie podejmuje decyzji???

Znów się zatrzymała. Spojrzała na młodego mężczyznę, który już zaczął odwracać się na pięcie.

– Hej, stój! – zawołała, jakby był już na drugim końcu korytarza. – Chyba należy mi się jakieś wyjaśnienie.

– Dobrze, ale nie mam już za wiele czasu – powiedział już spokojniej chłopak. – Mogę wejść? – spojrzał na dziewczynę z miną małego pieska. – Lepiej, żeby nikt inny tego nie słyszał. To nawet dla mnie jest dziwne.

***

Młody mężczyzna usiadł na kanapie w dużym pokoju. Zastanawiał się jak wytłumaczyć to, co się zdarzyło. Sam tego nie pojmował. Po dłuższej chwili milczenia wziął głęboki oddech i przeczesał palcami długie, ciemne włosy, teraz spadające mu na oczy.

– Nazywam się Dariusz i jestem twoim fanem – starał się mówić najspokojniej, jak potrafił. – Czytałem po południu kolejny fragment twojej historii, ale kiedy doszedłem do momentu umawiania się z tym gogusiem, to mnie szlag trafił. Tak się wściekłem, że rzuciłem książką o ścianę. A potem… – zatrzymał opowieść szukając odpowiednich słów – potem zacząłem wymyślać własną wersję, która by o wiele bardziej pasowała do ciebie. Wyobraziłam sobie jak pukam do twoich drzwi i różne zdania, które chciałbym przekazać, gdy mi otworzysz. – Iwona patrzyła na niego coraz większymi oczyma. – I nagle mi otworzyłaś, a słowa popłynęły same… przepraszam, nie chciałem tak na ciebie naskoczyć.

Dziewczyna znów siedziała jak zamurowana. Powoli w myślach analizowała jego wypowiedź. Wyłapała kilka naprawdę dziwnych informacji i musiała się nad nimi jeszcze trochę zastanowić.

– Fanem? – spytała w końcu. – Jakim fanem? Moim? Jestem zwykłą dziewczyną, a nie żadną gwiazdką.

– Racja, nie jesteś gwiazdką – Dariusz odpowiedział już nieco swobodniej. – Ale zwykła to ty też nie jesteś. Nie oszukujmy się. Wszyscy twoi fani wiedzą, jakie masz zdolności.

– Zdolności? O czym ty mówisz? – Iwona zaprzeczyła automatycznie.

Miała to już tak wyćwiczone, że nie musiała się zastanawiać, czy dobrze wyszło. Widziała, że tak. Ukrywanie prawdy o sobie miała już we krwi, niemal od urodzenia.

– No proszę cię… – żachnął się chłopak, ale nie zareagowała, nadal wyglądając na kompletnie zaskoczoną. – Ok. Jest o tobie cały cykl powieści, którym zaczytują się tysiące ludzi. Należę do ich grona i z wielką niecierpliwością czekam na kolejne książki, żeby dowiedzieć się, co dalej. Jaką następną maszkarę poskromisz.

Iwona nadal taktycznie milczała. Bez wątpienia gość znał jej głęboko skrywaną tajemnicę, ale nie mogła pojąć, o co chodzi z książkami. Szok w końcu mijał i jej umysł zaczynał pracować tak, jak należy – w trybie analitycznym. Przypomniała sobie jeszcze jedno zdanie, które Dariusz powiedział, wchodząc do jej domu.

– Dlaczego mówisz, że masz mało czasu? – spytała spokojnie, przybierając kamienny wyraz twarzy.

– Czuję to. Nie umiem wytłumaczyć, po prostu wiem, że niedługo stąd zniknę.

– Znikniesz? – powtórzyła z naciskiem, zaczynała podejrzewać, że może któryś z jej wrogów wysłał niewinną ofiarę na przeszpiegi.

– Tak. Nie rozumiem, jak się tu znalazłem, ale czuję, że to długo nie potrwa – zrobił pauzę, w czasie której rozszerzyły mu się oczy. – Może twój autor jeszcze nie wie, że tu jestem, nie wymyśla dalszego ciągu, dlatego mam tę chwilę podczas jego nieuwagi? – rzucił szybko uradowany nagłym olśnieniem.

– Jaki mój autor? – powróciła pytaniem do tematu książek.

– O matko, rzeczywiście, przecież nawet nie powinnaś sobie zdawać z tego sprawy! – Dariusz mówił coraz bardziej podekscytowany. – Rany, a ja ci się tak wpieprzam z butami i burzę ustalony porządek. O rany, co ja narobiłem?!!! – Wstał z kanapy i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.

Obserwowała, jak jedną dłoń oparł na skórzanym pasie swoich wąskich, czarnych dżinsów, a drugą wplótł we włosy i drapał się po czubku głowy. Dokładnie przeanalizowała każdy jego gest i krok – nie udawał. Stwierdziła nawet, że wyglądał bardzo uroczo w tym swoim zamartwianiu się. Wysoki, dobrze zbudowany, ale szczupły twardziel ze strapioną miną pełną silnych emocji.

– No dobrze, skoro już mi się… wpieprzyłeś z butami, to wyjaśnij do końca, jaki to niby porządek miałbyś zburzyć – zapytała rzeczowo, a Dariusz jeszcze bardziej się zmartwił.

– Przepraszam, przepraszam, przepraszam… – powtarzał odwrócony twarzą do okna. – Naprawdę nie chciałem… Tylko tak bardzo nie pasuje do ciebie ten goguś… Nie miałem pojęcia, że stanę z tobą twarzą w twarz… To się nie powinno wydarzyć!

– Mów! – krzyknęła twardo, żeby wyrwać chłopaka z ogarniającego go poczucia winy.

***

Iwona obudziła się i odruchowo spojrzała na zegarek. Spała prawie całe dwanaście godzin. Wyjrzała z sypialni. Na kanapie nadal leżał Dariusz. Uśmiechnęła się do siebie, widząc jego spokojną twarz. Na wszelki wypadek zadbała o jego bezpieczny sen, i swój przy okazji.

Nie miała pojęcia, czy rzeczywiście jest postacią z jego ulubionych książek, czy może miał nie po kolei w głowie, ale na pewno wierzył w to, co mówił. Myślał, że będzie u niej najwyżej godzinę czy dwie, a tymczasem minęła już doba, odkąd zapukał do drzwi.

Rozmawiali ze sobą całe popołudnie i noc bez przerwy, prawie aż do świtu. Dawno nie czuła się z kimkolwiek tak swobodnie. Może dlatego, że wiedział o niej wszystko, dosłownie wszystko. Czasami czuła się aż zażenowana, gdy wspominali o jej byłych facetach. Niestety, Dariusz wiedział nawet to, co lubiła robić w łóżku.

Usiadła w fotelu naprzeciwko kanapy i przyglądała się chłopakowi. Był naprawdę przystojny. Do tego miły i wrażliwy. Choć początkowo okazał strach, że zniszczy równowagę w jej świecie, to dość szybko się opanował. Chwilami miała nawet wrażenie, że próbował ją nieco uwodzić. Przyznała w duchu, że całkiem się jej to podobało. Bardzo by chciała móc częściej tak swobodnie z kimś porozmawiać, nie musieć udawać, non stop kontrolować sytuacji. Podejrzewać każdego, kto się zbliży za mocno. To było naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy łapał w lot jej myśli, czasami nawet nie musiała do końca wypowiadać zdania, bo Dariusz robił to za nią. Znów uśmiechała się do siebie.

Strumień miłych wspomnień z ostatniej nocy zakłóciło jej powracające pytanie. Po co się spotykała z takim wymuskanym lalusiem? Iwona uświadomiła sobie, że nie potrafi na to odpowiedzieć. Zaczepił ją, postawił drinka, ale to jeszcze nie powód, żeby się wiązać. Tym bardziej, że przy każdym spotkaniu marudził na jakieś elementy, to jej ubrania, to zachowania. Nie lubił jej skórzanej kurtki, w której wyglądała jak stara metalówa.

Wzrok Iwony spoczął na rogu kanapy, gdzie wisiała kurtka Dariusza. Taka sama jak jej. Przynajmniej jemu się podobało. A z tego co mówił w nocy, to nie tylko jemu. Podobno jest cała sieć sklepów sprzedających ubrania w jej stylu, portrety, czy nawet figurki.

Normalnie ciężko byłoby Iwonie w coś takiego uwierzyć, ale kurtkę ozdabiała sama, więc teoretycznie nikt nie mógł mieć identycznej… A Dariusz miał. Miał jeszcze parę innych gadżetów, które wyglądały dokładnie tak samo jak jej narzędzia pracy.

Znów zaczęła się zastanawiać nad obecnym adoratorem. Po co on ją podrywał, skoro ciągle coś mu nie pasowało? Początkowo myślała, że to Dariusz jest szpiegiem, ale teraz te podejrzenia zaczęła przenosić na „swego” lalusia. W końcu w normalnych okolicznościach nawet nie zwróciłaby na niego uwagi, nie wspominając już o jakiejkolwiek rozmowie.

Spojrzała na zegarek. Dariusz niedługo powinien się obudzić. Wstała z fotela, ubrała się i zaczęła przyrządzać mocną, gorącą herbatę. To też polubiła w chłopaku, jako jeden z nielicznych wolał porządną herbatę od kawy.

Wierzyła mu, może nie powinna, ale było w nim coś naprawdę niezwykłego. Chciała go lepiej poznać.

– Ale mi się dobrze spało! – odezwał się z pokoju męski głos, którego właściciel rozczochrany i owinięty kocem po chwili zajrzał do kuchni. – Dosypałaś mi coś do piwa? – nie czekał na odpowiedź. – Dawno tak długo nie spałem.

Iwona tylko leciutko uśmiechnęła się pod nosem, zalewając kubki aromatycznym napojem. Chłopak otworzył lodówkę.

– Zaraz zrobię jajecznicę według mego rodzinnego przepisu. W życiu takiej nie jadłaś – mówił pełen entuzjazmu.

Postawiła herbatę na stole w pokoju i obserwowała, jak chłopak zabiera się za szybką poranną toaletę, a potem śniadanie. Przez głowę przeleciała jej myśl, że goguś pewnie nawet nie wie, do czego służy patelnia.

Gdy Dariusz przygotowywał posiłek, wyjęła ze skrytki w ścianie dwa pistolety z kaburami.

– Mam nadzieję, że umiesz strzelać? – spytała zaglądając do kuchni.

– Żartujesz? Wygrałem kilka zawodów twojego imienia! – pochwalił się z dumą Dariusz.

Iwona była zadowolona. Choć zwykła pracować sama, czasami przydawał się ktoś do pomocy. A jak do tego jeszcze potrafił zrobić naprawdę pyszne śniadanie…

– Wiesz, akcja to nie strzelnica – próbowała go przygotować.

Widelec Dariusza zawisł w połowie drogi do ust.

– Yyy… Chcesz mnie zabrać ze sobą? – zapytał bardzo zdziwiony.

– Tak, dziś będziemy team’em. Nawet będziemy wyglądać podobnie, jak prawdziwa drużyna – obserwowała, jak na twarzy chłopaka pojawiał się coraz szerszy uśmiech.

Po późnym śniadaniu wzięła komórkę do ręki, wybrała numer i poczekała na połączenie.

– Cześć, kochanie – powiedziała przesłodzonym głosem, aż Dariusz skrzywił się słysząc tę nutę fałszu. – Mam ochotę dziś wieczorem na spacer po lesie. / Może o 18.00? / Świetnie, przyjadę po ciebie na nasz ulubiony plac. / Pa, kochanie – rozłączyła rozmowę.

Chłopak patrzył na nią z lekkim niesmakiem i podziwem zarazem, ściągając brwi. Iwona ponownie sprawdziła godzinę, była prawie 17.00.

– Zbieraj się, musimy jeszcze przygotować kilka rzeczy po drodze – poinstruowała i już zakładała czarne, skórzane trapery sięgające za kostkę.

Dariusz poderwał się z kanapy, idąc w jej ślady. Po czym fachowo zamocował kaburę na plecach.

– Nie zawiodę cię – powiedział stanowczo, dodatkowo zapewniając Iwonę o swoich umiejętnościach.

– No to chodźmy – wzięła pęk kluczy i wyszła na klatkę, a chłopak tuż za nią.

Gdy tylko odwróciła się, by zamknąć drzwi, w miejscu gdzie powinien stać Dariusz, zobaczyła szybko znikający, ciemnoszary obłok. Pistolet z hukiem spadł na lastrykową podłogę klatki schodowej, a po policzku Iwony spłynęła samotna łza.

 

Ewa Dudziec, 12-14.XI.2014

(Opowiadanie pochodzi z mojej autorskiej strony.)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.