„Tylko twoja” – fragment

 

Nagle gabinet wydał się taki mały i ciasny. Zrobiło mi się słabo. Nie uszło to jego uwadze.

– Co jest mała? Źle się czujesz?

Oprałam się dłonią o fotel.

– Tak! Nie spałam zbyt dobrze w nocy – sypnęłam się.

– Czy to z mojego powodu?

Milczałam, jednak wiedział swoje. Chciałam zaprzeczyć i zatrzymać go gestem, bo już był przy mnie, ale zakręciło mi się w głowie.

Złapał mnie w ostatniej chwili. Chwyciłam się go, by nie upaść. Mocno mnie objął i przytulił. Być w jego ramionach tak nagle i niespodziewanie! Kiedy przycisnął mnie do siebie, poczułam jak bardzo jest podniecony.

Zbyt zmęczona, zbyt niepewna, niemal nieprzytomna, pozwalałam by jego wargi musnęły najpierw moje włosy, czoło, skroń, a potem usta. Na początku delikatnym, niepewnym dotykiem, by już po chwili wpić się w nie znów tak desperacko i z zatraceniem. Byłam zbyt słaba, by mu się oprzeć. Kiedy wsunął język w moje wargi, odwzajemniłam pieszczotę.

To wystarczyło! Poniosło nas jak zawsze. Zbierało się to we mnie od wczoraj, kiedy tu przyszedł! Teraz to wiedziałam. Podniósł mnie i oparł o biurko. Całując teraz szyję i podnosząc lekko spódnicę do góry. O nie! Byłam tak bardzo spragniona! Dwa miesiące postu, jego pieszczoty i zupełne zatracenie. Szybko rozpiął guziki mojej bluzki, zsunął ją razem z żakietem. Rozpięłam mu spodnie. Był cholernie podniecony i gotowy jak zawsze. Nasze usta się złączyły w namiętnym, głębokim pocałunku. Cała już płonęłam! Podniósł mnie bardziej i położył na biurku. Dokumenty poleciały na podłogę, wraz z moim telefonem. Kto by o to dbał teraz? Pochylił się, by przez biustonosz całować piersi. Potem go zdjął i od gorących warg i języka nic już nie dzieliło mojej rozpalonej pieszczotami skóry. Jednocześnie dźwignął spódnicę jeszcze wyżej i wsunął pod nią dłoń. Natychmiast zareagowałam, kiedy place dotknęły mnie, odsuwając koronkę bielizny.

– Ach! Koichi! – Nie umiałam się powstrzymać.

W głowie szumiało tętno. Krew w żyłach pędziła w zawrotnym tempie. Pożądanie płonęło we wszystkich komórkach i zmysłach. Myślałam tylko o nim we mnie! O ugaszeniu pożaru, który wybuchł tak nagle i spalał nas oboje. Wreszcie nie bawiąc się w ceregiele, nie zdjąwszy nawet spodni, wszedł we mnie.

– Koi… – jęknęłam zniewolona pragnieniem i jego we mnie obecnością. Zaczął się poruszać, najpierw powoli, potem coraz szybciej, a ja wychodziłam mu naprzeciw. Zupełnie nie myśląc gdzie jesteśmy i co wyprawiamy. Zatraceni w sobie coraz bardziej, dawaliśmy upust temu co było w nas od zawsze, od tego pierwszego spotkania w klubie. A za czym oboje tak bardzo tęskniliśmy przez ten długi czas rozstania.

– Mała! Rany! Jesteś taka gorąca! – Wydyszał mi do ucha, kiedy zbliżało się spełnienie.

Jak zawsze nagle, zbyt szybko i nieokiełznanie. Cała aż drżałam i płakałam, tak intensywne to było doznanie. Z trudem łapałam powietrze. Oparł się na ramionach, by spojrzeć mi w oczy.

– Co ty ze mną robisz? Wariuję przez ciebie!

Dopiero, kiedy to powiedział, dotarło do mnie co się właściwie stało. O nie! To niemożliwe! Ogarnął mnie strach. Zobaczył go w moich oczach. Odsunął się wreszcie. Usiadłam niepewnie, skołowana i wciąż niezbyt przytomna po tym, co się właśnie stało.

– Taro…

Pochylił się wyciągając dłoń, by pogłaskać mój policzek, ale cofnęłam się.

– Mała…

 

Ann Crevan

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.