Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Reklama

Dominika i Maciek

„Niebezpieczne związki, niebezpieczny związek, nieprzewidywalny związek, nieoczekiwany związek…” Wyliczała Dominika siedząc w niewielkim salonie na wygodnej niebiesko siwej sofie. Pisała. Lepiej analizować to co napisane. To jaki jest jej związek z Maciejem?  Skąpy szlafrok odsłaniał uda ledwo przykrywał piersi. Gorąca, długa kąpiel zmyła ciężar dnia. Za jakieś 20 minut on przyjdzie. Sałatka czeka w lodówce, pieczywo czosnkowe w kuchence. Czy warto się ubierać, kiedy Maciek z pewnością zechce ją rozebrać? Uśmiechnęła się. Jaki jest jej związek z Maciejem? Czy to tylko seksualny pociąg? Nieee… ufa mu. Jak nikomu dotychczas. Czyżby to było… zakochanie? Właściwie to nie wiedziała jak sobie na to pytanie odpowiedzieć. Serca drżenie, śpiew motyli w brzuchu, myśli wciąż zajęte… Tak, tak, bezustannie o nim myślała! Wspomnienia przywracały dzikie przeżycia… Rany! Jaki on ma głos! Dzwonek! To dzwonek kobieto! Rusz tyłek!. Podbiegła do drzwi.

– Ooo! Widzę, że jesteś gotowa? – Puścił oczko zalotnie i zdecydowanym ruchem wkroczył do mieszkania. Był tu nie pierwszy raz, a jednak…To pewnie zapach żelu do kąpieli. Przysunął się bliżej. Taaak… Cudnie pachnie. Cmoknął Dominikę w policzek. „Rozgrzana.” – Pomyślał, ale nie wtulił się w kobietę.

Pierwszy odruch podpowiadał, aby ją objąć i przygarnąć. Jednak odsunął się. Dziś musi z nią porozmawiać. Dominika nakryła stół, postawiła sałatkę, podała korkociąg… robiła wszystko ocierając się o jego dłonie, tors, ramiona. Dreszczyki podniecenia przebiegały mu raz po raz po plecach. A te dwie śliczne pomarańczki, które wciąż podskakują pod materiałem, to chciałby wyssać. Kołnierz szlafroczka odsłaniał gładką skórę dziewczyny z delikatnym cieniem między piersiami. Tańczyła przed nim podając, stawiając, przesuwając rzeczy…drżały jej delikatnie palce rąk. Włosy falowały w tym tańcu i kilka razy dotknęły jego twarzy. Przymykał oczy i wciągał zapach.” Może jednak rozmowa poczeka?-Przemknęło mu przez myśl.- Chętnie popieściłbym te kształtne pośladki.” Odstawił otwartą butelkę wina, wyciągał już dłonie po nią, gdy odwróciła się raptownie rozchylając usta, chciała coś powiedzieć. Nie zdążyła. Silne ramiona przygarnęły pachnące ciało a usta zaznały słodyczy jej ciepłych warg i zapachu miętowej pasty. Nie wzbraniała się. Chętna, gorąca, miękka… tylko sterczące, twarde już sutki drażniły jego cienką koszulkę Calvina Klein`a. Zsunął szlafrok z ramion, jednym pociągnięciem rozwinął supełek paska i materiał bezszelestnie opadł na podłogę a Dominika zabierała się już za uwalnianie jego męskości. „Szybka dziewczynka!”, pożądliwie całował jej szyję, usta i kształtne ramiona. Dominika usiadła na stole. Rozchyliła uda, a uniesionymi łydkami przyciągnęła kochanka do siebie. Wypięła piersi. Maciek zrzucił koszulkę, pochylił się nad piersiami i smakował czubkiem języka twarde, brązowe sutki. Salon przestał istnieć. Byli tylko oni i… stół. Pomidorki koktajlowe, kropelki soku z cytryny, papryczka chili… wszystko smakowało wybornie zlizywane i delikatnie zbierane językiem z ciała Dominiki… wylizywane wino z pępka… wypijane z rurki utworzonej z języka… szał ruchów, doznań, pieszczot, słodkich pomruków… wszedł w nią jednym pchnięciem. Zatrzymał się na chwilę. Oczy Dominiki zaokrągliły się w niemym pytaniu. Ścisnęła go mocniej. Oplotła ciaśniej. Drapała plecy dysząc , prosząc o więcej… Czas zatrzymał się na minutę, może mniej…  lub więcej… Kto by liczył teraz sekundy czy minuty?… Pulsowanie, wirowanie, zatracenie… Zapach, cóż to za zapach? Czosnek! Woń czosnkowych grzanek przywróciła im zmysły.

Rzucili się oboje do ratowania tego co zostało w piekarniku. Zderzyli się czołami. Pac! Mocno na tyle, że Dominika od razu miała czerwoną plamę na czole. Maciek chwycił spory nóż i przyłożył do bolącego miejsca. Zaczęli się śmiać. Kobieta otworzyła drzwiczki piekarnika i siwa, spalenizną zalatująca para, buchnęła jej w twarz. Kolejny wybuch śmiechu przetykanego kaszlem. Maciej podszedł do półnagiej Dominiki nadal trzymając nóż.

– Jestem mordercą kobiet przypalających grzanki czosnkowe! – Wybałuszył oczy, wykrzywiając jednocześnie usta.

– Litości, Panie Ciemności! Uległam, zapomniałam, zatopiłam się… – Kaszel przerwał jej kontynuowanie zabawy. Maciej odłożył nóż do szuflady i nalał wody do szklanki.

– Proszę, napij się. Złagodzi krtań. Łyknęłaś zbyt wiele gryzącego dymu. Wstawiamy kolejne grzanki? Zgłodniałem… mmm… widzę, że przygotowałaś wspaniałą sałatkę. Dlaczego od razu nie mówiłaś? – Filuternie puszczone oczko i wydęte wargi miały odwrócić uwagę Dominiki. Napiła się, pokasłała jeszcze trochę i znów się napiła.

– No! Mój Panie Ciemności. Przy tobie tracę rzeczywistość.  Głodny mówisz? Dobra! Daj mi chwilę na ogarnięcie się… ale zaraz, zaraz! Ty też nie wyglądasz najlepiej.  No już! Ogarniaj się! – Pchnęła mężczyznę w kierunku łazienki a sama zaczęła zbierać porozrzucane resztki jedzenia wokół stołu.

– Przestań tak się nachylać, bo zamiast się ogarniać będę znów ogarniał… ciebie! – Drzwi do łazienki jednak trzasnęły.

„Oj Maciek, Maciek! Nigdy z nikim tak się nie czułam.  Relaks, zaufanie, radość, chęć sprawiania przyjemności… Nigdy mi nie zależało, aby komukolwiek sprawiać przyjemność! Ten facet „ogarnął” mnie w całości”. Pozbierane z podłogi pomidorki schowała do pojemnika, wyciśniętą cytrynę wyrzuciła do śmietnika…” Ta zabawa była niepowtarzalna! Nigdy bym nie pomyślała, że Maciek ma taką fantazję. To mi się bardzo, ale to bardzo podoba. Nie jest więc takim zacofanym i mnichowatym, jak myślałam wcześniej”. Słysząc szum prysznica, weszła do sypialni i zrzuciła z siebie skąpą, seksowną, kremową bieliznę. Odciśnięte czerwono pomarańczowe plamy z pomidorków musi teraz potraktować jakimś chemicznym specyfikiem, bo inaczej bielizna będzie do wyrzucenia. Ciężko pracowała na ten drogi zakup, nie chciała pozbywać się kompletu. Szorty i zwykły cielisty stanik muszą teraz wystarczyć. Też musi wziąć prysznic. Czuje na sobie zapach cytryny i lekko piekące miejsca po papryczce no i to wino… jak pysznie smakowało spijane z jego języka! Narzuciła ponownie szlafrok, chwyciła dżinsy i bordową koszulkę i podchodziła do drzwi łazienki, kiedy te otworzyły się szeroko i dostała kolejnego plaskacza w głowę! Straciła równowagę i upadła na pośladki.

– Masz jakieś niecne zamiary w stosunku do mnie? – Nie mogła się opanować ze śmiechu zbierając rozrzucone ubranie.

– Oj, przepraszam! Dominiczko, kochana, stokrotnie cię przepraszam! Nie spodziewałem się ciebie za tymi drzwiami. Faktycznie jakaś niezdara ze mnie. Ale przecież nie chciałem ci robić żadnej krzywdy! Uwierz mi… – I widząc jej minę usiadł na podłodze i zaczął całować na zmianę jej brzuch i czoło, zanosząc się od śmiechu. – Już? Przestało boleć? Pomogę ci wstać. I podał jej dłoń robiąc kilka kółek w powietrzu, jakby machał przepraszająco wielkim kapeluszem. Zniknęła w łazience i teraz Maciej usłyszał szum wody.

„Ok, to gdzie moja piękna ma chleb? Zrobię te grzanki, bo w przeciwnym razie nigdy nie zaspokoimy głodu żołądków”. Tak bardzo był pochłonięty zajęciem i swoimi myślami, że nie usłyszał, kiedy Dominika weszła już odświeżona i ubrana. Stanęła opierając się o framugę drzwi i przyglądała się krzątającemu mężczyźnie. Wspaniałe uczucie radości rozpierało jej piersi. Oto mężczyzna, z którym chciała spędzić swe życie. Fikołki w żołądku i fruwające motyle mówiły same za siebie. Tylko czy ma mu powiedzieć wszystko o sobie? A jeśli od niej ucieknie? Co, jeśli przerazi się jak traktowała mężczyzn? Co jeśli dowie się o Długonogiej Kaśce i Damianie? Wie już o matce, właściwie o życiu bez matki. Ale czy ma mu opowiedzieć o swoich związkach? I o tym ostatnim, który w sumie nie był związkiem, ale totalnym nieporozumieniem i wstydliwą tajemnicą, jaką chciała ukryć. Ale teraz jest tu też Kaśka, która nie darzy jej sympatią. Czuła, że ta kobieta może zepsuć jej dobrze zapowiadający się związek. Co robić? Co robić?…

– No co tak stoisz? Bierz się do roboty, bo nigdy tej kolacji nie zjemy. – Ponaglał zauważywszy, że Dominika stoi i dziwnie mu się przygląda. Przechyliła znów tę swoją śliczna główkę i usta miała otwarte… ech! Jak on jej powie, że chce spędzić z nią resztę swego życia? Że to ona jest TĄ kobietą? Tą jedyną? Kiedy jej to powie? Musi przemyśleć tę akcję. No i kupić pierścionek… Rany boskie! Pierścionek! A skąd ma wiedzieć, jaki rozmiar? Musi jednak porozmawiać z Marysią. Tak! Ona mu pomoże. Maryśce można zaufać.

– Pani pozwoli? – Podał jej dłoń w zapraszającym geście. Poprowadził do stołu i odsunął przed nią krzesło. – Wszystko gotowe. Nic już pani nie musi robić. Proszę tylko wygodnie usiąść, jeść i dotrzymywać mi towarzystwa.

 

Anna Partyka-Judge

 

Jedna odpowiedź na „Dominika i Maciek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.