Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Październik 2017
P W Ś C P S N
« Wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Reklama

Zaufanie

 

– Chyba wcale nie chcę się dowiadywać, jak zachowujesz się po pijaku…

– Dlaczego? Liczyłem na to, że poznasz mnie w różnych okolicznościach.

– A powinnam? – rzuciła pytanie w przestrzeń i zdjęła kurtkę z krzesła. – Lubię twoją inteligencję, ale teraz poszła na daleki spacer.

– Nie przesadzaj, nie jest jeszcze tak źle…

– Nie chcę wiedzieć, jak jest gorzej. Do zobaczenia… kiedyś… – Zarzuciła kurtkę na plecy i wyszła.

Nie, nie mogę znów się pchać w takie bagno! – myśli krzyczały, podsuwając czarne scenariusze. Zacisnęła pięści i oparła się o ścianę, jeszcze na schodach klubu.

– I co, zostawisz mnie tu samego? – Wybiegł za nią ze środka.

– Nie – odpowiedziała twardo. – To ty – pchnęła go palcem w tors – zostawiłeś mnie samą! – Zobaczyła jego zdziwienie. – Jakieś pół godziny temu, kiedy zamówiłeś o jedno piwo za dużo. – Zbiegła ze schodów i poszła pustym chodnikiem, nie odwracając się za siebie.

Przez chwilę patrzył, jak się oddala w kierunku przystanku autobusowego. Uświadomił sobie, że o tej porze już nic nie jeździ – przecież nie pozwoli samotnej kobiecie włóczyć się nocą po mieście. Momentalnie otrzeźwiał. Wrócił po swoje rzeczy do klubu i chwilę później biegł ulicą, dopóki nie zobaczył jej na przystanku. Siedziała na ławce pod wiatą, patrząc nieobecnym wzrokiem przed siebie.

– Odwiozę cię do domu – zarządził całkiem trzeźwo.

– Sama umiem zawołać taksówkę – Odwróciła głowę, pociągając nosem.

– W to nie wątpię. – Nie czekając na jej odpowiedź, wybrał numer.

 

***

 

Zapukał już trzeci raz, gdy w końcu usłyszał ruch za drzwiami. Uniósł torbę z zakupami, zasłaniając twarz.

– Czego chcesz? – spytała, otwierając drzwi.

– Przyniosłem śniadanie, na przeprosiny. – Popchnął skrzydło, a ona natychmiast schowała się w mroku wąskiego korytarza. – Wczoraj myślałem, że też chciałaś się wyluzować po tygodniu pracy… – Zamachał torbą z wystającą pachnącą bagietką. – Chcę się zrehabilitować – uśmiechnął się szeroko.

– Kac ci nie przeszkodzi?

– Po trzech piwach? Ledwo mi zaszumiało w głowie.

Obrzuciła go ponurym spojrzeniem, stwierdzając, że przy jego posturze mógłby wypić jeszcze ze trzy nie tracąc świadomości. Wsunęła się jeszcze głębiej do mieszkania i pozwoliła mu wejść. Bez słowa wskazała mu drogę do kuchni, a sama poszła do łazienki się ubrać, chociaż najchętniej wróciłaby do łóżka. Nie czuła się na siłach, żeby się stroić, więc wciągnęła na siebie dżinsy z poprzedniego wieczoru. Gdy już miała założyć bluzkę, skrzywiła się, czując smród papierosów. Wrzuciła ubranie do pralki i włożyła pierwszą z brzegu, czystą podkoszulkę. Wychodząc z łazienki, spojrzała jeszcze w lustro. Zaczerwienione i podkrążone oczy kazały jej zostać w środku. Przemyła twarz zimną wodą, po czym nałożyła korektor na skórę w kącikach i na całych powiekach.

 Szału nie ma, ale musi wystarczyć – westchnęła przed lustrem i w końcu wyszła na korytarz.

– Gdzie masz dużą… – wpadli na siebie w progu kuchni. Błyskawicznie ją złapał, ratując przed upadkiem –  …patelnię? – Spojrzał jej w oczy. – Nie wyspałaś się?

– Tak jakby – mruknęła. – Patelnia jest w piekarniku, na dole.

Wciąż ją obejmując, zaprowadził do salonu i położył na kanapie.

– Za jakiś 15 minut będę gotowy, postaram się nie hałasować.

Kiedy wychodził z pokoju, znów usłyszał pociągnięcie nosem. Zawrócił i położył swoją paczkę chusteczek na ławie przed kanapą.

 

***

 

Przekrwione oczy przewiercały ją na wylot. Z każdym ułamkiem sekundy były coraz bliżej, a cuchnący oddech drażnił nozdrza. Jak na zwolnionej taśmie widziała lecącą pięść. Wiedziała, że nie uniknie ciosu. Mogła go tylko zminimalizować, obracając twarz w bok. Nigdy nie rozumiała, jakim cudem jego ruchy były tak szybkie, skoro ledwo utrzymywał się na nogach. Coś zadzwoniło w uszach.

Gwałtownie podniosła się na kanapie, wciągając głęboko powietrze. Dopiero po chwili uspokoiła się, widząc znajomy kolor ścian i przypomniała sobie o gościu w kuchni, z której rozchodziły się smakowite aromaty. Postanowiła pójść w ich kierunku.

Śniadanie już stało na stole, a gorąca kawa mamiła zapachem. Mężczyzna pomógł jej usiąść i podał talerz z parującą jajecznicą.

– Rodzinny przepis – powiedział z dumą i zajął miejsce naprzeciwko. Znów zajrzał jej w oczy. – Mam nadzieję, że nie przeze mnie płakałaś… – poczekał z pierwszym kęsem na jej odpowiedź.

– Mam nadzieję, że nie muszę się tłumaczyć we własnym domu. – Przełknęła pierwszy kawałek i zatrzymała się na chwilę z wrażenia. Nie potrafiła ukryć zachwytu. Postanowiła spuścić z tonu, przy tak dobrym posiłku. – Nie przez ciebie. Nic nie zrobiłeś.

– Bałem się, że czymś cię uraziłem – odetchnął z ulgą.

– Niczym nie uraziłeś – powiedziała ostrzej niż zamierzała, ale chciała żeby się już nie dopytywał.

– Chyba na mnie już pora, naprawdę przepraszam, że cię nachodziłem. – Głośno odsunął krzesło.

– Nie! Stój! – Załapała go za rękę, gdy przechodził obok. – To na naprawdę nie przez ciebie… I miałam nadzieję, że jako dżentelmen przemilczysz mój wygląd…

– Jako dżentelmen się martwię i nie chce przysparzać ci przykrości.

– To nie twoja wina. – Pociągnęła go do siebie. – Skończmy śniadanie. – Spróbowała uśmiechnąć się, ale kiepsko jej to wyszło.

 

***

 

Chwyciła za nóż, gdy tylko usłyszała kroki na zewnątrz. Tym razem ona będzie szybsza. Czekała przylepiona plecami do ściany, aż otworzą się drzwi. Zrobiła zamach, ale trafiła na twardą framugę. Ostry ból przeszył całą rękę, aż do barku. Straciła równowagę, ale coś ją podtrzymało. Nie mogła nabrać powietrza, dusiła się. Szarpała się, próbując wyrwać się z niepojętego uścisku. Nagle coś podźwignęło ją do góry.

– Spokojnie… – usłyszała męski głos, który ją sparaliżował. – To tylko zły sen. – Silne ręce ułożyły ją na kolanie. – Aż się wystraszyłem, jak przywaliłaś w stolik.

W końcu zrozumiała, że nadal jest w swoim mieszkaniu w towarzystwie kolegi z pracy.

– Ciągle tu jesteś?

– Nie zostawiłbym cię śpiącej w otwartym domu.

– Jak właściwie tu trafiłeś? – Świadomość powróciła w błyskawicznym tempie.

– Odprowadziłem cię wczoraj. Chyba pamiętasz, że obiecałem nie puszczać cię samej. Jeszcze nie znasz miasta…

Pamiętała doskonale, ale miała nadzieje, że on nie będzie. Chyba rzeczywiście trzy piwa to mało na takiego rosłego faceta. Jak mogła być tak nie ostrożna? Pozwoliła mu poznać swój adres i jeszcze zasnęła na jego kolanach. Znów będzie musiała się przeprowadzić.

– Długo spałam? – Już planowała, co musi spakować w pierwszej kolejności.

– Godzinę.

– To się wynudziłeś…

– Jak zaczęłaś chrapać, nadrobiłem zaległości w Internecie. – Pokazał swego smartfona.

– Ja nie chrapię! – Podniosła się.

– Następnym razem cię nagram – powiedział rozbawiony.

– Jeśli będzie następny raz…

– Przecież mówiłaś, że cię nie uraziłem. – Poczuł się zbity z tropu. – miałem cię nie pilnować?

Zasłoniła się włosami. Bała się spojrzeć mu w oczy, tak jak wszystkim mężczyznom.

– OK, teraz mogę już spokojnie cię zostawić. A jeśli jednak coś ci zrobiłem, to zmienię pracę, żebyś nie musiała mnie więcej oglądać.

Zaniemówiła. Nigdy nie słyszała podobnej deklaracji, szczególnie od kogoś, kogo znała zaledwie kilka miesięcy. Zawsze to ona uciekała… Ale już kończyły się jej pomysły dokąd…

– To moja wina… – wydusiła z siebie w końcu. – Wróciły dawne wspomnienia…

– Nie chciałem ich przywoływać… przepraszam. – Wstał i zaczął się ubierać.

– Nie przywołałeś. One są cały czas. – Wyjęła kurtkę z jego ręki i z powrotem powiesiła przy drzwiach. – Posiedź jeszcze trochę – poprosiła, pierwszy raz od kilku lat.

 

Ewa Dudziec, 28-30.IX.2017

 

 

3 odpowiedzi na „Zaufanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.