Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklama

Zaufanie (cz. 2)

 

Kiedy rano zadzwoniła komórka, kobieta wyrwana z głębokiego snu, sięgnęła ręką do szafki nocnej i po omacku przeciągnęła placem po ekranie telefonu. Dłoń zawisła na brzegu łózka.

Nie chcę, nie chcę… to nie ma sensu… – kolejny dzień z rzędu to były jej pierwsze myśli, gdy dzwonił budzik. – Wytrzymaj jeszcze trochę i będziesz miała na kolejny bilet – powtarzała sobie, zanim wygrzebała się z pościeli. Lecz wciąż nie wiedziała dokąd…

Komórka zabrzęczała jeszcze raz. Wtedy uświadomiła sobie, że to nie budzik, tylko oczekujące połączenie. Zmusiła się do otworzenia jednego oka i wzięła telefon. Wielkie litery na wyświetlaczu pokazywały napis: George. Znów wyrzucała sobie, że pozwoliła mu wejść do mieszkania, że pozwoliła na wspólny dzień, że dała mu niepotrzebną nadzieję… Podniosła się na łokciu i spojrzała na spakowane kartony. Musi mu w końcu powiedzieć, że nie ma na co liczyć. Po czwartym dzwonku w końcu odebrała.

– Cześć Beki. – Usłyszała ciepły męski glos. – Już do ciebie jadę.

– Już? – mruknęła.

– Wiem, że zaspałem, ale powinniśmy zdążyć przed szefem.

– Co takiego? – natychmiast się obudziła i gwałtownie usiadła na łóżku. – która godzina?

– 7:48.

– Szlag! Nie wyrobie się…  – Podniosła rękę i wsadziła nos pod pachę. – Muszę wziąć prysznic… – A może wcale nie muszę…? Może straci do mnie szacunek i łatwej będzie wyjechać? – pomyślała i rozłączyła rozmowę.

Umyła tylko twarz, zęby, nałożyła jeszcze niespakowane ubranie i tylko podkład, żeby zamaskować cienie pod oczami. Patrząc w lustro, miała nadzieję, że po wyjeździe znów odzyska poczucie bezpieczeństwa i w miarę spokojny sen. Rozczochrana wybiegła z klatki, w chwili gdy George wjeżdżał pod blok.

Zdziwiła się widząc o tej porze na podwórku jednego z osiedlowych chuliganów. Poczuła jego śliski wzrok, gdy w biegu nakładała kurtkę i na chwilę wypięła biust. Wzdrygnęła się i szybko wskoczyła do samochodu kolegi. Przechyliła się, by w lusterku sprawdzić, czy oprych wciąż ją obserwuje.

– Lecisz na mnie – George zażartował.

Beki natychmiast się wyprostowała na swoim siedzeniu i tylko mruknęła:

– Miałeś rację, że to parszywa dzielnica.

– Nie możesz poszukać czegoś innego?

– Niedługo tak zrobię. – Ciągle nie wiedziała, w którą stronę wyruszyć. Zresztą im później się zdecyduje, tym lepiej dla niej.

 

***

 

Patrzyła, jak herbata ciemniała w firmowym kubku. Czuła się podle, że wciąż nie powiedziała Georgowi o wyjeździe. Był dla niej naprawdę miły i póki co nie okazywał, że oczekuje czegoś w zamian. Przydusiła torebkę herbaty łyżeczką i obserwowała wypływające na wierz pęcherzyki powietrza.

– Beki. – George zajrzał do służbowej kuchni. – Kiedy w ogóle nie zareagowała, powtórzył głośniej. Zawołał ją po raz trzeci i w końcu przeszedł przez próg. Kobieta cały czas stała nad kubkiem nie zawracając uwagi na otoczenie. – Beki! O ile to twoje prawdziwe imię…

Łyżeczka z głośnym brzękiem wpadła do zlewu. George doskoczył do kobiety i w ostatniej chwili uratował kubek przed potłuczeniem, ale część gorącej herbaty wylała się na jego rękę. Zaklął pod nosem i natychmiast odkręcił zimną wodę. Kiedy ból odpuszczał, zauważył, że Beki trzęsły się dłonie. Nie potrafiła się opanować i zdecydować, czy przestawić kubek, czy wytrzeć blat, czy otworzyć lodówkę.  Co chwila wyciągała rękę to w jedną, to w drugą, to w trzecią stronę.

Kiedy ból w dłoni Georga całkowicie ustąpił, sięgnął po ścierkę. Uważnie się przyglądał koleżance, która wciąż kręciła się w kółko.

– Stój! – powiedział trochę głośniej, przysuwając się do jej twarzy.

Drgnęła przestraszona. Złapał ją za ramiona i obrócił w swoją stronę. Nieprzytomnym wzrokiem patrzyła gdzieś w przestrzeń przez jego klatkę piersiową. Wstrząsnął nią, aż w końcu podniosła głowę i mógł spojrzeć w jej ciemne oczy.

– Co się dzieje? Znów cię przestraszyłem? Przepraszam.

Wciągnęła głośno powietrze, jakby wypłynęła nad powierzchnię wody. Co miała mu odpowiedzieć – że właśnie zgadł, ale i tak nie pozna prawdy, bo za chwilę jej już nie będzie? A jeśli to jakiś Jego znajomy i ją wyda?

Tysiące myśli przelatywały przez jej głowę, gdy zadzwonił telefon. Wciąż drżącą ręką sięgnęła do kieszeni. George na ekranie zamiast imienia zauważył tylko jedną literę: H. Beki wysunęła się z jego rąk i odebrała dopiero po chwili.

– Możesz bezpiecznie rozmawiać? – Usłyszała zmodulowany głos.

– Nie za bardzo. – Kątem oka spojrzała na kolegę w służbowej kuchni.

– Hm… nie mam za dużo do powiedzenia. Jest czysty. To całkiem normalny facet. Szczegóły ci prześlę jak zwykle. Wiesz, że im ktoś normalniejszy, tym głębiej kopię.

– Wiem. Dzięki. – Rozłączyła się.

Przez chwilę pożałowała, że potwierdzenie przyszło dopiero wtedy, gdy już tak naprawdę nie było potrzebne.

– Wszytko w porządku? – spytał George, gdy schowała telefon.

– Tak… ja… wyjeżdżam! – wyrzuciła z siebie i ruszyła do wyjścia.

– Miałem nadzieję, że zmieniłaś zdanie – powiedział natychmiast, zanim zniknęła za progiem.

 

***

 

Pomachała George’owi na do widzenia i przekręciła klucz w drzwiach do klatki schodowej. Kiedy odpalił silnik, weszła do środka. Jak zwykle nie było światła, bo ktoś wykręcił żarówki. Kiedy nacisnęła odruchowo włącznik, coś zakuło ją w palec. Kawałek zapałki blokował przycisk. Gdy próbowała ją wyjąć, usłyszała czyjeś kroki. Sięgnęła do torebki, żeby wyjąć latarkę i dopiero zorientowała się, że zostawiła ją w samochodzie George’a. Ktoś zatrzymał się tuż koło niej. Poczuła gryzący zapach potu i gorące, wydychane szybko powietrze na swoim policzku. Cofnęła się do drzwi, które właśnie się otworzyły. W progu stanął barczysty chłopak, który rano ją obserwował. Teraz dostrzegła, że w klatce był jego wierny towarzysz.

Zamarła na ułamek sekundy. Wiedziała, że nie uda się jej uciec na górę, a nawet gdyby, nie zdąży otworzyć mieszkania. Z kursu samoobrony przypomniała sobie, że napastnicy najbardziej się boją hałasu, ale nie na tym osiedlu. Tu mogłaby zedrzeć sobie gardło i nikt by nie zareagował. Musiała wydostać się na zewnątrz. Nie pozwolić, żeby za chłopakiem zamknęły się drzwi. Zrobiła krok w jego stronę i mimo wszystko spróbowała narobić trochę zamieszania.

– Paaaliii się!!! – krzyknęła z całych sił.

– Zamknij się, suko!

Chwilę później wielka dłoń boleśnie zatkała jej usta. Silne ramię szarpnęło jej głową, ale złapała się za bluzę chłopaka w drzwiach i nie pozwoliła pociągnąć do tyłu. Barczysty, zaskoczony jej reakcją, cofnął jedną nogę za próg, żeby nie stracić równowagi. Druga ręka stojącego za nią oprycha rozgniotła jej pierś. Kłujący ból przeszył ciało. Mimowolnie zacisnęła zęby na palcach, które wpychał jej do gardła. Poczuła, jak rozluźniły się mięśnie ramion. Natychmiast szarpnęła się i rzuciła przed siebie.

– I tak nie uciekniesz, suko!

Chciała się zamachnąć torebką, w której była ciężka książka, ale znów uświadomiła sobie, że jej nie ma. Przez chwilę miała nadzieję, że George szybko zauważy jej zgubę i zawróci. Ale i tak musiała się wydostać na zewnątrz. Z całej siły kopnęła chłopaka w krocze. Znowu się cofnął. Drzwi do klatki wciąż były otwarte. Kiedy chciała go wyminąć, drugi złapał ją za włosy i pociągnął do siebie. Wtedy właśnie zobaczyła Greorge’a, zaciskającego ramię na szyi chłopaka, który z coraz większym trudem łapał oddech, aż w końcu opadł bezwładnie w progu klatki. George przeszedł nad bezwładnym ciałem i jak taran ruszył na drugiego napastnika. Beki odruchowo się skuliła i kątem oka dostrzegła swoją torebkę przelatującą tuż nad głową. Usłyszała kilka szybkich uderzeń, aż w końcu poczuła, że osuwa się w dół razem z nieprzytomnym oprychem. Uwolniła swoje włosy z jego bezwładnej dłoni i opierając się o ścianę odepchnęła się w bok.

W słabym świetle wpadającym przez otwarte drzwi widziała, jak George kucał nad właśnie powalonym chłopakiem. Dopiero po chwili zrozumiała, że sprawdzał jego puls.

– Chodźmy stąd. – Pomógł jej wstać i mocno objął. – Jesteś cała?

– Yhy – mruknęła w jego pierś. – Czy oni nie…?

– Niestety, żyją – odpowiedział zimno.

– Jesteś pewny? – Patrzyła z przerażeniem na napastników.

– Chcesz ich dobić, czy jednak boisz się oskarżenia o morderstwo?

– Nie chcę, żeby ciebie oskarżono – odpowiedziała zadziwiająco spokojnie.

– Chyba i tak powinniśmy zgłosić napad.

– Nie! – zareagowała gwałtowniej niż chciała. – Możemy gdzieś stąd iść?

Pozwoliła sobie przeciągnąć moment w jego objęciach. Tak dawno nie czuła ciepłych męskich ramion, których nie musiała się bać.

Na pewno nie muszę? Właśnie załatwił dwóch kolesi niemal w dwóch ruchach. Może H. nie znalazł wszystkich informacji? Może coś było utajnione? I tylko udaje księgowego, bo mnie śledzi? Nie… przecież właśnie uratował mi życie…

– OK, możemy pojechać do mnie i stamtąd zadzwonić na policję. Albo przynajmniej na pogotowie.

– Dobrze… – odsunęła się i sprawdziła, czy nic jej nie wypadło z kieszeni podczas szarpaniny. – Kim ty jesteś? – spytała nagle.

– Co masz na myśli?

– Jakim cudem tak szybko ich załatwiłeś?

– Zaskoczyłem ich.

– I?

– Nie byłem grzecznym nastolatkiem. Potrafię się bić, a obecnie raczej jak tego unikać.

– Aha… – mruknęła. – Idziemy? – Może H. naprawdę wszystkiego nie znalazł… – pomyślała. – Ale i tak nie mogę teraz tu zostać.

 

Ewa Dudziec, 24-25.XI.2017

 

4 odpowiedzi na „Zaufanie (cz. 2)”

  • Świetne. Czekam na ciąg dalszy. Dlaczego bohaterka jest taka nieufna i czy George naprawdę jest w porządku?
    Podoba mi się Twój styl pisania.

  • Kapitalne opowiadanie z niebanalną bohaterką!

  • Przyznam, że ostatnio czekalam na ten wtorek i zapomnialam kompletnie (zycie narzuca czasem tempo), teraz przysiadlam i… jestem pod wrazeniem, jak pierwszą część rozwinelaś. Podoba mi sie. Lubię byc zaskoczona. I lubię kiedy coś nie jest banalne. Brawo, Ewka! Idę nadrabiać trzecią część dopóki mam jeszcze troche wolnego na nocce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.