Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Kwiecień 2017
P W Ś C P S N
« Mar    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Reklama

MIŁOŚĆ NA ODLEGŁOŚĆ

 

KopertaOstatnio wśród znajomych pojawiło się kilka związków, czy też raczej dopiero zalążków związków, na tak zwaną odległość.

W pierwszym odruchu zdecydowana większość pomyśli, że to nie wypali. Ja też… ale obserwując rozwój sytuacji, zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno.

Zaliczam się do grupy 30+ i sądzę, że za „mojej kadencji” 99 % takich par było skazanych na porażkę. Sama też to przerabiałam i jako naiwna licealistka wierzyłam, że miłość przetrwa. Tym bardziej, że to on pierwszy się zdeklarował, pisał piosenki i długie listy. Takie prawdziwe, na papierze, pakowane w białe koperty. A ja w odpowiedzi biegałam po sklepach papierniczych i wyszukiwałam za każdym razem inną, pachnącą papeterię, żeby każdy listy był jedyny w swoim rodzaju.

W latach dziewięćdziesiątych nie mieliśmy telefonów, a dla nastolatków 200 km pociągiem było jak wyprawa na Księżyc. Nie wspominając, że wtedy mama i tak by mnie nigdzie samej nie puściła. Tak więc, rzeczywiście, miłość na odległość nie miała większych szans na przetrwanie. Jednak przez ostatnie dwadzieścia lat wiele się zmieniło.

Teraz mamy nie tylko telefony, ale nawet smartfony z kamerami i Internetem. Wszędobylska sieć dała nowe możliwości kontaktu. Rozmowy na żywo z wizją. Żeby zobaczyć swoją twarz nie trzeba już czekać miesiącami na spotkanie albo zdjęcie przesłane pocztą, wystarczy włączyć komputer lub komórkę.

Nawet jeśli nasza połówka mieszka w innym kraju, czy kontynencie, codziennie możemy usłyszeć jej głos i spojrzeć w oczy. Co prawda tylko on-line, ale zawsze.

Już nie musimy się martwić, że list zaginie po drodze, a zdjęcie chłopaka trafi do innej. Wszystko pięknie, ale czy to na pewno wystarczy, by miłość zwyciężyła? Czy da się w ogóle mówić o miłości i budowaniu związku, czy raczej tylko o zauroczeniu, z którego nie wiadomo, co się rozwinie?

Kolega będąc w delegacji, poznał dziewczynę. Dopóki zlecenie trwało, było okej, bo blisko. Ale potem firma wysłała go na kolejną robotę w inny koniec Polski. Ona została.

Niby kolega szczęśliwy, codzienne telefony, czat, przesyłanie zdjęć… tylko ona ciągle tam, a on jeszcze dalej… Niby słodko, a co jakiś czas żal w słowach, gdy o niej opowiadał. I chociaż pociągi teraz szybciej jeżdżą, to i tak musiał czekać na kilka dni wolnego, żeby się z nią zobaczyć. Do tego wszystkiego jeszcze doszła kwestia byłego faceta, który cały czas był w pobliżu i mącił w głowie.

W przypadku innej pary, ona poznała chłopaka w pracy i z każdym dniem coraz lepiej im się rozmawiało przy kawie.

Czemu żadne z nich się nie przeprowadziło? A no, życie… Studia, praca ciężko zdobyta, często po znajomościach…

I gdzieś po drodze się okazało, że Internet wszystkiego nie załatwi, wszystkiego nie zastąpi. O ile można zbudować relację, jej podstawę, to prawdziwy związek to coś więcej, niż tylko rozmowy i patrzenie sobie w oczy przez monitor. I czy naprawdę można kogoś dobrze poznać tylko on-line?

Sfera fizyczności też ma swoje prawa. Chcemy się przytulać, całować oraz pieścić. Trzymać za rękę spacerując po mieście, chodzić na randki… Jednym słowem – razem spędzać czas. Po prostu w związku potrzebujemy bliskości, której Internet dać nie może. Aczkolwiek może umilić męki oczekiwania na następne spotkanie.

Czy miłość na odległość przetrwa? Nie wiem, ale w dzisiejszych czasach już chyba nie można całej porażki zwalić na kilometry. W dużej mierze zależy od samych zainteresowanych, ich woli, zdecydowania i siły.

Jedna para nie przetrwała, bo ona wybrała faceta z tej samej miejscowości. Inna dziewczyna planuje powrót z emigracji dla chłopaka, a mój kolega nadal walczy z konkurencją i czeka na kolejną delegację w pobliżu swojej wybranki.

 

Iwona Wilk, 13-17.XI.2015

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.