Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« Cze    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Reklama

Dziennik Beatrycze – Fragment 6.

 

Przeszłam przez chmurę dymu przed drzwiami knajpki i weszłam do środka. Wnętrze wyglądało niemal identycznie jak piętnaście lat temu, kiedy opijaliśmy tam każdy egzamin maturalny. Nie przypuszczałam, że nasza klasa jeszcze będzie w stanie zebrać się do kupy. Może rzeczywiście Internet potrafi zdziałać cuda… Nawet jak się nie ma konta społecznościowego z pełnym nazwiskiem. A może wystarczy na chwilę wrócić na stare śmieci i spotkać kogoś znajomego w osiedlowym sklepie… W każdym razie cieszyłam się, że znów zobaczę te gęby, z którymi spędziłam szalone cztery lata.

Bez trudu trafiłam do zarezerwowanego stolika. Nikt z pozostałych gości nie robił tyle hałasu, co nasza ekipa. Zdążyło dopiero przyjść parę osób, ale i tak było ich słychać z daleka.

Chyba upływ czasu zbliża ludzi, bo z każdym przywitałam się serdecznym uściskiem, jak z najlepszym przyjacielem. Trochę zbiło mnie to z tropu, bo w szkole fajnie się z nimi imprezowało, ale nikt nie był mi naprawdę bliski. Pod koniec czwartej klasy tylko z Iwoną naprawdę czułam jakąś więź, jednak ona miała chłopaka i musiałam się cały czas trzymać w karbach.

Gdy witałam się z ostatnim kolegą przy stoliku, poczułam na sobie czyjś wzrok. Miałam uczucie jakby ktoś mnie śledził. Kilka dni wcześniej zamknęliśmy ze Zbyszkiem ciężką sprawę w Warszawie, przez chwilę myślałam, że ktoś pojechał za mną aż do Białegostoku. Poczułam zimny pot na plecach, który przywrócił jasność umysłu. Dyskretnie oglądałam pomieszczenie, mechanicznie uśmiechając się do kolegów i potakując. W tłumie weekendowych imprezowiczów próbowałam znaleźć obserwatora. Niestety nie miałam do tego dobrej pozycji. Pod pretekstem zakupu piwa, ruszyłam na rekonesans. Z każdym krokiem w stronę baru coraz mocniej czułam natarczywe spojrzenie. To nie było zwykłe śledzenie, jakiego spodziewałam się po warszawskim cwaniaczku. Jeszcze jeden schodek i przy barowej ladzie miałabym lepszy punkt obserwacyjny. Wtedy w końcu spojrzałam na drugi koniec baru.

Stała oparta plecami o blat i patrzyła mi prosto w oczy. Przyciągała mnie jak magnes, jakby wiedziała, że w końcu podejdę. Jej blond włosy lśniły w blasku lampek nad barem. Wyglądała zjawiskowo. O wiele piękniej niż zapamiętałam z ostatniego przypadkowego spotkania na mieście, czy choćby ze szkoły. Wtedy była chudym patyczakiem. Teraz niesamowicie piękna i zgrabna kobieta uśmiechała się tylko do mnie, kompletnie nie zwracając uwagi na śliniących się wokół facetów.

 Na pewno ma już męża i jest mu wierna – pomyślałam automatycznie. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Już wiedziałam, kto mnie obserwował, tylko w tamtym momencie nie rozumiałam jeszcze dlaczego.

– Cosmopolitan dla pani.

– No wreszcie, ile można czekać. – Usłyszałam jej dźwięczny głos. Zalotnie upiła łyk drinka i chwilę później rzuciła mi się w ramiona na powitanie. – Nie masz pojęcia jak się ucieszyłam, gdy zdecydowałaś się na przyjazd.

To będzie ciężki wieczór… – wyrzucałam sobie. Myślałam, że już mi przeszło zauroczenie, ale gdy tak mnie obejmowała nieco dłużej niż zwykła przyjaciółka, wróciły wszystkie wspomnienia i pragnienia.

Ciepło jej oddechu na mojej szyi wywoływało dreszcze. Musiałam zacisnąć zęby, żeby nie zrobić czegoś głupiego.

– Też się cieszę, że cię widzę – powiedziałam, kiedy udało mi się opanować oddech.

– Co podać dla pani? – Głos barmana zadawał się dochodzić z innej planety.

Iwona w końcu mnie puściła i ponownie sięgnęła po kieliszek.

– Macie cydr? – Mężczyzna kiwnął twierdząco. – Duży z lodem, poproszę.

– Już nie pijesz piwa? – Zdziwiła się Iwona.

– Odkryłam w końcu te bąbelki, od razu słodkie, bez potrzeby dolewania soku. – Bez pytania spróbowała mego napoju.

– Przecież to sok jabłkowy. – Zaśmiałam się, widząc jej reakcję.

– Ale z prądem – dodałam.

– Będziesz po tym tańczyć na stole?

– Widziałaś mnie kiedyś na parkiecie?

Zrobiła smutną minę:

– Ale chciałabym. Mam nadzieję, że nie jesteś taka strasznie poważna jak w szkole. – Wzięła mnie pod rękę i poprowadziła do stolika.

– Jeszcze poważniejsza.

– Och… – westchnęła, aż wszyscy koledzy się na nas obejrzeli. – Jest jeszcze poważniejsza niż w LO – wyjaśniła Iwona pozostałym.

Nie przejęli się, tylko Adam spytał, czy gram zawodowo w pokera. W sumie mogłabym na tym nieźle dorobić.

Kiedy wszyscy po kolei chwalili się swoimi rodzinami, Iwona położyła mi głowę na ramieniu. Założyłam, że drinki były mocniejsze niż się wydawało, albo znudziły ją opowieści o dzieciach, bo jak się okazało, tylko my byłyśmy wciąż singielkami. Po kilku szklankach cydru dałam się wyciągnąć na parkiet, głównie dlatego, że miałam dosyć spojrzeń koleżanek typu: jakie to musimy być biedne i samotne bez mężów. Tylko nie zdawały sobie sprawy, jak bardzo było widać ich zazdrość, gdy któryś z chłopaków opowiadał o swojej żonie z niekłamaną miłością.

Na parkiecie Iwona zadawała się być w swoim żywiole. Bawiła się znacznie lepiej niż młodsza część klienteli klubu, a ja w duchu cieszyłam się, że jest sama i okazuje mi większe zainteresowanie niż kiedyś. To było trochę dziwne, ale i cholernie przyjemne. Spławiała każdego faceta, który chciał z nią zatańczyć. Chwilami czułam się jak na dobrej randce.

Nagle w połowie piosenki skierowała się do toalety i dała znak, żebym poszła za nią.

– Pomożesz mi? – spytała, gdy tylko znalazłyśmy się w łazience. – Ramiączko mi się odczepiło z tyłu.

– Ok. – To było już ponad moje siły, szczególnie po sporej dawce alkoholu. – Odwróć się zaraz to naprawimy.

– No co ty? Nie będę zadzierać sukienki przy innych – wyszeptała.

Przyjrzałam się jej, rzeczywiście, jedynym dojściem do stanika było zdjęcie całości. Żadnych zamków ani głębszego dekoltu. Zastanawiałam się, jak ona w to weszła. Zanim przeanalizowałam krój sukienki, wciągnęła mnie do kabiny i popchnęła na ściankę.

– Chyba za dużo wypiłaś. – Próbowałam opanować sytuację.

– Dokładnie tyle, ile mi trzeba – powiedziała nad wyraz trzeźwo – moja strażniczko Teksasu.

– Miałam nadzieję, że tego dziś nie usłyszę… – westchnęłam.

– Zawsze to w tobie lubiłam.

– A ja niekoniecznie… Co z tym ramiączkiem? – Czułam się niezręcznie sam na sam z Iwoną w ciasnej kabinie, choć kiedyś o czymś takim nie raz marzyłam.

– Splotę ręce w górze, a ty podciągnij sukienkę.

– Ok. – Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Nagle zrozumiałam wszystkich facetów narzekających na seksowne i kokietujące laski, które w ostatniej chwili mówią „dobranoc” i zamykają drzwi przed nosem.

Najdelikatniej jak mogłam, przesuwałam dłonie do góry po biodrach i talii Iwony, zdejmując idealnie dopasowaną tkaninę. Gdy pod palcami poczułam koronkę stanika zakręciło mi się w głowie. Miałam ochotę przesunąć dłonie i złapać ją za kształtne piersi.

– Jeszcze trochę w górę – szepnęła tak cicho, że ledwo usłyszałam.

Zamknęłam oczy i wciągnęłam głęboko powietrze. Moje dłonie dojechały aż do pach. Już miałam szukać zagubionego ramiączka, gdy nagle Iwona się obróciła i wpiła w moje usta. Zacisnęłam ramiona na jej ciele, by nie stracić równowagi. Dotyk miękkich warg i łaskotanie ciepłego języka wprawiło mnie w oszołomienie. Całe moje opanowanie uleciało w ułamku sekundy. Iwona przestała całować równie nagle, jak zaczęła.

– Przepraszam, myślałam, że ty… podejrzewałam już w liceum… ale nie umiałam wtedy tego określić… Przepraszam… wygłupiłam się…

Nie zwolniłam ramion, cały czas mocno ją obejmując. Dotarło do mnie, że mam pod palcami oba ramiączka jej stanika, doskonale trzymające się na swoich miejscach.

– Dobrze myślałaś – wydusiłam w końcu – podkochiwałam się w tobie, walczyłam z tym… chodziłaś przecież z Andrzejem…

– Nie przypominaj mi… – Usłyszałam ulgę w jej głosie.

Tym razem to ja ją pocałowałam. Powoli, delikatnie rozchyliłam jej usta i wsunęłam język, smakując ślad po kolorowych drinkach. Nie czekałam długo na odpowiedź. Bawiłyśmy się naszymi wargami, zębami i językami. Każde skubnięcie, wywoływało kolejną falę podniecenia. Pieściła moje piersi przez bluzkę, rozpaczliwie szukała guzików, których nie miałam. Znów wpiła się we mnie zachłannie, jakby pierwszy raz się całowała. Zjechałam ręką na jej biodro i wsunęłam dłoń pod koronkowe majteczki. Przywitały mnie miękkie wilgotne włoski, gorąca skóra i nabrzmiała, pulsująca łechtaczka. Wsunęłam się głębiej. Nasze piersi ocierały się i rozgniatały o siebie, kiedy pieściłam jej rozpaloną kobiecość. Przyspieszone oddechy łączyły się w pocałunkach. Jej ciało coraz mocniej drżało pod wpływem moich rytmicznych pieszczot. Spełniały się moje młodzieńcze marzenia. Oderwała się od moich ust, napinając wszystkie mięśnie, by chwilę później zacisnąć zęby na moim ramieniu, tłumiąc okrzyk najwyższej rozkoszy.

Zawiesiła się na mnie, z trudem utrzymując się na drżących nogach. Wtulała się, a ja jeszcze powoli gładziłam jej gorące płatki i uspakajałam pulsujące mięśnie.

Wyjęłam mokre palce i pocałowałam ją. Iwona odzyskawszy równowagę, zaczęła wyciągać bluzkę z moich spodni. Powstrzymałam ją.

– Chodźmy do mnie – szepnęłam.

Nigdy wcześniej nie widziałam tak promiennego uśmiechu.

 

 

 

Ewa Dudziec, 3-4.IV.2017

 

 

2 odpowiedzi na „Dziennik Beatrycze – Fragment 6.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.