Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

Dziennik Beatrycze – Fragment 5.

 

fragment-5Stanęłam przed klubem. Kolorowy neon z napisem „GO-GO” kłócił się ze standardami naszych spotkań. Wyjęłam komórkę i sprawdziłam treść sms’a. Adres się niestety zgadzał. Czemu Zbyszek poprosił o spotkanie w takim miejscu? Przecież mieliśmy wolne. Zwykle, o ile w ogóle, bywałam w takich lokalach tylko służbowo.

Widok barczystych „dresów”, udających ochroniarzy, nie zachęcał do wejścia. Jeszcze raz sprawdziłam adres i weszłam do środka. Zbyszka nie musiałam szukać. Razem z kolegami byli aż nadto widoczni. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Na co dzień poważni policjanci mieli na szyjach wieńce z kwiatów w hawajskim stylu, a Zbyszek dodatkowo złotą, papierową koronę na głowie. Dopiero do mnie dotarło, że chłopcy urządzili mu wieczór kawalerski dwa tygodnie wcześniej, tylko nie rozumiałam, czemu ja dostałam zaproszenie.

– Beata! Nareszcie! – Grzechu uściskał mnie jak najlepszą przyjaciółkę i pociągnął do stolika. – „Karniaczek” za spóźnienie! – Zanim zdążyłam zaprotestować, przede mną stał napełniony kieliszek, a reszta stukała dłońmi w blat.

– Co ja tu robię? – Spojrzałam Zbyszkowi w oczy.

– No jak to co? Na moim wieczorze kawalerskim nie mogło zabraknąć mego najlepszego agenta.

– Agentki – poprawiłam natychmiast.

– Czepiasz się! – Zbyszek zdążył już wypić pod humor. – Jesteś moim przyjacielem niezależnie od płci. – Objął mnie ramieniem. – I z pewnością bardziej docenisz tancerki niż tancerzy na babskich imprezach – szepnął, by reszta nie słyszała. – No i w razie czego będziesz odganiać kobiety i na pewno mnie nie wykorzystasz.

– No i wszystko jasne – westchnęłam demonstracyjnie i przewróciłam oczami. – To twoje zdrowie! – Z niesmakiem wychyliłam kieliszek. – Zamówcie mi jakieś porządne piwo.

– Nie ma, same rozwodnione sikacze – wyjaśnił Grzechu.

– Nie było lepszych lokali? – spytałam cynicznie.

– Z laskami na rurze? Nie.

– Idę do baru.

Przemierzając salę, czułam na sobie wzrok pijanych facetów, nieprzyzwyczajonych do normalnych dziewczyn wśród gości. Kelnerki jeszcze w miarę wyglądały, ale dziewczyny na rurach pozostawiały wiele do życzenia z za mocnymi i niedobranymi makijażami. Pewnie w ten sposób próbowały ukryć tożsamość, ale ostateczny efekt był fatalny. Nie widziałam w nich nic podniecającego.

Czekając na drinka, obserwowałam marne wyczyny tancerek. Chodzić dokoła rurki i ocierać się o nią każda mogłaby się nauczyć. Właściciele pewnie za mało im płacą, żeby dziewczyny wykupiły parę profesjonalnych lekcji.

Spojrzałam na kolegów. Szybko oceniłam, że w takim tempie za godzinę niewiele będą pamiętali. Zaświtał mi szatański pomysł.

– Można z kierownikiem tancerek? – spytałam barmana, odbierając drinka.

 

***

 

Nie myliłam się, w ciągu następnej godziny wszyscy byli już nieźle nawaleni, jedynie Zbyszek i Grzechu trzymali fason.

– Zaprowadź Zbycha pod scenę za piętnaście minut – poleciałam i poszłam w stronę baru.

Tancerki już przygotowały mi top i spodenki, zakrywające nieco więcej niż ich bielizna oraz blond perukę. Szybko się przebrałam, a raczej rozebrałam i kiedy zobaczyłam nasze towarzystwo pod sceną, dałam znak oświetleniowcowi i dj’owi.

Nagle zrobiło się ciemno i cicho. Boso wkradłam się na scenę i czekałam na pierwsze dźwięki „Sweet dreams” w wykonaniu Marilyn Manson.

Zaczęłam niepozornie od prostych, powolnych obrotów i przysiadów, by chwilę później wspiąć się prawie pod sufit i pokazać co naprawdę można zdziałać na rurce. Gdy na górze puściłam ręce i zawisłam, trzymając się tylko nogami, usłyszałam falę gwizdów i okrzyków podziwu. A to był dopiero początek. Najwyraźniej pierwszy raz widzieli prawdziwy taniec na rurze i wcale nie starałam się o erotyczny podtekst. Przez całe pięć minut utworu nie dotknęłam stopami podłogi, raz tylko wsparłam się rękoma, z głową do dołu, zmieniając kolejną figurę. Kiedy podczas ostatniego refrenu zakręciłam się dokoła rury w poziomie, sala oszalała. Na koniec powoli i efektownie zeszłam z rurki i cmoknęłam Zbyszka w czoło. Inni goście próbowali się dostać do sceny i rzucali banknoty. To było miłe i zaskakujące. Zgarnęłam kilka w pobliżu kolegów.

– Beata?!!!

Mina Grzecha, gdy się zorientował, kto całuje Zbyszka, była bezcenna. Bez słowa wstałam i zbiegłam do garderoby.

 

Iwona Wilk, 29.XII.2016

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.