Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« Cze    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Reklama

Czarodzieje Sieci – fragment rozdziału XVII

 

Był już wieczór, gdy rozstali się z Wiktorem pod blokiem Wandy. Ita i Dezyderiusz wracali razem przez park.

– I co teraz? – spytała.

– Muszę najpierw odzyskać dane. Przynajmniej spróbować.

– Mam dziwne przeczucie, że to się wszystko łączy.

– Ja też. Dam znać chłopakom, że potrzebuję komputera offline do odzyskania danych. – I zaczął wybierać numer do swojej firmy.

– Jasne.

W milczeniu obserwowała rozmowę telefoniczną. Wywnioskowała, że jego pracownicy mają pełne ręce roboty i już zorganizowali maszynę do pracy offline, bo takich dysków jak Wandy i Roberta mieli kilkanaście, ale dopiero rano będą mogli zacząć skanowanie. Uśmiechnęła się na myśl, że Dezyderiusz ma wolną noc. Gdy się rozłączył, zapytał:

– Dasz się zaprosić na kolację?

– Właśnie o tym myślałam.

Kiedy doszli do najbliższej restauracji, zastali zamknięte drzwi i kartkę: „Nieczynne do odwołania”. Parę następnych lokali przyjmowało tylko gotówkę, której nie mieli przy sobie.

– Nie możemy sobie czegoś wyczarować? – spytał z żalem.

– Chyba nie. Według snów zawsze sami musieliśmy coś upolować.

– Wiewiórką z parku się nie najemy.

– U mnie w lodówce zawsze coś jest – zaproponowała.

– Rodzina nie będzie miała nić przeciwko?

– Zawsze możemy się przenieść do mego studio.

– Studia? Co robisz jako zwykła śmiertelniczka? – Roześmiała się.

– Trochę gram i śpiewam po godzinach.

– Ja też trochę gram. – Ita uniosła brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. – Nie mam studia. Wszystko, czego potrzebuję mieści się tutaj. – Klepnął torbę z laptopem.

– To znaczy?

– Od biedy można powiedzieć, że bawię się w CJ’a.[si-dżeja]

C?

C from computer.

– Aha… wolę bardziej tradycyjne instrumenty. Lubię dotyk klawiszy, strun… lekko uwierające progi pod palcami, gładko wylakierowane drewno gryfu… – mówiła z przejęciem, nie zwracając uwagi na otoczenie.

Chłopak wziął jej rękę i rozprostował palce, by obejrzeć opuszki.

– Nie wyglądają jak u gitarzysty. – Delikatnie musnął wnętrze dłoni.

Znów poczuła przeszywający dreszcz, od czubków palców aż do końcówek włosów. Zachwiała się, mocno łapiąc Dezyderiusza za przedramię. W mgnieniu oka objął ją wolną ręką i przytulił.

– Co się z tobą dzieje? Masz na mnie uczulenie? – Uśmiechnął się tak jak w snach, specjalnie dla niej. – Chyba nie jestem pierwszym facetem, z którym się całowałaś?

– Nie, nie jesteś. – Wzięła głęboki oddech przed następnym zdaniem. – Dziś rano właśnie rzuciłam jednego.

– Przepraszam. – Odsunął się nieznacznie. – Powinienem najpierw spytać, czy kogoś masz… Nie pomyślałem. Kiedy wpadłaś na mnie w korytarzu, chciałem tylko cię obejmować i całować.

To czemu się teraz zdystansowałeś? – pomyślała automatycznie.

Bo sądziłem, że chcesz mieć trochę czasu dla siebie – odpowiedział w jej głowie.

– O matko… – powiedziała na głos i pochyliła głowę, żeby nie zauważył nagłego rumieńca.

– Przepraszam…

– To ja przepraszam, ciągle nie mogę się przyzwyczaić do nowych skilli, chociaż bywają bardzo przydatne.

– Oj, bywają. Też jeszcze się z tym oswajam. – Znów ją objął i przytulił, gładząc po plecach.

– Nie wiem, czemu tak reaguję. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Może to przez tę magię.

– Może. – Odgarnął włosy, odsłaniając jej twarz

Delikatnie, przelotnie pocałował jej usta. Zarzuciła mu ręce na szyję i lekko przechyliła głowę. Nie potrzebował dalszej zachęty. Przylgnął do niej, pieścił językiem raz górną, raz dolną wargę. Czuł, jak osuwa się w jego ramionach oddając pocałunek. Mocniej splótł ręce na jej plecach, aż gwałtownie wciągnęła powietrze – to samo, które on właśnie wypuścił, nie odrywając ust. To podnieciło go jeszcze bardziej. Dżinsy boleśnie napięły się w kroku. Spojrzał nad nią w poszukiwaniu jakiegoś oparcia. Stojąc na środku parkowej alejki, nie mógł dać jej tyle, ile pragnął.

Gdy poczuła twardniejącą męskość, świat znów zawirował. Miała wrażenie, jakby ziemia się pod nią rozstąpiła.

Co jeśli stracę przytomność? Przecież poznałam go dziś rano… – Zalała ją nagła fala wątpliwości. Próbowała opanować przyspieszone bicie serca.– Co my robimy?!!!

– To… co powinniśmy zrobić dwieście lat temu. – odpowiedział na głos, oderwał się od niej na chwilę, by zaczerpnąć powierza. Roześmiała się. – Nie wiem, jak oni mogli wytrzymać tyle czasu.

– Zrobili to w końcu?

– Chyba nie… może dowiemy się dzisiejszej nocy, gdy pójdziemy spać.

– Spać? – spytała bez zastanowienia i znów się osunęła.

– Nie możemy tu zostać, musisz mieć stabilne oparcie – oznajmił, podtrzymując ją w ramionach. – Daleko do twego studio?

– Jakieś dwadzieścia minut piechotą.

Spojrzał na swój nabrzmiały rozporek. Perspektywa spaceru nie napawała optymizmem.

– Chyba możemy dostać się tam szybciej. Pomożesz?

Obrócił ją plecami do siebie, splótł ich dłonie i z całych sił skupił się na utworzeniu portalu. Chwilę później przed nimi pojawił się świetlisty owal.

– Podaj adres – szepnął tuż przy uchu.

Ita stworzyła obraz swego domu, podwórka, bocznego wejścia do studio, aż myślami dotarła do pomieszczenia realizatorskiego.

– Już. – Wciąż trzymając się za ręce, zrobili parę kroków i zniknęli w portalu.

Kilka zawrotów głowy później spadli na miękką wykładzinę w jej studio.

Użycie magii wyzwoliło w niej dodatkową energię. Poczuła się pewniej, przestała się bać całkowitego omdlenia. Musiała to sprawdzić. Podniosła się, rzuciła plecak i płaszcz na krzesło przed konsoletą. Dezyderiusz wstał zaraz za nią.

– Wow, ciekawe zabawki.

– To moja muzyczna kuchnia. – Uśmiechnęła się z dumą.

– Prawdziwą ja mogę przejąć.

– Gotowałbyś dla mnie?

– Dla ciebie wszystko. – Pocałował ją i zaczął wyciągać bluzkę ze spodni.

Dopiero do niej dotarło, że obejmuje jego nagie, umięśnione plecy. Znów wszystko zawirowało. Chłopak wciąż ją trzymał, lecz tym razem pozwolił, by osunęli się razem na podłogę. Ułożył jej ręce nad głową i ściągnął koszulkę. Jego oczom ukazały się kształtne piersi w czarnym, satynowym staniku. Powoli całował jej szyję, ramiona, dekolt i uciekające spod tkaniny sutki.

Miała wrażenie, że unosi się kilka centymetrów nad ziemią. Nigdy nie czuła takiej euforii, a wciąż byli w spodniach. Sięgnęła ręką do jego paska, który sam się rozpiął. Bez dotykania Dezyderiusza zsunęła z niego dżinsy, skarpetki i buty. Również za pomocą magii pozbawił ją ubrania. Przesunął dłonią kilka milimetrów nad skórą. Czuł, jak zjeżyły się jej włoski na całym ciele. Pieścił stwardniałe sutki, z lubością obserwując nabrzmiewające piersi.

Ita wsunęła dłoń za jego slipki i dotknęła twardego członka. Drugą mocno ścisnęła jędrny pośladek, aż chłopak się lekko wyprostował. Zjechała rękoma po naprężonych udach, ściągając bieliznę. Gdy dotarła do kolan, uniósł się i dokończył rozbieranie się.

Nie mogła mu się oprzeć, nie chciała. Nie wiedziała, czy to jej własne pragnienia, czy jej odpowiedniczki ze snów. Może ich obu. Jęknęła z rozkoszą, kiedy opadł nad jej ciałem i swoją męskością musnął wilgotne wejście. Zarzuciła mu ramiona na szyję i uniosła głowę do pocałunku. Chciała nieco przeciągnąć ten moment napięcia i słodkiego oczekiwania, zanim przejdą do sedna.

– Ile tylko zechcesz – szepnął, całując jej piersi.

Powoli unosił się i opadał łaskocząc płatki między jej udami. Czubkiem członka przesuwał po pulsujących brzegach kobiecości i stwardniałej łechtaczce. Pieściła jego kark, plecy, aż do pośladków wędrowała dłońmi po napiętej, lekko spoconej skórze. Palce ześlizgiwały się z jego ud. W końcu przestała się powstrzymywać. Objęła go w pasie i z całej siły przyciągnęła, wypinając biodra. Wsunął się miękko, do samego końca. Wygięła się do tyłu, mrucząc jak kotka. Rytmiczne ruchy wprawiały ich w coraz większą ekstazę. Zarzuciła mu nogę na plecy, stopą zahaczając o stół ze sprzętem. Gdy poczuła zbliżający się orgazm zmieniła pozycję i wybiła ich rytmu. Kiedy się podnosiła, objął ją i przeturlał. W ostatniej chwili odepchnął krzesło, by nie uderzyć głową w nóżkę. Była teraz na górze, zadowolona, że nie wypuściła go ze swego wnętrza. I znów rozpoczęła miłosny taniec.

Niespodziewanie poczuła, że wykładzina wcale nie jest tak miękka, jak zawsze jej się wydawało. Zwolniła na chwilę, kładąc się na jego torsie. Jedną dłonią dotknęła podłogi i zmieniła fakturę materiału na przyjemniejszą. Znowu mogła się skupić tylko na nim. Przykleiła się całym ciałem, chowając twarz w szerokich ramionach. Dezyderiusz trzymając ją za pośladki, namiętnie, niespiesznie kołysał ich biodrami. Wbijała się głęboko, za każdym razem wywołując silniejszą falę dreszczy. Coraz mocniej zaciskał ramiona, bojąc się, żeby nie wyślizgnęła się z objęć. Czuła, jak rośnie jego męskość podlewana jej sokami. Miała wrażenie, że za chwilę rozerwie się na drobne kawałeczki. Nie hamowała głośnego oddechu, który już dawno zamienił się w rozkoszny jęk, a kilka sekund później stał się krzykiem. Usłyszała głośne westchnięcie. Jego silne palce wbiły się w skórę, a zaciśnięte ramiona, pozbawiły tchu.

Gdy dosięgli gwiazd, opadła bezwładnie na chłopaka, wciąż mając go w środku. Powoli sczesywał jej włosy na jeden bok i całował w czubek głowy. Ciężko oddychała, rozkoszując się zapachem potu i pożądania. Dotknęła językiem słonej skóry, gdy on głaskał ją po plecach. Nie wiedziała, ile czasu tak leżeli, aż rozszalałe serca wróciły do normalnego rytmu. Wciąż czuła jego męskość, łagodnie pieszczącą jej wnętrze.

– Co my robimy? – powtórzyła pytanie.

– To, co powinniśmy zrobić dwieście lat temu.

– Mam dopiero dwadzieścia siedem. – Uśmiechnęła się i zatapiała w jego pociemniałych szafirowych oczach.

– Ja też. – Musnął palcami jej policzek. – Tak, ten uśmiech jest TYLKO dla ciebie – dodał.

– Nie wiem, czy to magia, ale to był najwspanialszy seks w moim życiu.

– Masz ochotę na drugi? Jeszcze wspanialszy? – spytał zawadiacko, a ona poczuła, jak znów rośnie w jej wnętrzu.

 

Ewa Dudziec, 23-24.VII.2016

 

 

 

Jedna odpowiedź na „Czarodzieje Sieci – fragment rozdziału XVII”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.