Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Reklama

Czarodzieje Sieci – fragment rozdziału XV

 

Ita wykonała już prawie wszystkie polecenia Gajka, zatwierdzone przez Dezyderiusza. Ukradkiem patrzyła na informatyka [Dezyderiusza], który uśmiechał się do monitora. Wyglądał zupełnie jak czarodziej z jej snów, nawet robił takie same miny. Różnili się jedynie ubraniem.

Przy ostatnim zadaniu musiała poprosić go o pomoc. Przysunął fotel i usiadł obok. Jeszcze raz przeanalizował sytuację. Gdy chciał przewinąć tekst, odruchowo położył prawą dłoń na myszce, którą wciąż trzymała w ręku. Poczuła przyjemny dreszcz, kiedy musnął jej skórę, a on natychmiast się wycofał.

– Przepraszam – powiedział lekko zmieszany. – Mogę? – Wskazał na nieszczęsną myszkę.

– Jasne. – Odsunęła się z krzesłem, żeby zrobić mu więcej miejsca przed ekranem.

Skupiony czytał wcześniejsze komendy i informacje zwrotne.

– Świetnie – powiedział do siebie – jeszcze tylko to… – coś szybko wklepał na klawiaturze, którą podsunął już bez pytania – potem jeszcze na Baśki kompie dopiszę jedną rzecz i firmę mamy zabezpieczoną.

– A co z komputerem Roberta? – spytała automatycznie Ita.

– Z tym będzie gorzej. Miałem do czynienia z szyfrowaniem danych, ale nie na taką skalę.

– Ale przecież zrobiłeś back-up…

– Tak… ale wg sugestii twego kolegi… wirus prawdopodobnie już siedział gdzieś ukryty i nie wiem, czy uda mi się go wyizolować, zanim się ponownie uruchomi.

– Szlag!

– Dokładnie.

Miała wrażenie, że nie muszą nic więcej mówić, rozumieli się bez słów.

Do pokoju zajrzała Baśka.

– Ludzie zaczynają świrować, niektórzy chcą znów włączać komputery. Szef nie może ich opanować.

– Szlag! – powtórzyła Ita.

– Dokładnie – powiedział Dezyderiusz i oboje roześmiali się jak na komendę. – Czego nie rozumieć w prostym poleceniu? – bardziej stwierdził niż spytał.

– Nie wiem… – westchnęła Baśka.

– Rozdzielmy się i zróbmy porządki z ludźmi. Powiem Robertowi, żeby wszystkich wysłał do domu.

– Świetnie – rzucił informatyk już w progu pokoju po drugiej stronie korytarza.

(…)

Dezyderiusz miał rację – czego tu nie rozumieć w prostym poleceniu: nie włączać. Ciekawe, czy on też się tak użera z innymi pracownikami? Wyobraziła sobie jak nachyla się nad biurkiem jednej z koleżanek i tłumaczy jak dziecku. Pewnie żadna z nich nie doceni jego poświęcenia i cierpliwości, bo… jest dla nich za niski.

Kogo obchodzi wygląd? Intelekt jest o wiele seksowniejszy. A jeśli ten Dezyderiusz jest równie inteligentny jak czarodziej… Mimowolnie westchnęła rozmarzona. Pewnie dlatego nie przyjaźniła się z innymi kobietami, bo wolała intrygujących facetów, a nie płytkich przystojniaków.

Gdy zamyślona szła korytarzem, nagle uderzyła w coś miękko-twardego. Podniosła głowę do góry i natrafiła na szafirowe, równie zdziwione oczy Dezyderiusza. Złapał ją za ramiona, powstrzymując przed upadkiem. Poczuła dreszcz przeszywający jej ciało i nagłą ochotę by się do niego przytulić. Ciepłe dłonie wciąż ją trzymały, parę chwil dłużej, niż zrobiłby to przypadkowy przechodzień. Nie chciała, żeby puszczał.

– Jesteś cała? – spytał, patrząc głęboko w oczy.

Kiwnęła głową. Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Czuła jego zapach, mieszanki lekkiego dezodorantu i elektronicznego sprzętu. Delikatnie ją pogładził i odsunął się.

Dlaczego mnie puścił? A mogłam powiedzieć, że nie… – prawie jęknęła z niespodziewanej tęsknoty. – Chwila! Przecież widzisz go drugi raz na oczy! To nie jest czarodziej ze snu! – Upomniała się. – Ale przecież kilka godzin temu, razem, za pomocą magii, uratowaliśmy prawdziwych ludzi… nie przyśnionych.

Podniosła rękę, w której trzymała kilkanaście cienkich pudełek CD.

– Postanowiłam… zabezpieczyć… – jąkała się jak nieśmiała nastolatka.

– Ja też. – Spojrzał na torbę przewieszoną przez ramię i uśmiechnął się szeroko.

Icie zmiękły kolana i zawirowało w głowie. Tak dobrze znała ten uśmiech ze snów. Chciała wiedzieć, czy teraz, w tym świecie, też był zarezerwowany tylko dla niej.

– To chyba już wszyscy – powiedział, rzucając spojrzenie w głąb korytarza za nią.

Obejrzała się za siebie. Przestrzeń zniknęła w ciemności. Ita złapała się za skronie i odczekała chwilę, aż jej przejdzie. Znów poczuła ciepłe dłonie na swoich ramionach.

– Wszystko w porządku? – Dezyderiusz zacisnął mocniej palce.

Znów zakręciło się jej w głowie, ale tym razem z jego powodu. Oparła się o mocny tors.

– Tak, czasami coś zawiruje, jak zrobię gwałtowny ruch.

– Bywa.

Gdy znów widziała wyraźnie korytarz próbowała policzyć drzwi. Nagle wszystkie wydawały się takie same i już nie widziała, gdzie była, a gdzie jeszcze nie. Pozwoliła sobie oprzeć się na nim całym swoim ciężarem. Zareagował błyskawicznie – objął ją mocno w pasie.

– Chcesz usiąść? – szepnął tuż przy uchu.

Ciepły oddech połaskotał szyję. Chciała usiąść, ale wtedy przestanie ją obejmować.

Hej! Co ty robisz? Przecież właśnie zostawiłaś jednego faceta. Mało ci?! – krzyczała na siebie w myślach.

– Nie, nie trzeba… zaraz mi przejdzie – odpowiedziała.

– Trzymam cię, jakby co. – Kolejna fala dreszczy przebiegła po szyi.

Spróbowała się lekko obrócić, żeby spojrzeć mu w oczy.

– Dzięki – szepnęła tak cicho, że sama ledwo się usłyszała.

Na chwilę poluzował uścisk, żeby mogła stanąć przodem. Odgarnął kosmyk włosów z policzka i znów mocno objął, aż poczuł rozgniatające się piersi na swoim ciele. Ledwo zdążyła zaczerpnąć powietrza, gdy zaczął ją namiętnie całować.

 

Ewa Dudziec, 22.VII.2016

 

3 odpowiedzi na „Czarodzieje Sieci – fragment rozdziału XV”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.