Czarodzieje Sieci – fragment rozdziału XV
Ita wykonała już prawie wszystkie polecenia Gajka, zatwierdzone przez Dezyderiusza. Ukradkiem patrzyła na informatyka [Dezyderiusza], który uśmiechał się do monitora. Wyglądał zupełnie jak czarodziej z jej snów, nawet robił takie same miny. Różnili się jedynie ubraniem.
Przy ostatnim zadaniu musiała poprosić go o pomoc. Przysunął fotel i usiadł obok. Jeszcze raz przeanalizował sytuację. Gdy chciał przewinąć tekst, odruchowo położył prawą dłoń na myszce, którą wciąż trzymała w ręku. Poczuła przyjemny dreszcz, kiedy musnął jej skórę, a on natychmiast się wycofał.
– Przepraszam – powiedział lekko zmieszany. – Mogę? – Wskazał na nieszczęsną myszkę.
– Jasne. – Odsunęła się z krzesłem, żeby zrobić mu więcej miejsca przed ekranem.
Skupiony czytał wcześniejsze komendy i informacje zwrotne.
– Świetnie – powiedział do siebie – jeszcze tylko to… – coś szybko wklepał na klawiaturze, którą podsunął już bez pytania – potem jeszcze na Baśki kompie dopiszę jedną rzecz i firmę mamy zabezpieczoną.
– A co z komputerem Roberta? – spytała automatycznie Ita.
– Z tym będzie gorzej. Miałem do czynienia z szyfrowaniem danych, ale nie na taką skalę.
– Ale przecież zrobiłeś back-up…
– Tak… ale wg sugestii twego kolegi… wirus prawdopodobnie już siedział gdzieś ukryty i nie wiem, czy uda mi się go wyizolować, zanim się ponownie uruchomi.
– Szlag!
– Dokładnie.
Miała wrażenie, że nie muszą nic więcej mówić, rozumieli się bez słów.
Do pokoju zajrzała Baśka.
– Ludzie zaczynają świrować, niektórzy chcą znów włączać komputery. Szef nie może ich opanować.
– Szlag! – powtórzyła Ita.
– Dokładnie – powiedział Dezyderiusz i oboje roześmiali się jak na komendę. – Czego nie rozumieć w prostym poleceniu? – bardziej stwierdził niż spytał.
– Nie wiem… – westchnęła Baśka.
– Rozdzielmy się i zróbmy porządki z ludźmi. Powiem Robertowi, żeby wszystkich wysłał do domu.
– Świetnie – rzucił informatyk już w progu pokoju po drugiej stronie korytarza.
(…)
Dezyderiusz miał rację – czego tu nie rozumieć w prostym poleceniu: nie włączać. Ciekawe, czy on też się tak użera z innymi pracownikami? Wyobraziła sobie jak nachyla się nad biurkiem jednej z koleżanek i tłumaczy jak dziecku. Pewnie żadna z nich nie doceni jego poświęcenia i cierpliwości, bo… jest dla nich za niski.
Kogo obchodzi wygląd? Intelekt jest o wiele seksowniejszy. A jeśli ten Dezyderiusz jest równie inteligentny jak czarodziej… Mimowolnie westchnęła rozmarzona. Pewnie dlatego nie przyjaźniła się z innymi kobietami, bo wolała intrygujących facetów, a nie płytkich przystojniaków.
Gdy zamyślona szła korytarzem, nagle uderzyła w coś miękko-twardego. Podniosła głowę do góry i natrafiła na szafirowe, równie zdziwione oczy Dezyderiusza. Złapał ją za ramiona, powstrzymując przed upadkiem. Poczuła dreszcz przeszywający jej ciało i nagłą ochotę by się do niego przytulić. Ciepłe dłonie wciąż ją trzymały, parę chwil dłużej, niż zrobiłby to przypadkowy przechodzień. Nie chciała, żeby puszczał.
– Jesteś cała? – spytał, patrząc głęboko w oczy.
Kiwnęła głową. Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Czuła jego zapach, mieszanki lekkiego dezodorantu i elektronicznego sprzętu. Delikatnie ją pogładził i odsunął się.
Dlaczego mnie puścił? A mogłam powiedzieć, że nie… – prawie jęknęła z niespodziewanej tęsknoty. – Chwila! Przecież widzisz go drugi raz na oczy! To nie jest czarodziej ze snu! – Upomniała się. – Ale przecież kilka godzin temu, razem, za pomocą magii, uratowaliśmy prawdziwych ludzi… nie przyśnionych.
Podniosła rękę, w której trzymała kilkanaście cienkich pudełek CD.
– Postanowiłam… zabezpieczyć… – jąkała się jak nieśmiała nastolatka.
– Ja też. – Spojrzał na torbę przewieszoną przez ramię i uśmiechnął się szeroko.
Icie zmiękły kolana i zawirowało w głowie. Tak dobrze znała ten uśmiech ze snów. Chciała wiedzieć, czy teraz, w tym świecie, też był zarezerwowany tylko dla niej.
– To chyba już wszyscy – powiedział, rzucając spojrzenie w głąb korytarza za nią.
Obejrzała się za siebie. Przestrzeń zniknęła w ciemności. Ita złapała się za skronie i odczekała chwilę, aż jej przejdzie. Znów poczuła ciepłe dłonie na swoich ramionach.
– Wszystko w porządku? – Dezyderiusz zacisnął mocniej palce.
Znów zakręciło się jej w głowie, ale tym razem z jego powodu. Oparła się o mocny tors.
– Tak, czasami coś zawiruje, jak zrobię gwałtowny ruch.
– Bywa.
Gdy znów widziała wyraźnie korytarz próbowała policzyć drzwi. Nagle wszystkie wydawały się takie same i już nie widziała, gdzie była, a gdzie jeszcze nie. Pozwoliła sobie oprzeć się na nim całym swoim ciężarem. Zareagował błyskawicznie – objął ją mocno w pasie.
– Chcesz usiąść? – szepnął tuż przy uchu.
Ciepły oddech połaskotał szyję. Chciała usiąść, ale wtedy przestanie ją obejmować.
Hej! Co ty robisz? Przecież właśnie zostawiłaś jednego faceta. Mało ci?! – krzyczała na siebie w myślach.
– Nie, nie trzeba… zaraz mi przejdzie – odpowiedziała.
– Trzymam cię, jakby co. – Kolejna fala dreszczy przebiegła po szyi.
Spróbowała się lekko obrócić, żeby spojrzeć mu w oczy.
– Dzięki – szepnęła tak cicho, że sama ledwo się usłyszała.
Na chwilę poluzował uścisk, żeby mogła stanąć przodem. Odgarnął kosmyk włosów z policzka i znów mocno objął, aż poczuł rozgniatające się piersi na swoim ciele. Ledwo zdążyła zaczerpnąć powietrza, gdy zaczął ją namiętnie całować.
Ewa Dudziec, 22.VII.2016


Wciągające, a z chce się czytać dalej!
A to co było wcześniej? 😉
Tekst jest “elektryczny”, aż iskrzy między bohaterami. Dlatego uważam, że załączone zdjęcie jest super trafione – odpowiada treści:)