Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklama

Czarodzieje Sieci – fragment roz. XVIII

 

Nie chciała otwierać oczu. Obudziła się bez bólu głowy, pierwszy raz od kilku tygodni. Rozkoszowała się tym uczuciem. Czuła się wreszcie wypoczęta i odprężona. I co najważniejsze nie pamiętała żadnego snu o czarodziejach. Przez chwilę zastanawiała się, czy może właśnie ostatnie wydarzenia były bardzo złożonym snem. Ona czarodziejką? To było tak nierealne, że aż uśmiechnęła się do siebie i wciąż z zamkniętymi oczami, przeciągnęła się mrucząc.

– Dzień dobry. – Podskoczyła na posłaniu, słysząc męski głos.

Przetarła powieki. Leżała na podłodze w swoim studio, przykryta nieznanym sobie kocem.

– Chyba nieźle zabalowaliśmy, skoro zostałeś u mnie na noc – powiedziała, szukając jakiekolwiek ubrania.

– Mhm… – usłyszała radosne mruknięcie za plecami.

– Dawid, gdzie są nasze ciuchy?

– Dawid? – spytał mężczyzna z tyłu. – Tak się nazywa ten, którego wczoraj rzuciłaś? A z ubrań zrobiłem posłanie.

Itę zamurowało. Zesztywniałe ciało nie pozwalało się odwrócić i sprawdzić, czy się nie przesłyszała. Jednak to nie był sen? Może nadal jest w objęciach Morfeusza, albo zapadła w śpiączkę i ktoś jej czyta książkę, a nieprzytomny umysł interpretuje rzeczywistość po swojemu? Otrzeźwił ją chłód zimnej, piwnicznej podłogi pod bosą stopą.

Gdzie, do cholery, zniknęła wykładzina? – Sprzeczne myśli galopowały przez głowę. – Jeśli jej nie ma, to może rzeczywiście w coś została zamieniona. A ja właśnie obudziłam się obok prawdopodobnie najwspanialszego faceta na świecie i nazwałam go imieniem innego… Matko, co za wtopa! – Uderzyła się w policzek. – Obudź się wreszcie, dziewczyno. I obejrzyj za siebie! – Wciągnęła głęboko powietrze, napinając wszystkie mięśnie.

– To mi się nie śni? – spytała w końcu i gwałtownie się odwróciła.

Obok niej siedział Dezyderiusz, na posłaniu, które widziała po raz pierwszy w życiu. Gruby materac i pościel w bliżej nieokreślonym kolorze.

– A co ci się dziś śniło? Jakaś impreza z chłopakiem? – Utrzymał dystans.

Ita musiała się chwilę zastanowić, przeanalizować.

– Najpierw myślałam, że nic. Potem, że umiem czarować… – mówiła do siebie. – Potem, że to wszystko to jakaś wielka ściema… że te notoryczne zmęczenie to też tylko koszmarna złuda…

– Ja też dziś nie śniłem.

– Obudziłam się tak cudownie wypoczęta…

– Ja też. – Uśmiechnął się. – To twoja zasługa. – dodał, pomimo jej dziwnego zachowania.

– Czyli to prawda… – Opadła bezwładnie na posłanie.

– A nie chciałabyś? – Natychmiast wyczuła nutkę żalu w jego glosie.

– Przepraszam. – Spojrzała mu prosto w oczy.

– Za co?

– No… za te „powitanie”. Pewnie nie tego się spodziewałeś. – Nie odpowiedział, ale jego mina wyrażała wszystko. – Muszę to naprawić. – Uniosła się, przybliżając do jego twarzy. – Dzień dobry – wyszeptała i musnęła go w usta.

– Dzień dobry – powtórzył tak cicho, że ledwo usłyszała. – Nie mogłem się doczekać, kiedy się obudzisz. Patrzyłem, jak spokojnie oddychasz i też chwilami się zastanawiałem, czy to prawda.

– Orz ty… – Nie skończyła, bo jego usta się w nią wpiły, zachłannie pieszcząc.

Poddała się jego inicjatywie, rozkoszując się chwilą.

 

***

 

– Opowiedz mi o nim. O waszym związku – poprosił, gdy odpoczywali po magicznym uniesieniu.

– O Dawidzie? – Obróciła się w ramionach Dezyderiusza.

– Chciałbym poznać ciebie i twoje życie w normalnym świecie.

– Najważniejsze już wiesz. Gram, podśpiewuję, pracuję w biurze, które cię wynajęło. I… wygląda na to, że mam nowego chłopaka. Po co mówić o starym?

– Bo chyba miał duży wpływ na twoje życie w ostatnim czasie.

– Chyba każdy kilkuletni związek ma wpływ… – westchnęła. – Która godzina? – Zmieniła temat.

– Jeszcze nikt po nas nie dzwonił. Czemu go rzuciłaś? Czy to przeze mnie?

– Nie… może pośrednio… Czekaj, przecież wtedy cię jeszcze nie znałam. – Patrzyła w jego szafirowe oczy. – Ta cała sprawa z magią przepełniła szalę – powiedziała po chwili. Dezyderiusz gładził jej ramię w milczeniu. – Tak naprawdę chyba chodziło o brak zrozumienia. Nie miałam w nim oparcia. To się sypało od dawna… a potem pojawiły się te sny… i ty, albo raczej twój odpowiednik… Niby wiedziałam, że są inni faceci, inaczej się zachowują, ale dopiero czarodziej uświadomił mi to tak dobitnie. – Zobaczyła dumny uśmiech na jego twarzy. – Z czego się śmiejesz? – spytała zadziornie.

– Nie śmieję się, tylko cieszę. – Rzuciła pytające spojrzenie. – Bo czuję, że on jest praktycznie taki jak ja, tylko ma większe możliwości, ale, wiesz, gdybym był na jego miejscu w tych różnych sytuacjach, to postąpiłbym tak samo, albo bardzo podobnie. Ty tak nie czujesz?

– Czuję. – Wtuliła się mocniej w jego ramiona.

– A czemu odeszłaś właśnie teraz, a nie już dawno?

– Kiedy zaczęły się te sny… nie rozumiałam, co się dzieje. Chciałam z kimś o tym porozmawiać. To było… jest dla mnie bardzo ważne, a on nie chciał nawet słuchać! Miał coraz więcej wezwań do komputerów klientów i był pochłonięty tylko swoimi sprawami. Też jest informatykiem. Może jakby choć raz mnie wysłuchał, to udałoby mi się powiązać te wydarzenia… A tak… mamy wielki klops w całym mieście.

– Nie udałoby ci się. Ja też miałem więcej zleceń, co chwila pojawiają się nowe wirusy i inne gówna. Nie połączyłem ich… Problemy były na tyle zróżnicowane, że trzeba byłoby mieć silnie rozwiniętą paranoję, żeby dostrzec wspólny wzór, a raczej wspólne źródło. O ile te wszystkie wcześniejsze zlecenia rzeczywiście mają powiązanie.

– Masz wątpliwości?

– Mam za mało dowodów. Tak naprawdę cały czas operujemy na przeczuciach.

– Ale gdyby ze mną porozmawiał… Szlag! No właśnie dlatego w końcu dojrzałam do rozstania. Prawie wszystkie ostatnie spotkania kończyły się kłótnią i samotnymi powrotami do domu.

– Ze mną nie musisz się czuć samotna. I nie będę się z tobą kłócił. – Pocałował ją jakby na przypieczętowanie obietnicy.

Ita rozśmiała się.

– A ty z czego się śmiejesz? – spytał.

– Oboje czujemy, że czarodzieje są tacy jak my? – Kiwnął głową. – To w takim razie będziemy się często kłócić i stawiać na swoim.

– Nie nazwałbym ich spięć kłótniami. – Uśmiechnęła się tylko. – Zawsze dochodzili do porozumienia. Może brakowało im seksu do pełni szczęścia.

– Może… – Namiętnie go pocałowała i zarzuciła nogę na biodro, gdy zadzwonił telefon.

 

Ewa Dudziec, 18.IV.2017

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.