Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Październik 2017
P W Ś C P S N
« Wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Reklama

Namiot

 

namiotSłońce już dawno zaszło i tylko łuny ognisk wśród namiotów oświetlały okolicę. Gdzieś dalej ktoś brzdąkał na gitarze, a kilka głosów próbowało śpiewać do niekoniecznie równych rytmów.

Wpatrzony w płomienie, na wpół leżąc popijałem ostatnie piwo. Ktoś dorzucił kilka drewienek i ognisko odżyło.

Wieczór nie zapowiadał się interesująco, więc mimo względnie wczesnej pory pomyślałem o spaniu. To dopiero pierwszy dzień pod namiotami, czyli wszystko jeszcze przed nami. Na razie byliśmy tylko we trzech, a jutro dołączy reszta i zapewne już nie będzie możliwości się wyspać, więc dokończyłem piwo i powoli wstałem.

– To wy sobie siedźcie, a ja się prześpię. – Popatrzyli na mnie, ale nie zauważyłem zdziwienia na ich twarzach.

– A idź, idź, tylko namiotów nie pomyl.

Raczej ciężko było pomylić. Drogą losowania mnie przypadł większy, ale za to spałem z plecakami i resztą oporządzenia. Jutro zapewne będzie następne losowanie, kiedy dojadą pozostali.

Namiot stał koło niewielkiego dębu i trochę na uboczu. Lubiłem takie dzikie pola namiotowe w lesie.

Wślizgnąłem się do środka i szybko stwierdziłem, że nie będę kombinował ze śpiworem. Po prostu położyłem się na materacu w ubraniu i zasnąłem.

Otworzyłem oczy, ale nadal było ciemno i albo bardzo późno albo bardzo wcześnie. Nie słyszałem już dalekich dźwięków gitary. Tak czy inaczej coś mnie obudziło i nie bardzo wiedziałem co. Poprawiłem sweter, który służył za poduszkę i ułożyłem się na prawym boku.

Znieruchomiałem.

Tuż koło namiotu usłyszałem szelest ubrań i ciche kroki. Nie bardzo wiedziałem co robić, więc leżąc nieruchomo nasłuchiwałem. Blade światło latarki prześliznęło się po ścianie namiotu, a zaraz potem ktoś powiedział:

– Jesteś pewna, że to ten? – miły, kobiecy szept był najwyraźniej kierowany do innej osoby.

– No pewnie, że ten, wszędzie go poznam – odpowiedź drugiej kobiety była natychmiastowa .

– Eee, chodź tutaj, już mamy – pierwsza trochę głośniejszym szeptem kogoś wołała.

Sekundę po tym dało się słyszeć trzask łamanej gałązki i ciche, treściwe przekleństwo.

Leżałem bez ruchu i nasłuchiwałem dalej.

Zamek od wejścia zaszumiał w czasie otwierania i czyjeś głowy zajrzały do środka.

– Chyba śpi – pierwszy głos był miły dla ucha.

– Zgaś latarkę, nie budź go teraz – drugi głos zabrzmiał równie przyjemnie i poczułem, jak jakaś dłoń opiera się o moją łydkę.

Najwyraźniej ładowały się do środka. Trzeci głos, który wcześniej klął, usłyszałem prawie nad sobą.

– Aaaa, tu jest… i śpi. Jak on może teraz spać?

Lekko uchyliłem powieki, ale było ciemno. Równie dobrze mogłem je otworzyć całkiem. W zasięgu wzroku miałem jedną z nich i widziałem tylko sylwetkę na tle ściany namiotu. Nachyliła się nade mną, a jej długie włosy dotknęły mojej twarzy. Poczułem rękę na udzie, która nie należała raczej do tej nachylającej się.

– Wiecie, że on ma dziś urodziny? – podekscytowany głos trzeciej zabrzmiał tuż za mną.

Nie miałem żadnych urodzin i wcale nie zamierzałem ich o tym informować. Czułem, jak przemieszczają się w namiocie ocierając się o mnie i szukając wygodnego miejsca.

Czekałem dalej.

– Dzisiaj? Eee, chyba jutro… w dupie to mam – druga mówiąc to, przesunęła się nade mną.

– To co dziewczyny, dajemy mu prezent dzisiaj czy jutro? – to był głos trzeciej, a jej włosy nadal łaskotały mi twarz.

– Jakie jutro, mi się chce teraz. – Równo z tymi słowami poczułem dłoń pełznącą w górę mojego uda.

Ręka dotarła do krocza i delikatnie objęła moją już nabrzmiałą męskość. Oczy szeroko mi się otworzyły, ale to niewiele zmieniło. Było wystarczająco jasno, żeby widzieć tylko sylwetki na tle namiotu.

– No to która pierwsza, ta lepsza – chichocząc, położyła się na mnie, a jej usta musnęły moje ucho.

Niekontrolowane mruknięcie zadowolenia zadźwięczało mi w gardle. Powoli przetoczyłem się na plecy, a dziewczyna leżąca na mnie lekko się uniosła, by natychmiast opaść, jak tylko znalazłem się twarzą do niej.

– A jednak nie śpisz, wszystkiego najlepszego – pocałowała mnie namiętnie.

Poczułem też całkiem spore piersi opierające się wraz z jej ciężarem o mój tors oraz rękę którejś z nich wciąż masującą męskość.

Nie bardzo wiedziałem, czyje ręce zdarły ze mnie koszulkę. Poczułem, jak nagie piersi ocierają się o mnie z każdej strony. Nie sposób było określić, który biust  należał do której i po prawdzie, nie miało to żadnego znaczenia.

Zaczął się taniec ciał i słychać było melodię pocałunków, westchnień rosnącej rozkoszy, a namiot wypełnił ostry zapach pożądania.

Wszyscy nadzy, splątani w dziwacznych pozycjach radowaliśmy zmysły dotyku. Natrafiałem na różnej wielkości piersi i każde traktowałem z należytą im powagą całując, masując i ciesząc się nimi. Niekiedy dziewczyny same nachylały się, by piersi swobodnie opadały mi na twarz. Moje ręce odkrywały wszystkie intymne zakamarki, a palce zagłębiały się to w jednej, to drugiej, to trzeciej jaskini rozkoszy. Starałem się je równo obdzielać pieszczotami, choć nie było to łatwe w takich ciemnościach. Wszystkie trzy przemieszczały się bezustannie ocierając się o mnie i o siebie, nadstawiając różne miejsca do całowania. Przyszedł moment, gdy poczułem jak jedna z nich energicznie usiadła na mnie i szybkimi ruchami wprawiła nasze ciała w stan najwyższej ekstazy. Jeszcze dobrze nie dopasowałem rytmu, a na jej miejscu usiadła następna o dużo ciaśniejszym gniazdku. Prawie równocześnie zamajaczył nade mną kształt bioder, więc oddałem się prawie całkiem całowaniu, ssaniu i pieszczeniu, spijając rozkosz z wijącego się ciała.

Jak we śnie, gdzie czas przestaje istnieć, zamiana bioder następowała raz za razem, zarówno przed twarzą jak i na mojej męskości wciąż sterczącej jak potężna maczuga.

Spełnienie przyszło niespodziewanie i wydawało się, że za szybko, a przecież świt już powoli wpełzał na nieboskłon.

Cztery ciała legły spełnione, spocone i zmęczone.

– Jutro druga część prezentu, więc wypocznij – szepnęła któraś z nich i prawie natychmiast zasnęła.

Leżałem wśród nagich ciał trzymając w każdej dłoni pierś innej. Sen przyszedł szybko.

 

Otworzyłem oczy i od razu spostrzegłem trzy dziewczyny siedzące na wprost. Były ubrane i milczące, ale za to ich miny mówiły same za siebie. Siedząca najbliżej wyjścia miała długie włosy i… potężny orli nos. Wydawało się, że druga patrzy gdzieś w bok, ale spod sporych krzaczastych brwi łypało na mnie jedno oko, a drugie na trzecią dziewczynę z mocno wysuniętą dolną szczęką. Gdy tak na nie patrzyłem, nie mogłem uwierzyć, że ich uroda może się tak bardzo różnić od moich nocnych wyobrażeń.

W końcu trzecia odezwała się aksamitnym głosem:

– Kim ty, kuźwa, jesteś?

– Ja? – chciałem zyskać na czasie, ale właściwie nie było co zwlekać.

– No ty, ty – zezowata spoglądała chyba gdzieś w bok…. Chyba.

– Pożyczyłem ten namiot od Roberta.

 

Daikin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.