Namiot
Słońce już dawno zaszło i tylko łuny ognisk wśród namiotów oświetlały okolicę. Gdzieś dalej ktoś brzdąkał na gitarze, a kilka głosów próbowało śpiewać do niekoniecznie równych rytmów.
Wpatrzony w płomienie, na wpół leżąc popijałem ostatnie piwo. Ktoś dorzucił kilka drewienek i ognisko odżyło.
Wieczór nie zapowiadał się interesująco, więc mimo względnie wczesnej pory pomyślałem o spaniu. To dopiero pierwszy dzień pod namiotami, czyli wszystko jeszcze przed nami. Na razie byliśmy tylko we trzech, a jutro dołączy reszta i zapewne już nie będzie możliwości się wyspać, więc dokończyłem piwo i powoli wstałem.
– To wy sobie siedźcie, a ja się prześpię. – Popatrzyli na mnie, ale nie zauważyłem zdziwienia na ich twarzach.
– A idź, idź, tylko namiotów nie pomyl.
Raczej ciężko było pomylić. Drogą losowania mnie przypadł większy, ale za to spałem z plecakami i resztą oporządzenia. Jutro zapewne będzie następne losowanie, kiedy dojadą pozostali.
Namiot stał koło niewielkiego dębu i trochę na uboczu. Lubiłem takie dzikie pola namiotowe w lesie.
Wślizgnąłem się do środka i szybko stwierdziłem, że nie będę kombinował ze śpiworem. Po prostu położyłem się na materacu w ubraniu i zasnąłem.
Otworzyłem oczy, ale nadal było ciemno i albo bardzo późno albo bardzo wcześnie. Nie słyszałem już dalekich dźwięków gitary. Tak czy inaczej coś mnie obudziło i nie bardzo wiedziałem co. Poprawiłem sweter, który służył za poduszkę i ułożyłem się na prawym boku.
Znieruchomiałem.
Tuż koło namiotu usłyszałem szelest ubrań i ciche kroki. Nie bardzo wiedziałem co robić, więc leżąc nieruchomo nasłuchiwałem. Blade światło latarki prześliznęło się po ścianie namiotu, a zaraz potem ktoś powiedział:
– Jesteś pewna, że to ten? – miły, kobiecy szept był najwyraźniej kierowany do innej osoby.
– No pewnie, że ten, wszędzie go poznam – odpowiedź drugiej kobiety była natychmiastowa .
– Eee, chodź tutaj, już mamy – pierwsza trochę głośniejszym szeptem kogoś wołała.
Sekundę po tym dało się słyszeć trzask łamanej gałązki i ciche, treściwe przekleństwo.
Leżałem bez ruchu i nasłuchiwałem dalej.
Zamek od wejścia zaszumiał w czasie otwierania i czyjeś głowy zajrzały do środka.
– Chyba śpi – pierwszy głos był miły dla ucha.
– Zgaś latarkę, nie budź go teraz – drugi głos zabrzmiał równie przyjemnie i poczułem, jak jakaś dłoń opiera się o moją łydkę.
Najwyraźniej ładowały się do środka. Trzeci głos, który wcześniej klął, usłyszałem prawie nad sobą.
– Aaaa, tu jest… i śpi. Jak on może teraz spać?
Lekko uchyliłem powieki, ale było ciemno. Równie dobrze mogłem je otworzyć całkiem. W zasięgu wzroku miałem jedną z nich i widziałem tylko sylwetkę na tle ściany namiotu. Nachyliła się nade mną, a jej długie włosy dotknęły mojej twarzy. Poczułem rękę na udzie, która nie należała raczej do tej nachylającej się.
– Wiecie, że on ma dziś urodziny? – podekscytowany głos trzeciej zabrzmiał tuż za mną.
Nie miałem żadnych urodzin i wcale nie zamierzałem ich o tym informować. Czułem, jak przemieszczają się w namiocie ocierając się o mnie i szukając wygodnego miejsca.
Czekałem dalej.
– Dzisiaj? Eee, chyba jutro… w dupie to mam – druga mówiąc to, przesunęła się nade mną.
– To co dziewczyny, dajemy mu prezent dzisiaj czy jutro? – to był głos trzeciej, a jej włosy nadal łaskotały mi twarz.
– Jakie jutro, mi się chce teraz. – Równo z tymi słowami poczułem dłoń pełznącą w górę mojego uda.
Ręka dotarła do krocza i delikatnie objęła moją już nabrzmiałą męskość. Oczy szeroko mi się otworzyły, ale to niewiele zmieniło. Było wystarczająco jasno, żeby widzieć tylko sylwetki na tle namiotu.
– No to która pierwsza, ta lepsza – chichocząc, położyła się na mnie, a jej usta musnęły moje ucho.
Niekontrolowane mruknięcie zadowolenia zadźwięczało mi w gardle. Powoli przetoczyłem się na plecy, a dziewczyna leżąca na mnie lekko się uniosła, by natychmiast opaść, jak tylko znalazłem się twarzą do niej.
– A jednak nie śpisz, wszystkiego najlepszego – pocałowała mnie namiętnie.
Poczułem też całkiem spore piersi opierające się wraz z jej ciężarem o mój tors oraz rękę którejś z nich wciąż masującą męskość.
Nie bardzo wiedziałem, czyje ręce zdarły ze mnie koszulkę. Poczułem, jak nagie piersi ocierają się o mnie z każdej strony. Nie sposób było określić, który biust należał do której i po prawdzie, nie miało to żadnego znaczenia.
Zaczął się taniec ciał i słychać było melodię pocałunków, westchnień rosnącej rozkoszy, a namiot wypełnił ostry zapach pożądania.
Wszyscy nadzy, splątani w dziwacznych pozycjach radowaliśmy zmysły dotyku. Natrafiałem na różnej wielkości piersi i każde traktowałem z należytą im powagą całując, masując i ciesząc się nimi. Niekiedy dziewczyny same nachylały się, by piersi swobodnie opadały mi na twarz. Moje ręce odkrywały wszystkie intymne zakamarki, a palce zagłębiały się to w jednej, to drugiej, to trzeciej jaskini rozkoszy. Starałem się je równo obdzielać pieszczotami, choć nie było to łatwe w takich ciemnościach. Wszystkie trzy przemieszczały się bezustannie ocierając się o mnie i o siebie, nadstawiając różne miejsca do całowania. Przyszedł moment, gdy poczułem jak jedna z nich energicznie usiadła na mnie i szybkimi ruchami wprawiła nasze ciała w stan najwyższej ekstazy. Jeszcze dobrze nie dopasowałem rytmu, a na jej miejscu usiadła następna o dużo ciaśniejszym gniazdku. Prawie równocześnie zamajaczył nade mną kształt bioder, więc oddałem się prawie całkiem całowaniu, ssaniu i pieszczeniu, spijając rozkosz z wijącego się ciała.
Jak we śnie, gdzie czas przestaje istnieć, zamiana bioder następowała raz za razem, zarówno przed twarzą jak i na mojej męskości wciąż sterczącej jak potężna maczuga.
Spełnienie przyszło niespodziewanie i wydawało się, że za szybko, a przecież świt już powoli wpełzał na nieboskłon.
Cztery ciała legły spełnione, spocone i zmęczone.
– Jutro druga część prezentu, więc wypocznij – szepnęła któraś z nich i prawie natychmiast zasnęła.
Leżałem wśród nagich ciał trzymając w każdej dłoni pierś innej. Sen przyszedł szybko.
Otworzyłem oczy i od razu spostrzegłem trzy dziewczyny siedzące na wprost. Były ubrane i milczące, ale za to ich miny mówiły same za siebie. Siedząca najbliżej wyjścia miała długie włosy i… potężny orli nos. Wydawało się, że druga patrzy gdzieś w bok, ale spod sporych krzaczastych brwi łypało na mnie jedno oko, a drugie na trzecią dziewczynę z mocno wysuniętą dolną szczęką. Gdy tak na nie patrzyłem, nie mogłem uwierzyć, że ich uroda może się tak bardzo różnić od moich nocnych wyobrażeń.
W końcu trzecia odezwała się aksamitnym głosem:
– Kim ty, kuźwa, jesteś?
– Ja? – chciałem zyskać na czasie, ale właściwie nie było co zwlekać.
– No ty, ty – zezowata spoglądała chyba gdzieś w bok…. Chyba.
– Pożyczyłem ten namiot od Roberta.

