Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Marzec 2017
P W Ś C P S N
« Lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
Reklama

Kotek
Kotek– Lubisz koty? – Patrzyła na mnie słodkimi oczkami.

– Tak, chyba tak… nigdy nie miałem kota, ale chyba je lubię – znaliśmy się sporo czasu, ale nie było okazji na bliższe poznanie. Nasze drogi krzyżowały się jeszcze w szkole, potem w pierwszej pracy, a nawet przypadkowo na wczasach. Pamiętam moje zdziwienie, gdy pierwszego ranka w czasie wakacji pod namiotem okazało się, że sąsiadujemy ze sobą. Teraz znowu pracujemy w jednej firmie.

Tak oto los splatał nas ze sobą, czy tego chcieliśmy, czy nie.

Patrząc teraz na nią, dziwiłem się, że wcześniej nie dostrzegałem jej urody. Może dlatego, że umknął mi moment, gdy z dziewczynki przeistoczyła się w kobietę.

– Zobaczymy, czy Warguś cię polubi. – Zarzuciła torebkę na ramię i ruszyła do wyjścia.

Idąc za nią, mogłem bez skrępowania przyglądać się jej tanecznym krokom.

– Warguś? To twój kot? – Zrównała się ze mną i ze zniewalającym uśmiechem pokiwała głową.

– Tak się nazywa – wyciągnęła kluczyki od samochodu – właściwie nazywa się Wargin, ale ja wołam na niego Warguś. – Wsiedliśmy do samochodu mocno nagrzanego od słońca.

Koszulka przylgnęła mi do ciała. Natychmiast otworzyłem okno a zapinając pas wzrok sam powędrował w jej dekolt. Kropelka potu właśnie zniknęła między niewielkimi piersiami.

Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu. Zgrabnie omijała wszelkie przeszkody i wykorzystując swój uśmiech nie musiała długo czekać na włączenie się do ruchu. Najwidoczniej świadoma była tego, jak mężczyźni reagują na jej urodę.

– Jeśli chcesz wynająć u mnie pokój, to najpierw musi cię polubić Warguś. – Powiedziała to ze śmiertelną powagą.

Skręciła w kolejną ulicę i po kilku manewrach zaparkowała z wprawą godną podziwu. Poszliśmy w stronę czteropiętrowego bloku.

Potrzebowałem tego pokoju, i to bardzo. W poprzednim miejscu, z dnia na dzień dowiedziałem się, że muszę się wyprowadzić z powodów „rodzinnych”, jak to określili właściciele. Miałem tylko jeden dzień na znalezienie czegokolwiek.

Miałem niejasne przeczucie, że pokój u Iwony jest do wynajęcia tylko dla mnie i robi mi tym przysługę. Nie spodziewałem się jednak, że decydował będzie… kot.

Na pierwszym piętrze Iwona przystanęła tak nagle, że omal na nią nie wpadłem.

– Chrapiesz? – Zapytała z przejęciem w oczach.

– Raczej nie… chyba nie – rozbawiło mnie to pytanie – a ty?

Nie oglądając się na mnie, energicznie ruszyła po schodach na kolejne piętro.

– Nie… chyba nie chrapię. – Czuło się rozbawienie w jej głosie.

Otworzyła drzwi i weszliśmy do mieszkania. Na środku przedpokoju siedział czarny kot.

Nawet nie drgnął ani nie mrugnął. Po prostu siedział i patrzył się na mnie.

Dreszcz przebiegł mi po plecach.

Iwona odłożyła torebkę i natychmiast wzięła go na ręce tuląc mocno jak pluszaka.

Warguś wytrzymał to ze stoickim spokojem. Gdy Iwona już się nim nacieszyła i postawiła na podłodze, powoli poszedł do pokoju nie racząc na mnie spojrzeć.

– Pokażę ci twój pokój – weszła do pokoju, w którym zniknął Warguś.

Nie był duży, ale bardzo przytulnie urządzony. Ciepłe kolory ścian dobrze pasowały do koloru mebli a mała, narożna kanapa wypełniona poduszkami kusiła, by się na niej położyć.

Zanim zdążyłem coś powiedzieć, Iwona była już w drodze do kuchni pytając, „czego się napiję”.

Już chciałem iść za nią, gdy poczułem na sobie czyjś wzrok.

Siedział na komodzie.

Oczy Wargusia wpatrywały się we mnie z taką intensywnością, że przez moment poczułem bliżej nieokreślony strach.

Uśmiechnąłem się do niego mając nadzieję, że tym sobie go zjednam, ale natychmiast zamknąłem usta przypominając sobie, że w świecie zwierząt pokazywanie zębów jest oznaką wrogości.

Podszedłem do komody i powoli wyciągnąłem do niego rękę. Nie wiedziałem, czy tak się powinno robić z kotami, ale z psami działało. Uświadomiłem sobie, jak mało wiem o kotach.

Warguś ani drgnął. Szeroko otwarte oczy wciąż śledziły każdy mój ruch.

– Nie wysilaj się – usłyszałem, a właściwie wyczułem te słowa. Zabrzmiały w mojej głowie, ale nie jak słowa. Raczej jak myśl i to nie moja.

Znieruchomiałem z ręką tuż przed jego wąsami nie mogąc pojąć, co się dzieje. Cofnąłem dłoń i powoli wyszedłem z pokoju nie spuszczając go z oczu.

Z kuchni dobiegało pobrzękiwanie łyżeczki. Zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, Iwona podała mi kubek z parującą kawą.

– Jak ci się podoba pokój? Może być? – Pociągnęła łyk gorącej kawy.

– Jest super – nie miałem ochoty wspominać jej, że słyszę głosy. Pewnie zabrzmiałoby to idiotycznie.

– Muszę teraz wyjść na chwilkę do sklepu a ty się rozgość i zaprzyjaźnij z Wargusiem – odstawiła kawę, złapała torebkę i już jej nie było.

Odstawiłem kubek i chciałem przejść do pokoju, ale w progu kuchni pojawił się On. Powolnym krokiem, jak miniaturowa pantera, zbliżał się do mnie. Przeszedł tuż koło nogi, jak by mnie wcale tu nie było. Zatrzymał się przed stołem kuchennym i leniwie spojrzał w górę. Przez ułamek sekundy można było zobaczyć, jak jego mięśnie naprężają się pod czarnym, lśniącym futrem i w sekundę potem, z gracją i bez wysiłku wskoczył na blat. Idąc brzegiem stołu dotarł do zlewozmywaka, po czym usiadł i skierował swój wzrok na mnie.

– Odkręć kran z zimną wodą – myśl przeszyła mnie wyraźnie, nie pozostawiając wątpliwości, co do nadawcy.

Stałem oniemiały wpatrując się w czarne oczy. Nie bardzo wierzyłem w to, co się działo i przemknęło mi przez myśl, że zaraz się obudzę. Sięgnąłem ręką do kurka i woda popłynęła wąskim strumieniem.

Warguś chlipnął parę razy przekrzywiając łepek by móc sięgnąć do strumienia. Patrzyłem, jak pił i czekałem bez ruchu.

Było w jego postawie coś tajemniczego i groźnego.

Nie w mięśniach, pazurach i kłach, ale w całej jego majestatycznej postawie. W każdym najdrobniejszym ruchu czaiło się coś złowieszczego i gotowego na wszystko. Miałem wrażenie, że kocie ciałko było zbyt ciasne na tak wielką osobowość.

– Wiem, po co tu jesteś – zadudniło mi w głowie.

– Masz coś przeciwko? – Przezwyciężyłem odrętwienie i odpowiedziałem najspokojniej jak potrafiłem.

Warguś usiadł naprzeciw mnie, prostując przednie łapki, wokół których owinął się czubek czarnego ogona. Spojrzał na wpół przymkniętymi ślepiami.

– Wyjaśnię ci najprościej jak potrafię – myśl przemknęła jak błyskawica – jesteś tu, bo masz na nią ochotę a ja jestem tu po to, by ją chronić przed takimi jak ty.

Kolejny dreszcz przebiegł mi po plecach. W tym niby-głosie czułem coś więcej niż groźbę jednak nie zamierzałem tak łatwo się poddać.

– Podoba mi się i nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz. – Oparłem się o blat pochylając się nad nim.

Czubek ogona zaczął rytmicznie falować.

– Nie wiesz, z czym masz do czynienia i nie będę ci tego tłumaczył, ale wiedz, że jeśli ją skrzywdzisz, to nie będzie dla ciebie ratunku. – Myśl smagnęła mnie nieprzyjemnym poczuciem grozy. Gdyby to były tylko słowa…, ale przesyłanym myślom towarzyszyła cała gama negatywnych emocji, które wypalały mnie od środka.

– Czego chcesz, Warguś? – Czułem, że muszę zakończyć tę rozmowę jak najszybciej. Słowa wypowiadane brzmiały płasko i śmiesznie przy jego sposobie „mówienia”. Czułem jakąś czającą się otchłań za myślami pojawiającymi się w mojej głowie.

– Dla ciebie Wargin, człowieczku – zmrużył kocie oczy – skoro jesteś taki uparty dostaniesz miesiąc na udowodnienie, że ci na niej zależy i wrócimy do rozmowy… albo już nie będziesz miał takiej szansy.

– Grozisz mi? – Zanim skończyłem mówić, całe moje ciało przeszyła gorąca fala. Zdrętwiałem ze strachu przed otchłanią, która ledwie musnęła mój umysł.

– Dość! – Wargin zeskoczył z blatu i szedł w stronę pokoju. Zatrzymał się w progu kuchni – znasz warunki i nie będę z tobą negocjował. Daję ci szansę i wiedz, że jesteś pierwszy, który dostąpił tego zaszczytu.

Chwilę trwało, zanim mogłem się ruszyć. W drzwiach zgrzytnął zamek i usłyszałem Iwonę jak podśpiewuje coś pod nosem.

– Już jestem – wchodząc do kuchni zmarszczyła czoło na mój widok. – Coś się stało?

Położyła reklamówkę z zakupami na stole i zaczęła z troską przypatrywać się moim oczom.

– Nie, nic… wszystko gra… zamyśliłem się tylko – uśmiech powrócił i nie czekając na następne pytania przytuliłem ją.

Myślałem, że mnie odepchnie, a tymczasem przylgnęła całym ciałem. Poczułem jej przyspieszony oddech i usłyszałem, jak cicho wyszeptała – nareszcie.

Daikin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.