Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Październik 2017
P W Ś C P S N
« Wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Reklama

 Górskie legendy – Leśna dziewczyna

 

lesna-dziewczynaKolejne „Dzień dobry” dla mijających mnie osób z plecakami padło tak samo machinalnie jak każde tego dnia. Nie zadawałem sobie trudu, by obserwować innych turystów. Szlak był łatwy, więc i ludzi sporo.

Popatrzyłem na zegarek i zadowolony zatrzymałem się przy sporym głazie. Miałem dobry czas. Mogłem spokojnie zmniejszyć tempo, a i tak pewne było, że zdążę przed zmrokiem. Według mapy zostało mi około 4 – 5 godzin, by dotrzeć do chaty Jacka.

Przysiadłem na trawie i sięgnąłem po butelkę z wodą.

– Dzień dobry. – Kolejna para przeszła obok.

Zdjąłem cienką bluzę i schowałem do plecaka. Jeszcze chwilę na podziwianie widoków i dalej w trasę. Góry, nawet te niewysokie, mają swój urok. Głęboki jar, prześwitujący przez drzewa, odcinał się jesiennymi kolorami. Za górą, która piętrzyła się nad doliną, majaczył „łysy” szczyt. Pozbawiony drzew odcinał się na tle nieba siwizną oparów i rzadkich pasm mgieł albo chmur.

Po drugiej stronie ścieżki ciemnobrązowy, gęsty las zasłaniał wszystko. Tajemnicza ścieżka, wydeptana przez zwierzęta, znikała między konarami wysokich sosen, pnąc się do góry jak jednobarwny wąż.

Zarzuciłem plecak. Czas ruszać dalej i cieszyć się widokami. Jeszcze raz spojrzałem na „wężową ścieżkę”, jak ją w myślach nazwałem.

Może by tak sprawdzić, dokąd prowadzi…

Zerknąłem na mapę i zauważyłem, że gdybym na nią skręcił w kierunku szczytu, mógłbym zaoszczędzić połowę czasu. Nie spieszyło mi się specjalnie, bo reszta towarzystwa miała dotrzeć dopiero jutro, jednak chęć sprawdzenia tajemniczego szlaku, którego nie było na mapie, kusił.

Uśmiechnąłem się sam do siebie. Tak podobno zaczynają się najlepsze przygody.

– Dzień dobry. – Dziewczyna przeszła niespiesznie tuż obok, nie patrząc na mnie, skręciła w tajemniczą ścieżkę.

Bez chwili wahania poszedłem za nią „wężową ścieżką”.

Obejrzała się i przystanęła tak nagle, że prawie na nią wpadłem.

– Też tędy idę – machnąłem mapą, którą nadal trzymałem – ale nie znam tej trasy. A ty? – Musiałem mieć głupią minę, bo uśmiechnęła się z politowaniem.

– Znam. – Jeszcze chwilę patrzyła na mnie, jakby chciała ocenić, czy nie stanowiłem zagrożenia.

Uśmiechnąłem się najłagodniej, jak potrafiłem, żeby mogła odczytać moje najczystsze intencje. W odpowiedzi lekko uniosła brew nad lewym okiem, a kącik jej ust drgnął na znak rozbawienia.

– Rysiek. – Wyciągnąłem prawą dłoń. Po chwili wahania uścisnęła ją.

– Agata.

Szła pierwsza, co mnie nawet ucieszyło. Ścieżka wznosząc się, stawiała na wysokości moich oczu jej pośladki, ciężko pracujące z każdym krokiem. Chwała temu, kto wymyślił leginsy.

Wysokie drzewa objęły nas mrokiem i wilgocią, a korzenie drzew ułatwiały wspinaczkę jak schody. Szlak nie wydawał się zbyt trudny i zapewne prowadził przez szczyt na południowe zbocze. Jeśli dobrze pamiętałem, trzeba będzie wspiąć się na następny stok i już będę w domku. Tak wynikało z mapy.

Umilając sobie marsz, podziwiałem jej kształtną pupę. Kołysała się i napinała pod cienkim, obcisłym materiałem. Nim się spostrzegłem, męskość napięła mi spodnie, a marsz stał się przez to nieco trudniejszy.

Kiełkujące marzenia erotyczne, przerwała Agata, zatrzymując się na płaskim kawałku ścieżki. Zdjęła plecak i usiadła na korzeniu wygiętym tak, jakby był do tego stworzony.

– Ładna ścieżka, aż dziwne, że nie ma tu szlaku. – Upiłem łyk wody.

Popatrzyła na mnie spod opadającej grzywki i dopiero po chwili odpowiedziała:

– Ludzie boją się tędy chodzić. – Wyciągnęła butelkę, napiła się i rozejrzała, jakby czegoś wypatrywała.

Odruchowo podążyłem za jej wzrokiem. Las w koło był wystarczająco gęsty, by zasłonić widok sąsiednich stoków. Wystające głazy i kilka starych konarów, leżących tam, gdzie umarły, przykrywał mech. Kameralności dopełniała leśna cisza, przeplatana szumem liści w koronach drzew.

– Boją? Nie widzę tu nic strasznego. – Usiadłem na przeciw Agaty.

– Legenda mówi, że zabiła się tu jakaś młoda dziewczyna… albo ją zabili… już dokładnie nie pamiętam. Wiem tylko, że nie powinno się tędy chodzić w dniu jej śmierci. – Sięgnęła do plecaka i wyciągnęła dwie bułki. Jedną podała mi.

– A kiedy to wypada? – Ugryzłem kanapkę.

– Nikt nie wie… – Machnęła swoją bułką i schowała ją z powrotem do plecaka. – Ale ludzie tu podobno znikają.

– Znikają… ale ty nie bałaś się tu skręcić. – Trochę się zmieszałem, bo Agata popatrzyła mi prosto w oczy.

– Tylko faceci… tylko faceci znikają. – Coś było niepokojącego w jej wzroku.

Chłodne powietrze dotarło do moich pleców, wzbudzając niemiły dreszcz. Koszulka wilgotna od plecaka potęgowała to wrażenie. Odruchowo chciałem się obejrzeć za siebie, ale natychmiast dotarło do mnie, że nie powinienem, bo… umrę.

Patrzyłem w oczy Agaty, a ona patrzyła gdzieś za mnie. Nie była wystraszona, lecz czujna jak kot gotowy do skoku. Wstała z kocią gracją i stanęła tak blisko mnie, że musiałem rozchylić kolana. Powoli objęła moją głowę dłońmi i przycisnęła do swojego brzucha. Poczułem jej zapach i napięte mięśnie. Nachyliła się i szepnęła do ucha.

– Choćby nie wiem, co się działo, nie oglądaj się. – Palce zacisnęły się na moich włosach i jednym szarpnięciem odchyliła moją głowę do tyłu. Przywarła drżącymi ustami do moich, równie drżących. Pocałunek był długi i z nerwowego, przerodził się w pełen pożądania.

Zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania i po chwili byliśmy już nadzy. Nie zdarzyło mi się, bym tak szybko realizował swoje erotyczne marzenia, a jednak dreszcz przerażenia nie chciał mnie opuścić nawet wtedy, jak poczułem na sobie jej nagie ciało. W dłoniach trzymałem jej pośladki, które jeszcze nie dawno obserwowałem w czasie marszu. Wargami pieściłem piersi, które jeszcze przed chwilą były nieosiągalne i bezpieczne za bluzką. Jedną dłonią trzymała mnie za włosy, pilnując, bym nie mógł spojrzeć za siebie, a drugą pomagała mi wsunąć się między różowe płatki rozkoszy. Wszedłem w nią przy akompaniamencie jej cichego westchnięcia. Groza, czająca się za mną odsunęła się, pozostawiając więcej miejsca na podniecenie graniczące z perwersyjną żądzą. Wtedy zaczęło się prawdziwe szaleństwo czystego seksu, gdzie ani korzenie i ściółka pod plecami, ani nienazwana groza nie miała do nas dostępu. Targani kolejnymi orgazmami nie mogliśmy się oderwać od siebie, chcąc więcej i więcej.

Nie miałem pojęcia, ile to trwało, ale przyszedł moment, gdzie siły nas opuściły.

Spoceni i szczęśliwi obejmowaliśmy się dysząc jak lokomotywy. Agata wstała powoli i popatrzyła na mnie z góry. Tajemniczy uśmiech i ten dziwny świdrujący wzrok przywrócił wspomnienie o nienazwanej grozie, która zniknęła zanim nas dopadła.

– Nie oglądaj się. – Zaczęła się ubierać.

– Co tam jest? – Wsparłem się na rękach.

– Nie oglądaj się. – Powtórzyła i całkiem ubrana poszła w górę ścieżki.

– Agata! – Ubrałem się, chwyciłem plecak i nie oglądając się, poszedłem za nią.

Zmrok nadszedł szybko, a ja prawie biegłem pod górę. Nie mogłem jej dogonić, więc przyspieszyłem kroku. Nie chciałem tracić czasu na szukanie latarki w plecaku. Wydawało mi się, że już ją widziałem gdzieś przede mną. Przyspieszyłem jeszcze bardziej i nagle wszystko zawirowało. Ostry ból w nodze i w płucach, i w koło zupełna ciemność. Chciałem krzyknąć, ale usłyszałem tylko bulgotanie i świst powietrza. Powoli siły mnie opuszczały i docierało do mnie, że wpadłem w szczelinę, nadziewając się na jakąś gałąź. Nie wiem czy mrok zapadał, czy mnie ogarniał.

Wiem tylko, że miała na imię Agata.

 

Daikin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.