Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklama

Górskie legendy – Domek zakochanych

 

gorskieLeśna, górska ścieżka ciągnęła się bez końca, oferując wspaniałe zestawy barw i zapachów. Dwoje znużonych turystów dreptało obok siebie i widać było, że plecaki ciążą im niemiłosiernie. Słońce, choć niewidoczne z ich perspektywy, chyliło się już ku horyzontowi i jasne było, że czas na nocleg jest bliski.

Mimo, że Ewa szła pierwsza, nie zauważyła chatki na małej polance.

– Mamy gdzie spać – Adam z radością powitał widok chatki.

Ewa patrząca dotąd pod nogi, by nie wywrócić się na wystających korzeniach westchnęła na jej widok. Bardziej to przypominało większą szopę bez drzwi.

– Przynajmniej nie trzeba będzie męczyć się z rozkładaniem namiotu – zrzuciła plecak przed budynkiem i rozejrzała się wokół krytycznym wzrokiem.

Miejsce wydawało się nad wyraz gościnne, ale miało też coś, co nakazywało czujność. Jakaś nieokreślona i tajemnicza aura otaczała to miejsce. Zmęczenie podróżników było na tyle duże, że sprawy dziwnych odczuć zeszły na dalszy plan. Zajęci przyrządzaniem skromnej kolacji zerkali na siebie z fascynacją. Adam ślizgał się wzrokiem po jej ciele i wyobraźnia podsuwała mu sceny, jakie mogą nastąpić tej nocy. Ewa też nie pozostawała dłużna i odwzajemniała wzrok pełen pożądania.

Noc nadeszła szybko i zanim górski chłód dotarł na polanę oboje przytulali nagie ciała w złączonych razem śpiworach.

Wydawało się, że nigdy nie znudzi im się bliskość i za każdym razem kochali się jakby to był pierwszy raz.

Szybko okazało się, że śpiwór to miejsce za małe i duszne, więc dwa parujące, nagie ciała oświetlał blask księżyca wpadający przez otwór w szopie.

Zapamiętanie w miłosnych uniesieniach nie pozwoliło im zauważyć, że ich otoczeniu zaczęło się dziać coś nietypowego. Niby niedostrzegalne zmiany kolorów i natężenia księżycowego blasku zwiastowały nadejście czegoś nieokreślonego i złowrogiego.

Wokół nich nocne życie lasu zamierało i cisza tak nienaturalna, aż gęsta wypełniła okolicę polany. Wydawać by się mogło, że natura zamilkła ze strachu, ale nie Adam, który niespiesznie i z czułością całował piersi Ewy. Ona, tuląc jego głowę, wzdychała rozkosznie, odpływając w pierwsze kręgi uniesienia nieświadoma, że tylko oni nic nie widzą i nie słyszą.

Pierwszy był mały kamień, który przetoczył się po drewnianej podłodze i utknął pod ich śpiworem. Niestety, dziwnym zrządzeniem losu kamień pod naporem ciał wpadł między deski.

Druga była gałąź. Spadła pod dziwnym kątem i wylądowała tuż przed wejściem, ale i to przegrało z ich namiętnością.

Noc trwała, a oni wciąż nienasyceni i niespieszni w swych poczynaniach oddawali się rytmowi nagich ciał aż nastała godzina, kiedy wszelkie koszmary mają największą siłę.

Adam pierwszy poczuł chłodną dłoń na plecach i na ułamek sekundy zamarł.

– Zmarzłaś? – szepnął jej do ucha, ale Ewa zaprzeczyła ruchem głowy. Nie miał zamiaru roztrząsać tego, więc nie pytał o nic więcej.

Chwilę potem Ewa odsunęła głowę od niego i spojrzała pytającym wzrokiem.

– O co chodzi? – Adam również przerwał taniec ciał i patrzył na Ewę w oczekiwaniu na pytanie.

Pytanie nie nadeszło, a zamiast tego z ust Ewy dał się słyszeć cichy jęk. Jej ciało zaczęło poddawać się rytmicznym ruchom, ale nie Adam był ich sprawcą. Dziewczyna prężąc się w narastającym podnieceniu wydawała coraz głośniejsze jęki, a jej rytm miłosny przybierał na tempie.

Adam w jednej sekundzie zszokowany, już w następnej aż szeroko otworzył usta z przeszywającej go rozkoszy. Jakby zanurzył się w najgłębszych otchłaniach wiecznie trwającego szczytowania. Jak przez mgłę widział Ewę wijącą się w tak szalonych pozycjach, jakich nawet sobie do tej pory nie mógł wyobrazić. Poprzez nieustającą falę podniecenia, jaka zalewała jego ciało raz za razem mógł tylko w przebłyskach widzieć niewyobrażalną wręcz rozkosz Ewy. Jej ciało wiło się w konwulsjach orgazmów tak idealnych i wspaniałych jak to tylko możliwe. Ona również zerkała na Adama na tyle ile pozwalał jej orgazm, który zdawać by się mogło – trwał wieczność.

Nie czuli strachu, a jedynie wciąż narastającą rozkosz. Oboje dotykając się i ocierając mimowolnie, tańczyli z własnym podnieceniem i zarazem z rozkoszą partnera.

Nie mieli pojęcia ile to trwało. Oboje padli na posłanie w jednym momencie obok siebie. Natychmiast się objęli czując drżenie swych ciał po nienaturalnie długotrwałych orgazmach. Nie mieli sił na nic, gdy niebo zaczęło jaśnieć, a las powracać do życia.

Usnęli.

Obudzili się dopiero wieczorem. Złowroga aura polany powróciła, ale oni nie czuli strachu.

Duchy, upiory czy anioły… co za różnica?

Bez słowa wiedzieli, co teraz zrobią.

Zostają na następną noc.

 

Daikin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.