Pustynia pragnienia
W ciszy i ciemności nocy słychać tylko nasze oddechy. Na początku spokojne, miarowe, równe. Nie pada żadne słowo. Nic nie mówimy – bo po co? Oboje jesteśmy świadomi, że to już ostatni raz. Ostatnia taka noc. Wpatrzeni w siebie, spragnieni bliskość, wciąż jeszcze trwamy jakby w zawieszeniu. Jakbyśmy się bali, że początek będzie jednocześnie końcem wszystkiego. Tak właśnie jest i tak będzie. Powoli, nieśmiało wyciągasz do mnie dłonie. Zamykam oczy. Twój dotyk jest dla mnie niczym kropla wody dla spragnionego wędrowca. Ramiona to oaza na pustyni mojego pragnienia, jakie płonie w moich zmysłach i w moim sercu. Jeszcze tej nocy strzeże mnie przed pustką. Kiedy moje palce dotykają jedwabistej skóry, przepadłam z kretesem. Tonę i nie chcę nigdy wypływać na wierzch. Wciągają mnie ruchome piaski moich pragnień i tęsknot. Chcę sięgnąć dna. Opaść na nie i zostać tam już na zawsze. Ciepło dotyku rozchodzi się falą po moim ciele, a to dopiero początek, preludium do tego, co się zaraz wydarzy. Oddechy nieco przyspieszają w rytm naszych serc. Jesteś jeszcze bliżej. Dreszcz rozkoszy budzi się we mnie powoli. Gdzieś w środku, aby zawładnąć moimi zmysłami, kiedy twe usta dotykają mych warg. Smak zniewala, dotyk mami. Uwodzi i kusi. Bez słowa, zatracamy się w sobie wzajemnie. Pocałunki stają się coraz bardziej namiętne. Skóra parzy w słodkim bólu oczekiwania bliskości. Chcę ciebie tak bardzo, że aż wariuję. Chcę byś uczynił mnie swoją. Każdym tchnieniem, każdym dotykiem – ust, dłoni, skóry. Każdym spojrzeniem. Bez słów, czułych szeptów, westchnień rozkoszy. W ciszy naszych stęsknionych, bijących coraz szybszym rytmem serc. Puls przyspiesza, oddech się rwie , patrzymy sobie w oczy, kiedy kładziesz mnie w chłodnej pościeli. Tak chętną i oczekującą ciebie. Pragnę zatrzymać chwilę, kiedy złączenie naszych ciał wreszcie się dokonuje. Ty we mnie! Brama do raju niewysłowionej rozkoszy! Trwamy tak, zawieszeni miedzy ziemią a niebem. Jakbyśmy nie wiedzieli, w którą stronę podążamy. Co robić? Wiemy jednak to doskonale. Nasze zmysły, ciała, serca znają już tę drogę na pamięć. Byliśmy tam nie raz. Razem, spleceni w gorącym uścisku, – tak jak teraz. Tak blisko, że bliżej się nie da. Nie ma już miejsca na strach, wątpliwości, rozpacz rozstania. Nie ma miejsca na nic, prócz pożądania i miłość. Nic, tylko ekstaza, jaka wybucha spełnieniem w naszych ciałach i umysłach, dając uwolnienie i słodycz niemocy. Gorączka, która rozpaliła nas, opada powoli, bardzo powoli, bo nie chcemy dać jej odejść. Wciąż jeszcze blisko siebie. Wciąż w siebie zapatrzeni, nie chcemy wracać do rzeczywistości. Wtuleni w siebie, wsłuchani w bicie serc, odpływamy w nicość. Wiemy, co nas czeka, gdy nadejdzie świt. Jak słońce bezlitośnie praży piaski pustyni, ziarnka się sypią odmierzając nasze ostatnie chwile. Piach i pustka. Ból rozstania już przycupnął na wydmie i czeka. Nie powiemy mu raczej „dobranoc”. Niepewni, czy rankiem los da nam szansę na ostatni pocałunek. Boimy się słowa pożegnania. Karawan już czeka, by zabrać cię ode mnie – bym znów w bezkresie pustyni zagubiła swe pragnienia. Bym nie pamiętała smaku twych ust, ani dotyku dłoni. Nie dotrę już więcej do oazy!


Szkoda że to pożegnanie ale mam nadzieje że jeszcze nas odwiedzisz na czekoladkach, Pozdrawiam serdecznie Dziękuję za to co było i mam nadzieję na więcej bo porywasz swoim pisaniem.
Dziękuję 😀