Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

… martinetka

 

         Sałatka Do sporej, najlepiej przezroczystej, miski wrzucasz miks sałat z torebki. Na to kukurydza z puszki – odlać wodę. Małe pomidorki kroisz na pół i układasz na sałatę i kukurydzę. Pół paczki sera feta – jakikolwiek, choć babeczki wolą light, bo teraz każda się odchudza albo szaleje za zdrowym jedzeniem – kroisz w kostkę tak 1,5 x 1,5 cm (wielkości paznokcia kciuka) i kładziesz na pomidory. Mały kubek jogurtu – w sumie jakiegokolwiek, ale patrz jak z fetą – trochę solisz, trochę pieprzu czarnego świeżo zmielonego. Są promocje na młynki elektryczne, nawet takie z podświetleniem. Całkiem ładne drewniane i metalowe. Mieszasz jogurt z solą i pieprzem. Zapalasz świece, miła muzyczka w tle, ładnie wygląda, smakuje, lekkie w jedzeniu. Wszystko kupisz w każdym markecie – gotowe, zapakowane, tylko do wyłożenia w misce. Sam łatwo zrobisz, razem zjecie, niedrogo ci wyniesie, a wspólny wieczór od razu robi się milutki. No i wino do tego też fajnie robi. Nie bądź blacharzem i zainwestuj w jakieś lepsze niż za naście zeta. Winko do lodóweczki, bo zimne lepsze.

/…/ Sterczały jej sutki. Mocno. Bluzka była na tyle opięta, że jeszcze chwila a zostanie rozerwana przez dwie ostre piramidy. Starał się patrzeć powyżej, niby nie zwracając uwagi na to, co widzi, do czego odruchowo opadał wzrok. Po chwili przestał słyszeć, co ona mówi. Zaczęła się rewolucja poniżej paska spodni. Co za wstyd kiedy się wyda co dzieje się z jego ciałem. Nie mógł na to pozwolić. Zasłonił złożonymi dłońmi rozporek.

– Nie mogę. Nie mogę! – myślał, a ciało krzyczało całym jego jestestwem zupełnie coś odwrotnego. – Nie mogę! To fajna laska, ale właściwie jej nie znam!

– Nie ruszaj się babeczko, bo nie ręczę za siebie! – czuł coraz większy nacisk na spodnie. Ciało się napinało, naprężało, pęczniało. Powoli umysł przestawał pracować, a Czarnym raz po raz wstrząsał dreszcz.

– Kobieto, przykryj, kuźwa, cycki, bo nie wytrzymam! – wrzeszczał głos rozsądku. – Nie wytrzymam i cię przelecę! Jestem wyposzczony jak suchar codzienny, a ty z tymi krąglutkimi, słodziutkimi cycuszkami siedzisz tu bliziutko i tylko pewnie czekasz, aż chwycę te magiczne półkule i zgniotę, ścisnę palcami sutki! – rozsądek poszybował.

Ostatkiem sił Czarny podniósł się z kanapy.

– Pójdę po browar. Przynieść Ci? – po browar! Co za cienias!

Wiedział, że musi uciec, odejść, odsunąć jak najdalej, wziąć zimny prysznic czy wytarzać w śniegu. Za długo był sam. Za blisko siedziała. Za ładnie pachniała, zakładała włosy za ucho, uśmiechała się delikatnie. Zjawiskowa. A przecież nawet jej nie lubił! W sumie wredna, upierdliwa baba, która na każdym spotkaniu do wszystkich się czepiała: a to za głośno, a to za cicho, a to trzeba to albo tamto!

Za długo był sam. Za blisko usiadła z tymi nogami w opiętych spodniach, okrąglutką, mięciutką pupą i jeszcze sterczące sutki! Za dużo jak na samotnego, wyposzczonego, napakowanego testosteronem gościa, co od dawna nagą dziewczynę widywał tyko w filmach dla dorosłych. Kiepsko się to kończyło, często wyrzutem sumienia i kacem nie moralnym, ale z poczuciem samotności tak dotkliwej, że wszystko bolało i wyło
– Pójdę z tobą. Chcę wod… – wstała zbyt nagle, zbyt nagle podniosła ciało, za blisko siedziała, zbyt blisko stanęła i chyba podniosła się na palcach, bo ich usta spotkały się.

Miękki, wilgotny dotyk, język wsuwany nieśmiało, potem coraz bardziej i coraz głębiej, i coraz napastliwiej. Nie powstrzymywał się, objął ją i przyciągnął do siebie. Dłonią docisnął głowę, wciskał usta do ust. Język wepchnięty niemal do gardła rozpoczął wędrówkę. Miażdżył miękkość ust, języka, wędrował po zębach. Chłonął, wysysał smaki. Odwzajemniła pocałunek, zarzuciła mu ramiona na szyję, przysunęła bliżej. Biodra przywarły do siebie. Odczuła powiększenie i wybrzuszenie spodni. Jakby dodatkowo ją to zachęciło, przesuwała dłońmi po plecach. Zeszła do pośladków i przyciągnęła go mocniej. Przywarła całą sobą wciskając się w każdy zakamarek ciała. Ubranie zaczynało krępować ruchy. Chciał tego! Boże, jak bardzo chciał! Ale jak to, przecież praktycznie wcale jej nie zna. Tyle czasu nie był z kobietą. A to taka laska! Pewnie niejednego miała i z niejednym była. A co jak on się nie sprawdzi? Nie podoła, skończy szybciej, niż cokolwiek się zdarzy? Nim cokolwiek się zacznie! Nie wytrzyma! Jest taka mięciutka, czuł wielkość jej piersi na sobie, czuł, jak wbijają mu się w klatę, jak jego biodra same przesuwają się do jej bioder i jak bardzo chce tego uczucia rozkoszy, dotyku, spełnienia. Boże, niech to się stanie! Niech napięcie spadnie, bo rozrywa od środka! Spodnie, dawno zbyt ciasne na utrzymanie tego, co się działo. Przyjemny, mocny nacisk. Bezwiednie poruszył biodrami ocierając się spodniami o jej spodnie. Sama stanęła przyciskając ciało do niego. Taka chętna! A co, jeżeli jeszcze bardziej się napali a ona zrezygnuje? Przecież to tylko znajoma, koleżanka, widzieli się parę razy.

Poczuł jak ona przesuwa swoje biodra, dociskając do jego męskości, naciska na nią. Coraz mocniej, coraz przyjemniej, coraz trudniej myśleć. Czy to zachęta? Czy to się naprawdę dzieje? Co dalej, tak bardzo chce dalej…. Głos w głowie był słaby. Silniej działało ciało i chęć spełnienia. Co potem? Nie wie, jaka jest, o czym będą rozmawiać? Potem. Przyszłość, która następuje po. Po spełnieniu, zaspokojeniu, rozkoszy nie do wyrażenia słowami. Co potem? Co ona sobie pomyśli? Że jak ją potraktował? Co potem będzie? Papieros? Kawa? Będzie chciała się z nim spotkać? Powtórzyć? Czy tylko raz? Czy mu się uda? A co jak jej nie będzie dobrze? Co jeżeli skończy szybciej, co jak za silne napięcie i samotne noce spowodują, że ostatecznie on nie da rady? I nim się zacznie, to się skończy? A jak nie będzie zadowolona? Dobrze że się chociaż ogolił i wziął prysznic. I skarpetki ma czyste. Boże, jak ona pachnie, jaki język. Przycisnął dłońmi pupę, jakie miękkie pośladki, jak pasują do ręki! Jakie biodra! Poruszał się pocierając spodniami w przyjemnym dla siebie tempie.

– Nie mam gumek! Może jakaś w portfelu została – odpłynął myślami, skupiając na doznaniach ciała.

Było coraz przyjemniej.
– Chcesz? – wyszeptała ustami w usta.
– Już nie daję rady – wycharczał. Nie poznał własnego głosu. – Hrrr – odchrząknął. -Chcę, jeśli ty chcesz – poprawił się.
– Na poddaszu wszyscy śpią. Zostańmy tutaj. Nikogo przecież nie ma – zamruczała jak kotka. Chciał coraz bardziej i coraz bardziej było mu obojętne, gdzie to się stanie.   /…/

Agnieszka

 

2 odpowiedzi na „… martinetka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.