Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

Dzienniki

dzienniki1.

No, do jasnej ku… gdzie się podział smak sera w naleśniku z serem? To, co mi podano, w ogóle nie smakowało jak naleśnik z serem. W zasadzie wcale nie smakowało. Zapytałam o rodzaj i producenta użytego nadzienia. Później odszukałam taki w spożywczaku i faktycznie: po przeczytaniu składu, miałam w ręku wyrób pseudo-sero-podobny, o smaku i zapachu identycznym z naturalnym. Za mało ktoś się jednak postarał, aby ser w naleśniku smakował jak ser. Pamiętacie naleśniki w barach mlecznych? Wyskakiwało się na przerwie miedzy zajęciami, na chwilkę coś przekąsić. Prawdziwy aromat sera i smak słodkiej śmietany rozpływającej się w ustach czuję do dziś. Hmm… – uległo to jednak zepsuciu. Zmieniły się czasy? Ja się zmieniłam? Czy ser się zmienił?
– Innym klientom smakuje. – Usłyszałam na złożoną reklamację. Być może określenie „smakuje” mylimy z: „przyzwyczaiłam się”.

Skoro można akceptować smaki i zapachy „identyczne z naturalnymi”, to jak jest z nami? Z naszymi relacjami, związkami, potrzebami? Rezygnujemy i odpuszczamy, czy zabiegamy i staramy się? Czy do nijakiego seksu też się przyzwyczailiśmy? Czy po jakimś czasie bycia razem, tworzenia razem, dbania o siebie tworzymy, przyzwyczajamy się i akceptujemy „- smak i aromat identyczny z naturalnym”? Nie. Nie zgadzam się na bylejakość gdziekolwiek! Zwłaszcza w związku. Zwłaszcza w seksie. A Ty? Żądam sera o smaku sera, wina o smaku wina i seksu z dreszczami i gęsią skórką na całym ciele. Potu i zroszenia ciał wspólnym wysiłkiem i namiętnością. Skotłowanej, wymiętej pościeli pachnącej tym wszystkim, czym się obdarowujemy bez sztucznych aromatów i chemicznych smaków.

No, chyba że do wspólnej zabawy zapraszamy dodatkowe artefakty… 😉

 

2.

Niegdyś dowodem miłości był seks. Po prostu na znak, że kochało się chłopaka „szło się” z nim do łóżka. To był dowód miłości. Dziś – no cóż – mieszkasz wraz ze swoim mężczyzną już jakiś czas. Śpisz z nim co noc, widzisz go rano, kiedy bierze prysznic, goli się i myje zęby. Krzywisz się na rozrzucone ciuchy i skarpetki. No i być może co noc dajesz mu ówczesny „dowód miłości”. Czy dziś to również dowód? Czy seks jest potwierdzeniem czegokolwiek, a tym bardziej miłości? W postaci seksu doznajemy spełnienia jednoczymy się razem i otwieramy ma siebie nawzajem. Czy też to coś więcej?

Jak się teraz udowadnia miłość? Po kilku latach związku, kiedy seks jest codziennym, pięknym rytuałem, wspólną radością, oczekiwaniem intymności i bliskości. Seks przestał być zakazanym, zakamuflowanym „dowodem miłości”. Stał się pięknym wspólnym byciem i doznawaniem. Czasami odpoczynkiem, relaksem, ciepłem w zimowy wieczór. Po długim dniu pracy, ze zmarzniętymi stopami, wtulamy się w siebie, grzejemy. Razem dajemy sobie bezpieczeństwo i wsparcie. Seks jest dostępną codziennością, choć daleki do rutyny.

On wstając z kanapy stwierdził, że dowody miłości okazuje się teraz zwyczajnie codziennością. „Umyję naczynia w zlewie, zrobię kanapki – to będzie mój dowód miłości. Potem włosy ci umyję pod prysznicem i plecy, podam ręcznik. Kark ci wymasuję, kiedy będziesz siedzieć przy komputerze i wycałuję w szyję. I obejmę. Codziennie”.

Taki jest teraz „dowód” miłości.

 

3.

Rosół jest najlepszym i najprostszym rozwiązaniem na wszystko. Kawałki kurczaka, wołowiny, marchewka, seler, pietruszka i cebula, pieprz, liść lauru, ziele angielskie, sól. Gar z wodą, odrobina ognia i czasu. Czasu od rana do obiadu. Mniej się nie da. Ma pyrkać, im dłużej, tym radośniej roznosić aromat po domu. Kluski jakie chcesz, potem dorobisz, najlepiej niewielkie, najlepiej nitki. A rosół- możesz nawet z kubka. Tego z dużym uchem, pękatego z namalowaną gąską. Rosół rozwiązał już niejedną kraksę i skleił niejeden pobity dzień. I uleczył niejedno serce. Przeziębienie też.

Na przeziębienie jednak podobno skuteczniejszy jest sposób niż rosół. Metoda też poniekąd kulinarna, mianowicie – ziarnko pieprzu. Przepis najprostszy na świecie: na goły brzuch kładziesz ziarnko pieprzu, a na ziarnko pieprzu kładziesz drugi goły brzuch. Terapia polega na pocieraniu brzucha o brzuch, aż do roztarcia na drobny pyłek ziarenka pieprzu pomiędzy brzuchami.

Rosół znam i uwielbiam, aczkolwiek coś w kościach mnie łamie i niespecjalnie się czuję. Sprawdzę może skuteczność i tej drugiej metody na przeziębienie. Pieprznie pieprznej…

 

Agnieszka

 

2 odpowiedzi na „Dzienniki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.