Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

Codziennie

 

codziennieChleba powszedniego na każdy odzień. Na zakwasie, żytniego. Ciężkiego aromatem. Z masłem, pieprzem i solą. I kawałek boczku z dobrym chrzanikiem. Do seteczki.

 

Jak to – to nie jest miłość? A co to jest, taka ta, no – miłość? W końcu to ja ją biorę za kolano, ściskam tu i tam, żyję z nią, pieniądze do domu przynoszę, mówię co ma robić, a ona to robi. To właśnie jest miłość. I zobacz jaka porządna: dzieciaki dopilnowane, posprzątane, obiad na stole, piwko, kolegów też moich szanuje – i kanapki, i wódeczka, i ogóreczek. Oj, jakie ona ogórki robi! Nie gdera za mocno, kiedy później wracam, no ale czasami trzeba krzyknąć, żeby wiedziała kto tu pan – jak to baba. Ale to przecież jest miłość. Kobieta musi czuć rękę mężczyzny. Wie wtedy, że on ją kocha. Jak bije, to przecież kocha – no nie? Żeby tam od razu silniejszego i skrzywdzić czy coś, to nie. Tak mocno to nie biję. Ot tak, tylko – z animuszem. Żeby wiedziała, że ma chłopa w domu. Co to i obroni, i otuli – hehehehe – jak trzeba – mrugnął okiem. – Jak to było na początku ze mną i moją Hanką? Prosto. Z jednego podwórka jesteśmy. Miała podrapane kolana i takie cienkie, rude, sterczące warkocze. W takiej kolorowej sukieneczce chodziła latem. Za krótkiej, bo po siostrze donaszała. Chudziak był z niej, straszny chudziak, to i pasowało na nią wszystko. Kolana tylko sterczały i nogi miała patykowate. Sandałki starte, ale skarpetki zawsze bieluśkie – czyściutkie miała. Taka chuda, że ni tyłka, ni cycków – hehehehe – a mnie się spodobała od zawsze. Zadziorna taka była, pyskata. Swoje zdanie miała i pyskowała wszystkim po całym podwórku. Tylko do mnie miała respekt. W końcu i większy byłem i starszy i mnie się szacunek należał. A wtedy – co my tam – siuśmajtki, co myśmy tam wiedzieli o miłości. Macanki, przytulanki były. Jak która chętna to i owszem – poszła z którym. Ja nie chodziłem, mnie się Hanka podobała, a ona za młoda wtedy była. Szkoła, potem wojsko – wojsko to ważna rzecz – idziesz dzieciakiem, wracasz mężczyzną, to po wojsku co – do żeniaczki tylko. Pracować, rodzinę założyć, dorabiać się i żyć jak ten pan. To i z Hanką zagadałem, czy co by mnie chciała. Nikogo wtedy nie miała przecież, bo inaczej to by chłopki z podwórka do mnie wszystko donieśli. Ja wylewny nie byłem ale wszyscy wiedzieli, że dla mnie ona będzie. Co tam, który na podwórku co złego na nią powiedział, to od razu dostał, to co mieli nie wiedzieć, że mnie się ona podoba i moja ona. Ona też wiedziała, bo i co miała nie wiedzieć. Z zabawy wracaliśmy, powiedziałem, że odprowadzę, za rękę wziąłem i powiedziałem, jak jest. Co tam gadać było – po wojsku, robotę dobrą miałem, garnitur w szafie, z lokalem trochę problem, ale to u matki pokój duży wolny, to sobie zagospodarujemy. Powiedziałem, że żenić się już czas i żeby za mnie poszła. Że dobry dla niej będę. Tylko głową kiwnęła i popłakała się głupia. Jak to baba. Na zapowiedzi zaraz daliśmy no i weselisko było na jesieni. Cała okolica się zeszła. Pierwszy raz? Kto by tam patrzał i pamiętał takie rzeczy. Baba jak baba, kanciasta trochę, trochę chuda. U matki mieszkaliśmy. Dobrze było, matka czasami do sąsiadki na noc chodziła, bo tamta bała się sama spać. Nie dokazywaliśmy nigdy z Hanką. Ale i za mało nie było tego miodu. Czasami nocą, najlepiej ranem. Budzisz się, sterczy, a tu obok taka gorąca jeszcze rozespana kobita. Robisz swoje, wstajesz i do roboty idziesz. Co tam innego miało być, jak to baba z chłopem. Tylko dzieciaków nie było jakiś czas, ale Hania do doktorów pochodziła i zaraz potem urodziła Leszka i Jacka, potem Agatka, potem Staś. Ciasno nam było u matki w mieszkaniu w tym jednym pokoju, ale matce zmarło się zaraz jak się Grześ urodził to i łatwiej w chałupie było kawałek wolnego kąta znaleźć. Hanka robotna zawsze była, tylko jak dzieciak za dzieciakiem to i do roboty nie miała jak chodzić. W domu robiła. Do domu wracam, zupa jest, na święta boczku zrobi tłuściutkiego, a jak smutek jakiś to i setkę jest z kim machnąć i do kogo gębę otworzyć. No i to jest właśnie miłość. Codziennie i co dzień z jedną babą. Nawet jak jazgocze to wiesz, że twoja. A i ten jazgot miły, bo to Hanki mojej. A to co w telewizji pokazują co to miłość, co to każden z każdym – to do dupy jest, a nie miłość. Bo z moją Hanią to miłość każdego dnia mamy, taką samą, taką codzienną.

 

Agnieszka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.