[adsense_inserter id=”790″]
Poranek
Szum podnoszonych rolet i jasne światło zalało pokój. Powieki nie chciały się otworzyć i mózg błagał o litość. Poczułem, jak kołdra powoli zsuwa się ze mnie i czyjeś dłonie spoczęły na torsie.
Mimo potwornego zmęczenia zacząłem sobie przypominać to i owo.
Byłem na baletach. Tak.
Poderwałem jakąś. Tak.
Wylądowaliśmy u niej w domu. Tak.
Byłem pijany. Bardzo.
Ołów w skroniach nie pozwalał na dalsze grzebanie w niedalekiej przeszłości, więc powoli uchyliłem powieki.
Zanim wzrok przyzwyczaił się do jaskrawego światła, zobaczyłem kontury czyjejś twarzy.
– Wstajeeemyyy – męski głos natychmiast przywołał mnie do pionu.
Usiadłem energicznie, skupiając wzrok na osobie przed sobą.
Pryszczata, młoda twarz nastolatka wciąż niebezpiecznie blisko wpatrywała się we mnie z lubieżnym uśmiechem.
– Co jest, kuźwa! – strąciłem jego łapy.
Młody usiadł niespiesznie na skraju łóżka i nie przestawał się uśmiechać. Lustrując moje odkryte ciało splótł ręce przed sobą.
– Zostaw go, on jest mój. – Do pokoju weszła dziewczyna z kubkiem kawy. Rozpoznałem na niej swoją koszulkę, ale oprócz niej, nic na sobie nie miała. Podała mi kubek, a aromat mocnej, parzonej kawy przyciągnął na ułamek sekundy moją uwagę.
– To mój brat – wskazała młodego i wróciła do kuchni.
Przetarłem dłońmi twarz i uśmiechnąłem się sam do siebie. A już myślałem, że… uff.
Próbując przypomnieć sobie jej imię, zaskoczyło mnie, że nic nie pamiętam. Ostatnie wspomnienie to zamawianie taryfy i potem pustka. Jakbym nie istniał przez te parę godzin.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu bielizny, ale nic nie znalazłem. Młody w dalszym ciągu siedział i bacznie mi się przypatrywał. Trochę mnie to denerwowało, lecz nawracający kac przytłumił czającą się we mnie agresję.
Łyk kawy rozjaśnił mi na chwilę umysł i w przebłysku świadomych wspomnień ujrzałem w półmroku kilka nagich ciał wijących się na tym łóżku.
Oczy szeroko mi się otworzyły. Ale jak? Czyżby był ktoś jeszcze oprócz jej i mnie? Moje grzebanie w pamięci przerwała dziewczyna wchodząc do pokoju z parującą jajecznicą na talerzu, którą bezceremonialnie mi podała.
– Jedz, musisz mieć siłę – usiadła koło mnie.
Dopiero zapach śniadania uświadomił mi, jaki byłem głodny. Pochłonąłem wszystko i dopiłem kawę.
Jasność umysłu wróciła, ale pamięć nie.
Rozejrzałem się jeszcze raz za swoim ubraniem.
– Odpoczywaj, już się wszystkim zajęłam – patrzyła na mnie z troską.
– Czym się zajęłaś? – pewnie miałem głupią minę, bo zamiast odpowiedzieć mi na pytanie, wstała i zniknęła na chwilę w drugim pokoju. Wróciła z tabletem stukając w niego.
– Naprawdę niczego nie pamiętasz? – usiadła i popatrzyła mi w oczy. Nie wyglądała na zdziwioną.
Pokiwałem przecząco głową, czekając na jakieś wyjaśnienia. Zamiast odpowiedzi podała mi tablet z filmikiem.
Cokolwiek chciałem usłyszeć zapewne w nim była cała odpowiedź.
Włączyłem.
Na początku rozpoznałem wczorajszy lokal i kilka twarzy. Ktoś, kto kręcił ten filmik najeżdżał na wszystkie postaci siedzące przy stoliku. Byłem i ja.
– Trochę dalej – dziewczyna przesunęła film do połowy.
Mocno podchmielone twarze przekrzykiwały się na przemian z salwami śmiechu. Ekran wypełniła moja twarz. Mimo głośnej muzyki słowa było wyraźnie słychać.
– Mogę się z tobą założyć, o co chcesz. I tak wygram! – byłem mocno podchmielony.
– Przyjmuję, ale musimy ustalić, o co się zakładamy. – Kamera najechała na twarz ładnej blondynki, której wcale nie kojarzyłem.
– Dam sobie rękę uciąć. – Pewność, z jaką to mówiłem, zdziwiła nawet mnie.
– Tak? A ja stawiam to. – Blondynka położyła jakieś klucze na stoliku.
Zatrzymałem film i spojrzałem na dziewczynę siedzącą obok mnie. Uśmiechnęła się uroczo.
– O co tu właściwie chodzi? Jaki zakład? – Miałem przeczucie, że kłopoty dopiero przede mną.
Splotła dłonie i nabrała głęboko powietrza.
– Krótko mówiąc założyłeś się z Agnieszką, tą blondynką, że dasz radę kochać się z trzema dziewczynami na raz, przez trzy noce z rzędu. Stawka, jak sam słyszałeś, jest wysoka. Jej Porsche i twoja prawa ręka. Do tego doszły zakłady poboczne i zrobiło się ciekawie. Odpowiedni ludzie zadbali o to, żeby sprawa trafiła do tych, którzy lubią zakłady i mają gruby portfel. Stawki poszybowały i teraz liczone są w milionach euro. Wycofać się nie możesz, bo zajmą się tobą ludzie, którzy nie mają poczucia humoru…
– Zaraz, zaraz… jak to nie mogę, przecież byłem pijany i… i… Przecież tak się tylko mówi, że dam sobie rękę uciąć. To można jakoś odkręcić – schowałem twarz w dłoniach.
– Nie można – spokojnym tonem zaprzeczyła i położyła mi rękę na ramieniu. – To nie są ludzie, którym możesz się wywinąć. Ale głowa do góry. Przecież dasz radę, sama widziałam – uśmiechnęła się, a jej ręka powędrowała w dół mojego ciała.
– Ale, jak to… ręka? – Popatrzyłem na swoją prawą dłoń. To wszystko było jakimś koszmarem.
– Spokojnie. Jeśli przegrasz, zrobią to fachowcy i pod narkozą, ale przecież nie przegrasz. Postawiłam na ciebie sporą sumkę, więc mnie nie zawiedź. Teraz odpoczywaj, a ja cię odpowiednio nakarmię. Dziewczyny przyjdą około 17 i będziesz walczył 8 godzin. Jutro i pojutrze powtórka, a potem podzielimy się wygraną. Będzie tego sporo więc nie mam zamiaru stracić takiej okazji.
Popatrzyłem jej w oczy. Była poważna i mówiła całkiem serio.
– Aaaa to dzisiaj… w nocy… to my i ktoś jeszcze? – wskazywałem palcem raz na nią, raz na siebie.
Zaśmiała się szczerze i przewracając na plecy opadła na łóżko.
– Przecież musiałam się przekonać czy dasz radę, zanim na ciebie postawiłam – uśmiech nie schodził z jej ładnej buzi.
Wziąłem głęboki oddech i oparłem dłonie na kolanach. Spojrzałem na młodego, który cały czas przysłuchiwał się rozmowie.
– Jaką rolę ma w tym twój brat? – wskazałem na niego brodą.
– On będzie filmował.
– Filmował?
– Przy takiej kasie musi to być udokumentowane, ale tym się nie przejmuj. Będzie prawie niewidzialny – usiadła i poprawiła włosy. – Dasz radę, jestem tego pewna, a teraz odpoczywaj. Czeka cię ciężka praca.
Wstała i poszła do kuchni.
Myśli mi się kłębiły i nic konkretnego nie mogłem z nich uchwycić. Perspektywa utraty ręki skutecznie gasiła wszystkie przyjemne aspekty tego zakładu. Jednak gdzieś w głębi wierzyłem w siebie, a właściwie w niego. Popatrzyłem na swoje krocze i uśmiechnąłem się. Dam radę.
Trzy dni później…
Drogi pamiętniczku… muszę nauczyć się podcierać lewą ręką…

