Dziennik Beatrycze – Fragment 5.
Stanęłam przed klubem. Kolorowy neon z napisem „GO-GO” kłócił się ze standardami naszych spotkań. Wyjęłam komórkę i sprawdziłam treść sms’a. Adres się niestety zgadzał. Czemu Zbyszek poprosił o spotkanie w takim miejscu? Przecież mieliśmy wolne. Zwykle, o ile w ogóle, bywałam w takich lokalach tylko służbowo.
Widok barczystych „dresów”, udających ochroniarzy, nie zachęcał do wejścia. Jeszcze raz sprawdziłam adres i weszłam do środka. Zbyszka nie musiałam szukać. Razem z kolegami byli aż nadto widoczni. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Na co dzień poważni policjanci mieli na szyjach wieńce z kwiatów w hawajskim stylu, a Zbyszek dodatkowo złotą, papierową koronę na głowie. Dopiero do mnie dotarło, że chłopcy urządzili mu wieczór kawalerski dwa tygodnie wcześniej, tylko nie rozumiałam, czemu ja dostałam zaproszenie.
– Beata! Nareszcie! – Grzechu uściskał mnie jak najlepszą przyjaciółkę i pociągnął do stolika. – „Karniaczek” za spóźnienie! – Zanim zdążyłam zaprotestować, przede mną stał napełniony kieliszek, a reszta stukała dłońmi w blat.
– Co ja tu robię? – Spojrzałam Zbyszkowi w oczy.
– No jak to co? Na moim wieczorze kawalerskim nie mogło zabraknąć mego najlepszego agenta.
– Agentki – poprawiłam natychmiast.
– Czepiasz się! – Zbyszek zdążył już wypić pod humor. – Jesteś moim przyjacielem niezależnie od płci. – Objął mnie ramieniem. – I z pewnością bardziej docenisz tancerki niż tancerzy na babskich imprezach – szepnął, by reszta nie słyszała. – No i w razie czego będziesz odganiać kobiety i na pewno mnie nie wykorzystasz.
– No i wszystko jasne – westchnęłam demonstracyjnie i przewróciłam oczami. – To twoje zdrowie! – Z niesmakiem wychyliłam kieliszek. – Zamówcie mi jakieś porządne piwo.
– Nie ma, same rozwodnione sikacze – wyjaśnił Grzechu.
– Nie było lepszych lokali? – spytałam cynicznie.
– Z laskami na rurze? Nie.
– Idę do baru.
Przemierzając salę, czułam na sobie wzrok pijanych facetów, nieprzyzwyczajonych do normalnych dziewczyn wśród gości. Kelnerki jeszcze w miarę wyglądały, ale dziewczyny na rurach pozostawiały wiele do życzenia z za mocnymi i niedobranymi makijażami. Pewnie w ten sposób próbowały ukryć tożsamość, ale ostateczny efekt był fatalny. Nie widziałam w nich nic podniecającego.
Czekając na drinka, obserwowałam marne wyczyny tancerek. Chodzić dokoła rurki i ocierać się o nią każda mogłaby się nauczyć. Właściciele pewnie za mało im płacą, żeby dziewczyny wykupiły parę profesjonalnych lekcji.
Spojrzałam na kolegów. Szybko oceniłam, że w takim tempie za godzinę niewiele będą pamiętali. Zaświtał mi szatański pomysł.
– Można z kierownikiem tancerek? – spytałam barmana, odbierając drinka.
***
Nie myliłam się, w ciągu następnej godziny wszyscy byli już nieźle nawaleni, jedynie Zbyszek i Grzechu trzymali fason.
– Zaprowadź Zbycha pod scenę za piętnaście minut – poleciałam i poszłam w stronę baru.
Tancerki już przygotowały mi top i spodenki, zakrywające nieco więcej niż ich bielizna oraz blond perukę. Szybko się przebrałam, a raczej rozebrałam i kiedy zobaczyłam nasze towarzystwo pod sceną, dałam znak oświetleniowcowi i dj’owi.
Nagle zrobiło się ciemno i cicho. Boso wkradłam się na scenę i czekałam na pierwsze dźwięki „Sweet dreams” w wykonaniu Marilyn Manson.
Zaczęłam niepozornie od prostych, powolnych obrotów i przysiadów, by chwilę później wspiąć się prawie pod sufit i pokazać co naprawdę można zdziałać na rurce. Gdy na górze puściłam ręce i zawisłam, trzymając się tylko nogami, usłyszałam falę gwizdów i okrzyków podziwu. A to był dopiero początek. Najwyraźniej pierwszy raz widzieli prawdziwy taniec na rurze i wcale nie starałam się o erotyczny podtekst. Przez całe pięć minut utworu nie dotknęłam stopami podłogi, raz tylko wsparłam się rękoma, z głową do dołu, zmieniając kolejną figurę. Kiedy podczas ostatniego refrenu zakręciłam się dokoła rury w poziomie, sala oszalała. Na koniec powoli i efektownie zeszłam z rurki i cmoknęłam Zbyszka w czoło. Inni goście próbowali się dostać do sceny i rzucali banknoty. To było miłe i zaskakujące. Zgarnęłam kilka w pobliżu kolegów.
– Beata?!!!
Mina Grzecha, gdy się zorientował, kto całuje Zbyszka, była bezcenna. Bez słowa wstałam i zbiegłam do garderoby.
Iwona Wilk, 29.XII.2016

