Kotek 2
Jak powoli ściąga koszulkę, rozpina stanik i ze spokojem układa na krześle.
Jej ruchy były powolne. Można było odnieść wrażenie, że mechaniczne.
Przyszła kolej na krótką spódniczkę, którą odpięła gdzieś z boku. Koronkowe majteczki ujęła w palce i kręcąc biodrami, powoli je zsuwała, aż zrobiła pełny skłon. Włosy dotknęły podłogi, a Iwona na sekundę zatrzymała się w tej pozycji. Taki widok rozpalił mnie do czerwoności.
Chciałem się ruszyć i zdałem sobie sprawę, że ręce mam przywiązane do łóżka. Nie pamiętałem momentu przywiązywania, ale przestało to być istotne, gdy zobaczyłem jak energicznie się wyprostowała. Nadal była zwrócona do mnie tyłem i wyraźnie widziałem, jak teraz ciężko oddychała. Jej ramiona wznosiły się i opadały. Patrzyła gdzieś pod nogi. Powoli odwróciła się przodem do mnie i z włosami zasłaniającymi twarz podeszła do łóżka.
Coś było dziwnego w jej postawie. Jej ruchy przypominały marionetkę. Jakaś niewidzialna siła kierowała jej ciałem
Podniecenie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, a na jego miejscu pojawił się strach.
Chciałem coś powiedzieć, ale zanim otworzyłem usta, półmrok w pokoju zamienił się prawie w czerń. W gardle ugrzązł wyraz niewypowiedziany i już wiedziałem, że nie jestem w stanie się poruszyć.
Jedyne, co mogłem to… patrzeć.
Oparła ręce o brzeg łóżka wypinając się w mrok.
Ku mojemu przerażeniu, za nią pojawił się wielki mężczyzna, który chwycił ją w pasie i bez zbędnych ceregieli wszedł w nią z wyrazem rozkoszy na twarzy. Rytmiczne ruchy obojga wprawiały w falowanie łóżko, na którym leżałem przywiązany.
Chcąc krzyknąć, wypuściłem z ust tylko ciche westchnienie. Gniew pomieszany ze strachem wypełnił mnie od stóp do głowy i sparaliżował. Czułem, jak napinają mi się wszystkie mięśnie, ale nie mogłem się ruszyć.
Grymas rozkoszy zawitał na twarzy mężczyzny i przez kilka sekund wyprężony zastygł jak posąg. Wysunął się powoli i z zadowoleniem spojrzał na jej pośladki.
Odszedł, a na jego miejscu pojawił się następny.
Teraz dopiero dostrzegłem, że za Iwoną stała niekończąca się kolejka facetów…
Krzyknąłem i usiadłem, a pokój wypełnił się światłem wstającego słońca. Rozejrzałem się nerwowo, lecz nie zobaczyłem nawet najmniejszego śladu po tym, co widziałem przed chwilą. Ciężko oddychając, wstałem i podszedłem do okna. Poranne, rześkie powietrze dodało mi trochę otuchy.
To nie pierwszy koszmar.
Czułem się zmęczony, jakbym wcale nie spał. Wciąż wracały migawki ze snu, więc poszedłem do łazienki i wsadziłem głowę pod kran. Zimna woda podziałała jak balsam.
Chwilę tak trwałem, aż dreszcze wygoniły resztki wspomnień i mogłem normalnie funkcjonować.
W pokoju Iwony zadzwonił budzik, a zaraz po nim usłyszałem szelest pościeli i ciche ziewnięcie.
Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. Nasypując do kubków kawę poczułem, jak przytula się do moich pleców łapiąc ostatnie sekundy snu, mrucząc przy tym rozkosznie.
– Nie musiałeś wstawać, przecież masz wolne. – Przycisnęła się do mnie jeszcze bardziej.
– Nie musiałem. – Starałem się jak mogłem, żeby nie mogła wyczuć mojego podłego nastroju.
Dokończyłem parzenie kawy, a Iwona zniknęła w łazience.
Jakimś sposobem wiedziałem, gdzie w danej chwili jest Wargin. Nawet nie musiałem rozglądać się, żeby zobaczyć go siedzącego na lodówce.
– Wiem, że to twoja sprawka i nie mam pojęcia, do czego zmierzasz, ale jak chcesz mnie wystraszyć to daruj sobie. – Upiłem łyk kawy i spojrzałem na czarnego kota.
Tylko przez moment popatrzył na mnie na wpół przymkniętymi oczami. Znudzonym wzrokiem wodził po całej kuchni.
Od tamtej rozmowy ani razu nie usłyszałem jego głosu w głowie. Zachowywał się jak zwykły, leniwy kot. Czasem miauknął, czasem mruknął. Chodził to tu, to tam, ale najczęściej widziałem go śpiącego na łóżku Iwony.
Czasami miałem wrażenie, że rozmowa z nim, to tylko wytwór mojej wyobraźni. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie tego futrzaka a wątpliwości znikały.
Pierwsze, co zrobiłem po pamiętnej rozmowie z nim, to oczywiście poszukałem informacji w necie o kocich demonach. Nawet znalazłem wzmianki o Warginie, ale były to raczej ludowe bajania. Właściwie nic, co by choć trochę rozwiało mgłę tajemnicy jaką skrywał.
Nawet nie miałem z kim o tym pogadać. Kto by mi w to uwierzył? Że rozmawiałem z kotem?
Już widzę, jak pukają się w czoło.
Nie chciałem też rozmawiać z Iwoną. Z jej zachowania wynikało, że nie jest świadoma tego, co siedzi w jej ulubionym koteczku.
Tymczasem naprawdę zaczęło mi na niej zależeć. Coraz częściej łapałem się na tym, że ciągle o niej myślę i słucham jej głosu jak najpiękniejszej muzyki. Łatwo wpadałem w zachwyt, gdy odruchowo poprawiała włosy albo czułem jej zapach, gdy przechodziła blisko mnie.
Spaliśmy osobno, bo tak chciała, chociaż zdarzało nam się budzić obok siebie kilka razy.
Wiem już, że chcę z nią być i byle demon nie stanie pomiędzy nami.
Będę o nią walczył.
Pozostał tylko tydzień do końca miesiąca.
Nie dam się tak łatwo.



CO ZA CHAŁA, SZKODA CZASU