Niewygodne buty
Z trudem doczłapała się do bloku.
„Jeszcze kilka kroków” – powtarzała sobie z zaciśniętymi z bólu zębami. „Jeszcze kawałek…”
Gdy w końcu dotarła do klatki, z uśmiechem przywitała gładką powierzchnię płytek na schodach.
„Pieprzone buty” – pomyślała, ściągając je z nóg i pomaszerowała swobodnie na bosaka, na trzecie piętro.
Zastanawiała się, za jakie grzechy trafiła się jej taka upierdliwa para. Nie była przesądna, lecz teraz przypomniał się stary zabobon mówiący, żeby nie dawać butów w prezencie, bo się potem drogi rozchodzą. Jeszcze tego by brakowało, żeby przez niewygodne pantofle rozstać się z mężem.
„O nie! Niedoczekanie twoje!” – przeklęła wszystkich twórców przesądów jednocześnie. „Zresztą to i tak nie prezent, bo w końcu mamy wspólnotę majątkową.” – Odruchowo wystawiła język.

