Nowe komentarze
Archiwum
Styczeń 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Spadek

 

Wiadomość o spadku była dla Łucji dużym zaskoczeniem. Czuła się winna. Nikt nie poinformował jej o ich śmierci. Nie pojechała na pogrzeb. Nie pożegnała się…  A oni pamiętali o niej po tylu latach. To było przecież tak dawno… Mieli chyba jakąś bliższą rodzinę? A może jednak nie mieli… Uświadomiła sobie, że prawie nic o nich nie wiedziała.

Była tam jeden jedyny raz, ze dwadzieścia lat temu, zimą. Uciekała od swojego bezsensownego życia, a oni ją przygarnęli, jak własną wnuczkę. Przez kilka dni okazywali jej tyle ciepła i miłości, ile nie zaznała nigdy w rodzinnym domu. Ugłaskali i odkarmili tak, że odzyskała nie tylko wszystkie utracone kilogramy, ale też siłę do walki o siebie, o swoje życie, o miłość. To wtedy, patrząc na nich, uwierzyła, że ten jeden jedyny czeka gdzieś na nią cierpliwie.

Jeszcze go, co prawda nie spotkała, ale nadal wierzyła. Wierzyła też, że mimo braku GPS i zapadającego zmroku odnajdzie tą starą, drewnianą chatę na skraju wsi, zanim zrobi się zupełnie ciemno. Była już blisko. Rozpoznała dwie wiekowe akacje i przydrożny krzyż. Zaraz powinien być ten ostry zakręt w prawo, pod górkę. Zredukowała bieg i mocno nacisnęła pedał gazu. Silnik zawył, opony zabuksowały w miejscu. Po ostatnich deszczach droga rozmokła. Bez napędu na cztery koła nie da rady. Ostatnie kilkaset metrów będzie musiała pokonać piechotą. Zaparkowała samochód pod akacjami, wzięła torebkę, latarkę, zaczerpnęła głęboko powietrze pachnące zbliżającą się jesienią i poszła w stronę chaty.

Wieczór był jeszcze dosyć ciepły. Powoli wszystko wokół robiło się szare, a kontury drzew rozmywały się w delikatnej mgle. Coś głośno zaszeleściło w krzakach po prawej stronie. Przestraszyła się i przyspieszyła kroku. Po chwili zatrzymała się przy uchylonej furtce, tej samej, przy której żegnała się z nimi tamtej zimy. Stali tam wtedy oboje, przytuleni do siebie i patrzyli, jak schodzi stromą ścieżką.

Pchnęła furtkę, a ta zaskrzypiała leciutko, zapraszając gościa do środka. W tym samym momencie ktoś zapalił światło na ganku i otworzyły się drzwi wejściowe. Zaskoczona zobaczyła zarys męskiej sylwetki.

– To chyba ten facet, który dzwonił w zeszłym tygodniu – pomyślała – miał mi przekazać klucze.

Łucja wolała spotkać się w biurze notariusza, ale podobno oni zażyczyli sobie właśnie takiego sposobu przekazania.  Nie miała żadnego powodu, aby im nie ufać, więc pewnym krokiem weszła po schodkach i wyciągnęła dłoń w kierunku mężczyzny.

– Nie przez próg! – Szybko zrobił krok w jej stronę i znalazł się nagle bardzo blisko – Krzysztof.

– Łucja – uścisk jego dłoni był ciepły i mocny. Nie widziała wyraźnie jego twarzy, za to on mógł przyjrzeć się jej bardzo dokładnie i z przyjemnością to zrobił. W tym oświetleniu wydała mu się jeszcze ładniejsza niż na fotografii.  Miała w oczach coś takiego, co sprawiło, że poczuł, się pewniej. I mimo, że była od niego starsza przynajmniej o dziesięć lat i widzieli się pierwszy raz w jego dorosłym życiu, to w najbardziej naturalny sposób skrócił dystans:

– Dobrze, że jesteś. Wejdź proszę! Nie miałaś problemów po drodze?

– Nie, wszystko w porządku – nieco zaskoczona jego bezpośredniością weszła do środka. Teraz mogła mu się przyjrzeć. Cholernie wysoki i cholernie przystojny. Cholernie młody i cholernie wysportowany.

– Napijesz się herbaty?

– Chętnie, dziękuję! Skorzystam z łazienki i zaraz przyjdę. A do tego cholernie miły… – powiedziała już szeptem do swojego odbicia w lustrze.  Odkręciła kurek z zimną wodą. Opłukała twarz. Przyjrzała się sobie krytycznie. Nie było najgorzej. Tylko kilka siwych włosów i tylko kilka zmarszczek wokół oczu. Uśmiechnęła się do siebie i zdmuchnęła niesforny kosmyk opadający na oczy. Na korytarzu poczuła intensywny zapach herbaty z czarnego bzu. Weszła do małej, zagraconej, budzącej miłe wspomnienia, kuchni.

– Pięknie pachnie… – usiadła na drewnianym starym taborecie naprzeciw Krzysztofa i uniosła kubek – Skąd wiedział, że to jej ulubiony?

– Uważaj, gorąca!

– Lubię taką – uśmiechnęła się i spojrzała mu w oczy. Były szaroniebieskie. I trochę smutne. A może zmęczone – Długo tu na mnie czekałeś?

– Nie, nie długo … – wyciągnął w jej stronę dłoń, na której leżał pęk kluczy, a kiedy po nie sięgnęła, nagle ją zamknął, przytrzymując jej palce i patrząc jej głęboko w oczy. Poczuła ciepło jego dłoni i chłód kluczy pod palcami. Jego oczy pociemniały i nabrały blasku. Nadal przytrzymując jej dłoń wstał i podszedł bliżej. Drewniana podłoga zaskrzypiała mu wesoło pod stopami.

Łucja musiała mocno zadrzeć głowę, by nie utracić kontaktu wzrokowego. Krzysztof patrzył na nią tak, jak nigdy przedtem żaden mężczyzna. Nie chciała uronić z tego ani sekundy. Poczuła mrowienie z tyłu karku, spływające w dół wzdłuż kręgosłupa. Krzysztof pochylił się i musnął wargami jej włosy. Zadrżała. Wciąż trzymając ją za rękę stanął tuż za nią i przyciągnął ją lekko do siebie, tak, że chcą nie chcąc, oparła głowę o jego brzuch. Krzysztof pochylił się nad nią i wyszeptał do ucha:

– Całe życie… czekałem na ciebie całe życie – jego zmysłowy szept dotarł do najgłębszych zakamarków jej ciała.

Klucze wypadły jej z dłoni i uderzyły z brzękiem o podłogę. Odwróciła się do Krzysztofa i zobaczyła, że mówił to zupełnie poważnie. Uśmiechnęła się. Objęła udami jego nogi, a on pochylił się i delikatnie zarzucił sobie jej ramiona na szyję, po to tylko, by za chwilę złapać ją stanowczo za tyłek i podnieść. Wyraźnie poczuła jego nabrzmiewający członek. Zakręciło jej się w głowie.

– Matko jedyna, a jak on mi coś do tej herbatki dosypał? – Pomyślała i w tym samym momencie przypomniała sobie chłopca sprzed dwudziestu lat, który kręcił się po zasypanym śniegiem ogrodzie wydeptując tajemne znaki i rzucając śnieżkami w jej okno. Miał takie same szaroniebieskie, smutne oczy… – To ty?!

Nie odpowiedział. Nie musiał. Wtuliła się w niego ufnie, jak dziecko i pozwoliła zanieść do pokoju. Wielkie drewniane łoże zaskrzypiało głośno, gdy Krzysztof usiadł na jego brzegu z Łucją na kolanach. Wsunął swoje ciepłe dłonie pod jej sweter i delikatnie zaczął gładzić ją po plecach. Zamruczała i nadstawiła prawą łopatkę. Delikatnie ją podrapał. Zamruczała, jak kocica spragniona pieszczot, a on dawał jej dokładnie to, czego pragnęła. Pochyliła się i musnęła językiem jego ucho. Przytulił ją mocno do siebie. Poczuła bicie jego serca. Mocne, miarowe. Jej serce zatrzepotało szybko i niecierpliwie, kiedy Krzysztof rozpiął jej stanik i uwolnił nabrzmiałe piersi. Odchyliła się unosząc do góry ramiona. Szybkim ruchem ściągnął z niej sweter. Posypały się maleńkie iskierki i gdy Krzysztof dotknął jej piersi, podskoczyła rażona mini piorunem. Roześmieli się oboje. Objęła jego głowę i przyciągnęła go do siebie. Zaczął bardzo delikatnie ją całować. Muskał wargami sterczące sutki. Czuła, jak robi się coraz bardziej wilgotna. Jej oddech przyspieszył.

Pokój zawirował. Wczepiła się palcami w jego włosy, miękkie i gęste i odchyliła jego głowę.  Chciała pocałować go w usta, ale kiedy się pochyliła on przyciągnął ją nagle do siebie i cmoknął ją czoło, a potem mocno przytrzymał i za chwilę był już nad nią.

W chłodnym świetle księżyca wyglądał nieprzyzwoicie pociągająco. Zrzucił z siebie koszulę. Silne ramiona, gładka klatka piersiowa, wyraźnie zarysowane mięśnie brzucha. Łucja przyglądała mu się z coraz większym pożądaniem. Kiedy sięgnął by rozpiąć jej dżinsy, uniosła lekko biodra. Szarpnął delikatnie, ale stanowczo, ściągając z niej jednym ruchem i spodnie i majtki. Leżała teraz przed nim zupełnie naga i po raz pierwszy w życiu nie czuła ani odrobiny wstydu. Krzysztof ujął jej stopę i zaczął masować. Pochylił się i całował po kolei palce. Poczuła dreszcze. Drżała coraz mocniej, a on całował każdy kawałeczek jej ciała, przesuwając się coraz wyżej i wyżej, nie pozwalając jej na odwzajemnienie pieszczot.

Jasne światło księżyca wpadało teraz wprost przez okno, oświetlając niewielki pokoik i wydobywając z mroku fotografię wiszącą nad łóżkiem. Para staruszków siedzących na ganku. On obejmujący ją ramieniem. Ona gładząca go po udzie. Przez chwilę Łucja miała wrażenie, że starszy pan puścił do niej oczko, a jego towarzyszka uśmiechając się wyszeptała:

– Pozwól mu, będziesz z nim szczęśliwa.

 

Karolina Łucja Kozioł, http://www.w-ogrodzie-wyobrazni.pl/
Z zawodu jestem psychologiem. Lubię swoją pracę. Pisać też lubię. Bardzo! Dwa lata temu miałam na to troszkę więcej czasu. Zapisałam się na kursy. Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi. Nabrałam odwagi, żeby to swoje pisanie wyciągnąć z szuflady, nie zamykać się już wyłącznie w ogrodzie wyobraźni i realizować swoje marzenia.

 

5 odpowiedzi na „Spadek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.