Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Luty 2017
P W Ś C P S N
« Sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728  
Reklama

Randka z Internetu (kaznodzieja)!

 

randka„Cześć” – wyskakuje dość niespodziewanie, akurat gdy chcę się wylogować.

„Cześć” – odpowiadam.

„Chcesz się umówić?”

„Tak” – piszę, niewiele się zastanawiając. Przecież po to zapisałam się na portal randkowy, aby odbyć kilka spotkań. Szybko wchodzę na profil pana tajemniczego. Nie widzę nic, co wzbudzałoby mój niepokój, więc dodaję: „Jasne, co proponujesz?”.

I tak od słowa do słowa umawiam się na randkę, piątkowy wieczór zamierzając spędzić na miłej pogawędce i piciu mocnej herbaty. Tymczasem w rzeczywistości… Nie uprzedzajmy jednak faktów.

W życiu singielki nadchodzi taki moment, gdy chce umówić się na randkę

Ale w najbliższym otoczeniu jakoś brak odpowiedniego kandydata. Albo zajęci, albo już sprawdzeni, albo nieciekawi. Sytuacja staje się mniej komfortowa, gdy jesteś singielką po trzydziestce. Co wtedy pozostaje? Opcja rzekomo coraz bardziej popularna: portale randkowe; Internet twierdzi, że korzystają z nich miliony Polaków. Skoro miliony, to mogę i ja. Zakładam profil.

Zaczynają się zaczepki, hejki, puszczanie oczek. Początkowo do wszystkiego podchodzę bez entuzjazmu, dopóki nie czytam propozycji rzuconej wprost: „Chcesz się umówić?”. Tak. Chcę. W tym celu się zarejestrowałam. Może nie marzę o wielkiej miłości, ale odrobina flirtu dobrze w życiu robi.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu!

Jestem umówiona. Ale co dalej? A jeżeli okaże się psychopatą? Gdzieś po meandrach mojej pamięci krążą krwawe historie i niegdyś przeczytane artykuły, jak niebezpieczne bywa umawianie się przez Internet. Przypominam sobie usłyszane rady: „Powiadom znajomych, gdzie jesteś”, „Umów się w miejscu publicznym” etc. Powiadamiać znajomych nie mam ochoty. Miejsce publiczne jak najbardziej wchodzi w grę.

Umawiam się w restauracji znajdującej się w centrum miasta. Może będę miała szczęście i nie spotkam nikogo ze znajomych; liczę, że razem z dziećmi będą przebywać w domu. Tak kombinuję, bo nie mam ochoty przyznawać się, że posiadam profil na portalu randkowym i jestem umówiona na spotkanie nie wiedząc tak naprawdę, z kim.

Najważniejsze pierwsze wrażenie

Sympatyczny uśmiech mężczyzny, który podchodzi do stolika, wystarcza, bym poczuła się swobodniej i odłożyła na półkę krwawe scenariusze. Z nieukrywaną satysfakcją zauważam też, spodobałam mu się. Jest dobrze. Było dobrze. Do czasu…

Do czasu, gdy pan zaczął opowiadać o rekolekcjach, o pokucie, o oczyszczeniu duchowym… I tak przez czterdzieści długich minut, po których uznałam, że pora się pożegnać, mimo że w gruncie rzeczy było miło – zawsze przecież ceniłam ludzi z pasją, nawet jeśli w tym przypadku wiedziałam, że z tym panem nie znajdziemy tematów do rozmów.

Dzień po

Budzi mnie SMS z pytaniem, czy spotkamy się jeszcze. Po spokojnie przespanej nocy staję się coraz bardziej pewna, że nie. I tak odpowiadam, coś tam dorzucając o różnicy światopoglądów. Odpowiedź przychodzi błyskawicznie. „A gdzie zaprowadził Cię Twój światopogląd? Nie wiem, czy to zgodne z wolą Bożą, nie mnie to oceniać. Pomyśl o tym, kim jesteś i dokąd dążysz. Pozbądź się egoizmu i pychy, bo to one twoim największym problemem”.

Co mi więc pozostaje? Idę nałożyć wór pokutny.

Randkowiczka