Nowe komentarze
Archiwum
Styczeń 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

NICZYJA – fragment

 

Taro wziął mnie na ręce i bez słowa wyszedł z pomieszczenia, zerkając na zdziwioną Yano z taką niechęcią, że poczułam dreszcze.

– To był ostatni raz, kiedy poszłaś z nią gdzieś sama – zapowiedział. – I zdecydowanie powinnaś ograniczać się z piciem!

– I kto to mówi? – wycedziłam zła, że dyktuje mi, co mam robić, zupełnie zapominając, że przed sekundą uratował mnie przed gwałtem.

Ludzie spoglądali dziwnie, kiedy niósł mnie do wyjścia.

– Postaw mnie! – zażądałam.

Spełnił moje polecenie dopiero w ciemnej, cichej uliczce z dala od drzwi klubu. Zachwiałam się nieco i oparłam o ścianę. Niedaleko zauważyłam jego samochód. Chłód nocy nieco mnie otrzeźwił, ale nadal miałam zawroty głowy z powodu nadmiaru alkoholu. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Wciąż miał na sobie bluzę Akademii Toku, którą zdjął i okrył moje ramiona. Został tylko w dżinsach i podkoszulku.

– Koichi, bardzo ci dziękuję, ale… – Spuściłam wzrok, jakby to była moja wina. – Co tu robisz i jak mnie znalazłeś?

– To nie było trudne, kiedy Kenji powiedział, że wyszłaś z Yano. Zadzwoniłem do Kate. Powiedziała mi gdzie jesteście.

– Ryu jest z tobą? – Rozejrzałam się pełna obawy, ale i nadziei.

Pokręcił głową.

– Nie. I nie wie, że po ciebie pojechałem. Nadal sądzi, że jesteś z Yano i świetnie się bawisz!

Przez chwilę milczałam, a on dowalił:

– Świetnie się bawiłaś, co nie? Może niepotrzebnie wam przerwałem?

Odwinęłam się, by go uderzyć, ale złapał moją rękę i się zachwiałam.

– Oj, mała! Czy ty zawsze po pijaku pakujesz się w kłopoty?

– I mówi mi to ktoś, kto sam wlewał we mnie alkohol, żeby się ze mną przespać.

– Mała! – Ściągnął gniewnie brwi. – Wiesz, że tak nie było! Ja bym nigdy cię nie skrzywdził! Miałem się nie wtrącać?

Rozpłakałam się, bo nagle dotarło do mnie, co by się stało, gdyby tam się nie zjawił. Zdziwiła mnie jego reakcja. Objął mnie i przytulił, głaszcząc po włosach.

– No już! Ciiii, już dobrze! Nic ci nie grozi, nie, kiedy jestem przy tobie.

– Koichi – szlochałam, poddając się jego objęciom, zatapiając w te silne, bezpieczne ramiona.

Jego tak dobrze znany, ciepły głos, zapach i obecność uspokoiły mnie. Ale było coś jeszcze. Strach, podniecenie, alkohol, sen, który nie był do końca snem, jego bliskość wywołały we mnie tak sprzeczne uczucia, iż bez zastanowienia, zupełnie instynktownie pocałowałam go. Zamarł zdziwiony, lecz po chwili odwzajemnił pocałunek. Nie wiedziałam czemu, ale zawsze kiedy był przy mnie, tak bardzo chciałam go mieć. To było silniejsze ode mnie. Był tak blisko. Naparł mocno, aż poczułam, jaki jest podniecony. To było porażające, że wciąż tak na niego działałam. Nie sposób mu się oprzeć! Smak jego pocałunku. Języki tańczące namiętny taniec. Rozkosz budząca się we mnie zbyt szybko.

– Mała – wydyszał, kiedy na chwilę przestaliśmy, by zapłać oddech – skończ z tym, bo chyba nie chcesz, żebym wziął cię tu i teraz, w tej szemranej dzielnicy, w środku nocy, na ulicy?

Objęłam go mocniej, spoglądając w granat jego oczu. To, co w nich zobaczyłam, wstrząsnęło mną. Tak desperacko mnie pragnął, że nie umiał tego ukryć. Nie w takim spojrzeniu!

– Właśnie, że chcę! Zrób to, Koichi, weź mnie teraz!

Sam pomysł wywołał u mnie dreszcze. Nic już nie powiedział, tylko znów mnie pocałował. Nasze usta, języki niemal stopiły się w jedność. Pocałunek, tak rozkoszny, powodował coraz większą gorączkę.

– Och – jęknęłam, kiedy objął mnie mocniej za pośladki, przyciskając do siebie.

Za plecami miałam zimną ścianę, a przed sobą niezmiernie gorące, napalone, spragnione mnie, seksowne ciało. Przygryzł mi wargi, jednocześnie podnosząc spódnicę. Usłyszałam tylko szelest rozpinanych dżinsów, by już po chwili mieć go w sobie. To było takie nagłe i tak bardzo ekscytujące. Byłam bardzo pijana i jeszcze bardziej napalona.

– Tak! – krzyknęłam, kiedy pożądanie zalało moje zmysły.

Chwyciłam mocniej te silne ramiona, oplatając nogami biodra. Złapał za nie i przycisnął do ściany. Usta całowały i ssały moją szyję i byłam pewna, że zostawią na niej czerwone ślady. Kiedy pchnął mocno, wcale niedelikatnie, zapłakałam z rozkoszy.

– Koichi! Tak! Błagam! Mocniej! Proszę…

Moje krzyki rozchodziły się echem po ulicy, ale nie dbałam o to. Całkowicie dałam się ponieść namiętności. Alkohol i pożądanie buzowały we mnie.

– Och, mała – jęknął mi prosto w usta. – Co ty ze mną robisz?

Pocałowałam go znów, a on zaczął się poruszać coraz szybciej. Płynęłam wraz z nim na fali pożądania.

– Jeszcze – błagałam go – proszę, och tak!

Coraz bardziej płonęło mi ciało, coraz mocniej chciałam go w sobie i pragnęłam spełnienia. Oddawałam mu siebie. To było takie nagłe i nieokiełznane.

– Tak! Błagam! Szybciej, głębiej, mocniej! Och!

Jęczałam coraz głośniej, niesiona euforią i zatracona w nim całkowicie. Wbiłam paznokcie w jego barki. Wiedziałam, że go ranię i zostawię na nich krwawe ślady. Mocniej ścisnął moją pupę i wbił się głębiej. Zakręciło mi się w głowie od doznań i przyjemności, jaką mi dawał.

– Lubisz to, prawda? Lubisz mnie w sobie? – wydyszał.

– Tak! Błagam, nie prze-sta-waj!

Wiedziałam, jak bardzo go podniecają moje błagania i krzyki. Moje coraz chętniej oddające się mu ciało. Coraz szybsze ruchy. Oddech mu się rwał, kiedy tak poruszał się coraz mocniej i szybciej, spełniając moją prośbę. Rozpalona płonęłam dla niego i spalałam się, błagając o wyzwolenie. Orgazm, jaki mną wstrząsnął, niemal pozbawił mnie przytomności. Odebrałam tylko ostatkiem sił jego ekstazę, po czym osunęłam się bezwładnie w jego ramiona. Pamiętam tylko szybki, płytki oddech i zapach tapicerki, kiedy zaniósł mnie wreszcie do swojego samochodu. Potem odpłynęłam w nicość.

 

Anna Crevan Sznajder

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.