Wyjście ewakuacyjne
– Jakie ma pani plany na najbliższe tygodnie? – spytał ktoś z widowni.
– Jeszcze dwa spotkania, a potem święta z rodziną. – Ewelina uśmiechnęła się na myśl, że prawdopodobnie Marek ubierze choinkę przed jej powrotem. – Do sylwestra na pewno odpocznę od pisania. – Usłyszała czyjeś głośne, żałosne westchnięcie. – Proszę się jednak nie martwić, po Nowym Roku wracam do intensywnej pracy nad nową książką. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, premiera będzie przed wakacjami.
– Czekamy z niecierpliwością – podsumował Tomek, prowadzący spotkanie autorskie. – Czy zdradzisz nam jeszcze, w jakim gatunku będzie napisana ta powieść? Znów kryminał?
– Tym razem coś mocniejszego, połączenie thrillera z fantasy.
– Brzmi ciekawie. Czy jest już znany tytuł?
– Jest kilka propozycji, ale dopóki nie zdecydujemy się razem z wydawcą na ostateczny, nie mogę nic ujawniać.
– Rozumiem. – Tomek zwrócił się do widowni: – Czy są jeszcze jakieś pytania do naszej autorki? – Przez aulę przebiegł szmer nerwowego wiercenia się na krzesłach. Prowadzący odczekał jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund i zakończył spotkanie, zachęcając do kupowania ostatniej książki Eweliny.
Kiedy wszyscy się rozeszli, organizatorzy spotkania zaprosili ją i Tomka na późny obiad. Ucieszyła się, że ktoś o tym pomyślał, bo wydawnictwo się nie popisało i Marek, zdalnie, szukał dla nich noclegu. Odetchnęła dopiero, gdy zadzwonił z wiadomością, że znalazł dwa pokoje w podmiejskim motelu.
Tomek zaproponował drinka w motelowym barze, gdy tylko zostawili bagaże w swoich pokojach.
– Świetnie dziś poszło. Za jeszcze większą sprzedaż! – Uniósł kufel nad stolikiem.
Ewelina stuknęła szklanką i wzięła łyk kolorowego napoju.
– Jakby jeszcze wydawnictwo nagle nie nawaliło, byłoby naprawdę bosko.
– Nie ma co narzekać, przynajmniej nie śpimy w samochodzie.
– No… Marek uratował sytuację. Nie wiesz, co się stało? W końcu dłużej współpracujesz z wydawnictwem.
Tomek wzruszył ramionami i skupił się na piwie, ukradkiem zerkając na Ewelinę.
– W mieście jest chyba jakiś koncert czy co… Dlatego zaczynaliśmy o 17.00 a nie jak zwykle o 19.00, bo nikt by nie przyszedł.
– Jasne… – Zmęczona opadła na oparcie kanapy. – Przynajmniej mamy więcej czasu dla siebie. I może rano nie będę się zrywać, żeby nie doliczyli drugiej doby do rachunku.
– To co ty robisz po nocach?
– Piszę… a co innego?
– W trasie też? – Był wyraźnie zaskoczony. – Myślałem, że korzystasz z uwielbienia fanów i imprezujesz z nimi.
– Taaak… Jakoś nie spotkałam jeszcze facetów-groupies. – Wyobraziła sobie tłumek rozochoconych młodziaków pod hotelem z książkami w rękach. – Nie jestem gwiazdą muzyczną. Chyba nigdy mi to nie będzie groziło.
– Założę twój fanklub, to jeszcze się zdziwisz. – Spojrzał jej prosto w oczy, nachylając się nad stolikiem.
– I oczywiście zostaniesz prezesem? – roześmiała się.
– Oczywiście. Z chęcią poprowadzę dla ciebie jeszcze wiele spotkań.
– A potem zorganizujesz grupę wrzeszczących fanów przed wejściem.
– Jeśli ci się to marzy.
Z trudem opanowała śmiech i w końcu powiedziała:
– OK, gdy dopadnie mnie kryzys twórczy i będę potrzebowała adoracji, to się przypomnę.
– Ja nie żartuję – położył rękę na jej dłoni – naprawdę uwielbiam twoje książki, opowiadania i ciebie. Cieszę się, że mogę cię coraz lepiej poznawać podczas tej trasy.
Ewelina nagle poczuła się niezręcznie. Zabrała dłoń i schowała ją pod blat. Jeszcze kilka godzin temu myślała, że Tomek po prostu wczuwał się w swoją rolę i specjalnie podsycał atmosferę na spotkaniach – nakręcał czytelników, żeby chcieli kupować książki. Jednak teraz miała wątpliwości.
Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy jeździli razem po kraju, polubiła jego towarzystwo, ale nic poza tym.
Nigdy nie lubiłaś natrętów. – Tajemniczy głos powrócił po długim milczeniu.
Przestraszyła się, że znów nie będzie w stanie nad sobą zapanować i znów straci świadomość na jakiś czas.
– Na mnie już pora, to był ciężki dzień. – Marzyła już tylko o tym, żeby zamknąć się w pokoju i zażyć tabletkę nasenną.
Chociaż badania jej snu nie wykazały nic odbiegającego od normy – podobno nie lunatykowała – to brała pigułki dla wewnętrznego spokoju. I rzeczywiście przez ostatnie dwa miesiące nie zauważyła niczego dziwnego w swoim otoczeniu. Kiedy odstawiała pustą szklankę, Tomek jak prawdziwy dżentelmen odsunął jej krzesło, ale jednocześnie zagrodził przejście. Zatrzymała się, wpadając na niego. Dotknął jej ramienia, patrząc niemal bezczelnie w oczy.
– Muszę już iść. – Odwróciła głowę w bok.
Poczuła zaciskające się palce na jej ręku. Kiedy chciała się wyrwać, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Ewelinę zmroziło. Znieruchomiała na krótką chwilę, a gdy w końcu dotarło do niej, co się dzieje, wolną ręką uderzyła go w twarz. Tomek odsunął się, a ona wybiegła z baru.
Opadł na krzesło, na którym przed chwilą siedziała Ewelina. Jednym haustem dopił swoje piwo.
– Jeszcze jeden kufel? – Kelner wyrósł przy nim jak spod ziemi. – Na koszt firmy.
– Poproszę…
– Po takim policzku przyda się chwilę ochłonąć.
– Chyba powinienem ją przeprosić.
– Nie mnie oceniać, ale pewnie tak. – Młody chłopak postawił drugie piwo. – Z doświadczenia powiem, że ona też powinna chwilę ochłonąć, zanim pan ją przeprosi.
– Dziękuję – Tomek spojrzał na kelnera i się lekko uśmiechnął. – A podobno kobiety lubią nieco aroganckich facetów… Sama o takim pisała w swojej książce… – Jednym łykiem opóźnił połowę kufla.
– Nikt ich nie zrozumie – powiedział chłopak i odwrócił się na pięcie.
Ewa Dudziec, 19.XII.2017
PS. Ciąg dalszy nastąpi w zbiorze opowiadań “Trzynaste lustro”.
WYJŚCIE EWAKUACYJNE (cz.2.)
Zbiór “Trzynaste lustro” – fragmenty


No to jak zwykle świetny tekst. Nie mogę się doczekać tomiku, więc dopinguje! Ewcia, do roboty :). Wyobrażałas sobie swoje spotkanie autorskie na początku :)?
Jak zwykle dziękuję za dobre słowo i dodanie otuchy 🙂
Ponoć w każdym tekście jest jakieś ziarno prawdy 🙂
Zapowiada się ciekawieee ))))