Stanowisko (cz. 3.)
Obudził ją zgrzyt zamka. Wyskoczyła z pościeli jak oparzona i odruchowo skierowała się do drzwi, zapominać o unieruchomionej stopie. Przytrzymując się ścian pokuśtykała wzdłuż przedpokoju, biorąc po drodze parasolkę. Oparła się o komodę i uniosła narzędzie nad głowę. W ostatniej chwili skierowała swój zamach w inną stronę, gdy za uchylonymi drzwiami zobaczyła ciemną czuprynę Krystiana.
– O matko, to ty… – Prawie się przewróciła, pochylając się za opadającą parasolką.
Chłopak błyskawicznie postawił zakupy i złapał Edytę za ramiona.
– Spodziewałaś się kogoś innego?
– Nie… – znów poczuła dreszcz pod dotykiem jego ciepłych dłoni. Nie chciała, żeby ją puścił, ale to zrobił, gdy tylko wróciła do pionu. – Głęboko zasnęłam i przestraszyłam się, kiedy usłyszałam hałas. Przez chwilę zapomniałam, co się wczoraj stało.
– Nie trzeba było w nocy brać więcej prochów. Aha, klucze od auta i mieszkania. – Położył je na komodzie, o którą się opierała.
Podniósł torbę i poszedł do kuchni. Bez słowa, powoli poszła za nim. Właśnie zrozumiała, co się wczoraj tak naprawdę stało. I nie miało to nic wspólnego ze zwichniętą stopą. Kiedy zastanawiała się, jak go udobruchać, zadzwoniła jej komórka. Odruchowo odwróciła się i zrobiła krok.
– Szlag! – znów straciła równowagę, a Krystian znów ją przytrzymał.
Objęła go mocno, właściwie to się na nim uwiesiła.
– Co robisz? – zimny głos chłopaka przeszył jej serce.
– Przepraszam cię – wyszeptała w jego szyję. – To miał być tylko głupi żart.
– Bardzo głupi.
– Tak dawno z nikim nie byłam…
– Boisz się? Tego się nie zapomina. – Wciąż ją podtrzymywał i złagodził ton słów.
– Jesteś pewien? – Odchyliła się i spojrzała mu prosto w oczy.
– Wiesz, co mnie najbardziej zabolało? – Zaprzeczyła ruchem głowy. – Że nie zorientowałaś się, jak bardzo mnie kręcisz, szczególnie wtedy w klubie, gdy wszyscy byli wstawieni, i tylko ty miałaś pełną świadomość tego, co się działo między nami. – Opuściła głowę z powrotem na jego ramię. – Lubię przytomne laski. Zwłaszcza ciebie.
Komórka znów zadzwoniła. Tym razem Krystian pomógł jej przejść do sypialni.
– Przepraszam – usiadła na brzegu łóżka, patrząc na chłopaka. – Muszę odebrać, to Mirek.
– Coś ty mu wczoraj zrobiła? Wiem, że walnęłaś się w głowę, ale żeby zmuszać Krystiana do odejścia z firmy? – Nie spodziewała się wiadra pomyj od szefa.
Dopiero teraz spojrzała na zegarek i zorientowała się, że o tej porze chłopak powinien być w biurze, albo u klientów.
– O czym ty mówisz? Jakie odejście?
– Dziś rano dał mi wypowiedzenie.
– Co takiego???
– Nagle stwierdził, że jednak nie może z tobą pracować i lepiej będzie, jeśli zniknie ci z oczu.
– Daj mi chwilę, załatwię to. – Rozłączyła się bez pożegnania i chwilę siedziała w milczeniu.
Krystian zajrzał do pokoju.
– Już wiesz o wypowiedzeniu?
– Chciałeś przeze mnie zdobyć stanowisko? Czy co?
Z trudem zignorował jej insynuacje i zachował spokój.
– Raczej: czy co. Nie potrzebuję tego stanowiska.
– To co chciałeś osiągnąć? Pójść ze mną do łóżka?
– To miał być efekt uboczny.
– Słucham??? Nic już nie rozumiem.
– W tym właśnie problem.
Gdyby była w pełni sprawna, wstałaby i trzasnęłaby go w twarz, ale teraz tylko patrzyła zszokowana.
– Wiesz, że w pracy niektórzy twierdzą, że pochodzisz z Wolkana.
– Moje niedoścignione marzenie… – wtrąciła.
– Chciałem cię zmusić do okazania emocji. Nie tylko sama ich unikasz, ale nie zauważasz innych.
– Co ty pleciesz? Przecież widzę, kiedy ktoś się smuci, cieszy albo potrzebuje urlopu…
– Taaa… i od kilku miesięcy nie widzisz, że się w tobie szaleńczo zakochałem.
Zamarła w bezruchu.
– Dlatego chcesz, chciałeś ze mną pracować w jednym dziale? – spytała po dłuższej chwili.
– Miałem nadzieję, że może w końcu byś mnie zauważyła. Wiem, że nie jestem w twoim typie, ale musiałem spróbować.
– Jesteś cholernie w moim typie… – wymamrotała bardziej do siebie.
– Tylko nie ten wiek, wzrost… znam już tę śpiewkę. – Oparł się zrezygnowany o futrynę.
– Nie… to nie o to chodzi.
– Nie? Sama przecież mówiłaś w klubie…
– W klubie miałam na myśli tylko taniec. Ja… ja w ogóle nie zauważam mężczyzn od prawie dziesięciu lat. Żadnego faceta nie brałam pod uwagę jako potencjalnego… – przerwała na moment – Chyba ci mówiłam o moim narzeczonym… – głos się jej załamał.
– Mówiłaś. Dziesięć lat to szmat czasu. Może już najwyższa pora zakończyć ten post.
Nie odpowiedziała, tylko zamknęła oczy, żeby jak zwykle powstrzymać się od płaczu. Krystian pocałował ją w policzek i wyszedł bez słowa.
***
Fala gorąca przeszła przez całe jej ciało, kiedy wsunął język między jej spragnione wargi. Natychmiast złapała go za umięśnione pośladki i przyciągnęła mocno do siebie. Wciąż uwieziona w bieliźnie, nabrzmiała męskość wcisnęła się w jej brzuch.
Będzie ciekawie – uśmiechnęła się w myślach, przypominając sobie nagle o różnicy wzrostu.
Pragnęła go zobaczyć w pełnej okazałości, więc czym prędzej wsunęła dłoń pod bokserki. Gdy już miał się jej zaprezentować, niespodziewanie ugryzł ją w język. Odepchnęła go odruchowo, zaskoczona nietypową pieszczotą. Twarz chłopaka rozmyła się na tle sufitu, a reszta jego nagiego ciała rozpłynęła w powietrzu.
Zanim zrozumiała, co się dzieje, dźwięk budzika brutalnie przywrócił ją do rzeczywistości. Zachłysnęła się własnym oddechem, gwałtownie podnosząc się z poduszki. Pot na skórze momentalnie się wychłodził przyprawiając ją o dreszcze. Chciała położyć się z powrotem i wrócić do snu, ale kolejny dzwonek budzika przypomniał o pracy. Dwa tygodnie zwolnienia minęły stanowczo za szybko.
Z trudem dojechała do biura, już w połowie trasy, żałowała, że nie zamówiła taksówki. Lekarz stwierdził, że wszystko jest już w porządku, ale stopa rozbolała ją od wciskania pedałów. Wchodząc na drugie piętro do swego gabinetu zaciskała zęby i dłonie na poręczy.
– Myślałem, że Krystian cię przywiezie. – Usłyszała głos Mirka tuż nad sobą.
– Krystian? Niby czemu?
– Myślałem, że jeszcze jesteś na zwolnieniu. – Głos chłopaka, który pojawił się nie wiadomo kiedy, zmroził Edytę. – Czemu nie zadzwoniłaś?
Serio?!!! Jeszcze się pytasz? – Ugryzła się w język nie mu tego nie wykrzyczeć prosto w twarz, ale tylko spojrzała wściekła. Zacisnęła szczękę i kurczowo dłonie na poręczy i bez słowa ruszyła na górę.
– Pokłóciliście się? – Usłyszała jeszcze pytanie Mirka za plecami, gdy wchodziła do swego gabinetu. Zatrzymała się w progu na sekundę, zanim zamknęła za sobą drzwi.
– Nie. Chyba nie… – odparł niepewnie Krystian.
Przez większość dnia nie mogła się skupić na pracy przez ból stopy. Wyrzucała sobie własną głupotę, ale nie chciała okazać słabości i po kilku godzinach dziarsko poszła do kuchni zrobić kawę.
Ledwo weszła, zobaczyła Krystiana z jej ulubionym kubkiem w ręku i świeżo zaparzonym napojem.
– No pięknie… – warknęła pod nosem i otworzyła szafkę w poszukiwaniu innego naczynia.
Postawił kawę na blacie tuż przed nią.
– To na zgodę, taka jak lubisz.
– Dzięki – wydusiła cicho.
Wzięła kubek i odkręciła się w stronę stołu. Mimowolnie przeniosła ciężar na chorą nogę i syknęła z bólu. Część napoju wylała się na jej dłoń.
– Szlag!!!
Nie zwróciła uwagi, kiedy Krystian odstawił kubek i wziął jej rękę. Dopiero gdy poczuła zimny strumień wody na skórze, przestała się złościć. Dotarło do niej, że stała w objęciach chłopaka, który z niezwykłą troską zrobił zimny okład.
– Na razie to prowizorka. W samochodzie mam środek na oparzenia, zaraz po niego pójdę.
– Nie trzeba, to nie był wrzątek. Nic mi nie będzie – zaprotestowała, ale nie wysunęła się z jego ramion. Wciąż stała przed zlewem, czując jego ciepły oddech na karku. – To mi się śni ostatnio po nocach? – Wzięła głęboki oddech i w końcu się odwróciła. – Przyda mi się druga kawa.
– Ale to ja ci ją podam, a ty poczekasz grzecznie przy stole. – nie sprzeciwiła się, gdy pomógł jej usiąść.
Wyprostowała nogę i starym zwyczajem zapatrzyła się w okno.
– Nie chciałem cię wystraszyć. – Jego słowa gwałtownie wyrwały ją zamyślenia, aż podskoczyła i uderzyła kolanem w blat. Kubek ponownie się zachwiał, ale Krystian zdążył go złapać.
– Teraz? To ci się nie udało.
– Nie teraz. Miałem na myśli nasze ostatnie spotkanie.
– Ach, to… – Wciąż nie wiedziała, jak się zachować po jego wyznaniu. Miała nadzieję, że prawie dwa tygodnie milczenia pomogą jej znaleźć rozwiązanie. Jednak czuła się coraz bardziej przytłoczona i skołowana własnymi odczuciami, i snami. – Ja… nie… – nieudolnie próbowała coś powiedzieć.
– Nie, co?
– Ja… chyba nie… nie mogę dać ci tego, czego oczekujesz.
– A skąd wiesz, czego oczekuję?
Poczuła się jakby dał jej w twarz, bo ona nawet nie pozwoliła mu na rozmowę.
– Nie wiem… ale i tak sądzę, że nie jestem dla ciebie odpowiednią osobą.
– Myślałem, że mnie już znasz wystarczająco dobrze.
– Przede wszystkim znam siebie.
– I jak zwykle nie chcesz nawet rozważyć trudniejszej możliwości.
– Jak zwykle? Codziennie mam w pracy wyzwania i rozważam wszystkie możliwości.
– Praca to nie całe życie. A w życiu uciekasz od bliższych relacji.
– Nie uciekam!
– Ilu masz przyjaciół? Gdzie spędzasz wieczory i większość weekendów?
– Tego już za wiele! – Trafił w czuły punkt.
Kiedy chciała wstać, złapał ją za rękę.
– Przepraszam, przeholowałem.
– Nie spodziewałam się, że wykorzystasz moją szczerość przeciwko mnie.
– Nie przeciwko tobie, tylko d l a ciebie. Czego się tak naprawdę boisz, bo chyba nie opinii innych?
Miała wrażenie, że chce przewiercić jej mózg wzrokiem. Odwróciła głowę do okna, ale wciąż pozwalała się trzymać za rękę.
Dobre pytanie – pomyślała. Tyle lat odgradzała się od ludzi, że już nie pamiętała jak to jest komuś zaufać.
– Źe znów kogoś stracę. Nie chce znów tak cierpieć – odpowiedziała nie odrywając wzroku od okna.
– A teraz nie cierpisz? Nie ciąży ci ta samotność? Bo mi cholernie.
Zaskoczona spojrzała mu głęboko w oczy. Nie były rozświetlone jak zazwyczaj, cała wesołość gdzieś znikła.
– Chyba się przesłyszałam.
– Nie.
– Przecież wszyscy cię uwielbiają, a połowa dziewczyn skrycie się podkochuje.
– To zupełnie tak jak z tobą.
– Połowa dziewczyn się we mnie podkochuje?
– Połowa facetów, nawet tych żonatych. Ale i tak jesteś samotna, tak samo jak ja.
– Czy to wystarczający powód, żebyś się pchał w niepewny związek?
– Dla wielu wystarczy, ale ja mam jeden znacznie lepszy.
– Jaki? – spytała mechanicznie, bo i tak znała odpowiedź.
Uśmiechnął się tylko i pocałował w policzek.
– Odprowadzę cię do pokoju.
– I kto tu się trzyma na dystans – mruknęła bardziej do siebie.
– Potem cię odwiozę do domu. Zmniejszymy ten dystans.
Przez resztę dnia znów nie mogła się skupić na pracy, ale tym razem przez Krystiana. Zastanawiała, w jaki sposób zamierza zburzyć jej mur. Czy tak jak w jej snach? Bała się, że znów coś palnie, a on znów ucieknie. A może chciała po prostu wykorzystać sytuację i skończyć to co zaczęli w dniu jej wypadku? Od razu pomyślała, że byłoby to nie fair wobec niego, ale i tak z niecierpliwością oczekiwała na koniec pracy.
Ewa Dudziec, 2018-2019 r.
Część 4. w książce.

