Ostatni pociąg
Wysiedli z tramwaju i popędzili przez wiadukt nad torami. Pociąg już stał przy peronie. Wojtek nerwowo spojrzał na zegarek. Dwie minuty. Zdążą. Złapał oddech i pobiegł dalej. Nagle za sobą zamiast stukotu obcasów, usłyszał brzęk barierki. Baśka siedziała na mokrym, oblodzonym asfalcie z wykrzywioną stopą. Kiedy zawrócił w jej stronę, krzyknęła:
– Biegnij! Przytrzymaj konduktora! Dogonię cię! – Szybko zdjęła but i pokręciła stopą raz w jedną, raz w drugą stronę. – Biegnij!!! – Wstając widziała, jak Wojtek zbiegał na peron. – Szlag! Na pewno to odchoruję… – warknęła i zdjęła drugi but.
W samych skarpetkach, ale pewnym krokiem ruszyła do pociągu. Obserwowała kolegę, który kłócił się z konduktorem i pokazywał na nią ręką. Pobiegła wprost na nich.
– Zgłupiała pani? – Kolejarz machnął ręką na widok jej przemoczonych nóg.
– Lepsze to, niż siedzieć na dworcu do rana – uśmiechnęła się do mężczyzny, który dał znak do odjazdu.
***
– Jesteś stuknięta – powiedział Wojtek, gdy tylko zajęli wolny przedział. – Będziesz chora.
– A co miałam zostać sama na dworcu?
– Zostałbym z tobą.
Spojrzała zaskoczona.
– Przecież jutro rano musisz być w pracy.
– Daliby sobie radę jeden dzień beze mnie, a ty w nocy na stacji Łódź Fabryczna… wątpię. – Wrzucił swój bagaż na półkę i usiadł naprzeciw Baśki.
Zdziwiła się, kiedy jej plecak został na siedzeniu, a jeszcze bardziej, gdy położył jej stopy na swoich kolanach i zaczął ściągać skarpetki.
– Co ty…?
– Postaram się, żebyś się nie rozchorowała zanim dojedziemy do domu. Poszukaj innych na zmianę. Lepsze wczorajsze, ale suche, niż te przemoczone. – Rzucił je pod siedzenie, jak najbliżej grzejnika.
– Wczoraj miałam rajstopy – powiedziała przeciągle, gdy Wojtek rozmasowywał jej place.
– A… racja. Spódniczka robiła wrażenie. –Uśmiechnął się na wspomnienie jej zgrabnych nóg. – Co w końcu dostałaś?
– Cztery i pół – odpowiedziała dumnie.
– Doktorek też chyba docenił twoje wdzięki. – Cały czas energicznie rozcierał stopy. – Warto było dla jednego egzaminu? Przecież oni wiedzą, że większość z nas jest przyjezdna i liczy się przede wszystkim wygoda w podróży. – Zamiast odpowiedzieć, tylko westchnęła, gdy zaczął masaż śródstopia jednej nogi, a drugą wsunął pod swoje udo. – Bałem się, że skręciłaś kostkę.
– Mam doświadczenie ze szpilkami – mruknęła.
Palce w końcu zrobiły się ciepłe, więc zwolnił tempo masażu.
– Nie masz nic suchego na zmianę? – Odgonił myśl, że chciałby dotknąć nie tylko jej stóp. Była tylko koleżanką, do tego zajętą.
– Nie…
– Miałem cichą nadzieję, że babeczki zabierają zawsze więcej rzeczy niż potrzebują.
Spojrzała na niego z wyrzutem.
– Przecież wiesz, że zawsze mam wszystko wyliczone co do dnia, a teraz byliśmy tylko dwa dni.
– Hm… – Zamienił stopy miejscami i rozpoczął masaż drugiej. – To będziesz musiała założyć te rajstopy pod spodnie… – uśmiechnął się dwuznacznie, patrząc na nią z ukosa.
Nie zauważyła jego aluzji. Rozmarzona siedziała pod oknem z zamkniętymi oczami. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz ktoś ją tak dotykał. Na pewno nie Krzysiek. A wcześniej…? Wcześniej była jeszcze w liceum i faceci się do niej nie garnęli. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że poza profesjonalną masażystką w ulubionym SPA, nikt tego wcześniej nie robił.
Jak to możliwe, że Krzysiek przez tyle lat naszego związku nigdy nie masował mi stóp? Przecież to jest takie cudowne… – Poczuła, jak ciepło rozchodzi się niemal po całym jej ciele.
Nagle się podnieciła. Przerażona wyrwała się gwałtownie z dłoni Wojtka.
– Coś uszkodziłem? – spytał zaskoczony.
Ledwo oddychała. Wcale nie chciała, żeby przestał masować.
– Nie… wiem… – Wzięła głęboki oddech.
– Coś zabolało?
– Chyba mi się zdawało… a może przyśniło – zażartowała.
Wojtek przysunął się bliżej. Przełożył jej nogi nad swoimi udami, a bose stopy owinął w kurtkę. Prawie natychmiast ułożyła się na jego barku.
Co ja robię? – zastanawiała się, gdy ją obejmował i okrywał płaszczem. – Co on robi? – Zadrżała, czując delikatnie głaskanie po plecach.
– Wszystko w porządku?
– Yhy… – nie zdołała więcej z siebie wydusić. – Jeśli jeszcze raz tak zrobi, to się na niego rzucę… – Nie przestawał gładzić. – Uspokój się kobieto, masz faceta, z którym mieszkasz!
Wojtek podciągnął jej nogi, które zsunęły się z siedzenia, po czym przesunął dłoń wzdłuż uda i biodra. Mimowolnie zacisnęła palce na jego piersi, gdy dreszcz przeszył jej ciało. Już o nic nie pytał, tylko przyciągnął ją mocniej do siebie. Uniosła głowę. W jego szafirowych oczach obijały się światła mijanych latarni. Wyciągnęła szyję i musnęła go w usta. Natychmiast oddał pocałunek, długo i namiętnie.
– Co my robimy? – szepnęła bardziej do siebie.
– Rozgrzewamy się w zimnym pociągu.
Wcale nie było jej już zimno. Gorące usta Wojtka rozpaliły ją do białości.
Ewa Dudziec, 11.XII.2017


Fajne opowiadanko rozgrzewające i świeże:)
Uwielbiam to rozgrzanie. Ten, z którym mieszkała już nie będzie jej bliski ^^
Między wierszami… to już nie jest jej bliski 😀