Osoba towarzysząca
Wypiła kolejny kieliszek wina i skrzywiła się przy ostatnim łyku. Nie dość, że był tylko jeden rodzaj tego trunku, którego szczerze nie znosiła, to jeszcze na nią nie działał. Miała ochotę jak najszybciej się upić, żeby nie patrzeć dłużej na swego partnera. Po raz tysięczny przypominała sobie, po co go tutaj zaprosiła i ciągle dochodziła do wniosku, że jest zdesperowaną starą panną, której nie wypadało się pokazać na weselu młodszego kuzyna bez osoby towarzyszącej.
Konrada znała już kilka lat, razem pracowali, często wychodzili na drinka po godzinach, ale nigdy razem nie balowali, nie byli na dyskotece, czy choćby przyjęciu firmowym. Powiedział, że umie tańczyć i zadba, żeby się nie nudziła, ale jej duma niezależnej kobiety upierała się, że musi jej nadskakiwać. Konrad chciał być dżentelmenem, jednak przez kilka dni przed weselem powtarzała mu, że wystarczy, że pokażą się razem i do niczego więcej nie jest zobowiązany, a ona i tak nie lubi tego typu imprez. No i że jak na weselu pozna jakąś wolną dziewczynę, to niech się nie krępuje i korzysta z okazji.
Teraz siedziała sama przy stole i pochłaniając stojące przed nią wino, wkurzała się na swoje głupie gadanie. Konrad rzeczywiście był dżentelmenem, zatańczył chyba z każdą kobietą z jej rodziny, z nią też oczywiście, ale tylko dwa pierwsze utwory. Z początku nie miała nic przeciwko, bo dawno niewidziani wujkowie chętnie ją odbijali, lecz wielu ich nie było, a kuzyni pilnowali swoich żon, więc zabawa się szybko urwała. Kiedy nałożyła sobie kilka kawałków ciasta, żeby osłodzić kwaśny trunek, Konrad usiadł obok zziajany i nalał sobie dużą szklankę zimnego napoju.
– Dawno się tak dobrze nie bawiłem na weselu – powiedział, przerywając słowa szybkimi oddechami.
– Cieszę się, że chociaż ty… – mruknęła, opróżniając kolejny kieliszek.
– Przecież sama mówiłaś, że mogę robić co chcę. – Wyczuła nutę złośliwości i czegoś jeszcze, czego nie umiała w tej chwili określić. – W końcu jesteśmy tylko przyjaciółmi, a nie parą.
– Mówiłam… – Czuła narastającą wściekłość. – Ale przyjaciele powinni się wspierać, a ty mnie zwyczajnie zostawiłeś! – Zrozumiała, że powiedziała to ciut za głośno, bo para naprzeciwko niej przerwała swoją rozmowę.
Rzuciła lodowate spojrzenie na przypadkowych słuchaczy, ale w gruncie rzeczy ucieszyła się, że w końcu alkohol zaczynał działać. Zawsze wtedy mówiła podniesionym głosem.
– Może wyjdziemy się przewietrzyć? – Konrad podniósł ją z krzesła.
– Po co? Nie chcesz wrócić na parkiet?
– Może trochę później. – Wyprowadził ją na korytarz, a potem na podwórko.
– Przynajmniej nie narzekam na buty, bo ich nie używam… – odwróciła się od niego i oparła o barierkę schodów przed wejściem do lokalu.
– O co się tak naprawdę wściekasz?
Nie wiedziała, że się uśmiechał.
– O to, że nie jesteś ze mną.
– Zrobiłem wszystko co chciałaś, przyszedłem z tobą, byłem miły dla twoich rodziców…
– I wszystkich młodszych kuzynek – wcięła się mu w słowo i gwałtownie odwróciła, żeby go zmrozić spojrzeniem. Jednak gdy zobaczyła na jego twarzy wyraz satysfakcji, poczuła się zbita z tropu.
– Przecież bawiłaś się ze swoją rodziną. Wujowie byli zachwyceni.
– Tylko że… która już jest?
– Za dwadzieścia dwunasta.
– Tylko że wujowie się skończyli prawie dwie godziny temu, a ty nawet nie zauważyłeś! – Rzuciła się na niego, ale straciła równowagę i wpadła prosto w jego ramiona.
– Zauważyłem… – szepnął jej w ucho.
Zaskoczona, otrząsnęła się i wyrwała z jego objęć.
– To dlaczego pozwoliłeś mi tyle czasu siedzieć samej?
– Myślałem, że byłaś zmęczona rodziną i potrzebowałaś chwili dla siebie… – Uważnie dobierał słowa i obserwował jej reakcję.
– Nie chrzań! Znamy się nie od wczoraj i doskonale wiesz, kiedy jestem zmęczona i kiedy cię potrzebuję.
– Wiem.
– To dlaczego siedziałam tam sama? Potrzebowałam cię…
Wściekłość mieszała się z żalem do samej siebie. Zacisnęła powieki, żeby się nie rozpłakać.
– Chciałem… – poczekał, aż znów na niego spojrzy – żebyś potrzebowała mnie jeszcze bardziej.
Nagły podmuch zimnego wiatru ją otrzeźwił.
– Zrobiłeś to specjalnie? Po co? Jak to, żebym potrzebowała cię bardziej? – Zamiast odpowiedzi zobaczyła tylko tajemniczy uśmiech. – Co chciałeś tym osiągnąć… – nagła myśl była jak rażenie piorunem – żebym była o ciebie zazdrosna, bo wolisz te wszystkie siksy ode mnie? – Jego milczący uśmiech doprowadzał ją do szału. – Tak, do cholery, jestem zazdrosna! O to, że niedługo one będą kolejnymi pannami młodymi, a ja znów nie będę miała z kim przyjść na wesele, bo któraś z nich mi ciebie odbierze! – Tym razem nie opanowała cisnących się do oczu łez i kilka spłynęło po policzkach. – I jeszcze mi się makijaż rozmaże… – Usiadła ciężko na schodach.
Otworzyła torebkę i zaczęła gorączkowo szukać chusteczek. Znów nie chciała na niego patrzeć. Już żałowała tego, co powiedziała. Miała nadzieję, że Konrad zwali to na alkohol i nie potraktuje jej słów poważnie. Chaotycznie przewracała różne drobiazgi, byle tylko uniknąć jego wzroku. Widziała, jak się do niej zbliża i wkładając rękę do kieszeni marynarki, siada obok.
– Proszę. – Podał jej chusteczkę, znajdując się tak blisko, że znów opierała się o barierkę.
Jednak nie pozwolił jej wyjąć lusterka i poprawić makijażu. Muśnięciem swoich warg starł łzy, spływające już do kącików jej ust. Zamarła. Była pijana, ale nie aż tak, żeby nie rozumieć, co się dzieje. Silny podmuch wiatru wywołał dreszcze. Konrad natychmiast ją objął i rozgrzewał odsłonięte ramiona w letniej sukience. Może jednak wcale nie powinna żałować swoich słów? Zanim zdążyła się na tym głębiej zastanowić, delikatnie odchylił jej głowę i zmusił, żeby na niego spojrzała.
– Naprawdę myślisz, że jakieś siksy są lepsze od ciebie? – Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. – Przecież mnie znasz… i od dawna wiesz, co do ciebie czuję.
Znów musnął jej wargi. Wiedziała doskonale. On też wiedział. I teraz zastanawiała się, dlaczego tak długo broniła się przed tym uczuciem. Delikatnie rozchylił jej usta i przesunął czubkiem języka po wewnętrznej ich stronie. Zadrżała, ale już nie z zimna. Czas przestać się opierać własnym uczuciom. Wtuliła się w jego ramiona i poddała kolejnym pieszczotom.
– Chodźmy stąd – szepnęła. – Mój żakiet…
– Co z nim?
– Został w środku.
Konrad wziął głęboki oddech.
– Daj mi chwilę. – Spojrzał wymownie w dół, a ona uśmiechnęła się, bo nie spodziewała się aż tak entuzjastycznej reakcji.
Rozejrzał się dookoła i szybko wstał, podciągając ją do góry. Stali chwilę objęci, ale nie pozwolił się pocałować.
– Liczysz do dziesięciu? – spytała nieco rozbawiona.
– Nawet do trzydziestu…
– Oho… chyba powinnam być z siebie dumna.
Konrad nie odpowiedział, tylko pociągnął ją na parking. Kiedy doszli do samochodu, oparł ją o drzwi pasażera i wsunął dłoń pod sukienkę, całując jej szyję. Nie opierała się. W końcu nie bała się przyznać, że tak naprawdę od dawna o tym marzyła. Gdy poluzowała jego krawat, Konrad nagle odsunął się. Poczuła się zdezorientowała, gdy usłyszała piknięcie centralnego zamka. Otworzył drzwi i prawie wepchnął ją do środka.
– Siedź tu! – Znów głęboko wciągnął powietrze. – Idę po twój żakiet. – Trzasnął drzwiami i zamknął auto z pilota.
Kiedy wychodził z wesela, starszy drużbant zatrzymał go w progu.
– A ty dokąd? Zaraz tort i oczepiny. – Zauważył różowy materiał w ręku Konrada.
– Musicie obejść się beze mnie. Jestem tylko osobą towarzyszącą i robię, co mi każą – powiedział z szybkością karabinu maszynowego i zostawił zaskoczonego chłopaka z tyłu.
Zanim doszedł do samochodu, już miał zaplanowaną najkrótszą trasę do swego mieszkania. Na każdym skrzyżowaniu z czerwonymi światłami, całował jej dłoń. W pewnym momencie zauważył, że zasnęła. Wściekły, walnął pięścią w kierownicę. Pod blokiem wziął ją na ręce, kopnięciem zamknął auto i zaniósł półprzytomną na trzecie piętro. Ocknęła się pod drzwiami, gdy wchodzili do domu.
– Wszystko schrzaniłam? – spytała całkiem rozsądnie.
– Nie. – Zaprowadził ją do sypialni.
– Wykorzystasz mnie teraz? – Złapała guzik jego koszuli i rozpięła.
– Nie.
– Cholerny dżentelmen. – Zawiedziona opadła na łóżko.
– Ale cię rozbiorę. – Musnął ją w policzek i rozpiął sukienkę.
***
Obudziła się w szerokiej podkoszulce i z potwornym bólem głowy. Za plecami czuła ciepłe ciało Konrada. Wsłuchała się w spokojny, rytmiczny oddech. W końcu, gdy postanowiła wstać i obróciła się, wyczuła jego naprężoną męskość. Konrad nagle się poruszył i zacisnął ramię na jej biodrze.
– O matko, co ja wczoraj zrobiłam…? – mruknęła do siebie.
– Poza tym, że powiedziałaś, że mnie kochasz… to niestety nic – odpowiedział jej całkowicie rozbudzonym głosem.
Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i gorączkowo przypominała sobie przebieg wieczoru. Pamiętała wszystko, aż do zaśnięcia w samochodzie i przebudzenie na klatce.
– Nic takiego nie powiedziałam.
– Nie musiałaś. – Odwrócił ją przodem do siebie i mocno przyciągnął. – Nie pozwolę ci znów się schować do twojej skorupy. – Przesunął dłonią wzdłuż jej boku, po udzie, aż dotarł do kolana. Położył jej nogę na swoich udach. Zesztywniała, gdy znowu poczuła twardy członek, który tym razem dotykał jej bielizny. – Nadal jesteś zła, że cię wczoraj nie… wykorzystałem?
Zawstydziła się na wspomnienie swoich słów. Wiedziała, że się rumieni, więc schowała twarz w jego pierś.
– Jestem zła na siebie, że ci to proponowałam.
– A ja wcale, moja mała zazdrośnico. – Uśmiechnął się szelmowsko
– Pamiętam! Zrobiłeś to specjalnie! – Zezłościła się i chciała wyswobodzić z jego ramion.
– Mówiłem, że nie pozwolę ci uciec. – Silnym uściskiem zablokował jej ruchy. – Wiem, że wczoraj w końcu przestałaś się mnie bać.
– To siebie się boję… że wszystko schrzanię… naszą przyjaźń…
– Schrzanisz, jak stąd wyjdziesz.
Chwilę leżała, patrząc mu badawczo w oczy… Wszystko powiedziała w nocy, miał ją jak na talerzu, oboje chcieli tego samego, więc czemu znów się wzbraniała? Ból głowy nie pozwolił poszukać rozsądnej odpowiedzi.
– Ale muszę siku… – powiedziała w końcu.
Konrad roześmiał się w głos i zwolnił ucisk. Natychmiast pobiegła do łazienki.
– Jak nie wrócisz za trzy minuty, pójdę pocieszyć się do jakiejś siksy! – Usłyszała przez drzwi toalety.
Tego było jej za wiele. Stanęła w progu sypialni i rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
– To jest szantaż emocjonalny! – Podeszła bliżej, bo chciała rzucić w niego poduszką.
– Nie… To rozbijanie młotkiem twojej skorupy. – Złapał ją w pasie i przewrócił na łóżko. Szturchnęła go pięścią w ramię, gdy się nad nią nachylił do pocałunku. – I tak cię kocham.
Straciła wszystkie argumenty. Kiedy wsunął dłonie pod koszulkę, pomogła mu ją zdjąć, po czym przyciągnęła jego głowę do piersi. Nie potrzebował lepszej zachęty do dalszych pieszczot. Mruczała jak kot, gdy schodził coraz niżej. Kiedy rozchylił jej uda, odsunął się. Natychmiast się uniosła na łokciach i spojrzała przestraszona na Konrada.
– Co się…? – Nie dała rady skończyć pytania.
– Chcę mieć pewność. – Zawisł na nią, patrząc wyczekująco w oczy.
– Jeszcze jej nie masz? – Ściągnęła z niego spodenki. Nagi, wciąż czekał na jej odpowiedź. Bez słowa się wygięła i sama zdjęła swoje majtki. – Nie drażnij się ze mną… – Objęła go nogami.
– Chcę mieć pewność.
– Też cię kocham – w końcu powiedziała to głośno i przyciągnęła jego biodra do siebie.
Ewa Dudziec, 20.II.2018


Nosz kurde, urwało w takim momencie, gdzie chciałam doczytać o tych igraszkach. 😀
Tu już sama masz pole do popisu 😀
Ewciu czemu ty nam to zawsze robisz takie opowiadania powinny trwać i trwać , a ty przerywasz w najlepszym momencie. Dokończ to bo stygniemy PROSZĘ !!!
No dobrze, namówiliście mnie 🙂 Dopiszę dodatkową scenę i będzie jako bonus w tomiku 😀
Dziękujemy ale się będzie działo ojej aż rumieńców dostałem
Już zapisałam sobie w notatkach, gdy w końcu wezmę się za konkretne prace nad tomikiem.
czekam na ten tomik!
Dzięki 🙂 to już 2 egzemplarze 😀