Monopoly – fragment
Zgrabny tyłeczek. No, no, a jak się rusza…! Mniam! Schrupałbym, wessałbym, zlizałbym…! Jak się do niej dostać? Muszę opracować gorący plan! Nie wytrzymam dłużej tych tortur. Od samego patrzenia mój Ikar podnosi się do lotu. Wiem, wiem, jak skończył tamten Ikar, ale mój na razie szybuje, próbuje, smakuje i daje radę. Dobry Ikaruś, przynosi tyyyle przyjemności swemu panu” – Jason ukradkiem poklepał się drewnianą łyżką po wybrzuszeniu odznaczającym się pod białym fartuchem. Od dawna obserwował Grażynę, która zgłosiła się do pubu „Moje Smaki”, po tym jak przyjął Jurka.
Po co miał zatrudniać na etat tego młodego Polaka, skoro pojawiła się ona? Po co miał tracić pieniądze? Dorzucił trochę drobnych do tygodniówki Jurka i obaj byli zadowoleni. Kulinarne uniesienia szefa znajdowały odzwierciedlenie w niezwykłym powodzeniu lokalu. Grażyna z zapałem potwierdzała swoją gotowość do pracy i umiejętności gastronomiczne. Nie zwracając uwagi na ukradkowe spojrzenia, kręciła się po barze i w kuchni, aby jak najwięcej pomóc Jurkowi. Ta ambitna, pełna zapału i chęci dziewczyna nie zdawała sobie chyba sprawy z faktu, że wzbudza pożądanie nie tylko szefa, lecz także kilku klientów, którzy regularnie przychodzili do pubu. Świadomość tego podkręcała zapał właściciela.
– Grażyna, proszę, abyś została dziś dłużej. Mamy specjalne zamówienie. Potrzebuję cię, zwłaszcza że Jurek nie może zostać – rzucił niby od niechcenia Jason, przechodząc obok. – Możesz? Zarobicie dodatkową premię.
– Tak, szefie, dam tylko znać Jurkowi, że wrócę późno.
„Jej uśmiech doprowadza mnie do kompletnej fiksacji! Dziś będę ją miał! Przecież nie poskarży się Jurkowi, nie jest taka głupia. Powiem jej, że dostaną podwyżkę” – rozmarzył się Jason. W wyobraźni widział, jak harcuje ze sterczącymi sutkami Grażyny i ustami, które tej nocy wypełni swoim nasieniem.
Nadprogramowe zamówienie dało im w kość. Grażyna żałowała, że Jurek nie wziął innej zmiany w fabryce.
– Poczekaj chwilkę – powiedział Jason. – Muszę z tobą porozmawiać.
Dotknął jej ramienia, kiedy zdejmowała fartuch. Opustoszała kuchnia trzeszczała, piszczała, bulgotała i syczała włączonymi urządzeniami. Grażyna machnęła na pożegnanie Fredowi – kucharzowi, którego dziś zatrudniono na zlecenie.
– Wezmę taksówkę! – krzyknęła do niego, po tym jak zaproponował wspólny powrót do domu. Ich domy dzieliły zaledwie dwie przecznice. Z tą różnicą, że Fred mieszkał w pięknym trzypokojowym mieszkaniu z żoną i córeczką, a Grażyna w pięknym czteropokojowym domu, ale z Jurkiem i pozostałymi pięcioma lokatorami.
– Tak, szefie? – Odwróciła się do Jasona, który stał tuż za nią i drżał z podniecenia. Ich twarze znalazły się bardzo blisko. Grażyna odsunęła się szybko na bezpieczną jej zdaniem odległość. – O co chodzi? Zrobiłam coś nie tak? A może szef chce się już rozliczyć? Jutro nas nie będzie – wyrzuciła jednym tchem i instynktownie zapięła kurtkę pod samą szyję.
– Nie, nie, nic takiego się nie stało. Zapomniałem, że jutro was nie będzie. Masz rację, pieniądze… Chodź do biura. Ruszył korytarzem. Po chwili wszedł do gabinetu.
– Proszę, oto należność dla ciebie i Jurka. Masz trochę więcej niż zwykle. Napracowałaś się dzisiaj. Zasłużyłaś. Grażyna schowała plik dwudziestek do tylnej kieszeni dżinsów.
– Dziękuję, szefie. Coś jeszcze? – Podniosła wzrok.
– Nie, nic takiego – odezwał się przeciągle. – Chcę tylko… – Złapał ją za nadgarstki i próbował przyciągnąć do siebie. Grażyna bez zastanowienia wykręciła dłonie, tak jak uczono ją podczas kursu samoobrony. Przeciągnęła zaskoczonego szefa przez drzwi małego biura, potem korytarzem do kuchni i posadziła na jednej z czerwonych jeszcze płyt kuchennych.
– Usmaż sobie jajecznicę albo ugotuj jaja na twardo, ty obślizgły gnoju! – krzyknęła – Wiedziałam!
Anna Partyka-Judge
https://www.facebook.com/www.annapartykajudge.eu

