Postój
Usiadła na kamieniu, zdjęła buty i plecak. Wreszcie chwila odpoczynku. Napiła się wody z butelki i weszła do strumienia schłodzić stopy. Lodowata woda w pierwszej chwili wywołała dreszcz, lecz zaraz potem Marta poczuła ulgę i odprężenie rozchodzące się po całym ciele. Gdy przeciągała się, rozluźniając zmęczone mięśnie, nadszedł Tomek.
Wyprężony, wypięty biust i promienie zachodzącego słońca oplatające kontury zgrabnej figury mile przywitały chłopaka na postoju. W ekspresowym tempie dołączył do Marty w strumieniu.
– Zimna, co nie? – spytała, kiedy się do niej przytulił.
– Nie zauważyłem. – Przyciągnął ją mocno do siebie.
– Auuu! – Poślizgnęła się na kamieniu.
– Nie upuszczę cię. – Zacisnął dłonie na pośladku i plecach. – Chociaż bosko byś wyglądała mokra w tym podkoszulku… – Wyciągnął materiał z jej spodenek i włożył dłoń pod spód.
– Masz jeszcze siłę? – zachichotała, gdy przesunął palcami koło pachy.
– Myhy… – mruknął w jej szyję.
Z przyjemnością poddała się jego pieszczotom. Zachłannie całowała jego usta i spocony kark. Czuła, jak twardniała jego męskość. Znów lekko zachwiała się na mokrym kamieniu. Złapał ją tak mocno, że gdyby nie ubranie, to by już w nią wszedł. Westchnęła, czując nagły dreszcz.
– Chodź na brzeg! – Wziął ją za rękę i wyprowadził z wody.
Dwoma ruchami odpiął od plecaka i rozwinął karimatę na żwirze. Rozpiął swoje spodenki i posadził ją na udach. Zdjął z niej t-shirt i wtulił twarz w piersi, by chwilę później zlizać kropelkę potu, spływającą miedzy nimi.
– Chcę cię, teraz! – wyszeptał, ledwo łapiąc oddech.
Nie czekając na pozwolenie, rozpinał jej spodenki.
– A jak ktoś będzie tędy przechodził?
– Przecież nikogo nie było na szlaku od dobrych dwóch godzin.
– Ale… – Zarumieniła się, co jeszcze bardziej go podnieciło.
– O tej porze wszyscy już rozbijają namioty. – Spojrzał w dół. – Na twój widok ja też – uśmiechnął się.
Wpiła się w jego usta, jakby całowała go po raz pierwszy. Gdy obracał ją na plecy, by szybciej zdjąć resztę ubrań, usłyszeli chrzęst kamieni na ścieżce.
– Kur… – zaklął pod nosem i podał Marcie koszulkę.
Ledwo zdążyła się schować w ramionach Tomka, gdy na szlaku wyłoniła grupa wędrowców.
– Dojdziemy tędy na pole namiotowe? – spytała jedna z dziewczyn.
– Jakieś pół godziny, może trochę więcej, po drugiej stronie strumienia – odpowiedział, tylko lekko unosząc głowę.
– Dzięki – krzyknęli chórem i już wspinali się na drugi brzeg.
Tomek przesunął plecaki, żeby ich zasłaniały i odczekał jeszcze chwilę, aż zniknął z oczu ostatni turysta. Marta nerwowo się zaśmiała, gdy znów wsunął dłonie pod jej podkoszulkę.
– Chodźmy na pole… – Nagle została w samym staniku.
– Drugi raz się nie wywiniesz. – Położył ją na karimacie i zdjął spodenki razem z bielizną. Rozchylił jej nogi i polizał nabrzmiałą łechtaczkę. – Moja mała ekshibicjonistko… – Członek wyrywał się z majtek.
– Że co? – Znów się zarumieniła.
– Że twoja gorąca dziurka lubi dreszczyk niepewności i zaraz mnie pochłonie.
Marta zsunęła z niego bieliznę i niecierpliwie oplotła nogami, gdy Tomek już zatapiał się w krainie rozkoszy.
Ewa Dudziec, 6.III.2017


Pani Ewo ja ci Madam do nóg padam Super krótko,zwięźle i na temat OJ TAK !!!
Miło mieć tak wiernego czytelnika, jak Pan 🙂