Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

I że Cię nie opuszczę

 

Spojrzała w kalendarz. Pierwsza rocznica zbliżała się wielkimi krokami. Niesamowite, że minął już prawie rok, odkąd wzięli ślub. To był rok, w którym nie raz zalewała się łzami lub śmiała do granic możliwości. Dotychczas udało się jej zaobserwować, że w jej najbliższym otoczeniu doświadczenia małżeńskie są bardzo podobne. Na ogół słuchała narzekań, pobieżnych rad jak nie zwariować, wskazówek, by nie spieszyć się z potomstwem i lakonicznych podsumowań stanu zrezygnowania i niemocy, jaki następuje po zawarciu przysięgi małżeńskiej. Wszystko to nie napawało Renaty zbytnim optymizmem, jednak na przekór temu, co słyszała, starała się, aby jej związek był inny, aby mogła stanowić przykład perfekcyjnej żony, kochanki, a w przyszłości wzorowej matki.

 

Tak było i tym razem. Wiedząc, że zbliża się rocznica, pragnęła, aby z mężem na nowo się w sobie zakochali. Żeby było tak, jak wtedy gdy się poznali. Musiała dobrze zaplanować ten dzień, o wszystkim pomyśleć. Stworzyć ogólny zarys, jednocześnie zwracając uwagę na szczegóły. W jej głowie powoli kiełkowała wizja.

 

Musiała jednak od czegoś zacząć. Wiedziała, że poszukiwania odpowiedniego stroju na tą okazję zajmą jej dłuższą chwilę. I wcale nie chodziło o wyszukaną suknię, bo taki ubiór nie pasowałby do roboczego zestawu męża. Nie zagoni przecież biedaka do przebierania się po pracy w garnitur. Postanowiła założyć po prostu zwiewną, letnią sukienkę, pasującą do aury panującej na zewnątrz. Kwestią bardziej problematyczną była bielizna. Po raz pierwszy chciała zaskoczyć męża czymś wyszukanym, zmysłowym i seksownym. Do tego przydałoby się kilka gadżetów. Tylko właściwie jakich? Może przepaska na oczy, kajdanki i pejczyk? Tak, to była dobra myśl. A co, jak szaleć to szaleć. Tutaj pojawiła się kolejna zagwozdka. Skąd wziąć takie zabawki? Myślała dłuższą chwilę i przypomniała sobie, że przecież zna Malwinę- wyzwoloną singielkę, którą poznała w jednym z miejskich klubów. To będzie odpowiednia osoba do takiego zadania.

 

Malwa była prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną bywalczynią sex-shopów. Jak wynikało z krążących o niej historii, by nie rzec legend, wchodząc do tego typu miejsc miała głowę podniesioną wysoko, pierś, którą opinał ciasny podkoszulek, wypiętą do przodu i wyprostowaną sylwetkę. Całość tworzyła wizerunek pewnej siebie kobiety, której tupot szpilek słychać było z oddali. Wchodząc do tych ociekających seksem miejsc, witała się ze wszystkimi gromkim „Dzieńdoberek” i bez owijania w bawełnę przechodziła do rzeczy. Tak, zdecydowanie, taki właśnie pomocnik był potrzebny Renacie. Domyślała się jednak, że choćby ze sklepu i tak wyszła z niczym, Malwina wyposażyłaby się w tym czasie we wszystkie nowinki techniczno- zmysłowo- wzrokowe.

 

Umówiły się w centrum, żeby przypadkiem nie przyszło Renacie sterczeć samotnie pod sex-shopem. Gdy się spotkały, Malwina od razu rzuciła:

– No dobra kochanie, to co jedziemy z „lookiem” zdzirowatym, cnotliwym czy na ostro?

– Ekm, właściwie to nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym – rzekła nieco zakłopotana takim postawieniem sprawy.

Rozejrzała się wokół, czy przypadkiem owo zapytanie nie dotarło do czyichś uszu. Uff, odetchnęła z ulgą, na szczęście w promieniu stu metrów nikogo nie widziała.

– No to jak będzie? Nie mamy, skarbie, całego dnia, żeby tu sterczeć jak dwa łyse fiutki.

– No tak. To może niech będzie cnotliwy.

– Wiedziałam! – Malwina szturchnęła ją łokciem. – Nie musiałaś nic mówić! Trochę już cię znam. – Roześmiała się donośnie, ukazując śnieżnobiałe zęby, przybrudzone nieco szminką.

 

Ruszyły w kierunku sklepu. Im bardziej zbliżały się do obiektu zainteresowania, tym nachodziły Renię coraz większe wątpliwości. Jak właściwie ma się tam zachować? Czy nie wyjdzie na wariatkę? No i wreszcie – czy jej mąż nie pomyśli, że całkiem jej odbiło? Potrząsnęła głową, próbując pozbyć się niechcianych myśli. Trudno, raz się żyje. W najgorszym wypadku tylko się rozejrzy i wyjdzie z niczym. Przecież nie może teraz powiedzieć, że rezygnuje.

– Brykaj – skinęła do niej Malwina, otwierając drzwi do „Never Ending Sex”.

Bryknęła, jak kazała, potykając się jednocześnie o wysoki próg w wejściu. Gdy złapała równowagę, jej oczom ukazały się tysiące półnagich kobiet w seksownej bieliźnie, porozwieszane tu i ówdzie na ścianach. Od mnogości kolorów ubrań i odcieni skóry, zakręciło się jej w głowie. Jakby tego było mało, na szerokiej, długiej ladzie, za którą stała uśmiechnięta blondwłosa sprzedawczyni, poustawiane były najróżniejsze przedmioty, które widywała tylko w filmach. Blat uginał się od gumowych wibratorów, akcesoriów sado-maso i rzeczy, które kształtem i fakturą nie przypominały jej niczego. Oszołomiona tą obfitością, spojrzała z ukosa na Malwinę. Ta już dokładnie wiedziała, po co przyszła, bo zaczęła szperać w jednym z koszy z tabliczką „Singielka”. Wyciągała kolejno fantazyjne akcesoria, eksponując je przed oczami Renaty.

– Co o tym myślisz, chyba całkiem niezłe na samotną noc? – mówiąc to, włączyła wibrator i przeciągnęła niespiesznie po swoim udzie. – No dobra, ja tu o sobie, a przecież przyszłyśmy tu dla ciebie. Grażka, weź coś doradź, mam tu taki zdezorientowany element, nadajmy mu kształt. – Roześmiała się, wskazując na Renatę, po czym przeczesała długie blond loki akrylowymi paznokciami.

– Maleńka, najpierw prawdziwe MUST HAVE. – Grażyna zatrzepotała sztucznymi rzęsami, cmokając przy tym nieco wydętymi, błyszczącymi ustami.

 

Wyłożyła na ladę kilka kompletów skąpej bielizny. Renia, zakłopotana całą sytuacją, wybrała jeden z nich, pomimo że za jego cenę mogłaby przez tydzień jadać obiady w dobrych restauracjach. Potem ekspedientka zaczęła wyciągać inne akcesoria, polecając jednocześnie to, co sprawdziło się na jej facetach, jak mawiała. W końcu po zapakowaniu wszystkiego w dyskretną reklamówkę, Renata miała ochotę biec przed siebie ile tchu, byleby nie musieć przebywać tam ani chwili dłużej.

– Zobaczysz, twój stary oszaleje, jak mu się w tym pokażesz. Wibrator niech służy wam obojgu, nie krępujcie się. W końcu zobaczy, jaka foczka mu gary zmywa – rzekła rozbawiona Grażyna, a jej falująca pierś niemalże rozsadzała opiętą, skórzaną sukienkę.

Sprzedawczyni wycałowała Malwinę na do widzenia, a Renię całkiem niespodziewanie klepnęła w tyłek i dodała, że w nią wierzy. No cóż, skoro poniekąd autorytet w tych sprawach nie spisał jej na straty, to może rzeczywiście coś z tego będzie. Gdy wyszły była szczęśliwa, że mogła w końcu odetchnąć świeżym, nieprzesiąkniętym seksem powietrzem. Pożegnała się z Malwiną, która zostawiła na jej twarzy dwa wielkie placki rozmazanej szminki.

 

Wreszcie mogła spokojnie pomyśleć o pozostałej części wieczoru. Na pewno przygotuje  kolację ociekającą afrodyzjakami. Tak się w końcu robi w filmach, więc też chciała spróbować. Wprawdzie była słabą kucharką, ale uznała, że może akurat uda się jej coś upichcić. Do tego dokupi pasujące wino i przygotuje kąpiel w płatkach róży.

A może zrezygnować z wina i zaopatrzyć się w szampana? – zastanawiała się.  – Najlepiej kupię jedno i drugie, bo nie wiem, ile będę musiała wypić, żeby pokazać się w tym wszystkim Andrzejowi.

Sporządziła krótką listę zakupów i postanowiła, że w przeddzień rocznicy zaopatrzy się w potrzebne produkty, a kolację zrobi w ich wielki dzień. Mąż pracował do 20:00, więc powinna się spokojnie ze wszystkim wyrobić.

 

W końcu nadszedł 15 lipca, który przypominał jej muślinową, koronkową suknię i kryształową biżuterię, którą dokładnie rok temu miała na sobie. Wyszła z pracy nieco wcześniej i rozpoczęła przygotowania. Wyjęła z komody najlepszą zastawę, którą dostali w prezencie ślubnym. W Internecie przyswoiła wiedzę na temat ciekawego sposobu składania serwetek, czym chciała zaskoczyć męża. Na stole ustawiła dwa wysokie, miedziane świeczniki i włożyła do nich długie, białe świece. Znalazła miejsce na flakon z polnymi kwiatami, które wprost uwielbiała. Jeszcze tylko oprawa muzyczna i salon był gotowy do rozpoczęcia uczty.

 

Wróciła do kuchni, aby przyrządzić wyszukane dania. Na przystawkę czekały szparagi w towarzystwie suszonych moreli. Małże jako danie główne, a zwieńczenie kolacji stanowiły świeże truskawki polane sosem czekoladowym z nutą chilli, podane z kieliszkiem szampana. Wszystko to wydawało się niesamowite. Włączyła komputer i wyszukała film, w którym jakiś na pewno bardzo znany kucharz tłumaczył jak przyrządzić małże. Gdyby obejrzała to wcześniej, nigdy by się nie zdecydowała ich kupić! Do tej pory wydawało się jej, że w muszlach ukryty jest kawałek mięsa, który wystarczy podgrzać. Tymczasem okazało się, że stworki w środku są nadal żywe! Facet w białym fartuchu wyjaśnił, że wrzucając małże do wrzątku się je uśmierca. To oznaczało ni mniej ni więcej a dokładnie tyle, że w jej lodówce zalegał woreczek z obślizgłymi żyjątkami, które będzie musiała zabić.

Pięknie! – pomyślała. – Jeszcze tylko tego mi brakowało!

Ze względu na to, że nie miała przygotowanego żadnego planu awaryjnego, rozwinęła małże z torebki i z zamkniętymi oczami wrzuciła je do bulgoczącego naczynia. W powietrze uniosły się pokłady pary, tryskający tłuszcz i niemy krzyk zabijanych małży.

Trudno– stwierdziła – sama najwyżej skubnę je trochę widelcem dla niepoznaki, a Andrzejowi nic nie powiem o procesie przygotowywania tego rarytasu –  dodała w duchu i wzięła głęboki wdech.

 

W międzyczasie zgrillowała szparagi i delikatnie skropiła je sosem morelowym oraz przygotowała deser. Z tym poszło w miarę gładko i bezboleśnie. Gdy już wszystkie potrawy były gotowe, w końcu mogła się zrobić dla męża na bóstwo. Zakupioną bieliznę założyła od razu pod sukienkę, żeby się potem nadmiernie nie gimnastykować z koniecznością przebrania się. Nakręciła włosy na wałki, mocno wytuszowała rzęsy, a na usta naniosła lśniący błyszczyk. Musiała przyznać sama przed sobą, że wyglądała całkiem nieźle. Uśmiechnęła się do odbicia w lustrze i zadowolona z efektów w spokoju oczekiwała na powrót męża.

 

Zbliżała się 20:00. Lada moment powinien zjawić się w domu. Zawsze jak miał drugą zmianę, wychodził z pracy wcześniej i o 20:00 był już na miejscu. Nic nie wspominał, żeby tym razem było inaczej. Usiadła w najbardziej seksownej pozycji, jaka przyszła jej do głowy, i przełożyła loki przez ramię, tak by subtelnie opadały na piersi.

No to czekamy – pomyślała i zaczęła szukać tematów do rozmowy, które pasowałyby do dzisiejszego dnia.

 

Zerknęła na zegarek. Wybiła 20:15. Może musiał zostać dłużej w pracy? Może coś się stało z samochodem?

Spokojnie. Wdech i wydech – powtarzała w myślach.

Znowu spojrzała. Nerwowo wymachiwała nogą.

20:45, a jego nadal nie ma. Hm, coś tu jest nie tak. – Czuła, jak ogarnia ją coraz większy niepokój.

W końcu zamiast się denerwować i wymyślać niestworzone scenariusze, postanowiła do niego zadzwonić. Wybrała numer. Pięć sygnałów. Nie odbierał. Zadzwoniła ponownie, a potem jeszcze raz i kolejny. Cisza. Po pewnym czasie usłyszała dobiegający z telefonu dzwonek. Tym razem zegarek wskazywał 21:20.

– Halo, Andrzej? Słyszysz mnie? – W słuchawce usłyszała trzaski i głośny oddech męża. – Halo, kochanie? Powiedz coś, bo już naprawdę zaczynałam się martwić – powiedziała, zaskoczona jego dziwnym zachowaniem.

– Halo… skarbenieczku – wydyszał niespiesznie. – Osz ty moja cukiereczko… landryneczko przesłodziuchna, ty mój pączusiu nadziany… tym no żdżemę truskawkowatym… truska… truskawkowym – dodał siłując się z własnym językiem.

– Andrzej, co ty wygadujesz? Gdzie ty właściwie jesteś? – W słuchawce usłyszała jakieś wrzaski i donośny rechot.

– No a teges… ja la ciebie nie mówiłem? Bo my tego z chopakami… na browcia żeśmy potego… poszli po robocie… piwko małe żeśmy wziołli – dodał, czkając przy tym przeciągle.

– Andrzej, przecież dziś jest nasza rocznica! – krzyknęła rozwścieczona nie na żarty.

– Czego? Beeeeeeeeekkk hehe mi się bekło, wybacz princesso.

– Ślubu do jasnej cholery!

– A no… pacz rybo, ile to już nam wybiło? – Głośne westchnienie miało chyba oznaczać próbę przypomnienia sobie czegokolwiek, co mogłoby go uratować w tej chwili.

– Kiedy będziesz? – rzuciła nerwowo.

– No kotenieńku, Krzysiu mówi, że idziem do niego zaraz.

– To idź do swojego Krzysia i żebym cię tu więcej nie widziała! – ryknęła do słuchawki, kończąc rozmowę i cisnęła telefonem w kąt pokoju.

 

W jej oczach zalśniły łzy złości. Nie pozwoliła im jednak wypłynąć. Powstrzymując się od płaczu, wstała od stołu i ruszyła do kuchni po dwie porcje szparagów. Zjadła je rękami, napychając buzię do granic możliwości. Było jej mało. Nie odważyła się jednak zajrzeć do małży, rozejrzała się więc za korkociągiem. Otworzyła wino i wypiła połowę duszkiem prosto z butelki. Otarła usta przedramieniem i wyciągnęła z lodówki truskawki. Polała je całym sosem, jaki przygotowała. Wróciła do salonu i zajadała się nimi na podłodze, jednocześnie próbując otworzyć szampana. Szło jej kiepsko, więc nim wstrząsnęła. Korek strzelił w powietrze, a strużki trunku ochlapały udekorowany stół. Skwitowała ten fakt gromkim śmiechem i wzięła solidny łyk bąbelkowego napoju, głośno przy tym bekając. Wtedy roześmiała się jeszcze głośniej.

 

Nie wiedziała, czy to buzujący w jej głowie alkohol, czy nadmiar polewy czekoladowej, wywołały w niej nagłą myśl. Wprawdzie nie było męża, ale postanowiła nie zmarnować takiej okazji. Ściągnęła sukienkę, pozostając jedynie w zmysłowej bieliźnie, po czym przeszła do przedpokoju i przejrzała się w dużym lustrze. Włożyła czarne szpilki, które dopełniły całości. Obejrzała się dokładnie z każdej strony, paradując w tą i z powrotem na przeciw swojego odbicia. Przeszła do sypialni i otworzyła nocną szafkę. Wyciągnęła reklamówkę z „Never Ending Sex”. Wyrzuciła jej zawartość na łóżko.

Dobrze, że Grażyna dorzuciła coś w gratisie – pomyślała.

Wygrzebała pudełko i wyjęła płytę. Włączyła ją na komputerze. Na ekranie pojawiły się kobiety i mężczyźni tak barwni, jak ci ze ścian w sklepie. Wyobraźnia Renaty zaczęła działać. Przemieszała pozostałe przedmioty znajdujące się na łóżku w poszukiwaniu tego, który pomimo protestów wcisnęła jej sprzedawczyni. Szczęśliwa włączyła wibrator i wiedziała, że ten dzień na pewno skończy się lepiej, niż mogło się jej wydawać.

 

 

DOROTA SAWKA

Część swojej pierwszej książki napisałam w wieku ok. 13 lat. Nadal leży niedokończona w szafie. Po wielu latach pisania do szuflady, robię podejście do drugiej.

 

Jedna odpowiedź na „I że Cię nie opuszczę”

  • Końcówka mnie rozbroiła,super tekst aż chce się zajrzeć do tej Pani szuflady co tam się ukrywa ciekawego i mam nadzieję, że jeszcze Pani u nas zagości Pozdrawiam !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.