Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Styczeń 2018
P W Ś C P S N
« Gru    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
Reklama

Wokal uczuć

 

Zacisnęła spocone dłonie na kierownicy i zerknęła we wsteczne lusterko. Minęła ostatni zjazd, dzięki któremu mogłaby zawrócić do domu i zapomnieć o całej sprawie. Co ona wyprawiała? Jechała czterysta kilometrów na koncert faceta, którego znała od pięciu dni.

Samochody na obwodnicy mijały ją jeden za drugim. Na liczniku miała czterdzieści na godzinę. Cholera! Marta zredukowała bieg i docisnęła gazu. Stara renówka zapiszczała i zatrzeszczała, aż ustąpiła. Na jaką cholerę wzięła tego grata? Powinna jechać swoim bmw i żaden samochód na autostradzie by jej tak łatwo nie minął.

Im bliżej celu, tym bardziej żałowała decyzji. Dała się namówić przyjaciółce na szalony pomysł. Tydzień temu weszła na jedną z grup na fejsbooku dotyczącą rozwoju fanpejdża. Po dwóch dniach odważyła się wstawić post, który zainteresował Denisa. Po krótkiej wymianie komentarzy zaczęli pisać prywatnie. Zaufali sobie. Tak od słowa do słowa zaprosił ją na koncert swojej początkującej kapeli. Zgodziła się za namową przyjaciółki. Nie chciała jednak mu powiedzieć prawdy, by nie patrzył na nią przez pryzmat kasy, więc porzuciła swój aktualny status i zniżyła się do poziomu szarego człowieka. Wzięła renówkę z wypożyczalni. Zatankowała. I tak znalazła się tutaj.

W radiu skończył grać Robin S. Cisza sprawiła, że usłyszała walenie swojego serca. Przytrzymała powietrze w ustach, aby powstrzymać atak paniki. Nagranie się zmieniło. W głośnikach rozniósł się dźwięk gitar wzmocniony basem i talerzami. Ręce jej zadrżały. To piosenka Denisa. Przełączyła ją.

Zwariowała. Dlaczego się tak denerwowała?

Zjechała do hotelu. Po wejściu przez główne drzwi uderzył w nią zapach stęchlizny. Wszystko upstrzone chińskimi figurkami i w beżowych odcieniach. W pokoju jeszcze gorzej. Pościel na łóżku zmiętoszona, za oknem kraty i podarte moskitiery, przy poobijanej ścianie metalowa szafa, a przy parapecie stolik z twardymi krzesłami. Jezu. Gdyby miała wybór nie zapłaciłaby za to nawet tych trzydziestu złotych.

Usiadła na łóżko. Materac wygiął się pod jej ciałem i zapadła się niżej. Jezu! Przecież ważyła tylko pięćdziesiąt sześć kilo! Spojrzała na zegarek. Do koncertu zostały cztery godziny. Zdecydowała się przespać. Mimo chłodu jaki panował w pokoju nie weszła pod kołdrę. Umościła się w jednej pozycji i tak zasnęła.

 

Na koncert weszła spóźniona. Ku jej zdziwieniu mała kapela Denisa zebrała sporą rzeszę fanów, szczególnie jak na koncert grany w ciągu tygodnia. Przystanęła w tłumie skaczących ludzi, licząc na to, że nikt jej nie uderzy. Smród potu, piwa i dymu papierosowego ją zemdlił. Opatuliła się mocniej swetrem i wsłuchała się w słowa. Różnica między jego głosem na nagraniu, a tego z koncertu zrobiła na niej wrażenie. Tak silne, że zapomniała na moment oddychać.

Zapatrzyła się w niego. Na jego dłonie zaciśnięte na mikrofonie, na szczęście wyrysowane na twarzy, na ruchy wykonywane z taką lekkością. Nie miała teraz żadnej wątpliwości. Denisa czeka wielka kariera.

Marta westchnęła. Nagłośnienie w klubie było tak dobre, że jego głos przenikał do jej wnętrza. Nie tylko go słyszała, ale także czuła tam w środku, gdzieś głęboko w duszy.

Panna w różowym topie krzyknęła jej nad uchem i uderzyła ją z łokcia w biodro. Marta wycofała się do baru, gdzie miała lepszy widok. Zamówiła sobie sok, korzystając ze swobody i faktu, że ludzie zebrali się pod sceną.

Denis zakończył piosenkę gardłowym krzykiem. Rozległy się piski i gwizdy. Rozejrzała się po zebranych. Skakali, unosili ręce, dobrze się bawili. Czy może być lepsza nagroda dla zespołu?

Marta wypiła łyk soku pomarańczowego. Poczuła wstręt do siebie. Okłamała go, chociaż nie raz w rozmowie podkreślał, że pragnie poznać szczerych ludzi. Jeszcze miała czas się wycofać, zapomnieć. Znali się zaledwie pięć dni. Zapłaciła za sok i ruszyła do wyjścia.

Światła przygasły. Zatrzymała dłoń na klamce, oglądając się na scenę. Denis patrzył w jej stronę. Rozejrzała się wokół siebie, jako jedyna stała na uboczu. Wyróżniała się.

– A panienka dokąd? – zapytał Denis ze sceny. – Nie czas na ucieczkę, gdy przed nami nasz ostatni kawałek…

Tytuł zagłuszył wrzask i rozpoczynająca się muzyka.

Marta i tak wyszła z klubu. Zaczerpnęła powietrza i się skrzywiła. Nie dość, że śmierdziało ludzkimi odchodami, to do tego gnijącym jedzeniem. Wróciła do samochodu i zapaliła silnik. Potem zgasiła. I zapaliła. I zgasiła.

Krzyknęła, przykładając czoło do kierownicy. Co ona wyprawia? Czy tak trudno jej przyznać się przed sobą, że mimo dwudziestu dziewięciu lat zachowuje się jak nastolatka? Zakochana nastolatka? Przecież znała tego faceta od pięciu dni! A dzisiaj, jak zobaczyła go na scenie… jej serce zabiło mocniej. Stał się realną osobą, nie tylko zdjęciem przy wiadomościach.

Co jej odbiło?

Ktoś zapukał w szybę. Od niechcenia się wyprostowała. No tak, czego mogła się spodziewać? Denis stał przy samochodzie z rękoma w kieszeni. Patrzył na nią z zagadkową miną. Uśmiechnęła się. Próbowała otworzyć szybę, ale nie znalazła przycisku.

Denis odsunął się od drzwi i wskazał palcem na miejsce obok niego. Otworzyła drzwi i dopiero wtedy zauważyła, że ten samochód ma korbkę. Przewróciła oczami.

– Nie podobało ci się?

Jego pytanie zbiło ją z tropu. Odchrząknęła, starając się odzyskać władzę nad głosem. Jak to się działo, że na co dzień potrafiła być tygrysem, a przy nim stawała się miauczącym kotem na drzewie?

– Gdyby tak było nie nagrałabym sobie twojej muzy do samochodu – odpowiedziała. – Źle się poczułam po podróży. Musiałam się przewietrzyć i…

– Chodź. – Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

 

Po dwugodzinnym spacerze usiedli z hamburgerami na plaży nad rzeką. Marta musiała przyznać, że ten skurcz w żołądku, który złapał ją w barze zniknął. Denis okazał się zabawnym i szczerym mężczyzną. Nie różnił się niczym od tego człowieka poznanego w Internecie. W przeciwieństwie do niej.

– Na długo zostajesz? – spytał, popijając hamburgera colą.

– Jutro wracam. Mam drugą zmianę w pracy.

– Nie możesz przełożyć i zostać na jeszcze jeden dzień? Albo dwa tygodnie? – Zaśmiał się. Marta się uśmiechnęła.

– Mój szef jest… nieustępliwy. Nie lubi zmian grafiku w ostatniej chwili.

Od tych kłamstw rozbolała ją głowa. Zjadła ostatnie dwa kęsy hamburgera i zakopała papierek w piasku. Denis też kończył jeść. Spojrzenie skierował w tafle płynącej wody.

Tak bardzo pragnęła przyznać się do oszustwa. Powiedzieć mu kim jest naprawdę i jakie życie wiedzie. Jednak bała się, że powiedzenie prawdy poluzuje ich więź, straci jego zaufanie. Mimo to postanowiła zaryzykować. Odwróciła się w jego stronę, on pozostał bez ruchu. Na czole Denisa pojawiła się zmarszczka skupienia. Czy mógł wiedzieć, że go okłamywała?

Przed jego słowami cały świat zdawał się uklęknąć i zamilknąć. A może jej się tylko tak zdawało i to ona przestała słyszeć szum wiatru, wody, liści na gałęziach? Logika podpowiadała jej, że nie ma znaczenia skąd pochodzą. Czy są bogaci, czy biedni. Ale złożyła przysięgi. Jedną, że nigdy nie przestanie go lubić. Drugą, że nigdy go nie okłamie. Bez względu na wszystko. W obu przypadkach zawiodła.

– Zerwałem z nią wczoraj – powiedział, a Marta znieruchomiała ze spojrzeniem skierowanym na niego. – Z Agatą. Zrobiła mi awanturę o ciebie. I wiesz, zrozumiałem, że ona robi mi awantury o wszystko. O każdą. Każdego. Jest zazdrosna i zaborcza. Wczoraj próbowała mi grzebać w telefonie. – Otworzył dłoń, papierek po hamburgerze porwał wiatr. – Przyłapałem ją. Od tego się zaczęło. Nie znała hasła, więc wpadła w szał, że nie może mi nic wytknąć. A my przecież… my nic… znamy się tak krótko. – Założył ręce za głowę i się położył. – Ona nie rozumiała naszej relacji.

Marta też jej nie rozumiała. Miała wątpliwości co do tego wyjazdu. Chciała zostać w domu. Pracować. Przestać zawracać sobie głowy facetem poznanym w Internecie.

Położyła się przy nim. Denis złapał ją za rękę. W jej wnętrzu rozpoczęło się znane drżenie, uczucie rozlewającego się ciepła, jakby jego dotyk mógł przeniknąć każdą komórkę jej ciała.

 

Rano obudziła się w obcym łóżku, nie tym niewygodnym w hotelu. Z facetem obok. Naga. Kiedy odwróciła głowę zauważyła jego czarne włosy i nagie plecy. Kurwa! Ściągnęła z siebie kołdrę i wyszła z łóżka. Zabrała ciuchy przed wymknięciem się z sypialni. Ubrała się w locie, zapominając o staniku, majtkach, skarpetkach.

Wybiegła na ulice. Nie miała pojęcia, gdzie była. Wczoraj Denis zaprosił ją do siebie, poszła, u niego w mieszkaniu coś zaiskrzyło. Poniosło ją. Wyciągnęła telefon i w google maps znalazła swój hotel. Siedemset metrów stąd. Już chciała iść, kiedy przypomniała sobie, że zostawiła renówkę pod klubem. Zmieniła adres i pobiegła. Miała przed sobą półtora kilometra.

Z hotelu wymeldowała się w pięć minut. Podziękowała za miłą obsługę z uśmiechem. Wiedziała, że wygląda paskudnie. Przez cały ten czas nie opuszczało jej dławiące uczucie, że ktoś ją goni.

Uspokoiła się dopiero po opuszczeniu miasta i wjechaniu na autostradę. Na sekundę wróciła do Denisa, jego ciemnych oczu, uśmiechu, długiej grzywki. Do tego, gdy w mieszkaniu się do niej zbliżył, gdy dotknęli się nosami. Pocałowali się po raz pierwszy. Przeszły ją dreszcze. Samochód z drugiego pasa wjechał przed nią. Ocknęła się i zahamowała. Kolejka do bramki ciągnęła się na kilkaset metrów. Zamknęła oczy.

Znowu odpłynęła do Denisa. Przypomniała sobie jego pocałunki. Na ustach, na szyi, na piersiach. Przypomniała sobie jego dłonie dotykające jej skóry. Palce, które w nią wchodziły. Rozgrzewały ją wraz w językiem przed otrzymaniem tego na co czekała. Na co po cichu liczyła jadąc tu. Wszedł w nią powoli, niepewnie. Nie trwało długo, gdy znaleźli swój rytm. Wciąż czuła jego dłonie na piersiach, jego język w…

Trąbienie przywołało ją do porządku. Dodała gazu na trójce, samochód zgasł. Przeklęła i zmieniła bieg ze zgrzytem. Wzięła bilecik z automatu. Pojechała.

Droga na autostradzie się dłużyła. Ten gruchot ledwo wyciągał sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Słyszała swój telefon w torebce rzuconej na tylne siedzenie. Melodia wzbudzała się do życia co kilka minut, aż w końcu ucichła. W zamian przychodziły SMS-y.

Takie historie zdarzają się w bajkach, nie w prawdziwym życiu. Domyślała się, że Denis wziął ją za dziwkę i wcale mu się nie dziwiła. Znali się zaledwie pięć dni. Co z tego, że idealnie się rozumieli? Czy ktoś w to w ogóle uwierzy? Taka miłość się nie zdarza.

Po powrocie oddała grata do wypożyczalni, wsiadła w swoje bmw i pojechała do pracy. Zaczęła przeglądać SMS-y na parkingu przed budynkiem korpo. Wszystkie od Denisa. Martwił się, zastanawiał się czemu uciekła, prosił o rozmowę. Napisał też, że był w hotelu. Ostatnia jego wiadomość brzmiała: „Więc byłem dla Ciebie wyłącznie przygodą? Myślałem, że jesteś prawdziwa.”

Marta podniosła wzrok na szyld wiszący na wysokim biurowcu. Była prezesem w jednej z największych międzynarodowych firm w Europie.

Odblokowała telefon. Zawahała się, ale tylko na sekundę. Później przeniosła Denisa na czarną listę i usunęła wszystkie wiadomości.

Kiedy wychodziła z samochodu nuciła jego piosenkę i coś w sercu ją łamało. Bolało. Ściskało. Dopiero po przemierzeniu progu firmy zrozumiała o co chodzi.

W tym świecie nie ma prawdziwych ludzi.

 

Małgorzata Radtke www.malgorzataradtke.pl
Jestem nabojem w komorze. W trakcie czekania na naciśnięcie spustu pracuję nad debiutem kryminalnym
z Marcinem Szadurskim w roli głównej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.