Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

ON

On

Siedziałam bezwiednie oparta o pień drzewa. Jak długo tam siedziałam? Cóż, najpierw musiałabym wiedzieć, kiedy tam przyszłam. Nie wiedziałam. Natomiast byłam pewna, że nie spędziłam w tym miejscu dużo czasu. Przymknęłam oczy z nadzieją, że zapach mokrej trawy, dotyk chłodnego wiatru, który nie prosząc o pozwolenie smagał moją twarz, wystarczą i pozwolą trzeźwiej myśleć.

Uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie zeszłej nocy. Ten brak kontroli i powściągliwości. Tyle westchnień, które zatrzymałam dla siebie z braku tchu. Gorąco jego oddechu, który czułam na całym ciele. Dotyk nagiej skóry, przesuwające się leniwie po mojej i wilgoć jego ust, smakujących każdy kawałek tego, co chciałam i mogłam mu dać.

Otworzyłam oczy, łapiąc oddech. Podniecenie ogarniało moje ciało, rozgrzewało i prosiło o więcej. Wodziłam wzrokiem po tańczących szarych obłokach, przeplatających się między sobą. Łączyły się i oddzielały raz za razem, pozwalając dotrzeć promieniom ciepłego, wiosennego słońca. Odniosłam wrażenie, że przyroda szaleje równie mocno jak moje uczucia. Na próżno szukałam w niej spokoju.

Wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w kierunku kempingu. Szłam powoli, delektując się cichym trzaskiem, ustępujących pod moimi stopami gałązek. Gdy ich protesty stały się coraz głośniejsze, zatrzymałam się gwałtownie. Nie byłam sama. Nieśmiało zerknęłam przez ramię.

Stał parę kroków ode mnie. Wyprostowany, pewny siebie, oparty o jedną z sosen. Takiego chciałabym go pamiętać. Delikatny, ale jakże wymowny uśmiech akcentował ostre rysy jego twarzy. Czarne jak węgle oczy spoglądały spod gęstych rzęs, nie prosząco, ani pytająco. On nie oczekiwał, on brał.

Nie ruszyłam się z miejsca, nie odezwałam ani słowem. Nie musiałam. Wiedziałam po co przyszedł i wiedziałam, że zrobię dla niego wszystko. Ruszył spokojnie w moją stronę, nie odwracając wzroku. Dopiero gdy zatrzymał się parę centymetrów ode mnie, na tyle blisko, że czułam zapach jego ciała pomieszany z wonią żywicy, zlustrował mnie od stóp po czubek głowy.

– Dzień dobry – mruknął ledwo dosłyszalnie, a jego niski ton głosu przyprawił mnie o dreszcze.

Milczałam. Delikatnie odgarnął mi włosy z ramion, muskając szyję i obojczyk opuszkami palców. Zsunął je po mojej ręce, aż dotarł do dłoni, którą zamknął w swojej.

– Chodź ze mną – powiedział.

Niczego bardziej nie pragnęłam. Chciałam mieć go całego, z każdą chwilą coraz mocniej.

– Prowadź.

Poprowadził.

 

Duś

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.