Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Reklama

(NIE)ZNANY GOŚĆ (cz.4.)

        

nieznany_2Obudził ją uporczywy dzwonek telefonu. Głowa pulsowała w rytm muzyki. Iwona miała wrażenie, że zaraz wybuchnie. Podnosząc się z łóżka, poczuła wilgotną poszewkę na poduszce.

„Co tu się działo? – pomyślała rozmasowując skronie. Rozejrzała się po sypialni. Wszystko wyglądało zwyczajnie. – Matko, co ja wczoraj piłam?” – zastanawiała się z trudem.

– Cześć, Kaśka – stęknęła do słuchawki.

– Cześć. Będziesz dziś w firmie? – koleżanka spytała krótko.

– A mam nie być? – Iwona zaczynała się budzić.

– Spóźniasz się już godzinę, szef chciał wiedzieć, co się dzieje.

– Godzinę?!!! – krzyknęła do słuchawki. – Kurwa mać! – Szybko się podniosła i odsłoniła okno, za którym było jasno. – Kaśka… nie pamiętam, gdzie wczoraj piliśmy, ani ile… Nie wiem… co się stało…

– Ja też nie wiem, gdzie wczoraj byłaś – odpowiedziała wolno, zaskoczona wyznaniem koleżanki. – Mieliśmy przecież wolne od kilku dni, jak zawsze po akcji.

Iwona stała chwilę w milczeniu, obserwując ulicę. Jak to kilka dni? Zakończyli zadanie, oddali raporty i prawdopodobnie jak zwykle poszli świętować. Tylko dlaczego nie pamięta ostatnich zdarzeń? Przez moment pomyślała, że ktoś jej wrzucił pigułkę gwałtu, ale wtedy musiałaby wypić ją jeszcze w firmie…

Nie wierzyła, że ktoś z ekipy mógłby coś takiego zrobić. Nawet w ramach głupiego żartu. To było niepokojące.

– Przeproś szefa i powiedz, że już się zbieram – pożegnała się z Kaśką.

W łazience dokładnie się obejrzała. Zaczerwienione i opuchnięte oczy, brudne smugi na policzkach… Płakała??? Paznokcie miała czyste, żadnych siniaków, czy zadrapań. Nic, nawet śladów po stosunku. Z jednej strony odetchnęła z ulgą, ale z drugiej jeszcze bardziej zaniepokoiła się brakiem wspomnień. Jeśli Kaśka mówiła prawdę, to nawet z kilku dni.

Przed wejściem pod prysznic zebrała z siebie „dowody”.

 

***

 

– Mam wyniki – szepnęła Kaśka, przechodząc koło biurka Iwony.

Dziewczyna zerwała się z krzesła i szybko poszła za koleżanką. Gdy zostały same w laboratorium, spojrzała wyczekująco.

– To rzeczywiście jest dziwne – powiedziała Kaśka. – Myślałam, że trochę świrujesz… szczególnie, gdy zidentyfikowałam twoje łzy.

– To by wyjaśniało wory pod oczami… – westchnęła.

– Nie wiedziałam, że twój organizm potrafi produkować łzy. – Iwona nie zareagowała na kąśliwą uwagę. – I chociaż już to jest dziwne – kontynuowała Kaśka – to znalazłam coś jeszcze dziwniejszego.

– Jak to?

– Pamiętasz długi, czarny włos z poduszki?

– Chciałam, żebyś sprawdziła, chociaż i tak jest mój.

– No właśnie nie! – prawie wykrzyknęła, a Iwona poczuła dziwny ucisk w żołądku. – Też początkowo tak sądziłam, ale… ten należy do mężczyzny.

– Co takiego?!!!

– Udało mi się ustalić, że to mężczyzna z brązowymi oczami w wieku około 25 lat. Sorry, ale nic więcej ci nie powiem. Reszta próbek nic nie wniosła. Tylko twoje DNA.

– Na pewno wczoraj gdzieś razem nie piliśmy?

– Nie, i oczywiście w twojej krwi nie ma śladów GHB, ani innych prochów.

– Dzięki za sprawdzenie – Iwona odpowiedziała beznamiętnie.

Powoli wróciła do swego biurka. Nic nie rozumiała. Skoro nie piła, nie brała żadnych narkotyków, nic nie dosypano do drinka, to jakim cudem zniknęły jej wspomnienia? Liczyła, że analiza próbek z mieszkania coś wskaże, pomoże wypełnić luki… Tymczasem dorzuciła tylko kolejne pytanie, kim był mężczyzna, który zostawił włos na jej pościeli, skoro nie uprawiała seksu. Ale ten włos by wyjaśniał, skąd się wzięło wgniecenie na drugiej poduszce, której zwykle nie używała. Tylko do kogo należał?

Nagle przypomniała sobie o jeszcze jednym zabezpieczeniu w swoim mieszkaniu, zainstalowanym lata temu. Szybko zalogowała się na zaszyfrowany serwer, gdzie archiwizowała nagrania z kamer w domu. Nie przeglądała zapisów od ostatniej przerwy w dostawie prądu ponad rok temu, gdy jedynie sprawdzała poprawność działania sprzętu po usunięciu awarii. Wyszukała ostatnie pliki z wczorajszą datą i zaczęła oglądać. Przez większość czasu nie zauważyła nic nadzwyczajnego – siedziała przy biurku i kończyła raport. To by się zgadzało, łącznie z tym, jak po wysłaniu maila rozparła się w fotelu i założyła nogi na blat. To jeszcze pamiętała… ale to, co zobaczyła na nagraniu kilka sekund później, wprawiło ją w osłupienie.

Po co sięgała po broń, co zobaczyła w lustrze i w końcu – co zakłóciło pracę wszystkich kamer w sypialni, gdy tylko wstała od biurka???

Szybko przeanalizowała sytuację i doszła do wniosku, że być może to wcale nie monitoring się zepsuł, a nawaliło łącze internetowe do serwera. Musiała sprawdzić karty SD bezpośrednio w kamerach.

 

***

 

Jakby mogła, to weszłaby do mieszkania razem z futryną. Rzuciła klucze na półkę pod lustrem i pobiegła do sypialni, zapomniawszy o standardowej procedurze zamknięcia drzwi.

Iwona wskoczyła na biurko i wyjęła kartę pamięci z kamery. Czym prędzej włączyła komputer i włożyła nośnik do czytnika. Już po kilku sekundach przeglądała zapis z ostatniego dnia. Był taki sam, jak kopia na serwerze. Dla pewności sprawdziła drugą kartę. Znów to samo. Więc to nie była wina transferu. Prądu też nie… a może? Szybko stwierdziła, że skoro nie pamięta, jak wstawała od biurka, to może też nie pamiętać późniejszego zaciemnienia. Przejrzała komunikaty wysłane z ups’a i znów niczego nie znalazła. Ostatnia informacja o przerwie w dostawie energii pochodziła z poprzedniego roku.

Zrezygnowana usiadła na brzegu łóżka. Rozwiązywała już wiele dziwnych spraw, ale ta chwilowo przerastała jej możliwości. Jeszcze nigdy nie czuła się tak bezradna. Co się z nią działo? Dlaczego nagle nie potrafiła znaleźć żadnego śladu, jakiegoś tropu, którym mogłaby podążyć dalej?

Coraz mocniej czuła, jak opuszcza ją pewność siebie i niezachwiany spokój, a na ich miejsce wkraczały frustracja i złość. Opadła na łóżko, wpatrując się tępo w sufit. Jakby tam mogła znaleźć rozwiązanie…

Przez głowę przemknęła myśl, że może szuka czegoś, czego nigdy nie było. Zwykle nie pamiętała snów, raz na kilka lat zdarzył się jakiś sugestywny fragment, lecz nigdy w całości. Gdy już się odprężała ze świadomością, że to pewnie był sen, pod powiekami znów zobaczyła włos. Długi, czarny, prosty. Ale nie jej.

Kiedy wreszcie pozwoliła płynąć myślom, na niczym się nie skupiając, nagle wyczuła obcy zapach. Zapach męskich perfum. Natychmiast spojrzała w kierunku okna – było zamknięte. Powoli wciągnęła powietrze. Woń dochodziła z pościeli. Obróciła się na brzuch i zaczęła wąchać nakrycie, stopniowo przesuwając się w stronę poduszek. Tam perfumy zostawiły najsilniejszy ślad. Wzięła głęboki oddech przez nos, starając się rozpoznać składowe nuty. Jakieś owoce, nie za słodkie, chyba trochę ziół i… skóra. Zdziwiona jeszcze mocniej nachyliła się nad poduszką. Miała wrażenie, jakby doskonale znała tę kompozycję, jakby uwielbiała ją najbardziej na świecie. Tylko skąd?

Niespodziewanie doznała poczucia wielkiej straty, jakby coś ważnego zostało jej odebrane. Położyła się na swojej poduszce, tak by móc oddychać tajemniczym zapachem. Miała nadzieję, że ciągły bodziec przywróci jej pamięć. I ze wstydem, przyznała sama przed sobą, że ta woń ją odpręża.

Po całym dniu bezskutecznych poszukiwań, zmęczona zasnęła.

 

***

 

Leżała na boku, a za plecami czuła silne, męskie ciało. Uświadomiła sobie, że uwielbia tak leżeć i że najchętniej, nawet zaraz, powiedziałaby mu, że go kocha. Ale sama nie była jeszcze gotowa na takie wyznanie. Nigdy wcześniej nikomu tego nie powiedziała. Męskie ramię czule obejmowało ją w talii. Miała niemal stu procentową pewność, że on czuje to samo i też czeka na odpowiedni moment. Wdychała jego zapach, owoców zmieszanych ze skórzaną kurtką. Czuła się cudownie, jak z nikim wcześniej.

Zadzwonił telefon, wyrywając Iwonę z błogiego snu. Szybkie przebudzenie jakimś cudem pozwoliło jej zapamiętać niezwykłe wrażenie, tak inne od jej codziennego życia. Zanim podniosła się z łózka, jeszcze raz wciągnęła powietrze razem z wonią męskich perfum. Nieznana rozkosz szybko uleciała wraz z uświadomieniem sobie, że jego tu nie ma. Wciąż nie widziała, skąd się wziął zapach, włos i wgniecenie w pościeli, ale zechciała, żeby to wszystko było prawdziwe. Żeby mogła w końcu tak kogoś pokochać.

Natarczywy dzwonek komórki nie dawał za wygraną. Na ekranie wyświetlił się numer jej szefa. I godzina wskazująca już na nowy dzień.

– Cześć – przywitała się niemrawo.

– Wiem, że jest stanowczo za wcześnie, ale wstawaj. Mamy kryzys.

– Co się dzieje? – pełna świadomość brutalnie wdarła się do umysłu. – Wojna wybuchła, czy co?

– Gorzej! – szef krzyknął w słuchawkę.

– Co może być gorzej?

– Zostałaś zinfiltrowana! Przyjeżdżaj natychmiast!

– Goguś? – spytała automatycznie i od razu zastanowiła się, skąd przyszło jej takie określenie do głowy.

– Śpisz jeszcze? Gogusia usunęliśmy kilka miesięcy temu. – Iwonę uderzył fakt, że szef całkiem naturalnie użył tego słowa.

– To kto? – wstydziła się przyznać, że tego nie pamięta.

Jak go usunęli? Trwale, czy tylko aresztowali? I znów powrócił niepokój z poprzedniego dnia związany z brakiem niektórych wspomnień. Co było tym bardziej dziwne, że pamięć miała niemal fotograficzną. Kolejna rzecz, która gdzieś jej umknęła.

– Nie wiem. Jakiś koleś, którego nie ma w żadnej bazie. Jakby nie istniał.

– Pewnie wymyślił sobie tożsamość.

– Pewnie… – westchnął szef – ale wybrał twoją!

– Że co?! – nie rozumiała jego wypowiedzi.

– Że wygląda jak męska wersja ciebie. Włosy, styl, nawet kurtka identyczna. Tylko jest facetem.

Iwona poczuła, jak powoli zsuwa się z krawędzi łóżka na podłogę. Powróciło uczucie straty, ale teraz dołączyła nadzieja, na odzyskanie tego czegoś, co jej zabrano. Coś ulotnego, niemal namacalnego wisiało w powietrzu. Chciała się tego chwycić, zrozumieć…

– Zna twoje pełne nazwisko… to prawdziwe – dodał szef. – Wie, gdzie pracujesz i nad czym pracujesz… i chce rozmawiać tylko z tobą.

–Przedstawił się jakoś? – wydusiła z siebie po chwili milczenia.

– Tak, ale mówiłem, że nie istnieje w żadnej bazie. Pewnie kłamie.

– Ma jakieś imię? – powtórzyła, zaciskając zęby ze złości.

– Dariusz.

Iwona upuściła słuchawkę.

 

***

 

Dariusz, Dariusz, Dariusz… Imię odbijało się w jej głowie. Wszystko dokoła straciło znaczenie. Tylko to imię… Ale dlaczego? Skąd je znała? Kim był? Kim był dla niej, skoro na dźwięk jego imienia poczuła się jak rażona piorunem?

Nie potrafiła zrozumieć swoich reakcji. Zawsze opanowana, poukładana, wszystko perfekcyjnie zaplanowane i dokładnie przeanalizowane. A teraz? Ogarniała ją panika? Irracjonalny strach przed stratą… Stratą czego? Pamięci? Kogoś bliskiego? Ale przecież nikogo nie miała, zawsze była sama i to jej całkiem odpowiadało. Goguś też nic dla niej nie znaczył, tym bardziej, że już został wyeliminowany. Próbowała sobie przypomnieć, jak do tego doszło. Szef powiedział: usunęliśmy – my. Czyli ona musiała brać w tym udział, jednak ostatnie co mogła sobie przypomnieć, to jakieś wspólne wyjście do klubu, który się jej nie podobał. I ciągle raziło ją określenie „goguś”. Skąd je wzięła, gdzieś przeczytała? Komuś o nim opowiadała? Nie miała zwyczaju się zwierzać. Nie miała prawdziwych przyjaciół.

Dariusz.

Imię tajemniczego chłopaka, czekającego na przesłuchanie, znów wepchnęło się do głowy. Dariusz… Dlaczego był taki ważny?

– Iwona, Iwona?! – Usłyszała krzyk szefa z telefonu leżącego na podłodze.

Drżącą ręką podniosła komórkę.

– Iwona?! Jesteś tam? – głos ponaglał.

– Tak – odpowiedziała szeptem.

– To rusz dupę i masz być za pół godziny w firmie.

– Ok. – Szef rozłączył się.

Zasnęła w ubraniu, więc odpuściła sobie prysznic i przebieranie się. Weszła do łazienki, żeby tylko obmyć twarz i zrobić minimalny makijaż. Czuła dziwny przymus, że nie może pokazać się byle jak Dariuszowi. Brak wspomnień i odpowiedzi, dlaczego był taki ważny, doprowadzał ją do frustracji. Ale już za chwilę miała się wszystkiego dowiedzieć.

– Kaśka? – szybko zadzwoniła do koleżanki. – Zaraz do was jadę, ale możesz coś zrobić w między czasie?

– Jasne.

– Weź włos od tego chłopaka do porównania. Mam jakieś niejasne przeczucie. Nie umiem tego wyjaśnić.

– To on – Kaśka powiedziała krótko.

– Co on? Pasuje?

– Tak. Sprawdzaliśmy jego tożsamość. Już pewnie wiesz, że nigdzie go nie ma, ale… porównałam z twoją próbką… I pasuje.

Iwona przez chwilę stała w milczeniu. Nie wiedziała, jak się zachować. Gdzieś w głębi duszy, wiedziała. I chciała, żeby tak właśnie było.

– Dzięki – powiedziała w końcu.

– Na razie nie mówiłam szefowi, chciałam, żebyś się dowiedziała pierwsza. W końcu wczoraj prosiłaś o dyskrecję.

– Jesteś super. Już jadę – rozłączyła rozmowę.

Spojrzała na zegarek i postanowiła, że jednak założy chociaż świeży t–shirt. Weszła do łazienki, by zdjąć ubranie z suszarki.

Zamarła. Pod sufitem wisiała czarna koszulka w znacznie większym rozmiarze niż jej, która znajdowała się obok. Różnica była wyraźnie zauważalna. Szybko ubrała się w swój t–shirt, a potem powoli zdjęła z suszarki ten drugi. Zwykły, czarny, prosty i zdecydowanie męski krój. Nie miał żadnych nadruków, naszywek ani metki. Pozostał na nim tylko zapach. Ledwo wyczuwalny, zmieszany z jej, ale był… Kwaśnych owoców i skóry… Mimowolnie przesunęła nos do koszulki i wciągnęła głęboko powietrze.

„Dariusz. Dariusz? – po raz tysięczny pytała się w myślach. – Kim jesteś? Kim ty, do cholery, jesteś?!” – ze złością cisnęła t-shirt na sofę, przechodząc do przedpokoju.

 

***

 

– No, nareszcie – szef wskazał Iwonie drzwi swego gabinetu.

– To co się dzieje? – spytała niecierpliwie.

– Złapaliśmy kolesia pod naszym budynkiem. Rozglądał się i obserwował każdą osobę przechodzącą przez frontowe drzwi. Nie chce nic mówić. Jedynie się przedstawił i zażądał spotkania z tobą. Stwierdził, że ty będziesz wszystko wiedziała. – Szef uniósł pytająco brew, Iwona wzruszyła tylko ramionami. – Zgodził się na pobranie próbek DNA, odcisków itp… Nie stawiał żadnych oporów, tylko siedzi i czeka na ciebie.

– No to chodźmy.

Weszli najpierw do pomieszczenia, z którego Kaśka obserwowała chłopaka.

– Niezłe ciacho – uśmiechnęła się do koleżanki.

Dariusz siedział spokojnie i palcami wystukiwał jakiś rytm na kancie stołu. Zdawał się nie zwracać uwagi na otoczenie. Wysoki, dobrze zbudowany, z czarnymi włosami sięgającymi do ramion. Iwona pomyślała, że szef przesadził z porównaniem ich fryzur. Jej sięgały do pasa. Gdy ktoś głośno przesunął krzesło za jej plecami, chłopak podniósł głowę i spojrzał na szybę oddzielającą pomieszczenia.

Poczuła dreszcz przeszywający całe ciało. Piwne oczy były pełne nadziei, wyczekiwania i… miłości. Powróciło wrażenie z porannego snu.

„Czy to możliwe, żebyśmy się znali? Czy naprawdę był w moim domu? – Zastanawiała się, jak powinna postąpić. – Rzeczywiście niezłe ciacho – uśmiechnęła się w myślach, a chwilę później skarciła za niedorzeczne pomysły. – Zapach. Muszę go sprawdzić” – przeszła do pokoju przesłuchań.

Ledwo pojawiła się w progu, chłopak zerwał się z krzesła, wyciągając ręce, by się przywitać.

– Iwo! Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę… – nie skończył, bo gdy znalazł się tuż obok, złapała go za ramię, wykręciła i obezwładniła, powalając na stół.

– Kto cię przysłał?! – warknęła nad uchem, przygniatając go do blatu.

– Iwo, to ja, Dariusz? Musiałem ściąć włosy po wypadku, ale chyba nie zmieniłem się aż tak bardzo?

Nie wiedziała dlaczego, ale poczuła się winna, jakby właśnie kogoś zamordowała. Poluzowała uścisk i pozwoliła mu usiąść naprzeciwko.

– Kto cię przysłał?! – powtórzyła spokojniej. – „Ten sam zapach” – dorzuciła w myślach.

– Nikt. No coś ty? – chłopak był szczerze zdziwiony. – Zawsze jestem tylko dla ciebie. Musiałem cię chronić – chciał ująć jej dłoń leżącą na stole, ale się cofnął widząc jej obcy wzrok. – On chce cię zabić. Nie mogłem na to pozwolić. – próbował tłumaczyć, niepewnie spoglądając na lustro.

– Kto?

– Jak to kto? Twój autor – odparł, jakby to wszystko wyjaśniało. – Iwo, co się z tobą dzieje? – jego głos się załamał.

„Sama bym to chciała wiedzieć… – pomyślała. – Skąd cię znam? Dlaczego ci tak na mnie zależy?” – zastanawiała się nad pytaniami, których nie mogła zadać mu wprost.

– Rozgryzłem to. Wiem, jak się przenosić – powiedział nieco radośniej. – Testowałem kilka razy, w różnych miejscach, ale zawsze sam… – westchnął z wielkim smutkiem. – Nie mogę tu zostać na zawsze, bo tu jestem tylko… jakby klonem. Moje prawdziwe ciało cały czas jest w sypialni. Miałaś rację, muszę tam przeżyć, żebyśmy mogli znów się zobaczyć. I przeżyłem. Tylko dzięki tobie – uśmiechnął się ciepło.

Iwona znała ten uśmiech, znała jego głos, podświadomie wiedziała, że może mu ufać. Nikt inny tak się nie uśmiechał, nikt inny tak się nie troszczył. Chciała, żeby w końcu wyjaśnił, tak naprawdę.

– Jestem niemal pewien, że wiem, jak cię przenieść, do mnie.

– O czym ty mówisz? – spytała w końcu.

– O tym, że znalazłem sposób, byśmy mogli być razem. Na zawsze. I jak uchronić cię przed kaprysem autora – delikatnie podsunął dłonie w jej kierunku. – Nie chcę cię stracić. Nie mogę cię stracić – wyznał, powstrzymując łzy.

– Ja ciebie też – Iwona usłyszała swój szept, jak z drugiego pokoju. – Czemu to powiedziałam? – nie panowała nad swoim głosem.

Podsunął jeszcze bliżej dłonie. Odruchowo zareagowała tak samo, aż w końcu ich palce się spotkały. Zrobiło się jej ciemno przed oczami.

Jak mogła?! Jak mogła o nim zapomnieć?! Zacisnęła dłoń na jego palcach, ratując się przed upadkiem. Czuła się, jakby porwało ją tornado. Dariusz natychmiast przeskoczył przez stół, łapiąc ją, zanim przewróciła się razem z krzesłem.

– Zostaw ją, do cholery! – krzyknął w przestrzeń. Mocno ją objął. – Nie pozwolę ci na to! – Pocałował mdlejącą dziewczynę.

Kaśka stała przyklejona do szyby. Mrugnęła tylko. To był ułamek sekundy. To niemożliwe, żeby tak po prostu zniknęli…

 

Ewa Dudziec, 10-14.IV.2016
(Opowiadanie pochodzi z mojej autorskiej strony.)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.