Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

NAS TU NIE MA

 

deszczPrzemoczeni wbiegli na schody, pod daszek. Wreszcie mogli zetrzeć krople spływające do oczu. Piotr wcisnął rękę do kieszeni spodni po klucze. Ledwo je wyjął z pomiędzy sklejonych warstw materiału. Zgrabiałymi dłońmi przytrzymywał pęk, żeby nie dźwięczały. Zacisnął zęby ze złości. Przez zimno i otaczający mrok nie mógł trafić w zamek, który otwierał już dziesiątki razy.

Magda roztarła swoje dłonie i z trudem rozpięła kurtkę. Wkładając rękę do wewnętrznej kieszeni poczuła przyjemne ciepło.

„Chociaż na chwilę…” – pomyślała, szukając komórki.

Gdy, trzęsącymi się palcami włączała latarkę w telefonie, Piotr nerwowo rozglądał się po okolicy. Przez strugi deszczu ledwo widział blok po drugiej stronie ulicy. W taką pogodę nikt nie powinien ich zobaczyć.

Najciszej jak się dało, weszli do środka. Ulewa zagłuszała kroki, kiedy szli na górę do jego pokoju. Serce Magdy biło jak oszalałe. Przysłoniła smugę światła, żeby nikogo nie zaalarmować. Gdy podeszwa leciutko zapiszczała na gładkich schodach, o mało nie dostała zawału. Piotr tylko odwrócił się, dając znak, że nic się nie stało. Deszcz walił w szyby tak głośno, że nie słyszała nawet własnych myśli.

– To tutaj mieszkasz? – spytała szeptem, kiedy wreszcie zamknął pokój od środka.

– Tak – zaczął zdejmować z siebie mokre ubrania i wieszać na drzwiach, zasłaniając brązowe, wzorzyste szybki.

– A co jeśli ktoś mnie zobaczy? – czuła narastający atak paniki.

– Jeszcze nie wiem… – odparł krótko – ale nie możemy sobie pozwolić na zapalenie płuc – został tylko w podkoszulce oblepiającej umięśniony tors. – Nasza choroba byłaby mu na rękę.

– Łamanie zasad też jest mu na rękę – Magda nie mogła oderwać wzroku od Piotra.

– Planujesz? – spytał, pomagając jej wyplątać się z przemoczonej kurtki.

Zaprzeczyła ruchem głowy. Uśmiechnął się, po czym nakrył ją ręcznikiem. Gdy zaczęła się wycierać, powoli poczuła się bezpieczniej i swobodniej. Rozebrała się i szybko wsunęła pod kołdrę. Dopiero wtedy do niej dotarło, że w pokoju jest jedno łóżko.

– Jakoś damy radę – szepnęła.

– Będziemy musieli… – Chwilę później poczuła za sobą ciepłe ciało Piotra.

 

***

 

Nad ranem obudziła się zmarznięta. Chociaż była przykryta, nie mogła opanować drżenia. Wysunęła rękę, by dotknąć rzuconej na krzesło koszulki – wciąż była wilgotna. Zwinęła się w kulkę, zachłannie otulając kołdrą. Usłyszała delikatne skrzypniecie za plecami.

Piotr odwrócił się od ściany i przysunął bliżej.

– Przytul się – szepnął, kładąc rękę na jej talii i przyciągając do siebie.

Nie protestowała. Przykleiła się wzdłuż całego ciała. Delikatnie roztarł jej ramiona. Powoli rozluźniała mięśnie. Ciepły oddech na karku w końcu uspokoił drgawki.

„Na pewno chcesz tak żyć?” – pytała go w myślach, znów zasypiając.

Nie wiedziała, ile czasu minęło. Światło wdarło się przez okno. Lekko uniosła jedną powiekę. To jednak nie był sen, wciąż leżała bezpieczna w ramionach Piotra. Bezpieczna, do czasu. Gdy zastanawiała się, jak długo uda się im ukryć jej obecność, mimowolnie przysunęła się jeszcze bliżej niego.

Zadrżała.

Tym razem nie z zimna. Tylko z niespodziewanego podniecenia… i strachu.

Poczuła twardą męskość wciskającą się między pośladki. Z wrażenia przestała oddychać. Bała się poruszyć choćby o milimetr w którąkolwiek stronę. Fala gorąca uderzyła do głowy. Znów ogarniała ją panika.

Dłoń Piotra pogłaskała jej brzuch.

– Oddychaj – szepnął do ucha, zamiast „dzień dobry”.

Gwałtownie wciągnęła powietrze jakby właśnie wypłynęła na powierzchnię wody. Znowu drżała, nadal bojąc się poruszyć.

– Zimno ci? – przytulił ją mocniej, a ona prawie podskoczyła, gdy członek wsunął się głębiej między pośladki. – Wszystko w porządku?

Spokojny, rzeczowy głos Piotra zupełnie zbił ją z tropu. Wzięła kilka głębokich wdechów.

– Jeszcze się pytasz? – odsunęła się, starając nie musnąć piersiami jego dłoni.

– A to… – zreflektował się. – Przecież to normalne z rana.

– Jak na kogoś żyjącego w celibacie, całkiem swobodnie zachowujesz się przy kobiecie – wreszcie wydusiła z siebie dłuższe zdanie.

– Nie jestem prawiczkiem…

Odwróciła się gwałtownie, zaskoczona odpowiedzią.

– Przepraszam za bezproduktywną noc. – Tego było jej za wiele.

– Chyba, dzięki Bogu… – powiedziała.

– Nie wyzywaj Go nadaremno. – Nagle poczuła się jak skarcona uczennica.

– Muszę stąd zniknąć, zanim się ktoś obudzi – usiadła naga na łóżku, by wziąć swoje ubranie.

W oknie naprzeciw zobaczyła twarz starszego księdza. Właściwie to miała wrażenie, że całą powierzchnię szyby wypełnia jego przeraźliwie niebieskie spojrzenie. Błyskawicznie zakryła się cała i kilkoma palcami schowała włosy pod pościel.

– On mnie widział – wyszeptała przerażona.

– Kto? – czuła, jak Piotr nachyla się nad nią i wygląda przez okno.

– Jakiś stary ksiądz… jego oczy… świeciły na niebiesko…

– Nikogo tam nie ma… Co ty pleciesz? – gdy chciał ją pocieszyć, na korytarzu usłyszeli czyjeś kroki.

Mieszkańcy sąsiednich pokoi rozpoczynali swój zwykły dzień.

– I co teraz? – odchyliła rąbek kołdry, wystawiając nos.

– Nic – szepnął spokojnie. – Po pierwsze, przecież nic się nie stało, po drugie, wczoraj wyjechałem na kilka dni. Razem z tobą. Zapomniałaś? – Kiwnęła głową. – Przeczekamy. W dzień tu prawie nic się nie dzieje – położył się obok. – Nas tu teoretycznie nie ma.

 

Ewa Dudziec, 28.XI.2015

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.