Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Marzec 2017
P W Ś C P S N
« Lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
Reklama

Tramwaj II

tramwaj II

– Możesz mi wierzyć lub nie, ale tak właśnie było – upierałem się, choć wiedziałem, że nie uwierzył.

Robert pokiwał z politowaniem głową i nic nie powiedział.

Skręciliśmy do pierwszego kawiarnianego ogródka. Szybko pojawiła się kelnerka a w chwilę potem popijaliśmy chłodne piwo.

– Ty to masz wyobraźnię… – Robert pociągnął łyk złocistego napoju – W tramwaju, akurat.

– Nie w tramwaju tylko na klatce schodowej – poprawiłem bez przekonania.

– Wyobraźni to ci nie brakuje, ale wiesz, co mi przyszło do głowy, Zbyszek? – popatrzył na mnie nad szklanką piwa. – Napisz powieść, to dobry pomysł na przygodę – zadowolony z pomysłu podkreślił jego genialność uniesionymi brwiami.

– Co?

– Jajco… opisz to, co mi opowiedziałeś – pociągnął kolejny łyk.

Nie drążyliśmy tematu dalej i w milczeniu powróciliśmy do przyglądania się przechodzącym dziewczynom. Kiwnięciem głowy pokazywaliśmy sobie ładniejsze albo bardziej odkryte, a ponieważ rynek tętnił życiem, mieliśmy sporo do oglądania.

Robert przerwał to fascynujące zajęcie. Popatrzył na zegarek i zaczął energicznie rozglądać się jakby kogoś szukał.

– Na kogoś czekamy? – spytałem widząc jego poruszenie.

– Powinna zaraz przyjść – Robert nie przerywał obserwacji.

– Twoja nowa dziewczyna? – siląc się na obojętność w głosie powróciłem do spożywania piwa.

– Dokładnie tak… – przerwał na chwilę, skupiając wzrok na nadchodzącej dziewczynie – Jest! – Robert wstał i wyszedł jej naprzeciw. Zwinnie ominął kilka stołów oraz krzeseł i podszedł do niej. Nie patrzyłem nawet w tamtym kierunku, więc jej nie widziałem, ale dziwne mrowienie przebiegło mi przez plecy. Jakieś przeczucie mówiło mi, że zbliża się ktoś, kto jest mi dobrze znany. Do tego doszło przeświadczenie, że ktoś mnie obserwuje. Zerknąłem w ich stronę i zastygłem z otwartymi ustami.

To była ONA.

Ta z tramwaju.

Nie spiesząc się, przechodziła koło kolejnych stolików z gracją omijając siedzących ludzi. Świat zwolnił.

Patrzyłem na jej kształtne biodra omijające wystające kanty. Przy każdym takim manewrze czarne, długie włosy, nieznacznie kołysały się na boki. Nie była ubrana wyzywająco, ale jej widok przyciągał jak magnez. Było coś dostojnego i zarazem lubieżnego w jej ruchach. Tam, gdzie przechodziła, rozmowy milkły. Nawet dziewczyny siedzące obok przerwały trajkotanie.

Stanęła przed naszą ławą i uśmiechnęła się lekko. Natychmiast pojawił się Robert, który nie bawiąc się w konwenanse po prostu nas przedstawił.

– Agnieszka… Zbyszek – usiadł na swoim miejscu i pociągnął łyk piwa.

Usiadła naprzeciw mnie i rzuciła mi krótkie spojrzenie. Na ułamek sekundy poczułem to, co wtedy w tramwaju. Kolejny dreszcz połaskotał plecy i nagle uświadomiłem sobie, że siedzę jak posąg. Powinienem coś powiedzieć, albo zrobić.

– Zbyszek – wyciągnąłem do niej dłoń.

Uścisnęła ją z uśmiechem patrząc mi prosto w oczy.

Wtedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo za nią tęskniłem. Jakaś cząstka mnie zawsze o tym wiedziała.

Za kim tak właściwie tęskniłem? Przecież wcale jej nie znałem. Nawet mogłem mieć o niej niezbyt przychylne zdanie, a jednak czułem, jakbym spotkał osobę mi bardzo bliską.

– Czego się napijesz? – Robert rozglądał się za kelnerką.

– Piwo, najsłabsze, jakie mają – poprawiła włosy i posłała mi spojrzenie pełne pożądania, którego Robert nie zauważył.

Pot spłynął mi po plecach. Czułem, jak narasta we mnie pożądanie. Miałem ochotę rzucić się na nią tu i teraz.

Nagle z podmuchem wiatru, poczułem jej zapach. Świat na ułamek sekundy zniknął mi z oczu. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że można aż tak zatęsknić za zapachem. Z wielką rozkoszą zrobiłem powolny wdech. Słodkawa woń wypełniła mnie rozkoszą spełnionej tęsknoty i krótkich wspomnień.

Było jeszcze coś, za czym tęskniłem… zapach jej ciała, skóry, włosów.

Musiałem mocno się powstrzymywać, by się do niej nie przytulić.

Robert tymczasem zamówił piwo dla Agnieszki i na nasze szczęście nie zauważył ukradkowych spojrzeń. Pociągnął kolejny łyk i konspiracyjnie pochylił się w moim kierunku.

– A teraz najważniejsze Zbyszek – rozejrzał się na boki. – Tylko morda w kubeł. Wiesz, że nasz kierownik odchodzi na emeryturę i na jego miejsce mają kogoś przyjąć.

– Wiem… i co z tego? – zastanawiałem się, do czego zmierza.

– A to z tego – wyprostował się i dumnie objął Agnieszkę ramieniem – przedstawiam ci nowego kierownika.

Robert patrzył na mnie z dumą, ale po chwili znów pochylił się w moją stronę.

– Tylko wiesz… nikomu ani słowa, że się znamy. Wiesz jak to u nas jest, zaraz będzie gadanie a dyrekcja niekoniecznie popiera związki w pracy – mrugnął do mnie na znak wielkiej tajemnicy.

Kolejny łyk piwa dał mi kilka sekund na poukładanie tych informacji. Wychodzi na to, że będziemy razem codziennie. Ukrywanie radości przychodziło mi z trudem, więc sączyłem napój powolutku, niby koncentrując się na smaku. Wreszcie odstawiłem szklankę i udając obojętność pochyliłem się w stronę Roberta i tak jak on wcześniej, konspiracyjnie rozejrzałem się na boki.

– Masz moje słowo, nikt się o was nie dowie – wyprostowałem się i chwyciłem szklankę, by się napić. Niestety była już pusta.

Zadźwięczał dzwonek telefonu i Robert z grymasem spojrzał na wyświetlacz, wydał z siebie pomruk niezadowolenia i powiedział

– Słucham.

Chwilkę milczał, a jego mina była coraz bardziej niezadowolona.

– Że co? Teraz? No chyba cię… Nie mogę… A może… Poczekaj chwilkę – zasłonił ręką telefon i zwrócił się do Agnieszki. – Przepraszam cię, ale będę musiał niestety lecieć, potem ci wszystko opowiem.

– W porządku, widzimy się jutro w pracy – Agnieszka pokiwała głową, uśmiechnęła się i wyrozumiale poklepała go po dłoni.

– Przepraszam i trzymajcie się – cmoknął ją w policzek a do mnie kiwną głową, po czym przyłożył telefon do ucha – No już jestem…, więc gdzie? …Moment, nie tak szybko…

Za odchodzącym Robertem nie spojrzałem ani ja, ani Agnieszka. Natychmiast nasze oczy spotkały się i z radością stwierdziłem, że patrzy tak samo żarliwie jak wtedy. Ręka powędrowała do jej ręki i tak chwilkę siedzieliśmy bez słowa, sycąc się swoją obecnością. Prawie czułem, jak jej ciało pręży się a przyspieszony oddech mówi więcej niż tysiąc słów.

– U mnie, czy u ciebie? – to jedyne, co mi przyszło do głowy.

– U ciebie – w jej oczach błysnął żar tłumionej radości.

Położyłem banknot na stole i przycisnąłem szklanką.

Po drodze prawie nie rozmawialiśmy. Miałem dziwne wrażenie, że wszystko jest jasne… nic nie trzeba mówić.

Drzwi mieszkania zdążyłem zamknąć nogą. Jeszcze w przedpokoju przywarliśmy do siebie, zdzierając ubrania. Chwiejnymi krokami, potykając się i nie przerywając zachłannych pieszczot, dotarliśmy do sypialni. Pozbyliśmy się resztek ubrań i z rozkoszą przywarliśmy do siebie. Dotyk jej nagiego ciała obudził całą gamę doznań, a do tego poczułem zapach skóry i podniecenia, za którymi tak bardzo tęskniłem.

Ręce powędrowały niżej, które zacisnąłem na pośladkach Agnieszki przyciskając ją mocno do siebie. Męskość już dawno zgłaszała gotowość, a teraz prawie eksplodowała. Stała tyłem do łóżka, więc lekko ją przechyliłem, ale nawet nie wiem, jak to zrobiła, że padając znalazłem się pod nią. Welon gęstych włosów przysłonił mi wszystko, prócz uśmiechniętej i ślicznej twarzy. Nasze usta przywarły do siebie z żarliwością graniczącą z sadyzmem. Ręce błądziły po ciałach nie zatrzymując się nawet na moment, jakby chciały zagarnąć równocześnie wszystkie miejsca. W ferworze tych zmagań turlaliśmy się to w prawo, to w lewo aż w końcu zatrzymaliśmy się, gdy znalazłem się na górze.

Rozłożyłem jej ręce szeroko, a sam delikatnie, samymi opuszkami, zmierzałem w stronę piersi. Każdy jej oddech, wspomagany podnieceniem, był głęboki i unosił niemałe piersi ozdobione różowymi, sterczącymi sutkami. Przywarłem do nich, całując je na początku delikatnie i z każdą chwilą coraz mocniej. Otaczałem je dłońmi, uciskałem i całowałem każdy milimetr. Agnieszka wiła się, mrucząc przy tym, a jej ręce targały moje krótkie włosy.

Nie wiem, kiedy zawędrowałem między uda i jak wygłodniały wilk przywarłem do jej różowych płatków, spijając najwspanialszy nektar. Ręce przeplotłem pod nogami, a dłonie oparłem o jej brzuch, czując jak przy każdym ruchu mojego języka faluje rozrywany rozkoszą.

Niedane mi było długo się cieszyć tą pozycją, bo Agnieszka nagle się poderwała i zdecydowanym ruchem przeturlała mnie na plecy. Z dzikością w oczach usiadła na męskości, wsuwając ją głęboko. Energicznie odrzuciła do tyłu głowę, a fala gęstych włosów zatoczyła łuk.

Oparłem dłonie o kształtne biodra i natychmiast złapaliśmy rytm. Rytm szalony jak galop. Rytm, w którym nie czuje się nic, prócz bezgranicznej przyjemności.

Poprzez zasłonę rozkoszy ledwie widziałem jej piękne ciało wstrząsane, raz po raz orgazmami. Prężyło się i prawie zapadało w otchłani przyjemności. Kolejne skurcze miotały nią w przód i w tył, a chmura włosów wirowała nie nadążając za jej ruchami.

Dłońmi wsparła się o tors i z szeroko otwartymi oczami zastygła nade mną. Rozchylone usta chciały coś powiedzieć, ale wydobył się tylko cichy jęk. Poczułem, jak ciepłe soki miłosne spływają po moich udach. Nadeszła fala, której nie mogłem i nie chciałem zatrzymać. Dłonie same zacisnęły się na jej biodrach i być może za mocno, ale nie byłem w stanie tego opanować. Rozkoszne skurcze targnęły mną jak szmacianą lalką.

Na ułamek sekundy wszystko wkoło zniknęło.

Byliśmy tylko my, w eksplozji wspólnego orgazmu.

Jedność, opiewana przez licznych poetów, zawierała się właśnie w tej sekundzie.

 

Powoli dochodziliśmy do siebie. Przytuleni, leżeliśmy chwilę, aż nasze ciała odzyskały równy oddech.

– Już myślałem, że cię nigdy nie spotkam – delikatnie wodziłem dłonią po jej plecach.

Oparła się na łokciu i spojrzała na mnie tym swoim czarującym wzrokiem.

– To nie przypadek, że zatrudniłam się w twojej firmie – powolnym ruchem zgarnęła włosy i przerzuciła je na jedną stronę – też cię szukałam.

Delikatnie musnąłem dłonią jej policzek.

– Tęskniłem za tobą. Nigdy więcej nie waż się znikać – opuszkiem obrysowałem jej usta.

– Nie mam zamiaru – szepnęła kładąc się na mnie a jej ciało budziło się do kolejnych uniesień.

 

Daikin

 

 

3 odpowiedzi na „Tramwaj II”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.