Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Reklama

Kotek 4

 

kotek-4Iwona opadła na fotel z ciężkim westchnięciem. Przymknęła oczy i zaczęła masować skronie.

– Ciężki dzień? – Stanąłem za fotelem, na którym siedziała i przejąłem masowanie.

Poddała się moim ruchom i na znak, że jej pomaga, zamruczała jak kotka.

– Ludzie to debile… – Zamilkła na chwilę. – Chcą mieć projekt, przychodzą do nas i wtrącają się, jakby wiedzieli lepiej. Po cholerę jasną przychodzą, skoro wiedzą jak to zrobić? – Chwyciła moje palce i skierowała je na ramiona. – …tu też poproszę… – Twarde mięśnie karku zaczęły ustępować pod palcami.

– Może bierzesz to za bardzo do siebie, powinnaś mieć więcej dystansu. – Nie przestawałem masować, choć szyja była już rozluźniona. Każda sposobność, by jej dotknąć, była dobra.

Na oparcie fotela wskoczył Wargin. Nie czekając na zaproszenie, powoli wszedł na jej kolana. – Rodzina w komplecie. – Iwona podrapała go za uchem, a on wyprężył się na znak doznanej przyjemności.

Od kilku dni przypatrywałem się mu uważnie, ale znowu był zwykłym kotem. Nie potrafiłem patrzeć na niego, jak na zwykłego sierściucha. Pamiętałem każde zdanie z naszej rozmowy, każdą groźbę i tajemniczą siłę otchłani, która próbowała wedrzeć się we mnie.

Minęło sporo czasu od ostatniej pogawędki, a moje poszukiwania stanęły w martwym punkcie.

Nawet zalogowałem się na jakimś pokręconym forum, które wydawało mi się najbardziej kompetentne, ale nic nie potrafili konkretnego podpowiedzieć. Widocznie swą wiedzę czerpali z filmów.

Pozostała mi tylko czujność.

Spędzaliśmy z Iwoną każdą możliwą chwilę. Mnóstwo wycieczek, spacerów, oglądania filmów i seksu.

Tak.

Seksu było dużo. Zarówno ostrego, na granicy bólu jak i delikatnego, karmiącego się muśnięciami i zmysłami. Nie było tego ani za dużo, ani za mało. Zawsze w sam raz.

Z każdym dniem utwierdzałem się w przekonaniu, że to właśnie z nią chcę spędzić resztę życia.

– Wiem! Dzisiaj pójdziemy oglądać Perseidy! – Iwona poderwała się na równe nogi nie zważając na Wargina, który ledwo zdążył zeskoczyć z jej kolan. Pomachał z niezadowoleniem czarnym ogonem i wyraźnie zniesmaczony, poszedł do drugiego pokoju.

Lubiłem jej impulsywność. Czasami potwornie zmęczona, potrafiła w ułamku sekundy zmienić się w wulkan energii i zarazić tym wszystkich w koło.

Wszystkich, oprócz Wargina, który wolał przesypiać erupcje szalonych pomysłów Iwony.

– Jakie Perseidy? – Nie nadążałem za nią.

– Dzisiaj… to ma być właśnie dzisiaj. Takie z nieba… igiełki będą lecieć… coś pięknego. – Iwona zmierzała już do przedpokoju, po łapiąc drodze polarową bluzę. Nie minęła minuta, a stała gotowa do wyjścia i patrzyła na mnie zdziwiona, że nie nadążam.

– Jeszcze nie gotowy? Zaraz będzie ciemno… weź koc.

Szukając kluczy w przepastnej torebce, nie patrzyła w moją stronę. Natomiast ja patrzyłem na Wargina, który zatrzymał się w progu pokoju i uważnie obserwował Iwonę.

Wystarczająco dobrze poznałem tego kota, by zauważyć, że coś go mocno zaniepokoiło. Strzępki jego myśli przemknęły gdzieś przez mój umysł razem ze znajomym tchnieniem otchłani.

– Obyś wszystkiego nie zobaczyła… jeszcze nie teraz. – Tyle właśnie zrozumiałem.

Złapałem koc i zastanawiając się na tym, co usłyszałem, poszedłem za Iwoną. Wychodząc, starałem się unikać wzroku Wargina. Miałem nadzieję, że nie zorientował się, co mi przekazał.

Niewielkie zakole rzeki było idealnym miejscem na nocne obserwacje. Byliśmy tam kilka razy, ale nigdy w nocy. Było wolne od namiotów i turystów, a jedyni ludzie, jakich można było tam spotkać, to wędkarze. Często zaszyci w krzakach, w maskujących ubraniach. Zachowywali się cicho i ciszy wymagali od innych.

Tym razem chyba żadnego nie było. Zazwyczaj zostawiali samochody kilkadziesiąt metrów od brzegu, koło rozłożystego dębu. Było to jedyne, wysokie drzewo w okolicy. Trochę dalej rosły mniejsze drzewka, równie dzikie jak cała okolica.

Wysiedliśmy z auta, gdy ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem. Na szczęście ani komary, ani inne insekty nie zepsuły piękna zachodu.

Iwona szybko rozścieliła koc i natychmiast położyła się na plecach. Wyglądało to, jak zasiadanie w kinie przed dobrym filmem.

Niebo było jeszcze za jasne na obserwacje, więc pochyliłem się nad nią.

– Zasłaniasz mi. – Uśmiechnęła się.

– Jeszcze mamy chwilę. – Dłonią dotknąłem jej ust. Palce powoli powędrowały niżej, między piersi ukryte pod cienką bluzką.

– Jak wrócimy do domu, to nadrobimy… a teraz popatrz. – Wskazała ręką gdzieś za mnie.

Pomyślałem, że chce odwrócić moją uwagę, ale Iwona naprawdę nie patrzyła na mnie. Położyłem się na plecach obok niej.

– Na co mam patrzeć? – Nie byłem rozczarowany, że nie zareagowała na moje starania. Na pewno to nadrobimy i zapewne jeszcze dzisiaj.

– O tam… to chyba Mars… jest czerwonawy, więc Mars. – Palcem wskazywała małą, jasną kropkę na ciemniejącym niebie.

– Na pewno? – Niewiele wiedziałem o układzie planet i prawdę mówiąc, nie interesowało mnie to w takim stopniu jak Iwonę. Postanowiłem jednak popłynąć na fali jej fascynacji.

– Tak, a zaraz powinny pojawić się następne… – zawiesiła głos na chwilę – … Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn mają ustawić się w jednej linii. Czyli koniunkcja – zadowolona, że może mnie czegoś nauczyć o astronomii, splotła dłonie pod głową i mówiła coś dalej.

Nie słuchałem jej.

Na słowo „koniunkcja” prawie odleciałem. Natychmiast przypomniałem sobie dziesiątki stron przeczytanych w necie, dotyczących wszelkich obrzędów okultystycznych i wszystkiego, co wiązało się z demonami. Prawie zawsze wiązało to się z jakąś koniunkcją. Podobno wtedy demony miały największą moc.

Skojarzyłem też zachowanie Wargina przed wyjściem. Czyżby bał się, że właśnie koniunkcja coś wyjaśni? Odkryje jego niecne plany?

Myśli galopowały jedne za drugimi, a tymczasem głos Iwony nabrał tonu narratora z Discovery.

Poczułem dreszcz na plecach, a zaraz po nim na czoło wystąpił mi pot. Nie bardzo wiedziałem, co się ze mną dzieje, ale Iwona zauważyła. Wsparła się na łokciu i z troską w głosie pytała jak się czuję. Miałem wrażenie, że jej głos dociera do mnie z daleka, chociaż była tuż obok.

– Tu jesteście. – Nie miałem wątpliwości, kto to powiedział… a właściwie przekazał myśl.

Chciałem się podnieść, ale nic z tego nie wyszło. Nie mogłem ruszyć się, jak w najgorszym koszmarze, a Iwona coraz bardziej wystraszona pytała, co mi jest.

Jej ręce błądziły po moim czole, torsie, włosach i rękach, jakby szukała przyczyny mojego stanu. Widziałem w jej oczach przerażenie, ale nic nie mogłem zrobić.

– Leż spokojnie – To na pewno był głos Wargina. Wiedziałem, że tylko ja go słyszę i jedyne, co mogłem teraz zrobić, to patrzeć, słuchać i… rozmawiać z nim.

– Ty przydupasie Lucyfera, kito zapchlona…

– Nie wysilaj się, teraz ty będziesz patrzył i słuchał, a ja będę działać. Nic ci nie da szarpanie się, ale obiecuję ci, że nie potrwa to długo. – Oprócz myśli docierał do mnie podmuch czegoś groźniejszego niż otchłań, zawsze obecna w naszych wcześniejszych rozmowach. Teraz coś lepkiego wpełzało do mojej duszy, oblepiało myśli i przeszkadzało się skupić.

Nadal słyszałem krzyczącą Iwonę, ale gdzieś daleko i niewyraźnie. Zdałem sobie sprawę, że została sama i nie była świadoma, kto za tym wszystkim stoi.

Strach o Iwonę uderzył jak huragan.

Poczułem, jak wszystko wraca do normy. Wszystko, oprócz mego bezwładnego ciała.

– No proszę, proszę… człowieczek chce walczyć – demoniczny śmiech zakończył wypowiedź.

Iwona nadal klęczała przy mnie, ale już nie krzyczała. Zanosiła się od płaczu i czułem, jak jej łzy kapią mi na policzki.

– Zrób jej coś, a dopadnę cię i obedrę ze skóry. Nigdzie nie schowasz się przede mną. – Wściekłość dyktowała mi słowa.

– Nie… ja jej nic nie zrobię. Ona sama sobie zrobi. – Wargin był najwyraźniej rozbawiony – Cóż to było by za marnotrawstwo, gdybym to ja zabił. Widzisz… u nas najwyżej punktowane jest samobójstwo. Cała sztuka polega na tym, żeby znaleźć i utrzymać przy życiu słabą istotę, a potem doprowadzić ją do samobójstwa w odpowiednim momencie. Uwierz mi… to wcale nie jest takie łatwe, zwłaszcza, że koniunkcje nie są takie częste. Nie będę cię zanudzał naszymi procedurami…

Iwona wstała i powoli odeszła na kilka kroków. Przez spazmatyczny płacz przebijały słowa pełne żalu.

– Cze…mu mi to zro…bi…łeś… Cze…mu mi to zro…bi…łeś? – Kątem oka widziałem, jak oddala się w stronę rzeki.

Wytężyłem wszystkie siły by pokonać niemoc. Nic się nie stało.

– Ona myśli, że nie żyjesz i teraz pójdzie się utopić a potem ty z rozpaczy rzucisz się jej na ratunek… ale nie zdążysz. – Rozbawienie Wargina drażniło mnie jak nigdy.

Zimne łapki kota oparły się na mojej ręce a potem na torsie. Wargin pochylił czarny łebek nad moją twarzą a jego ślepia wwiercały się we mnie.

– Ty gnido… wiesz, że cię dopadnę… – Oszalały ze złości miotałem w niego nienawiścią i chęcią zemsty.

– Nawet jeśli mnie dopadniesz, to zabijesz kota ale mnie w nim już nie będzie, więc udanych łowów. – Wargin patrzył na mnie intensywnie, jakby chciał coś zrobić. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Czy uderzy w mój umysł, czy może poznam inną diabelską sztuczkę?

Zdałem sobie sprawę, że nie słyszę Iwony. Drgnąłem na samą myśl, co mogło się wydarzyć, jednak nie przypominałem sobie, bym słyszał plusk wody. Kot cały czas siedział nieruchomo i wpatrywał się we mnie. Nagle zniknął a głośne miauknięcie rozległo się parę metrów ode mnie.

Nade mną stała zadowolona Iwona z kijem baseballowym opartym o ramię.

Usiadłem powoli, czując obolałe mięśnie. Chyba cały czas je napinałem, próbując uwolnić się spod władzy Wargina.

– Dzielnie walczyłeś, ale ja byłam lepsza. – Z udawaną dumą uniosła podbródek.

Mimo przeszywającego bólu, szybko wstałem i przytuliłem ją. Miałem wrażenie, że to ja potrzebuję przytulenia bardziej od Iwony.

– Nie wierzę… jak?… Przecież… – Odsunąłem ją na odległość ramion.

– Eh… nie ważne, czy demon, czy facet… nie wiecie, do czego zdolna jest zakochana kobieta. – Pokiwała głową na znak okazanego współczucia. – Słyszałam wszystkie wasze rozmowy, więc domyślałam się, co zrobi, ale prawdę mówiąc rozczarował mnie. Ja? Słaba? Owszem, ale kiedy byłam sama, ale teraz lepiej niech nie wchodzi mi w drogę.

Obejrzałem się w kierunku, gdzie mógł wylądować Wargin uderzony kijem.

– Spokojnie, już nie wróci. On szuka słabych istot, a ja już nie jestem słaba… nie przy tobie. – Tajemniczy uśmieszek Iwony zwiastował niespodziankę. – Jedźmy do domu… obiecałam ci coś…

 

Daikin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.