Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Nowe komentarze
Archiwum
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Reklama

To, co nam było!

 

to-co-nam-bylo– Moja…- Pocałowałem pachnącą i ciepłą skórę na szyi.

– Będę, jeśli mnie złapiesz. – Roześmiała się, wymykając mi się z rąk. Pobiegła w stronę schodów, choć obie windy stały otwarte na parterze. A takie buty… Chce się podrażnić? Pobiegłem za nią, śmiejąc się, bo to było strasznie zabawne. Wiedziałem, że bez trudu ją dogonię.

– Mam cię! – Złapałem ją pod drzwiami jej pokoju. – Już mi nie uciekniesz!

Nawet nie pomyślałem, że mogłaby to zrobić. Pragnęła mnie tak, jak ja jej. Śmiech był zaraźliwy i potoczył się echem po hotelowym korytarzu.

– Ciii… – Uciszałem ją, już też chichocząc.

– Sam bądź cicho. – Położyła mi palec na ustach.

Przygryzłem go, a ogień w jej oczach nie pozwolił mi już czekać. Całowała tak cudownie, jednocześnie próbując otworzyć drzwi. Wreszcie jej się  udało. Kiedy znaleźliśmy się w środku, przez krótką chwilę staliśmy, nie umiejąc złapać tchu. Zrobiłem krok w jej stronę, a ona nagle cofnęła się. Ach tak? No dobra, to mnie nawet jarało. Była niczym płowa zwierzyna, ale bez szans na ucieczkę. Oboje to wiedzieliśmy.

– Nie uciekniesz mi mała – powiedziałem.

– Doprawdy?

Znów się cofnęła, a ja zrobiłem krok w jej stronę. Nie odrywałem od niej wzroku. Zarumieniona, śliczna, urocza i tak bardzo pijana. Cofnęła się jeszcze o krok i niemal się przewróciła.

– Uważaj!

Uchroniłem ją przed upadkiem, obejmując w pół. Złapała się ramy metalowego łóżka, a ja przyciągnąłem ją do siebie. Taka gorąca?!

– Chyba jednak trochę za dużo wypiłaś – stwierdziłem, choć sam byłem nieźle wstawiony.

Wyprostowała się tak nagle, że poczułem całym sobą jej ciepło i pożądanie, kiedy naprała na mnie. Złapałem więc te kuszące pośladki i przysunąłem mocniej, wpychając stojącego mi już od dłuższego czasu członka miedzy nie. To ją dopiero ruszyło. Zadrżała i wyszeptała seksownym głosem.

– Weź mnie teraz!

Tak! Nie zawahałem się ani sekundy. Oboje nie mogliśmy już utrzymać naszych żądz na wodzy. Spragnieni siebie, zbyt pijani, by zastanawiać się nad tym co robimy. Liczyła się tylko gorączka pożądania i nagła potrzeba ugaszenia pożaru naszych ciał. Nawet nie wiem jak udało mi się tak szybko pozbawić nas ubrań. Została tylko w tej delikatnej bluzeczce. Natychmiast wszedłem w nią. Nie mogłem dłużej czekać, ale ona tego właśnie chciała. Jakbym żywcem wchodził do nieba! Przyjęła mnie chętnie, ciepła, wilgotna i bardzo podniecona.

– Pochyl się mała – powiedziałem, pozbawiając ją reszty tego, co miała na sobie.

Zrobiła to, a ja mogłem zagłębić się w niej jeszcze bardziej – że też od razu nie doszedłem to był cud. Była tak fenomenalnie, cudownie rozkoszna. Objąłem jej piersi, kiedy z jej ust wyrwało się westchnienie rozkoszy. Pieściłem je najpierw pełną dłonią, napawając się jej reakcją, by potem opuszkami palców drażnić sutki. Drżała z pożądania.

– Idealne, doskonale pasują do moich dłoni.

Naprała na mnie mocniej, a ja wreszcie zacząłem się w niej poruszać.

– Jeszcze – jęknęła.

To pozbawiło mnie wszelkich hamulców, o ile jeszcze jakoś się hamowałem. Całowałem i gryzłem jej szyję i ramiona. Odsunąłem jedną dłonią  śliczne włosy, zatapiając w nich twarz. Pachniała cudownie, co jeszcze bardziej mnie nakręcało. Drugą ręką objąłem w pół, by mocniej ją przysunąć do siebie. Kolejne pchnięcia rozpalały mnie coraz bardziej.

– Szybciej – poprosiła.

Ekstaza prawie spaliła mnie na popiół. Przyciskając ją mocniej, przyspieszyłem, wiedziony instynktem samca, który dąży tylko do zaspokojenie swoich żądzy.

– Moja – jęknąłem.

Była moja! W ten cudowny, wspaniały, zniewalający sposób. Była! Należała teraz tylko do mnie, dla mnie się spalała z rozkoszy i chciałem jej dać więcej i więcej. Dłonią podążałem w dół, czując jak coraz mocniej mnie odbiera w sobie. Pieściłem najintymniejsze zakamarki jej ciała, a ona poddawała się temu. Kiedy wsunąłem w nią palce, nadal będąc w środku, jęknęła rozkosznie. To mnie wyzwoliło. Przyspieszyłem, nie zdolny już tego dalej kontrolować. Oboje z trudem łapaliśmy oddech, płynąc ku nieuchronnemu spełnieniu. Każdy mój ruch, każde pchnięcie prowadziło nas ku temu. Zatracony w rozkoszy coraz szybciej i mocniej poruszałem się w niej. To było niesamowite, jak ona na mnie działała.

– Och! Tak!

Jęknęła znów i to mnie wyzwoliło. Poczułem jak orgazm wstrząsa jej ciałem, kiedy ja wypełniałem sobą, dając upust ogromnemu napięciu jakie w nas narastało. Powoli słodka, rozkoszna niemoc ogarnęła nasze ciała.

– Och, mała! Bosko!

Dobrze, że nadal ją trzymałem, bo chyba by upadła, tak drżała. Byłem nieziemsko szczęśliwy i cudownie spełniony, choć nadal jej chciałem wciąż nienasycony. Wysunąłem się z niej delikatnie.

– Mmm! Dasz tego szampana? Mam ochotę się napić.

Uśmiechnąłem się, bo jej słowa zwiastowały kolejną zabawę.

Niespiesznie ruszyłem w stronę drzwi, gdzie stała papierowa torba z  dwoma  butelkami. Gdy się obróciłem, siedziała już w pościeli. Jej oczy nadal  płonęły z pożądania i nadmiaru alkoholu. Kiedy już pierwsze pożądanie zostało zaspokojone, postanowiłem się zabawić. Wolnym krokiem podszedłem do niej. Bez krępacji – stałem przecież całkiem nagi tak, jak moja duma – odwijałem folię z butelki, patrząc jej prosto w oczy. Wyciągnęła dłoń i lekko musnęła moją skórę tuż pod brzuchem. Rozkoszne. Wreszcie odkorkowałem butelkę, z której z sykiem wylało się trochę szampana. Był już zbyt ciepły, ale jakie to miało znaczenie? To nawet lepiej zważywszy na to, co chciałem z nim zrobić. Ukląkłem przy niej, bo wyglądała tak zachęcająco i rozkosznie. Była bardzo spragniona, pytanie tylko czego? Mnie, szampana, czy seksu? Kiedy rozchyliła śliczne usta, przechyliłem nieco butelkę, by ją napoić. Nie wiem czemu, to mnie cholernie podniecało. Piła łapczywie, aż złocisty, musujący płyn powoli ściekał z jej ust po brodzie wprost na szyję. Kuso*, ale to było seksowne i ekscytujące. Upiłem łyk i pochyliłem się nad nią. Pocałunek był głęboki, namiętny i miał smakował alkoholem. Szampan był wyborny, a usta słodkie. Powoli zlizywałem go z jej szyi, co znów wywołało w nas pożądanie. Odchyliła nieco głowę, by mi to ułatwić. Smak jej skóry, zmieszany ze smakiem trunku otumanił wszystkie moje zmysły. Sięgnąłem po butelkę i wylałem odrobinę na jej dekolt, by od razu go zlizać.

– Och – westchnęła.

– Pyszne! – Ssałem lekko zaróżowioną, ciepłą skórę.

Zabrała mi butelkę, upijając sporo. Rozbawiła mnie tym.

– Taka spragniona?

– Bardzo! Ty nie?

– Bardziej – stwierdziłem, ale chodziło mi o nią, a nie alkohol.

Wiedziała to dobrze. Zabrałem jej butelkę i też się napiłem. Potem wylałem całkiem sporo na kuszące, seksowne piersi. Szampan musował odrobinę, ale najwyraźniej to też było dla niej przyjemne. Pochyliłem się i powoli go spijałem, całując jedwabną skórę. Objąłem dłońmi jej krągłości.

– Słodka – wyszeptałem, obejmując ustami to jedną to drugą pierś, przygryzając lekko nabrzmiałe brodawki.

To było niezwykle zmysłowe i podniecające. Nie wiedziałem, że aż tak. Ona wiła się pod moimi pieszczotami. Kiedy alkohol spłynął na jej brzuch, spiłem go, wsuwając język w pępek. Jęknęła, a ja objąłem jej apetyczne pośladki. Chyba wiedziała, co chcę teraz zrobić, jednak nie pozwoliła mi na to. Odsunęła mnie nieznacznie, a kiedy sięgała po butelkę, w jej oczach widziałem wesołe iskierki.

– Teraz ja! Też chcę!

Bez uprzedzenia pchnęła mnie na łóżko. Wiedziałem, co zrobi, a szampan żadną miarą nie mógł być już zimny, mimo to drgnąłem, kiedy go wylewała. Zrobiła dokładnie to, czego się spodziewałem. Zlizywała go ze mnie, schodząc coraz niżej i niżej. Nie odrywałem od niej wzroku. Co ona chce teraz zrobić? Ujęła w dłonie moją męskość i pochylając się bardziej, dotknęła ustami samego czubka, wysuwając język. Dreszcz ekstazy przeszedł moje i tak rozpalone ciało.

– Mała… – wyrwało mi się, kiedy wsunęła go sobie głębiej w usta.

Nie wiem, czy chciałem ją powstrzymać, czy nie. Doznania były nieziemskie. Niewysłowiona rozkosz zalewała mi zmysły. Cudowna! Najwyraźniej jarało ją to tak, jak mnie, bo nie przerwała smakując mnie coraz bardziej, to całując, liżąc i ssąc, to wsuwając sobie coraz głębiej w usta. Nie wytrzymałem, wplótłszy dłoń w jasne włosy, nadawałem jej poczynaniom odpowiedni rytm. Oddychałem coraz szybciej, nie przerywając tego co ze mną robiła. Wypychałem  biodra coraz mocniej w jej stronę, jednocześnie przysuwając głowę bliżej. Zatraciłem się. Wysunęła go z ust, by ponownie lizać delikatną, ciemną skórę. Wodziła językiem z góry na dół, lekko przygryzając sam czubek. Jęknąłem głośniej.

– Mała ja zaraz…

Zacisnąłem palce na jej włosach, kiedy poczułem nadchodzące spełnienie. Byłem na skraju, a ona wsunąwszy go jak najgłębiej, pozwoliła mi bym szczytował prosto w jej usta. To było  ekscytujące i odrobinę perwersyjne. Zajebiste uczucie, obezwładniający orgazm, opanowujący moje rozpalone zmysły. Objąłem obiema rękami jej twarz, a ona połknęła wszystko i jeszcze się oblizała. Mała prowokatorka! W życiu nie było mi tak dobrze, z żadną inną. Podniosłem się, kiedy wyjęła go ze swoich ust. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, a nasze oddechy się uspakajały. Wyciągnąłem dłoń ścierając spływającą z jej ust kroplę, po czym roztarłem ją na jej wargach. Chwyciła ją, przygryzając palec, którym kreśliłem linię warg. Westchnąłem.

– To było nieziemskie, mała. Ale nie mogę cię tak zostawić, cała drżysz! Po za tym mamy jeszcze jedną butelkę.

Kiedy otwierałem kolejnego szampana, wpatrywała się w mnie głodna kolejnych doznań, jak jeszcze nigdy. Robiłem to chyba za wolno, bo nie wytrzymała. Usiadła na mnie okrakiem i odebrała mi butelkę. Roześmiałem się.

– Jaka niecierpliwa! – Drażniłem się z nią.

Udało jej się odkręcić cienki drucik i zębami wyjęła korek. Piła łapczywie, śledząc wzrokiem moją twarz. Uśmiechałem się wciąż, potem wyjąłem szampana z jej dłoni, upiłem spory łyk, odstawiłem butelkę i wreszcie ją pocałowałem. Namiętność tego pocałunku zniewalała mnie coraz bardziej, ale nie przestawałem. Chwyciłem ją znów i naprowadziłem na siebie. Przez chwilę zatrzymałem się, rozkoszując uczuciem wypełnienia. Nasze gorące ciała ocierały się o siebie, spragnione bliskości. Nagle zaczęła się poruszać szybko i mocno. Coraz szybciej. Płakała z rokoszy, łapiąc z trudem oddech tylko po to, by szeptać moje imię w coraz większym zatraceniu. Zaciskałem dłonie na jej biodrach.

– Tak mała! Poczuj to raz jeszcze! – Tryumfowałem, napawając się jej reakcją na tę nieokiełznaną, dziką żądzę.

Nie mogłem już dłużej zapanować nad tym. Czułem jeszcze jak drży w spełnieniu, a ja z nią. Krzyknęła chyba moje imię, po czym osunęła mi się w ramiona niemal bez przytomności. Ułożyłem ją na swoim torsie i okrywszy kapą, odpłynąłem w sen.

 

Ann Crevan

_________________
* japońskie przekleństwo

 

2 odpowiedzi na „To, co nam było!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.