Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

RESZTKI

 

resztkiCzwartek w zasadzie kończył mój tydzień w pracy. Oficjalnie jeszcze tylko piątkowe jutro i po południu boski weekend. Czwartek miał to do siebie, że kończył wszystkie resztki. Resztki jedzenia z lodówki, resztki z setki pojemników zapakowanych „na później” – bo trochę zostało. Resztki planu na obowiązki tygodnia w pracy, czy resztki przymusowych spotkań pseudo towarzyskich i służbowych.

Piątkowe śniadanie rozpoczynało weekend. Preludium podróży do nowego tygodnia. I chociaż lubiłem czwartkowe kolacyjki – składaczki, cieszyłem się już na wolny weekend. Dziś oddam królestwo kuchni dla makaronu z boczkiem. Makaron- mocne, męskie, proste danie. Z resztek właśnie. Gar z wodą na gazie, łyżka soli, chlust oleju. Jak źle posolisz wodę, makaron wyjdzie do dupy. Podsmażam resztkę boczku z cebulą w kosteczkę, resztkę pieczarek.

Mieszam.

Makaron lubię twardawy, więc co jakiś czas sprawdzam czy już gotowy. Odcedzam, przerzucam do patelni z boczkiem, mieszam. Resztka sera żółtego starta na grubych oczkach. Wbijam jeszcze jajko. Dodaję pieprz ziołowy, szczyptę soli i czerwonej papryki.

Mieszam.

Wino już nalałem. Muzyka odpalona, można zajadać. Pierwsza łyżka z makaronem zawsze mnie powala. Rewelacja. Lubię i tłustość i smak boczku i chrupkość pieczarki i ser też czuć i ten ekstra sos z jajka. I porcja w sam raz, i resztek z lodówki się pozbyłem. Teraz można odsapnąć na kanapie.

Zabrałem kieliszek wina ze sobą. Muza w tle. Pełen luz. Czadowy koniec tygodnia. Nie spodziewałem się dzwonka do drzwi. To pewnie jakaś pomyłka. Poczekam, może sobie pójdzie. Stukanie. Stukanie i jeszcze raz dzwonek. Cholera, jednak nie pójdzie sobie. Boso podreptałem luknąć, kto mi tam przeszkadza.

Patrzenie przez wizjer nic nie dało. Nikogo nie było. Rozległo się znowu stukanie. Na wysokości mojego pasa

. – Kto do cholery – otworzyłem drzwi na oścież.

Niemal się nie przewróciła. Siedziała skulona, oparta plecami o moje drzwi. Wyglądała jakby była naga. Uniosła głowę – patrzyły na mnie wielkie niebieskie oczy.

– Wpuść mnie – podniosła się powoli.

Okazała się niewysoką, drobnej budowy brunetką. Miała na sobie coś niemal przezroczystego, cieniutkiego – jakby sukienkę. Widać było, że natura tu i ówdzie nie poskąpiła jej wdzięków. Ładna, krągła buzia, pełne karminowe usta i te oczy- nie mogłem oderwać od niej wzroku. Oczy miała wielkie.

– Wpuść mnie – powtórzyła.

Położyła mi dłoń na piersi. Bezwiednie odsunąłem się, wpuszczając ją do środka. Miała bose stopy. Patrzyłem na jej drobne plecy, zwieńczone krąglutkimi połóweczkami pośladków. Przy każdym jej kroku falowały tak niesamowicie. Szedłem za nią jak zahipnotyzowany. Weszła do pokoju jakby była tu po raz kolejny. Podeszła do stołu, podniosła lampkę wina. Upiła trochę. Z kącika jej rozchylonych ust spłynęła czerwona strużka. Usta stały się jakby większe, pełniejsze. Strużka płynęła swobodnie po brodzie, szyi, dekolcie wpływając do rowka pomiędzy krągłościami piersi. Stałem urzeczony. Odebrało mi mowę.

– Kto to jest – przemknęło gdzieś z tyłu głowy, ale to co widziałem było tak absorbujące, że przestałem wręcz myśleć.

Wyciągnęła do mnie rękę.

– Chodź – powiedziały jej usta a ja nie słyszałem żadnego dźwięku. Podszedłem bliżej. Usiadłem na kanapie. Stanęła nade mną.

– Wow! – Była prawie naga, a jednak ubrana.

Nie wierzyłem własnym oczom. Dziewczyna, wciąż patrząc mi w oczy, osunęła się przy mnie na podłogę. Rozsunęła rękoma moje kolana, nachyliła się nade mną. Widok sterczących sutków, napiętych piersi pojawił się tuż przed moim nosem. Poczułem słodki zapach kwiatów. Twarz pieściły mi kosmki jej włosów. Odchyliła głowę do tyłu, odrzuciła włosy. Zaczęła przesuwać swoją dłoń z szyi ku piersi i coraz niżej i niżej. Potrąciła sutek tak sterczący, że zaraz eksploduje, przesunęła ręką po brzuchu i wsunęła palce w majteczki.

– Och… – zamruczała.

Wyjęła dłoń z majteczek, palce pokryte były rozkoszną wilgocią. Dłoń przesunęła wzdłuż mojego brzucha i położyła mi na spodniach. Na mojej rozbuchanej, nadętej męskości. Poczułem wilgoć.

Obudził mnie dzwonek do drzwi.

– Kto do cholery… – poruszyłem się na kanapie.

Wino wylało się na spodnie.

 

Agnieszka

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.